Okno na zachód – recenzja filmu „Brigitte Bardot cudowna” – WFF

Okno na zachód – recenzja filmu „Brigitte Bardot cudowna” – WFF

Mający premierę podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego najnowszy projekt Lecha Majewskiego, oparty na jego własnej powieści Pielgrzymka do grobu Brigitte Bardot cudownej, jawi się jako najbardziej przystępne dzieło w późnej twórczości polskiego filmowca. Z książki o silnie autobiograficznej wymowie artysta wydobywa do scenariusza Brigitte Bardot cudownej przede wszystkim refleksję na temat młodości upływającej w mrokach PRL-u z tym, co pozwalało wytrwać przy zdrowych zmysłach, czyli iskierkami zachodniego świata. Jak się udało połączyć Majewskiemu te dwa żywioły?

Ostatnie obrazy uznanego reżysera były tyleż prestiżowe, co nieznośne i pretensjonalne, sięgające nagminnie po większe niż życie tematy, a przy tym potykające się o własne nogi. Dolina Bogów (NASZA RECENZJA), której rozmach (nawet jeśli okupiony bardzo nieudanym CGI) i gwiazdorska obsada (Josh Hartnett, John Malkovich, „dziewczyna Bonda” Bérénice Marlohe) mogły robić wrażenie na spragnionych podobnych doznań nadwiślańskich widzach, i szykowana przez wieczność Onirica, ze swoją próbą zrozumienia współczesnej Polski przez pryzmat Boskiej komedii, okazały się fiaskiem artystycznym. Po być może największym sukcesie w karierze, jakim był Młyn i krzyż, Majewski nie poszedł za ciosem, w jego filmowej działalności nadszedł regres charakterystyczny dla wielu twórców mieniących się mistrzami. Dołączył do starszych kolegów pokroju Wajdy, Zanussiego, Kawalerowicza czy Hoffmana, których późne dokonania nijak nie mogły równać się z wcześniejszymi arcydziełami.

Majewski, będąc artystą wielu dziedzin, z pewną przesadą nazywanym niegdyś nawet w gdyńskich peanach człowiekiem Renesansu, poetą, malarzem, twórcą wideoartów i oper, pisarzem, kompozytorem, dobry Bóg wie kim jeszcze, a przy tym osobą wykształconą i obytą na salonach, erudytą i inteligentem, musiał zdawać sobie sprawę, że nawet niepowodzenia i brak natchnienia można przekuć w formę sztuki. Stąd, po chłodnym przyjęciu swych ostatnich dzieł, twórca Wojaczka poszedł po rozum do głowy: rozejrzał się po własnym dorobku i wziął się żwawo do ekranizacji powieści Pielgrzymka do grobu Brigitte Bardot cudownej, na kartach której wszak zawarł odniesienia do etapu dorastania w latach 60. i 70. minionego stulecia

Brigitte Bardot cudowna

Protagonistą (i jak się wydaje alter ego samego Lecha Majewskiego) jest nastoletni Adaś (grany z dezynwolturą przez znanego z Baby Bump Kacpra Olszewskiego), samotnie wychowany przez matkę (Magdalena Różczka), a tęskniący za ojcem, lotnikiem w Dywizjonie 302 w Anglii, z której nie wrócił po II wojnie światowej. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że nieobecny rodziciel raczej zginął lub rozpoczął w nowej ojczyźnie życie od nowa, ale dla naszego bohatera, nie ostatni raz, fantazja będzie ważniejsza niż rzeczywistość. Figura bohaterskiego pilota staje się więc pierwszą z galerii herosów, jaką przez lata Adam stworzy. W niewesołych czasach Polski Ludowej dla dorastającego chłopca wzorami stają się widziane na ekranie telewizora postaci zachodniej popkultury. Na ścianie nad łóżkiem fotografie taty lądują więc obok podobizn Winnetou i Old Shatterhand, Simona Templara z serialu Święty (któż wtedy wiedział, że to przyszły James Bond, Roger Moore) czy członków The Beatles, których płytę miał ojciec mu przywieźć z Anglii. Wraz z poszerzeniem spektrum doznań o kinowe seanse, dołącza do nich Marlon Brando, a także rozgrzewające do czerwoności smarkatą chuć: odziana w bikini Rachel Welch, niewychodząca z roli Kleopatry Elizabeth Taylor oraz rzecz jasna tytułowa Brigitte Bardot.

