Berlinale 2026 – prognozy i oczekiwania

Od jutra skupiamy naszą soczewkę za zachodnią granicą, gdzie rozpocznie się 76. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie (12-22 lutego 2026). Imprezę relacjonować będą nasi redaktorzy: Julia Palmowska, Tomasz Poborca, Marcin Prymas i Maks Reiter, a także współpracownicy. Zeszłoroczne „nowe otwarcie”, które zapowiadała zmiana dyrekcji, okazało się dużym rozczarowaniem. Tradycyjnie już w przededniu festiwalu przedstawiamy nasze prognozy i oczekiwania dotyczące filmów, które znalazły się w konkursie głównym. Zespół selekcyjny z Tricią Tuttle na czele zaprosił do niego 21 produkcji. Tym razem w składzie nie uświadczymy wielkich nazwisk; głośniejszych twórców znajdziemy w sekcjach pobocznych. W konkursie głównym swoje nowe filmy pokażą m.in. Kornél Mundruczó, Alain Gomis czy Karim Aïnouz. Bogatą reprezentacją cieszą się – poza gospodarzami, wśród których nie mogło zabraknąć Angeli Schanelec – Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania, a także Francuzi. Zobaczymy także jedną polską koprodukcję. Filmy oceni jury pod przewodnictwem Wima Wendersa.

AT THE SEA 🇺🇸🇭🇺

reżyseria: Kornél Mundruczó

obsada: Amy Adams, Murray Bartlett, Chloe East, Brett Goldstein, Dan Levy

Wszystko zaczęło się od Kilku pogodnych dni oraz Joanny, które rozpoczęły drogę Węgra do panteonu europejskiego kina. Kluczem było skupienie się na postaciach żyjących na marginesie oraz łączenie gatunków. Drugi długi metraż to wariacja opery, dziejąca się w klinice odwykowej. Mieliśmy swojego lokalnego Korine’a, który oprócz skupiania się na cielesności, uderzał w publiczne instytucje. Szersze uznanie nastąpiło wraz z Białym Bogiem i zwycięstwem Un Certain Regard w 2014 r., gdzie połączył melodramat widziany oczami dziecka oraz bunt psów przeciwko ludzkości.

Szerokim echem odbiły się Cząstki kobiety, pierwszy anglojęzyczny projekt Kornéla Mundruczó: opowieść skupiająca się wokół żałoby po stracie dziecka, oparta na sztuce teatralnej Katy Wéber oraz jej osobistych doświadczeniach. Potem przyszedł czas na Ewolucję, jednak ona nie przedarła się do szerszej świadomości widowni po premierze w trakcie 74. edycji festiwalu w Cannes. Teraz węgierski reżyser wraca z nowym projektem po blisko pięciu latach. Przerwa od kina była jednak dla twórcy wyjątkowo płodna, ponieważ na deskach niemieckiego oraz węgierskiego teatru wystawił premierowo aż pięć sztuk.

At the Sea można potraktować jako historię o próbie udowodnienia światu, że można jeszcze wrócić na dobrą ścieżkę. Pierwszą perspektywę znajdziemy w samym filmie. Soczewka Mundruczó skupia się na dokumentowaniu perypetii Laury, która po alkoholowym odwyku chce odzyskać zaufanie: rodziny, dawnej grupy tanecznej, a także do samej siebie. Drugiej można się dopatrywać w portretującej główną bohaterkę Amy Adams. Aktorka w końcu od blisko dekady nie pokazywała się z najlepszej strony, wcielając się chociażby w rolę matki obecnego wiceprezydenta w Elegii dla bidoków czy szczekając w Nocnej suce. Niegdyś nominowana rokrocznie do najróżniejszych nagród, która zasmakowała sześciu nominacji do Oscara, teraz znajduje się na listach najbardziej marnowanych karier w Hollywood.

Obok Adams na ekranie zobaczymy Murraya Bartletta, Bretta Goldsteina czy znanego z amerykańskiego The Office Rainna Wilsona. Scenariusz do najnowszej produkcji Węgra został ponownie napisany przez Katy Wéber, jego życiową partnerkę. Za muzykę odpowiedzialny jest rosyjsko-francuski duet braci Galperine, odpowiadający wcześniej za ścieżkę dźwiękową Bożego Ciała Jana Komasy czy Niemiłości Zwiagincewa. Będzie to pierwsza wizyta węgierskiego reżysera w Berlinie. W ten sposób dołączy on do twórców, których tytuły miały premierę na wszystkich festiwalach tzw. Wielkiej Trójki.

Szymon Pazera
Szymon Pazera

À VOIX BASSE / IN A WHISPER 🇫🇷🇹🇳

reżyseria: Leyla Bouzid

obsada: Eya Bouteraa, Hiam Abbass, Marion Barbeau, Feriel Chamari

Tunezyjska reżyserka Leyla Bouzid pochodzi z rodziny artystycznej – jej ojciec, Nouri Bouzid jest autorem takich filmów jak Człowiek z popiołu czy Złote podkowy, które wyświetlane były w sekcji Un Certain Regard festiwalu w Cannes. Urodziła się w 1984 roku w Tunisie. Ukończyła studia na Sorbonie a następnie na La Fémis. Zadebiutowała filmem krótkometrażowym Zakaria w roku 2013. Przedstawiła w nim historię emigranta, który na wieść o śmierci ojca w Algierii postanawia powrócić z rodziną do ojczyzny. Film Z otwartymi oczami z roku 2015 był pełnometrażowym debiutem artystki. Historia młodej piosenkarki rockowej zmagającej się zarówno z osobistymi jak i politycznymi rozterkami w przededniu jaśminowej rewolucji w Tunezji spotkała się z zainteresowaniem krytyki i publiczności. W recenzjach podkreślano dojrzałość debiutantki oraz charyzmę i energię wcielającej się w główną rolę Bayi Medhaffar. Film był tunezyjskim kandydatem do Oscara, aczkolwiek nie uzyskał nominacji.

W Historii o miłości i pożądaniu z 2021 roku Leyla Bouzid kontynuuje swoje zainteresowanie tematami młodości i dorastania na przecięciu kultur i tożsamości. Ahmed, Francuz pochodzenia algierskiego, poznaje na paryskim uniwersytecie Tunezyjkę Farah. Młodzieńcza nieśmiałość zderza się z pożądaniem oraz odkryciem arabskiej literatury erotycznej. Obraz zakwalifikowano do konkursu głównego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Valladolid, gdzie walczył o Złoty Kłos. Rola Ahmeda przyniosła Samiemu Outalbaliemu nominację do Cezara w kategorii Najbardziej obiecujący aktor. 

Na tegorocznym festiwalu w Berlinie Layla Bouzid przedstawi swoje najnowsze dzieło, À voix basse (tytuł angielski In a Whisper) stanowiące konsekwentne rozwinięcie kariery reżyserskiej Tunezyjki. Podobnie jak w krótkometrażowym debiucie, zawiązaniem akcji staje się śmierć w rodzinie i powrót do domu. Lilia wraca do Tunezji na pogrzeb wuja i zmuszona jest skonfrontować się z życiem, które porzuciła. Utrzymuje w sekrecie swój związek z kobietą, jednak sama pragnie odkryć tajemnicę niespodziewanego zgonu. Reżyserka sprawnie przeplata niemal detektywistyczną narrację o swej ojczyźnie z rodzinnym dramatem. Na ekranie zobaczymy m.in. Hiam Abbas, znaną polskim widzom z filmów Nadal kryję się z paleniem czy W czterech ścianach życia.

