Ojciec i syn – recenzja filmu „Boluomi” – Pięć Smaków

Ojciec i syn – recenzja filmu „Boluomi” – Pięć Smaków

W startującym w konkursie Nowe Kino Azji w ramach Festiwalu Filmowego Pięć Smaków malezyjsko-tajwańskim Boloumi obserwujemy dwutorowo losy młodego emigranta, który przybył na Tajwan na studia, i jego ojca urodzonego w dżungli podczas walk z Brytyjczykami o niepodległość Malezji.

Dla jednego z twórców, czyli Lau Kek-huata, Boluomi jest bardzo osobistym projektem. Jego rodziny dotyczą bowiem oba dominujące tematy filmu, czyli niesprawiedliwość społeczna, jaka dotyka migrantów, i powstanie przeciw kolonialnemu uciskowi. Sam reżyser musiał wyjechać z Malezji, by podjąć studia w Singapurze, a obecnie nadal pozostaje na obczyźnie, kręcąc filmy w Tajwanie. W pełni rozumie zatem nadal występujące w jego ojczyźnie antyimigranckie nastroje, objawiające się dosadnie w tym, że ich potomkowie mają utrudniony dostęp do wyższych uczelni. W swoim obecnym miejscu zamieszkania dostrzegał z całą mocą, że sukces gospodarczy jest oparty na wyzysku ludności napływowej, która jednocześnie żyje na marginesie społeczeństwa.

Jeśli chodzi o drugi temat, dziadek Lau Kek-huata sportretowany w dokumentalnym debiucie tego twórcy Absent Without Leave należał do Malajskiej Partii Komunistycznej, walczył w powstaniu malajskim i zginął w 1949 roku. Potrzeba opowiedzenia o wydarzeniach z tamtych lat także w Boluomi, zrodziła się z tego, że obecnie rząd Malezji odcina się od komunistycznych fundamentów niepodległościowego zrywu (skąd my znamy to pisanie historii na nowo?), a walka partyzancka z Brytyjczykami pozostaje tematem tabu.

W prologu filmu czytamy: „Malajska Partia Komunistyczna przez lata prowadziła w dżungli partyzantką wojnę o niepodległość. Każde urodzone wtedy dziecko starano się wynieść stamtąd, aby dać szansę na przeżycie.”. Na samym początku filmu poznajemy jedno z takich dzieci, które zostaje jako niemowlę ukryte przez matkę w wydrążonym owocu jackfruita (czyli chlebowca). W Polsce jackfruit może nadal wydawać się dość egzotycznym frykasem, ale w Azji Południowo-Wschodniej jest powszechnie znany z uwagi na swoją pożywność. Chłopiec zostaje znaleziony przez parę staruszków z pobliskiej wsi. Otrzymuje imię Boloumi, oznaczające właśnie jackfruita, lecz częściej przyszywani rodzice wołają na niego Mi. Choć wydaje się, że znalazł bezpieczny zakątek, wojna i bieda będą mu towarzyszyły jeszcze przez lata.

boluomi

Drugi wątek rozgrywa się 60 lat później. Dwudziestokilkuletni syn Mi, Yi-fan, przebywa na emigracji w Tajwanie, gdzie ledwo wiążąc koniec z końcem, studiuje rolnictwo na uniwersytecie w Kaohsiung. W ojczyźnie nie miałby takiej możliwości, bo jak wielu Malajów pochodzenia chińskiego ma utrudniony dostęp do edukacji. Obowiązuje tam bowiem przy przyjęciu na studia system kwotowy, obecnie nazywany eufemistycznie „warunkami przyjęć”. Polega on na tym, że na wyższych uczelniach tylko 40% nowych studentów może pochodzić z indyjskich i chińskich diaspor. W retrospekcjach widzimy także niedolę chłopaka w Malezji, gdzie był stygmatyzowany i pogardzany, a jego rodzina nie radziła sobie z hazardowymi długami ojca.

Wiodącym wątkiem w życiu Yi-fana staje się relacja z poznaną na poczcie Lailą, dziewczyną z Filipin, która śpi kątem w salonie masażu, a w ciągu dnia pracuje jako kucharka i gosposia w domu Tajwańczyków. Sądząc po jej panicznej reakcji na widok policji zaglądającej do jej kryjówki, jest raczej na Tajwanie niezbyt legalnie. Spotkania obojga są o tyle ciekawe, że Laila nie mówi zbyt dobrze ani po chińsku ani po angielsku. Młodzi i zagubieni w metropolii emigranci znajdują jednak powoli wspólny język, szukając choćby podobieństw w malajskim (bahasa Malaysia) i używanym na Filipinach tagalog. Dla tej dwójki jedzenie jackfruita podczas obchodów Chińskiego Nowego Roku łączy się ze wspomnieniem domu i bezpowrotnie minionej beztroski związanej z czasem dzieciństwa. Ot, taka krótka chwila wytchnienia w trudach życia na obczyźnie.

Pomiędzy uczelnią i romantycznymi uniesieniami Yi-fan musi też zadbać o podstawę swojego bytu. Żeby zarobić, roznosi ulotki i wykonuje drobne prace kuchenne w restauracji z hot-pot (gorącymi kociołkami). Pewnego razu przez nieuwagę podczas krojenia mięsa traci palec. Przypomina to ukazaną w filmie nieco wcześniej kłótnię z ojcem, podczas której młodzieniec w przypływie rezygnacji i niezgody na hazardowe wybryki głowy rodziny niczym jakiś yakuza odcina mu palec. Trudno nie dopatrzeć się w tym szalonym i desperackim geście próby wyrugowania swoich korzeni, które na każdym kroku w Malezji są dla Yi-fana przeszkodą. Powtórzenie się sytuacji w jego emigranckim życiu być może ma wskazywać na coś zupełnie odwrotnego. Na potrzebę obejrzenia się za siebie i docenienia własnej tożsamości.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Boluomi plakat

Boluomi

Rok: 2019

Gatunek: dramat

Kraj produkcji: Malezja, Tajwan

Reżyseria: Vera Chen, Lau Kek-huat

Występują: Nien-Hsuan Wu, Laila Ulao, Vera Chen i inni

Ocena: 3/5