W wizji Majewskiego owa plejada sław (i wiele innych osobistości) przenika dzięki fantazji Adama na peerelowski szarobury Śląsk. Wrotami do Narnii okazuje się seans Pogardy Jean-Luca Godarda, gdzie wyrostek udaje się głównie na nudesy Bardotki. Odtąd protagonista funkcjonuje w świecie, w którym wszystko się może zdarzyć. Zanim jednak zgubimy się wraz z bohaterem w labiryncie korytarzy, pokoi i schodów w tajemniczym Hotelu, dostajemy solidny i być może jednak zbyt rozwleczony prolog. Są w nim te wszystkie dramaty małoletniego serca w PRL-u, przed którymi warto się schować do zamku ze snów i marzeń. Adam ma więc do czynienia nie tylko z domowymi wizytami ubeków, ale przede wszystkim ze zideologizowaną szkołą, gdzie bardziej dba się o portrety partyjnych kacyków i popiersie Lenina niż o dobro uczniów. Co gorsza, Adam nie wie zupełnie jak zagadać do Tereski, z którą chciałby zapewne przeżyć kiedyś swój pierwszy raz.

Otwierając portal do innego wymiaru, chłopak zyskuje wstawiennictwo takich osobistości jak The Beatles, Simon Templer czy Brigitte Bardot (wybrana ponoć przez samą francuską gwiazdę Joanna Opozda). To w jej buduarze Adaś oddaje się voyeurystycznemu aktowi, mającemu w sobie wszak znamiona sakralne. Oto ekranowa bogini zrzuca całe odzienie, prezentując się w pełnej krasie, ale wciąż pozostaje niedostępna dla przybysza-podglądacza, tak przez jego brak doświadczenia, jak i własną ulotność. Podróż przez Hotel będzie w ogóle dla młodzieńca przecieraniem szlaków i poznawaniem nieznanego, poszukiwaniem własnej tożsamości i próbą poradzenia z traumą po utracie ojca. Jak tłumaczy nastolatkowi pracujący w tym przybytku niemal od zawsze portier Żoakim (Stanisław Brudny): znajdują się tu przejścia do różnych krain, ale kierownictwo prowadzi permanentny remont w budynku, dodając nowe pokoje, korytarze, skrzydła, także nikt nie wie, ile obecnie jest pomieszczeń i gdzie prowadzą dane drzwi. Adam podczas wędrówki śladem taty dociera do Anglii, Syberii czy Wenecji. W tym pozbawionym spisanych reguł uniwersum nie jest niczym dziwnym pochód pierwszomajowy, w którym uczestniczą ekscentryczni nauczyciele i straszno-śmieszni ubecy, wraz z reprezentantami świata sztuki wyimaginowani przez chłopaka.

Brigitte Bardot cudowna

Majewski snuje swoją opowieść w malowniczej scenerii, za hotelowe wnętrza posłużyły bowiem pałace w Bożkowie i Łańcucie. Nie boi się także zdubbingować, niczym włoscy mistrzowie, większości obsady: rozmawia się tu wszak w aż czterech językach, oprócz polskiego, także po rosyjsku, angielsku i francusku. Twórca Angelusa porusza uniwersalne tematy, ale z mniejszą pretensją niż zazwyczaj, nie ucieka się, jak drzewiej bywało, do wielkich tekstów kultury, ale do jarmarcznego wymiaru kina i do ekranu błyszczącego odbitym światłem gwiazd. To spojrzenie pełne naiwności wkraczającego dopiero w życie młokosa, uczącego się przez pryzmat popkultury, doznającego kolejne filmy i płyty muzyczne z podobną prostolinijnością jak pierwsze zakochanie.

Brigitte Bardot cudowna, choć jest zgrabniejsza i bardziej spełniona niż niedawne projekty Majewskiego, zostaje pogrzebana przez predylekcję reżysera do tłumaczenia każdego ruchu kamery i podejmowanych w dialogach kwestii. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że zamiast niczym demiurg tworzyć samemu światy, poprzestaje on na serii wizualnych cytatów z bardziej uznanych dzieł. Film zatem przypomina chwilami siermiężną wersję Sanatorium pod Klepsydrą Hasa, Miasto kobiet Felliniego czy Parnassusa Gilliama, lecz jest od nich sporo skromniejszy i epizodyczny, na większe szaleństwa zabrakło po prostu budżetu. Koniec końców nowe dzieło Majewskiego nie zadowoli raczej ani kinofili, ani niedzielnych widzów. Dla pierwszych za dużo tu instrukcji i znakowanych kart oraz chaotycznego przymilania się poprzez ikony X Muzy, dla drugich – za mało dramaturgicznego pazura, brak klarownych podziałów i znikoma szansa na identyfikację z bohaterem.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

Brigitte Bardot cudowna

Rok: 2021

Gatunek: dramat

Kraj produkcji: Polska

Reżyseria: Lech Majewski

Występują: Kacper Olszewski, Joanna Opozda, Tomasz Sapryk i inni

Ocena: 2,5/5