Mateusz Marcin Mróz
Mateusz Marcin Mróz

DAO 🇫🇷🇸🇳

reżyseria: Alain Gomis

obsada: Katy Correa, D’Johé Kouadio, Samir Guesmi, Mike Etienne, Nicolas Gomis

Alain Gomis to twórca, którego interesuje przede wszystkim przenikanie się kultur i tożsamości. Sam jest urodzonym w Paryżu synem Senegalczyka i Francuzki. Świetnie wykształcony (historia sztuki i film na paryskiej Sorbonie) wszedł w świat kina z przytupem. Debiutancka Afrancja (2001), będąca portretem studiującego nad Sekwaną Senegalczyka, przyniosła mu udział w konkursie głównym w Locarno i Nagrodę Jury Ekumenicznego na tym festiwalu. Andaluzja (2007) była prezentowana w sekcji Giornate degli Autori w Wenecji. Do Berlina zawitał po raz pierwszy w 2012 roku z filmem Dzisiaj, który startował w konkursie głównym, by potem zostać oficjalnym senegalskim kandydatem do Oscara. Od tego czasu Gomis staje się stałym bywalcem tej filmowej imprezy. Kolejna wizyta z Félicité (2017) zaowocowała Srebrnym Niedźwiedziem – Wielką Nagrodą Jury oraz udziałem autora w jury oceniającym debiuty na 69. MFF w Berlinie w 2019 roku. W 2022 roku prezentował w sekcji Forum dokument Rewind & Play, który został dobrze przyjęty również przez polską publiczność na festiwalu Nowe Horyzonty w 2023 roku. Każdy z tych filmów poruszał kwestie społeczne i rasowe i zapewne nie inaczej będzie w jego najnowszym dziele.

Opis festiwalowy Dao jest krótki i nieco enigmatyczny. Wiemy tyle, że oglądając dwie różne uroczystości (ślub we Francji i prawdopodobnie pogrzeb w Gwinei Bissau) będziemy mogli zaobserwować powiązania rodzinne między osobami mieszkającymi w tych krajach. W trwającej ponad trzy godziny fabule, w której usłyszymy aż pięć różnych języków, zagrali oprócz starego wyjadacza Samira Guesmi (Takie lato, Kobieta z piątej dzielnicy) szerzej nieznani wykonawcy: Katy Correa, D’Johé Kouadio, Mike Etienne i Nicolas Gomis. 

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł Tesznar

DUST 🇧🇪🇵🇱

reżyseria: Anke Blondé

obsada: Arieh Worthalter, Jan Hammenecker, Thibaud Dooms, Anthony Welsh

Film flamandzkiej reżyserki Anke Blondé jest koprodukcją Belgii, Polski, Grecji i Wielkiej Brytanii. Akcja toczy się pod koniec lat dziewięćdziesiątych, w szczytowym okresie boomu technologicznego w Belgii. Opowiada historię dwóch wizjonerskich przedsiębiorców Luca (Jan Hammenecker) i Geerta (Arieh Worthalter), którzy doświadczają upadku swojego małego imperium w wyniku ujawnienia informacji o popełnionym przez nich oszustwie. Jak ujmuje to opis festiwalowy: „mając przed sobą tylko jeden dzień wolności, rozstają się, aby szukać odkupienia”.

Dust jest dopiero drugim pełnym metrażem autorki (ma na koncie kilka dobrze przyjętych shortów oraz seriale telewizyjne). Debiut z 2019 roku Najlepsza Dorien B. wyświetlany był na festiwalach w Rotterdamie i Ostendzie. Była to dosyć oryginalna i nieoczywista dramato-komedia o kobiecie, na której idealnym życiu zaczynają się pojawiać rysy.

Scenarzystą najnowszego filmu Blondé jest Angelo Tijssens, autor hitów Lukasa Dhonta Dziewczyna i Blisko. Z tamtych produkcji przywędrował na plan również autor zdjęć Frank van den Eeden, ostatnio odpowiedzialny za kadry w irlandzkim filmie Drobiazgi takie jak te Tima Mielantsa.

Ze strony polskiej za produkcję odpowiadały Joanna Szymańska i Krystyna Kantor spod szyldu Shipsboy (Hiacynt, Detektyw Bruno). Ponadto z naszego kraju w ekipie znalazła się m.in. scenografka Ewa Mroczkowska (Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej, Sala samobójców. Hejter).

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł Tesznar

ETWAS GANZ BESONDERES / HOME STORIES 🇩🇪

reżyseria: Eva Trobisch

obsada: Frida Hornemann, Max Riemelt, Eva Löbau, Gina Henkel, Rahel Ohm

Niemiecka reżyserka pokaże w konkursie swój trzeci film pełnometrażowy Etwas ganz Besonderes (niem. Coś wyjątkowego, tytuł angielski Home Stories). Poprzedni Ivo (2024), będący portretem pielęgniarki paliatywnej, prezentowany był w sekcji Encounters. Za swój pierwszy pełny metraż Wszystko dobrze (2018), opowiadający o skutkach skrywania gwałtu, otrzymała nagrodę dla najlepszego debiutu na festiwalu w Locarno.

Protagonistką najnowszej produkcji jest nastoletnia Lea (podobno świetna rola debiutującej Fridy Hornemann), przygotowująca się do występu w telewizyjnym talent-show. Gdy redaktorzy programu zadają jej pytanie „Kim jesteś?”, zdezorientowana dziewczyna zaczyna szukać odpowiedzi. Towarzysząc małolacie, poznajemy przy okazji jej rodzinę i znajomych oraz przyglądamy się prowincjonalnemu miasteczku w Niemczech Wschodnich, w tym podupadłemu hotelikowi prowadzonemu przez wiecznie skłóconych dziadków Lei (Peter René Lüdicke i Rahel Ohm) oraz miejscowemu muzeum kierowanemu przez ciotkę Kati (Eva Löbau), które dzięki unijnym funduszom przymierza się do gruntownego remontu. 

Od ilości postaci pojawiających się w opisie fabuły może się zakręcić w głowie. Oprócz wcześniej wymienionych znajdą się tam będący w separacji rodzice dziewczynki Matze (Max Riemelt) i Rieke (Gina Henkel jako matka będąca w ciąży z nowym partnerem, granym przez Floriana Lukasa) oraz najlepsza przyjaciółka Bonny (Ida Fischer), zakochana w kuzynie Lei, aktywiście Edgarze (Florian Geißelmann). Pocieszające, że pomimo tylu postaci i wątków film trwa niecałe dwie godziny (pamiętacie niedawny niemiecki dramat rodzinny z Berlinale, ponad trzygodzinną Symfonię o umieraniu Matthiasa Glasnera?).

