Ścinki z życia ubogiego człowieka – recenzja filmu „Caught by the Tides” – Cannes 2024

Jia Zhangke jest chyba najbardziej emblematycznym chińskim filmowcem dwóch ostatnich dekad. Jego zaskakujący Złoty Lew zdobyty w 2006 roku za nakręcone amatorską kamerą, paradokumentalne slow cinema p.t. Martwa natura pozwolił na realizację produkcji z dużo większymi budżetami niż reszta przedstawicieli swojej generacji. W ramach swojej szóstej wizyty w konkursie głównym MFF w Cannes twórca postanowił jednak wrócić do korzeni swojej twórczości i złożyć piękny hołd wczesnemu kinu swojego pokolenia – Caught by the Tides to wzruszająca pocztówka i prawdopodobnie najlepszy film Zhangke w dotychczasowej karierze.

Dawno, dawno temu w Datong w północnych Chinach była wielka fabryka, a przy niej bar dla pracowników. W 2002 roku, gdy przemysł zmienił się w zgliszcza, a robotnicy bez roboty zalewali nudę, słuchając występów liczących na napiwki miejscowych kobiet, rozgorzało uczucie. Ona – Qiao Qiao (Zhao Tao, żona i muza reżysera), śpiewa, tańczy, pozwala sobie robić zdjęcia; On – Bin (Li Zhubin) jest jej „managerem”; oni – desperacko walczą o przetrwanie w umarłej mieścinie żyjącej wizją przyszłej Olimpiady, igrzysk, które wbrew propagandzie nie zastąpią im chleba. Wkrótce za snem o sukcesie, pieniądzach i lepszym życiu dla obojga Bin wyruszy na południe, rozpoczynając dwie dekady tęsknoty, desperacji i wzajemnych poszukiwań.

Szóste pokolenie chińskich filmowców stanowiło przełom w kinematografii ChRL. Na fali cenzury po protestach na placu Tiananmen jednocześnie ograniczono młodym ludziom wolność ekspresji, a państwo zaczęło z większą chęcią rzucać pieniędzmi w pozbawione społecznego i politycznego wydźwięku kostiumowe dramaty twórców piątej generacji. Studenci ruszyli wtedy po stare ręczne kamery 16 mm czy prywatne VHSy i zamiast „bajeczek dla dzieci” (cytat za esejem Jii Zhangke) chcieli dać głos wykluczonym a także przestrzeń do dyskusji o prawdziwych ludzkich problemach i dramatach. Wang Xiaoshuai, Lou Ye i właśnie Jia Zhangke praktycznie bez żadnego budżetu, często kręcąc nielegalnie, mówili o braku perspektyw (The Days, 1993; Suzhou River, 2000), biedaszybach (Blind Shaft, 2003), czy społecznych kosztach wielkich inwestycji (Martwa natura, 2006), podczas gdy w kinach królowały kosztujące dziesiątki milionów dolarów koncesjonowane eskapistyczne widowiska, by wspomnieć, chociażby Cesarzową Zhanga Yimou czy Żegnaj, moja konkubino Chena Kaige. Twórcy tego pokolenia poszli różnymi ścieżkami: Lou Ye począł przyglądać się młodym, tak samo przegranym niezależnie od dekady, w jakiej narodzili się w piekle na ziemi zwanym Chinami, a Wang Xiaoshuai zaczął babrać się w traumach przeszłości: Rewolucji Kulturalnej, czy polityce jednego dzieciaka. Konikiem Jii Zhangke natomiast stały się społeczne i gospodarcze przemiany ChRL i dynamiczna urbanizacja początku XXI wieku.