Jedną ze współproducentek filmu jest Maren Ade, reżyserka pamiętnego Toniego Erdmanna z 2016 roku.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł Tesznar

EVERYBODY DIGS BILL EVANS 🇮🇪🇬🇧

reżyseria: Grant Gee

obsada: Anders Danielsen Lie, Bill Pullman, Laurie Metcalf, Barry Ward, Valene Kane

O znaczeniu 1959 roku wie każdy, kto choć trochę interesuje się jazzem. To wtedy Miles Davis popularyzował modalizm w jazzie za sprawą Kind of Blue, Ornette Coleman wieścił The Shape of Jazz to Come, a Dave Brubeck Quartet wydał Take-Out z kultowym Take Five, które stało się pierwszym jazzowym singlem sprzedanym w ponad milionie kopii. W tym samym roku Ronnie Scott otworzył w Soho swój legendarny klub, a potworne uzależnienia ostatecznie wyniszczyły po kolei Lestera Younga i Billie Holiday. Pozostaje jeszcze wspomnieć, że rozdano wówczas pierwsze Grammy. W życiu Billa Evansa 1959 miał nie mniejsze znaczenie: nagrał tytułowy album, powrócił do sekstetu Davisa, tworząc choćby legendarną miniaturę Blue In Green na wspomnianym wyżej dziele. Poznał wtedy również Elaine Schultz, późniejszą wieloletnią partnerkę (uwaga! przestrzegam przed sprawdzaniem, jak zakończyła się ich historia!), a także – co kluczowe dla berlińskiej biografii – Scotta LaFaro.

Dwudziestotrzyletni kontrabasista był wówczas jednym z najlepiej zapowiadających się muzyków jazzowych i zwrócił się do Evansa z propozycją założenia trio wraz z perkusistą Paulem Motianem. Tria, które w ciągu swojej zaledwie dwuletniej działalności ustanowiło niedościgniony standard dla tego typu zespołów. 1959 zakończyli nagraniem jednego z moich ulubionych albumów – co by nie pozostawać w sferze nagiej faktografii – Portrait In Jazz. 1961 rozpoczęli za to rejestracją Explorations z pamiętnym nagraniem utworu Nardis. LaFaro okazał się muzykiem, z którym Evansa połączyła szczególna nić porozumienia, co słychać zresztą w ich jazzowym idiolekcie. Przez ten czas trio regularnie koncertowało, co ukoronowali zarejestrowaniem Sunday at the Village Vanguard, występem na żywo kanonicznym dla tego gatunku. Niestety, ten krótki, acz treściwy okres współpracy został brutalnie przerwany, kiedy niecałe dwa tygodnie później zaledwie dwudziestopięcioletni LaFaro zginął w wypadku samochodowym. To właśnie o próbach poradzenia sobie z traumą tego wydarzenia przez Evansa opowie konkursowy projekt Granta Gee.

Dość o sprawach ciekawych – pora na film! Scenariusz autorstwa Marka O’Hallorana, aktora i scenarzysty kojarzonego przede wszystkim z projektem Adam & Paul Lenny’ego Abrahamsona, powstał na podstawie powieści Intermission Owena Martella. Zamiast poetyckiego tytułu pierwowzoru wybrano elegancką marketingowo nazwę albumu tria Evansa z 1959 roku – Everybody Digs Bill Evans, nagranego jeszcze z Samem Jonesem i Phillym Joe Jonesem. Próżno szukać w tym symbolicznego zagrania, ale cóż, prawa rynku swoje robią (w tym przypadku zresztą wciąż z klasą). Na czele całego przedsięwzięcia stanął Grant Gee, dla którego będzie to debiut fabularny, choć jest on już mocno doświadczonym dokumentalistą, eseistą i operatorem, związanym zresztą ściśle z muzyczną tematyką o szerokim spektrum gatunkowym. Największy rozgłos, otrzymując nawet nominację do Grammy, zdobył za sprawą Meeting People Is Easy (1998), gdzie przyglądał się trasie Radiohead po wydaniu OK Computer. W kolejnych latach chwalono go także za dokument o Joy Division (2007), a także filmową ilustrację Judith, preludium do Zamku Sinobrodego Béli Bartóka w wystawieniu Katie Mitchell (2020) w monachijskiej Bawarskiej Operze Narodowej. Pozamuzyczne fascynacje Gee również przedstawiają się interesująco; dominują literaci: od Sebalda, przez Iaina Sinclaira, aż po Orhana Pamuka.

Niestety, Crispin Glover jest już za stary, w związku z czym w roli głównej zobaczymy Andersa Danielsena Lie, ulubionego aktora Joachima Triera, podobno wciąż wypełniającego swoje medyczne powołanie, dla którego będzie to tak naprawdę pierwsza tak duża rola anglojęzyczna. W tym momencie to jedyny aktor przypisany do konkretnej postaci. Oprócz niego zobaczymy: Billa Pullmana i Laurie Metcalf – prawdopodobnie jako rodziców pianisty, którzy w literackim pierwowzorze odgrywają nawet role narratorów, oraz irlandzkich aktorów: Barry’ego Warda – być może w roli Harry’ego, brata Billa, a także Valene Kane i Katie McGrath. Jedna z nich wcieli się pewnie w Elaine, a druga – żonę Harry’ego. Niektóre źródła podają, jakoby Isabelle Harriet miała zagrać tu w rolę dorosłej Debby, siostrzenicy Evansa, której poświęcił swojego słynnego walca. Dziewczynka miała w czasie akcji zaledwie pięć lat, ale być może ze względu na wagę wykonania tego utworu w składzie z LaFaro jej postać dostanie nieco szerszą wariację.

Niewiele na tym festiwalu polskich akcentów, więc dla porządku wspomnę, że montażysta filmu Adam Biskupski (pracujący wcześniej w pionach edytorskich Zgiń, kochanie czy Musimy porozmawiać o Kevinie) pochodzenia się raczej nie wyprze.

Julia Palmowska
Julia Palmowska

GELBE BRIEFE / YELLOW LETTERS 🇩🇪🇫🇷🇹🇷

reżyseria: Ilker Çatak

obsada: Özgü Namal, Tansu Biçer, Leyla Smyrna Cabas, İpek Bilgin

Ilker Çatak jest jednym z najważniejszych reżyserów współczesnego kina niemieckiego, a jego twórczość od początku kształtowało doświadczenie migracyjne. Urodzony w Berlinie w rodzinie tureckich imigrantów, dorastał pomiędzy Niemcami a Turcją, co ukształtowało jego wrażliwość na kwestie tożsamości i napięć kulturowych. Od młodych lat pracował w przemyśle filmowym – jeszcze zanim rozpoczął formalną edukację w tym kierunku. W trakcie studiów reżyserskich w Berlinie i Hamburgu realizował krótkie formy, które szybko zaczęły krążyć po międzynarodowych festiwalach. Jego etiudy zdobywały liczne wyróżnienia, w tym nagrody na Studenckich Oscarach, torując mu szybką drogę do debiutu.

Od 2017 roku Çatak regularnie realizuje filmy pełnometrażowe. Es war einmal Indianerland, Zgodne oświadczenie stron czy Stambulski ogród miały premiery na niemieckich festiwalach i przyniosły mu uznanie krajowej krytyki oraz branży. Przełomem okazał się rok 2023 i Pokój nauczycielski, który z berlińskiej Panoramy doszedł aż do oscarowej nominacji za najlepszy film międzynarodowy, a w konsekwencji do szerokiej, międzynarodowej dystrybucji. To ten film uczynił z Çataka nazwisko rozpoznawalne daleko poza ojczyzną.

Yellow Letters (Gelbe Briefe) to kolejny krok – pierwszy udział reżysera w Konkursie Głównym Berlinale. Film powstał w całości w języku tureckim i jest głęboko zakorzeniony w realiach tego kraju, choć zdjęcia zrealizowano w Berlinie i Hamburgu, „grających” Ankarę i Stambuł. Çatak w najbardziej bezpośredni w swojej twórczości sposób podejmuje tu temat relacji jednostki z aparatem państwowym, wpisując ją w pełną napięcia historię rozpadu artystycznej rodziny.

Maks Reiter
Maks Reiter

JOSEPHINE 🇺🇸

reżyseria: Beth de Araújo

obsada: Channing Tatum, Gemma Chan, Mason Reeves, Philip Ettinger, Syra McCarthy

Josephine jest projektem, o którym – jeśli nikt nie zjadłby nietoperza – pisalibyśmy być może już kilka lat temu. Beth de Araújo planowała tak w końcu rozpocząć swoją reżyserską karierę, uczestnicząc z nim nawet w warsztatach Sundance Institute. Zamiast tego zadebiutowała kameralnym thrillerem psychologicznym Soft & Quiet wyprodukowanym przez Blumhouse i utrzymanym w duchu firmy. Nakręcony i zmontowany jako iluzja jednego ujęcia film został ciepło przyjęty po premierze na SXSW w 2022 roku. Araújo zainspirowała się przy pisaniu scenariusza incydentem z 2020, kiedy to w Central Parku biała kobieta, twierdząc, że czuje się zagrożona, wezwała policję na czarnego obserwatora ptaków po tym, jak ten zwrócił jej uwagę, aby zgodnie z regulaminem miejsca założyła swojemu psu smycz. Nagrania sytuacji żadnego zagrożenia jednak nie ukazały. 

W Josephine Araújo idzie o krok dalej, inspirując się własnymi przeżyciami z dzieciństwa, kiedy to jako ośmiolatka była świadkiem tragicznej sytuacji i ten właśnie motyw wykorzystuje w swojej nowej fabule. Josephine podczas zabaw w parku widzi napaść na tle seksualnym. Wydarzenie okazuje się traumatyczne nie tylko dla dziewczynki, ale i rodziców, którzy muszą odnaleźć sposób, aby pomóc jej przepracować traumatyczne przeżycie. W rolach rodziców zobaczymy Gemmę Chan i Channinga Tatuma. Film miał premierę pod koniec stycznia na festiwalu w Sundance, który ostatecznie wygrał. Zachwytowi jurorów wtórowała publiczność, a także krytycy. Choć muszę przyznać, że stale przyjmuję zasadę wątpienia we wszystko, co pochodzi z tej imprezy. 

Julia Palmowska
Julia Palmowska

KURTULUŞ / SALVATION 🇹🇷🇳🇱

reżyseria: Emin Alper

obsada: Caner Cindoruk, Berkay Ateş, Feyyaz Duman, Naz Göktan, Özlem Taş

Emin Alper jest jednym z najlepiej znanych polskiej publice twórców współczesnego kina tureckiego. W 2015 roku jego druga fabuła – Blokada – opuściła Lido ze Specjalną Nagrodą Jury, a następnie trafiła do polskiej dystrybucji za sprawą efemerycznego projektu Scope100, współorganizowanego przez Gutek Film. W tym głęboko inspirowanym kinem Romana Polańskiego czy Alfreda Hitchcocka thrillerze reżyser eksplorował poczucie paranoi i zagrożenia poprzez relacje trzech braci, zmieniających tożsamości i skrywających sekrety. To właśnie niepokój oraz rozpad rodzinnych i osobistych więzi w rzeczywistości przegniłego do cna państwa, a także liczne cytaty i zapożyczenia z dzieł największych zachodnich twórców, są znakami rozpoznawczymi Alpera.

Po Blokadzie przyszła pora na Opowieść o trzech siostrach (konkurs Berlinale 2018) oraz kafkowsko-neonoirowe Gorące dni (canneńskie Un Certain Regard w 2022) – oba filmy także znalazły polską dystrybucję. W obu tych produkcjach zagłębiał się w temat ekonomicznych i społecznych zależności oraz uprzedzeń na linii miasto–prowincja, a także homofobii i seksizmu swoich rodaków. Te zainteresowania wprost wynikają z życiorysu reżysera, który podobnie jak autor tego opisu początkowo nie planował wiązać się z kinem. Rozpoczął studia ekonomiczne, podczas których jednak zajmował się głównie uczelnianym klubem filmowym. Wspólnie z innymi żakami organizował na uczelni gościnne wykłady i spotkania z największymi lokalnymi artystami X muzy, takimi jak Nuri Bilge Ceylan czy Zeki Demirkubuz, a sam Alper rozpoczął karierę jako krytyk filmowy, z czasem rozszerzając swoje portfolio o publicystykę polityczną. Zanim zadebiutował pełnometrażowo w 2012 roku filmem Za wzgórzem (najlepszy debiut sekcji Forum na Berlinale), nie tylko zdążył zrealizować kilka krótkich metraży, ale także obronił doktorat z tureckiej historii najnowszej i zaczął wykładać na stambulskiej politechnice.

W Kurtuluş (Salvation) obowiązkowe motywy powracają. Niespecjalnie lubiany za swoje liberalne poglądy filmowiec znów zgromadził fundusze w połowie krajów świata (wśród kluczowych koproducentów wymieniane są Francja, Holandia, Grecja, Szwecja i Arabia Saudyjska), a akcję osadził pośrodku niczego. Tym razem wybór padł na kurdyjską górską wioskę, gdzie między braćmi wybucha konflikt o miedzę – w tle pobrzmiewa walka o władzę, napięcia polityczne, przekonania religijne i osobiste uprzedzenia. W roli głównej występuje Caner Cindoruk, ulubiony aktor Zekiego Demirkubuza, który w ostatnich latach pracował jednak głównie w telewizji i teatrze.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

MEINE FRAU WEINT / MY WIFE CRIES 🇩🇪🇫🇷

reżyseria: Angela Schanelec

obsada: Vladimir Vulević, Agathe Bonitzer, Birte Schnöink, Pauline Rebmann, Ben Carter

Filmy Angeli Schanelec mają to do siebie, że gdyby nakręcić ich parodię – nic by się nie zmieniło. W swoim ostatnim projekcie, Muzyce, postanowiła wstrząsnąć berlińską publicznością zrzucając mężczyznę na sam środek Potsdamer Platz, tuż obok festiwalowego pałacu, w którym odbywała się premiera. Szok musiał być bardzo silny, bo prawie nikt go nie zauważył, choć mogło być to związane z faktem, że do tego momentu zdecydowana większość publiki zdążyła już opuścić salę, trzaskając drzwiami. A jednak Niemka zakończyła imprezę ze Srebrnym Niedźwiedziem za scenariusz, symbolicznie pokonując wszystkich tych, którzy od lat wyśmiewali jej styl za ślamazarne tempo i grubo ciosane metafory. Jak przystało na przedstawicielkę szkoły berlińskiej, to właśnie za naszą zachodnią granicą Schanelec zdobywała największe laury – wcześniej, w 2019 jury pod przewodnictwem Juliette Binoche wyróżniło za reżyserię jej Byłam w domu, ale. W tym roku po raz trzeci zagości w konkursie głównym, ale czy uda jej się zdobyć misia w złotym kolorze?