Po wspomnianym już weneckim triumfie, gdzie na tapet wzięta została najbardziej ikoniczna inwestycja współczesnych Chin – Tama Trzech Przełomów, nastąpiły 24 City (2008) poświęcone przemianom robotniczego miasta Chengdu od lat pięćdziesiątych do naszych czasów oraz dokument o tym jak się zmieniał Szanghaj p.t. Szkoda, że nie znałem (2010). Wpływ wywarty przez ten postęp i koła historii na ludzką moralność i obyczajowość stematyzowały Dotyk grzechu i Najczystszy jest popiół, a wszystkie te analizy i rozważania zostały połączone w całość za sprawą monumentalnego Nawet góry przeminą (2015), melodramatu w trzech aktach odsadzonych odpowiednio: u progu kariery artysty w 1999, w roku powstania filmu oraz w wizji niedalekiej przyszłości roku 2025.

Gdy Qiao Qiao i Bin przemierzają Chiny z północy na południe i z powrotem w ciuciubabce złamanych serc, z milczeniem obserwują świat wciąż zmieniający się, w taki by końcowo wszystko pozostało po staremu – z nimi na dnie. Poza spojrzeniami i poetyką (urbanistycznej) natury kreśloną pędzlem obiektywu, głównym językiem narracji, nadającym emocjonalny i czaso-dziejowy kontekst są tu chińskie piosenki popowe. Dzięki temu mamy do czynienia z przykładem paradoksalnego gatunku: (niemal)niemego musicalu. Oglądając to monumentalne shan shui XXI-wiecznych przemian Chińskiej Republiki Ludowej, tło dla naszego proletariackiego melodramatu, miłości niemożliwej pekińskiego para-kapitalizmu, nie sposób nie zauważyć mnogości technik filmowych, ciągłego zmieniania obiektywów, kamer, przeskoków z taśmy 16mm na VHS i 4k i na okrętkę, a także niezwykle realistycznego starzenia się bohaterów, zupełnie jakby między niektórymi scenami faktycznie minęły lata.

Gdy świat został zamknięty przez pandemię, a normalne funkcjonowanie planu stało się niemożliwością, trzeba było zacząć myśleć niekonwencjonalnie. Wielu twórców zaczęło się bawić w wideoeseizm, świat zalały kameralne autotematyczne „komedie”, przypomniano sobie także o osadzaniu filmu na ekranie komputera. Jia Zhangke tymczasem poszedł do piwnicy. Przekopując się przez kilometry taśm i terabajty plików z dwóch dekad artystycznej działalności potraktował zbiór odrzuconych scen, nagrań z planu, testów kamery i ujęć robionych „przy okazji” jako budulec swojej fabuły. Jedynie finał filmu został nakręcony specjalnie na potrzeby Caught by the Tides, a około dziesięciu wykorzystanych scen wcześniej pojawiło się już w finalnych wersjach montażowych filmów. Także do niemego musicalu musimy dodać jeszcze określacz: found footage.

Caught by the Tides to list miłosny do dorobku szóstej generacji chińskich filmowców, pomnik wystawiony ich sprzeciwowi, buntowi i artystycznej filozofii. Inherentny dla tego nurtu swoisty „zwrot prekariacki” stanowi serce produkcji, Jia Zhangke nie jest zainteresowany publicystyką, wymierzaniem razów w rząd czy estetyzacją beznadziei. Zamiast tego pokazywany w Cannes portret duszy i ciała chińskiego społeczeństwa ma w sobie zaskakująco pozytywny wydźwięk, to ludzie umęczeni i poranieni, lecz wciąż niezłamani. Iskierka nadziei na lepsze jutro, a może przynajmniej filiżankę dobrej herbaty, kieliszek wódki przy muzyce na żywo, wciąż się tli i daje siłę do dalszej walki. To jeszcze nie czas by czyścić toalety w odmętach depresji.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Caught by the Tides

Tytuł oryginalny:
Feng liu yi dai

Rok: 2024

Kraj produkcji: Chiny

Reżyseria: Jia Zhangke 

Występują: Zhao Tao, Li Zhubin, Changchu Xu i inni

Ocena: 4,5/5

4,5/5