Kadry, informacje i opis fabuły nie wróżą wielkich przemian, Meine Frau weint wydaje się kolejnym dziełem podążającym wytyczoną przed laty ścieżką. „Czterdziestoletni operator dźwigu Thomas odbiera telefon od swojej żony Carli: musi ją odebrać ze szpitala. Na miejscu zastaje ją płaczącą i dowiaduje się, że miała wypadek samochodowy. Carla opowiada mu o swoim partnerze tanecznym Davidzie, z którym jechała oglądać dom na wsi i który zginął w wypadku. Próbuje powiedzieć mężowi wszystko otwarcie i szczerze, ale Thomas coraz bardziej zamyka się w sobie. Po prostu się nie rozumieją” – czytamy w streszczeniu z katalogu Berlinale. Niemiecka autorka pewnie znowu weźmie na tapet kwestie psychologicznej izolacji, emocjonalnego zagubienia i zawiłości relacji międzyludzkich. A wszystko upakuje w rozlazłą medytacyjną formę pełną elips, długiej ekspozycji i nachalnych nawiązań do greckiej tragedii czy Pasoliniego.

W głównych rolach zobaczymy Vladimira Vulevicia (Kwiaty ludzkiego ciała) oraz Agathe Bonitzer (Trzy życia, jedna śmierć; Piękna; Muzyka), a obsadę uzupełniają chociażby Birte Schnöink (Szalona miłość) czy Clara Gostynski (Niepokój). Pod zdjęciami, kręconymi w Berlinie i hiszpańskiej Galicji, podpisał się znakomity rumuński operator Marius Panduru, odpowiedzialny za warstwę wizualną do prac Radu Jude. To ich pierwsza współpraca. Nadzieja umiera więc ostatnia – ostatecznego sądu nad Schanelec będzie można dokonać dopiero w Berlinie. Raczej nikt by się nie obraził, gdyby nagle nowy projekt reżyserki okazał się nie do poznania.

Michał Konarski

MOSCAS / FLIES 🇲🇽

reżyseria: Fernando Eimbcke

obsada: Teresita Sánchez, Bastian Escobar, Hugo Ramírez

Moscas (Flies) to meksykański film produkowany przez Michela Franco. Ten fakt powinien Wam wystarczyć do wyrobienia sobie wszelkich oczekiwań, niezależnie od tego, co sądzicie o podlewanym rasizmem szantażu emocjonalnym – wiecie, czego się spodziewać. Walcząca o Złotego Niedźwiedzia produkcja opowiada o relacji ogarniętej obsesją samokontroli kobiety w średnim wieku z dziewięcioletnim chłopcem – synem jej sublokatora – i ich wspólnej podróży przez współczesne Ciudad de México. W roli głównej Teresita Sánchez, znana m.in. z Tótemu Lili Avilés czy Modlitwy o lepsze dni Tatiany Huezo – innych przykładów meksykańskiego kina współczesnego skupionego na dzieciach i ich perspektywie.

Sam reżyser, Fernando Eimbcke, jeszcze dekadę temu należał do najbardziej obiecujących głosów nowego meksykańskiego kina jako uważny obserwator i komentator perspektywy oraz psychiki dojrzewających we współczesnym Meksyku chłopców. W 2004 roku, po latach spędzonych jako ceniony twórca teledysków, zaprezentował w Cannes debiutancki Sezon na kaczki – czarno-białą komedię o nudzie i samotności czternastolatków, których leniwa niedziela zmienia się w przygodę, gdy wysiada prąd. Ceniony za empatię i humor absurdu film z ciasteczkami z marihuaną w tle dał mu największe lokalne laury na rozdaniu nagród Ariel i zaproszenie do berlińskiego konkursu głównego dla kolejnego projektu. Nad jeziorem Tahoe opuściło festiwal z nagrodą Alfreda Bauera, a także tą od krytyków FIPRESCI, triumfując m.in. nad Aż poleje się krew Paula Thomasa Andersona. Zapełnianie gabloty zakończył w 2013 roku, gdy odebrał Srebrną Muszlę za reżyserię Tostów po meksykańsku (wygrywając ze zignorowanym w Kraju Basków Wrogiem Denisa Villeneuve’a). Po tym sukcesie Eimbcke zniknął z blasku reflektorów, trochę wykładając, czasem pisząc scenariusze do cudzych, niezrealizowanych projektów oraz ciesząc się urokami życia w stolicy Niemiec. Przed rokiem w berlińskiej Panoramie pokazał Olmo, całkiem nieźle przyjętą historię czternastolatka i jego sparaliżowanego ojca, która trafiła potem na American Film Festival.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

NINA ROZA 🇨🇦🇮🇹

reżyseria: Geneviève Dulude-De Celles

obsada: Galin Stoev, Ekaterina Stanina, Sofia Stanina, Chiara Caselli, Michelle Tzontchev

Próżno szukać znawców twórczości Geneviève Dulude-De Celles. 40-letnia kanadyjska reżyserka i scenarzystka de facto raczkuje w przemyśle filmowym. Po ukończeniu studiów na Université du Québec à Montréal (UQAM), dała się poznać jako jedna z nadziei tamtejszego kina za sprawą La coupe (2014). Jej krótki metraż nie tylko wygrał konkurs shortów na Sundance, ale objechał ponad 80 innych festiwali filmowych. Przed zrobieniem magisterki uczyła się sztuki operatorskiej w Bukareszcie. W swoim dotychczasowym dorobku ma dwa dokumenty (Bienvenue à F.L. i Les jours) oraz fabułę pt. Kolonia, która cieszyła się sporym uznaniem krytyków i jurorów. Ostatni z filmów miał premierę na Berlinale 2019, gdzie zdobył Kryształowego Niedźwiedzia dla najlepszej produkcji w sekcji Generation Kplus. Produkcję dostrzeżono również w ojczyźnie (m.in. Canadian Screen Award za najlepszy debiut reżyserski, laury na festiwalu w Quebec City). Twórczość Dulude-De Celles wyróżnia się subtelnym łączeniem realizmu społecznego z psychologiczną głębią postaci, często skupiając się na młodych bohaterach i ich relacjach z otoczeniem. Jej filmy zyskały uznanie za umiejętność balansowania między wrażliwością społeczną a artystyczną precyzją wizualną.

Ostatnim filmowym berbeciem quebeckiej twórczyni jest Nina  Roza, koprodukcja kanadyjsko‑włosko‑bułgarsko‑belgijska. Oryginalny tytuł (Fleur bleue) znaczy „niebieski kwiat”, ale to także francuski idiom oznaczający osobę sentymentalną. Fabuła ma się skupiać na Mihaile, bułgarskim imigrancie i kuratorze sztuki, który zostaje wezwany z Montrealu do ojczyzny, by ocenić autentyczność prac małoletniej malarki. Podróż do niewidzianego trzy dekady kraju ma pomóc bohaterowi naprawić relację z córką oraz odkurzyć dawne sentymenty i odkryć na nowo własne pochodzenie. W rolach głównych Galin  Stoev, Chiara  Caselli i Christian Bégin. Jeszcze w fazie produkcji film zdobył wyróżnienia na targach Pro Industry w Locarno, a teraz powalczy o Złotego Niedźwiedzia.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

QUEEN AT SEA 🇬🇧🇺🇸

reżyseria: Lance Hammer

obsada: Juliette Binoche, Tom Courtenay, Anna Calder-Marshall, Florence Hunt

Kapitalizm kocha sukces, a Lance Hammer kocha porażkę. Ten kalifornijski architekt, który w latach 90. wznosił cyfrowe makiety w Batman Forever, kazał kinu czekać na siebie blisko dwie dekady, co w erze nadprodukcji treści zakrawa na akt artystycznej dezercji. Porzucił projektowanie budynków na rzecz projektowania traumy, by w debiutanckim Balaście (2008) zafundować widzom podróż do jądra depresji w Delcie Missisipi. Film był intrygującym przedstawicielem amerykańskiego neorealizmu – surowym, pozbawionym muzyki oraz profesjonalnych aktorów i przyniósł mu nagrody za reżyserię w Sundance, choć jak pokazał czas, tamtejsze statuetki nie zawsze przekładają się na chęć robienia filmów. Styl Hammera, często porównywany przez krytykę do ascetyzmu Roberta Bressona, eliminuje z narracji wszystko, co zbędne, budując napięcie na ciszy, elipsach montażowych i aptekarsko precyzyjnym traktowaniu kadru. Choć teraz Amerykanin zamienia błoto południa USA na chłodne brytyjskie wybrzeże, a naturszczyków na gwiazdy, jego metoda pozostaje ta sama – to wciąż kino skupione na mikroobserwacji, w którym to, co przemilczane, waży więcej niż dialog.

W prezentowanym w Konkursie Głównym Queen at Sea Hammer bada granice ludzkiej autonomii w obliczu rozpadu umysłu. Fabuła skupia się na Amandzie (Juliette Binoche), która wraca do Londynu, by wraz z ojczymem (Tom Courtenay) podjąć bolesne decyzje dotyczące matki (Anna Calder-Marshall), cierpiącej na postępującą demencję. Można być raczej spokojnym o to, że reżyser uniknął melodramatycznych klisz, stawiając fundamentalne pytania o etykę opieki: kto i kiedy ma prawo decydować za osobę tracącą świadomość? Za stronę wizualną odpowiada brazylijski operator Adolpho Veloso (Sny o pociągach), który surowość Hammera przekłada na język obrazu, pilnując, by mimo gwiazdorskiej obsady (w tym Florence Hunt z Bridgertonów) film nie osunął się w stronę łatwego sentymentalizmu. To studium erozji więzi zapowiada się na wyciszone dzieło, w którym każdy gest i spojrzenie mają wagę tytułowego morza.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny

ROSE 🇦🇹🇩🇪

reżyseria: Markus Schleinzer

obsada: Sandra Hüller, Caro Braun, Marisa Growaldt, Godehard Giese, Augustino Renken

Urodzony w 1971 roku w Wiedniu Markus Schleinzer przez lata pracował głównie jako aktor oraz… przy obsadzaniu aktorów. Castingiem zajmował się w filmach czołowych twórców współczesnego kina austriackiego: Jessiki Hausner (Lourdes, 2009), Michaela Glawoggera (Najlepszy kontakt, 2009), Ulricha Seidla (Upały, 2001) oraz oczywiście Michaela Hanekego, z którym współpracował przy Pianistce (2001), Czasie wilka (2003) oraz nagrodzonej Złotą Palmą Białej wstążce (2009). Reżyserskiego debiutu Schleinzera, Michaela (2011, premiera w konkursie głównym Cannes) – luźno inspirowanej prawdziwą historią opowieści o agencie ubezpieczeniowym przetrzymującym w piwnicy 10-letniego chłopca – trudno nie skojarzyć właśnie z Hanekem; wszak film w chłodnym, zdystansowanym stylu analizuje patologie ukryte za fasadą mieszczańskiej zwyczajności. Drugi film reżysera, Angelo (2018) również krąży wokół tematu krzywd wyrządzanych nieletnim – tym razem w kontekście kolonialnym, poprzez zaadaptowanie historii Angelo Solimana, Afrykańczyka przywiezionego w XVIII w. na austriackie salony, zniewolonego i poddanego europeizacji. Film pokazywany był w Toronto i San Sebastián, a wystąpiła w nim – obok aktorów austriackich i kilku odtwórców tytułowego bohatera – Alba Rohrwacher.

Trzeci projekt reżyserski Schleinzera, Rose, zdaje się mieć z Angelem parę cech wspólnych: osadzenie w czasach nowożytnych czy angaż rozpoznawalnej gwiazdy kina europejskiego. W tym wypadku chodzi o Sandrę Hüller, która wciela się w żołnierza przybywającego krótko po wojnie trzydziestoletniej do odciętej od świata protestanckiej wioski. Rose, bo takim imieniem przedstawia się główna postać, ukrywa swoją żeńską płeć i twierdzi, że jest dziedzicem opuszczonej farmy. Film ma skupiać się na jej/jego próbach integracji z lokalną społecznością, włącznie z wątkiem aranżowanego małżeństwa z córką jednego z jej liderów. Ze względu na wątek genderowej ambiwalencji Rose ma szansę na – przyznawaną w tym roku po raz czterdziesty – Nagrodę Teddy. Jakikolwiek z laurów konkursowych byłby pierwszym tego typu wyróżnieniem w karierze Schleinzera. Hüller z kolei może 20 lat po swojej przełomowej roli w Requiem Hansa-Christiana Schmida otrzymać drugiego w karierze Srebrnego Niedźwiedzia, stając się szóstą osobą i drugą kobietą w historii z dwoma nagrodami aktorskimi Berlinale.

Jędrzej Sławnikowski
Jędrzej Sławnikowski

ROSEBUSH PRUNING 🇮🇹🇩🇪

reżyseria: Karim Aïnouz

obsada: Callum Turner, Riley Keough, Jamie Bell, Lukas Gage, Elena Anaya

Karim Aïnouz na stałe zagościł już w programach największych festiwali filmowych, aczkolwiek do niedawna zdawało się, że utknął w ich sekcjach pobocznych. Pierwsze kroki stawiał na Lazurowym Wybrzeżu, prezentując swój fabularny debiut Madame Satã (2002) w Un Certain Regard. Następne dwa filmy (Suely w niebie – 2006, Podróżuję, bo muszę, wracam, bo cię kocham – 2009) zakwalifikowano do Orizzonti, co stanowi dotychczas jedyne przygody brazylijskiego twórcy z imprezą w Wenecji. W 2011 roku Aïnouz zaliczył festiwalowy „regres” – jego kolejny tytuł, Srebrne urwisko, zamiast piąć się w konkursowych hierarchiach, wylądował w canneńskim Quinzaine des cinéastes.

Trzy lata później nadszedł przełom – reżyser z Fortalezy po raz pierwszy pokazał swój film na Berlinale, od razu stając w walce o Złotego Niedźwiedzia (Futuro Beach). Do niemieckiej stolicy wracał jeszcze dwukrotnie: w 2018 roku z pokazywanym w Panoramie dokumentem o lotnisku Tempelhof oraz w 2022 roku, aby zasiąść w jury pod przewodnictwem M. Nighta Shyamalana. W międzyczasie powrócił również do Cannes, gdzie w 2019 roku świętował swój największy sukces — zwycięstwo w sekcji Un Certain Regard za Niewidoczne życie sióstr Gusmão. Triumf ten wyraźnie wzmocnił pozycję Aïnouza; jego kolejne dwa tytuły – warto dodać, że znacznie chłodniej przyjęte – konkurowały już o Złotą Palmę (Regentka – 2023, Motel Destino – 2024).

Druga po Regentce anglojęzyczna produkcja Brazylijczyka, Rosebush Pruning, w teorii wykazuje spory potencjał. Za scenariusz, inspirowany Pięściami w kieszeni Marca Bellocchia, odpowiada Efthimis Filippou, znany z najlepszych filmów Yorgosa Lanthimosa (Kieł, Alpy, Lobster, Zabicie świętego jelenia). Materiały promocyjne zdają się sugerować tematykę bliską Filippou – okraszoną satyrycznym tonem analizę struktur społecznych, w tym przypadku rodzinnych i klasowych. Bohaterem filmu jest bowiem burżujska, amerykańska rodzina, spędzająca dnie na pławieniu się w ekscesie katalońskiej willi. Pozorną sielankę w pewnym momencie zaburza jednak Jack, decydując się na wyprowadzkę od ojca i rodzeństwa.

Kolejnym obiecującym elementem filmu Aïnouza jest prawdopodobnie najmocniejsza obsada na tegorocznym Berlinale: w głowę rodziny wciela się Tracy Letts, a w rodzeństwo – Callum Turner, Riley Keough, Jamie Bell i Lukas Gage. Na drugim planie również pojawiają się głośne nazwiska: słynna, przeżywająca ostatnio renesans Pamela Anderson oraz niedawno nominowana do Oscara Elle Fanning. Autorką zdjęć jest Hélène Louvart, odpowiedzialna chociażby za przepiękne obrazy Alice Rohrwacher, a przy stole montażowym zasiadł kolejny nominat Akademii – Dávid Jancsó. Skompletowana ekipa jest pełna talentu, lecz nad Rosebush Pruning widnieje jedna, wielka czerwona flaga: film ukończono w lutym zeszłego roku i od tego czasu nie doczekał się premiery na żadnej imprezie — nawet na blisko zaprzyjaźnionym Cannes.

Maks Reiter
Maks Reiter

SOUMSOUM, LA NUIT DES ASTRES 🇫🇷🇹🇩

reżyseria: Mahamat-Saleh Haroun

obsada: Maïmouna Miawama, Ériq Ebouaney, Achouackh Abakar Souleymane

Określenie Mahamata-Saleha Harouna najważniejszym czadyjskim reżyserem nie oddaje w pełni znaczenia, jakie ten twórca ma dla kinematografii piątego co do wielkości państwa Afryki. Najbardziej symboliczny jest tu fakt, że kraj ten jedynie trzykrotnie rekomendował kandydata do Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny i za każdym razem były to dzieła właśnie Harouna:  Abouna w 2002, GriGris w 2013, i Lingui [NASZA RECENZJA]. Również wśród reprezentantów na największych światowych festiwalach trudno szukać czadyjskich produkcji innych twórców. Haroun może być więc traktowany jako jedyny głos kinematografii Czadu, który ma realną siłę przebicia poza granicami kraju, co konsekwentnie wykorzystuje, opowiadając o problemach trawiących jego rodaków – takich jak długofalowe konsekwencje wojen domowych czy notorycznie łamane prawa kobiet. W swoim jedynym filmie wyprodukowanym w całości w Europie – Jesień we Francji [NASZA RECENZJA] – również przyjmuje afrykańską perspektywę, obsadzając w roli głównej imigranta pochodzącego z Republiki Środkowoafrykańskiej.

W Soumsoum Haroun zdaje się schodzić z utartej ścieżki realistycznego kina obyczajowego i próbuje stworzyć afrykańskie superhero movie. Z opisu wynika bowiem, że główną bohaterką będzie siedemnastoletnia Czadijka Kellou (Maïmouna Miawama), która odkrywa, że posiada supermoce. Oczywiście należy spodziewać się tu raczej czegoś bliższego arthouse’owemu Księżyca Jowisza [NASZA RECENZJA] Kornéla Mundruczó niż produkcjom sygnowanym logo Marvela czy DC, jednak w festiwalowym konkursie może to stanowić ciekawą odskocznię. Z zapowiedzi wyłania się historia, w której na pierwszym planie znajdują się kobiety oraz relacje między nimi, co stanowi swoistą kontynuację tematów poruszonych w poprzednim filmie reżysera, Lingui. Pomostem między tymi dwoma tytułami nie jest zresztą wyłącznie tematyka – w Soumsoum zobaczymy bowiem w jednej z ról Achouackh Abakar Souleymane, znaną z pierwszoplanowej kreacji we wspomnianym dziele.

Dla reżysera Krzyczącego mężczyzny będzie to pierwsza wizyta na festiwalu w Berlinie. Do tej pory w swojej festiwalowej karierze trzykrotnie prezentował filmy w Cannes oraz dwukrotnie w Wenecji, gdzie w 2006 roku jego Susza została obsypana Nagrodami Specjalnymi, m.in. od UNESCO i EIUC. O ile Soumsoum nie wydaje się mieć dużego potencjału, by znaleźć się w gronie głównych festiwalowych faworytów, o tyle nie można wykluczyć, że Haroun zostanie uhonorowany Nagrodą Pokojową lub Nagrodą Amnesty International – za kolejną próbę zwrócenia uwagi świata na problemy afrykańskich kobiet, tym razem w bardziej nieszablonowej formie.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż

THE LONELIEST MAN IN TOWN 🇦🇹

reżyseria: Tizza Covi, Rainer Frimmel

obsada: Alois Koch, Brigitte Meduna, Alfred Blechinger, Flurina Schneider

Duet Tizza Covi-Rainer Frimmel poznał smak wielkiego festiwalu 4 lata temu, kiedy ich Vera została ozłocona nagrodami za reżyserię i najlepszą aktorkę w sekcji Orizzonti w Wenecji. Potem produkcja austriacka została wyznaczona do walki o nominację oscarową w kategorii filmu międzynarodowego, niestety bezskutecznie. Po kilku latach wracają, tym razem do Berlina, z historią o bluesmenie Alu Cooku. Otoczony swoimi wspomnieniami na płytach winylowych oraz kasetach wideo, musi zmierzyć się z biurokracją, patologiami rynku mieszkaniowego oraz z wywłaszczaniem, także tym emocjonalnym.

Podobnie jak w poprzednich produkcjach, role zostały powierzone naturszczykom. Tytułowy Al Cook istnieje naprawdę, nazywa się Alois Koch i od początku lat 70. jest częścią austriackiej kultury popularnej. W dekadzie lat 80. eksperymentował w ramach rockabilly, tworząc swoje największe hity. Duet reżyserski uważa, że ich główny aktor „uosabia bezkompromisowy talent, nosząc bluesa w duszy, mimo że nie był nigdy w Stanach Zjednoczonych”. To też kolejny projekt w karierze austriackich reżyserów, który nakręcili na taśmie 16 mm.

Szymon Pazera
Szymon Pazera

WOLFRAM 🇦🇺

reżyseria: Warwick Thornton

obsada: Deborah Mailman, Erroll Shand, Joe Bird, Thomas M Wright, Ferdinand Hoang

Urodzony w Mparntwe (przez okupacyjną brytyjską administrację nazwane Alice Springs) Warwick Thornton należy do ludu Kaytetye. Kolonialna nomenklatura głosi, że jest Aborygenem, a paszport, którego używa często w podróży dodaje, że też Australijczykiem. Jego matka, Freda Glynn, była współzałożycielką i pierwszą dyrektorką Central Australian Aboriginal Media Association (CAAMA), a przyszły operator i reżyser w młodości popadł z nią w konflikt. Na okres buntu przypadły jego fascynacja motocyklami, przymusowy pobyt w katolickim Salvado College oraz działalność jako DJ w radiowęźle dla rdzennych więźniów. Thornton wyniósł z tamtych czasów absolutną niechęć wobec religii, władzy centralnej i autorytetów. W ramach dowodzonej przez rodzicielkę CAAMA nie tylko zebrał doświadczenie w radiu, ale i dołączył do ekipy filmowej dokumentującej życie umierających społeczności. W 1993 roku podjął studia na wydziale operatorskim w Australian Film, Television and Radio School w Sydney. W późniejszych latach robił zdjęcia do filmów takich twórców jak Rachel Perkins, Wayne Blair czy Phillip Noyce. Warto odnotować, że odpowiadał za wizualną oprawę każdego swojego dzieła. 

Jako reżyser zaczynał rzecz jasna od krótkich metraży, począwszy od pokazywanego na festiwalu w Telluride From Sand to Celluloid: Payback (1996) po nagrodzone na Berlinale Green Bush (2005) i Nanę (2008). Odkryciem festiwali był jego pełnometrażowy debiut, Samson i Dalila (2009), który otrzymał m.in. Złotą Kamerę w Cannes, czyli laur dla najlepszego młodego talentu. Po kilku mniej udanych projektach twórca powrócił ze Słodkim krajem (2017), w Wenecji otrzymał za niego Specjalną Nagrodę Jury oraz dołożył kilkanaście innych statuetek na innych imprezach. Bardzo osobistą produkcją okazała się The Beach (2020), która była swoistą wideo kroniką samego reżysera z półrocznego pobytu na tytułowej bezludnej plaży. Sześcioodcinkowy miniserial w całości pokazywano podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego w ramach konkursu dokumentalnego. Ostatni film w dorobku, The New Boy (2023), z Cate Blanchett jako zakonnicą opiekującą się 9-letnim rdzennym chłopcem (Aswan Reid), Thornton szykował aż dwie dekady. Obraz nie spotkał się ze zbytnią sympatią, zbierał średnie opinie w konkursie Un Certain Regard w Cannes, ale sam australijski filmowiec wygrał swoje najważniejsze trofeum jako operator, odbierając na Camerimage w Toruniu Złotą Żabę.

Zakwalifikowany do konkursu głównego tegorocznego Berlinale Wolfram jest dopiero szóstym pełnometrażowym projektem Thorntona. Obraz można potraktować jako kolejny przyczynek do jego wielkiej rozprawy z niechcianą ojczyzną i mrocznych arkan jej historii. Najnowsze dzieło Australijczyka, jak podkreślają selekcjonerzy niemieckiego festiwalu, należy do tego samego uniwersum co Słodki kraj. Lata 30. ubiegłego wieku, górnicze miasteczko na pustynnym bezkresie najmniejszego kontynentu. Jak to w westernach, do tego zapomnianego przez Boga i diabła miejsca przybywają bandyci, a potem zaczyna się chaos napędzający kolejne zdarzenia. Tym razem jednak zewnętrzna ingerencja burzy kolonialny ucisk: z lokalnej kopalni ucieka trójka „aborygeńskich” dzieci. Od zaduchu sztolni i bata białych oprawców bohaterowie wolą zaryzykować zdrowie i życie w piaszczystej pułapce. Może nie odnajdą drogi do domu, ale spróbują rozszyfrować własną tożsamość i zawalczyć o wolność. Czyżby powtórka po latach z Walkabout Nicolasa Roega?

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

WO MEN BU SHI MO SHENG REN / WE ARE ALL STRANGERS 🇸🇬

reżyseria: Anthony Chen

obsada: Yeo Yann Yann, Koh Jia Ler, Andi Lim, Regene Lim

41-letni Anthony Chen należy do grona reżyserskich talentów, wciąż budujących swoje nazwisko w branży. Do tej pory najbardziej swoją obecność zaznaczył zdobywając w 2013 roku Złotą Kamerę dla najlepszego debiutanta podczas festiwalu w Cannes za Ilo Ilo. Równo dekadę później wrócił na Lazurowe Wybrzeże z filmem Przełamując lody prezentowanym w ramach przeglądu Un Certain Regard dramatem osadzonym w spowitym zimą chińskim mieście Yanji. Zarówno ten obraz, jak i powstały w tym samym roku anglojęzyczny debiut reżysera – Dryft zdradzają doskonałe oko singapurskiego twórcy do kadrow z wykorzystaniem zjawisk przyrodniczych, jak i upodobanie do romantyzowania przypadkowych spotkań i pozornie płytkich realcji. 

Najnowsze dzieło Chenga We Are All Strangers lub, używając oryginalnego tytułu, Wo Men Bu Shi Mo Sheng Ren ponownie powstało w ojczyźnie reżysera. Można więc spodziewać się tu wieżowców, rozświetlonych neonów i słynnego gwaru ulic współczesnego Singapuru. Na tle tej scenerii rozgrywać ma się historia 21-letniego Junyanga, prowadzącego beztroskie, hulaszcze życie oraz jego relację ze starającym się prowadzić skromne życie ojcem. Niełatwa sytuacja rodzinna komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy związek Junyanga z dziewczyną zaczyna się robić coraz poważniejszy, a w życiu jego taty pojawia się nowa kobieta. Główny bohater zmuszony jest do kompromisów i zdecydowania, które więzy mają dla niego większe znaczenie. 

Dla Anthony’ego Chena będzie to debiut w głównym konkursie Berlinale, gdzie z pewnością nie będzie należał do faworytów. Jednak przy braku mocnych nazwisk w zestawieniu nie można wykluczyć, że właśnie tego wciąż młodego reżysera zdecyduje się nagrodzić Jury pod przewodnictwem Wima Wendersa.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż

YÖN LAPSI / NIGHTBORN 🇫🇮🇱🇹

reżyseria: Hanna Bergholm

obsada: Seidi Haarla, Rupert Grint, Pamela Tola, Pirkko Saisio, Rebecca Lacey

Obecność fińskich twórców niemających na nazwisko Kaurismäki w konkursach głównych festiwali wielkiej trójki to zdecydowanie nie codzienność. Hanna Bergholm, przyjeżdżająca na tegoroczne Berlinale ze swoim drugim filmem, wydaje się jednak postacią, która ma potencjał do wielokrotnego powracania w lineupach. Już od swoich wczesnych shortów przejawiała typowe dla filmowych autorów spójne zainteresowania: dziecięce troski, baśniowa dziwność, fantastyka grozy. W prezentowanym w Sundance debiucie pełnometrażowym Pisklę romansowała z horrorem cielesnym i, operując prostymi metaforami, opowiadała o nieprzyjemnościach dorastania oraz toksycznym rodzicielstwie. Obraz urzekł widzów przede wszystkim znakomitym wykorzystaniem tradycyjnych efektów specjalnych i rozmyślnymi odwołaniami do estetyki retro.

Startujące w berlińskim konkursie Yön Lapsi (fiń. Dziecko nocy) wydaje się swoistą kontynuacją motywów z poprzedniego projektu Bergholm. Ponownie bohaterka będzie zajmować się nietypowym maleństwem, ale tym razem nie będzie ono symbolem bolesnej przemiany z nastolatki w kobietę, a owocem późnego macierzyństwa. Saga (Seidi Haarla) wraz z mężem Jonem (Rupert Grint) wprowadza się do znanego jej z lat dziecięcych domu na odludziu, gdzie małżonkowie planują wychować swoje nowo narodzone dziecko. Choć wszyscy wokół usiłują przekonać kobietę, że z bobasem jest wszystko w porządku, ona wie najlepiej – coś jest grubo nie tak. To, jak „grubo nie tak” może być, pokazała nam w przeszłości choćby Głowa do wycierania. Jeśli będzie zatem choć po części tak intrygująco jak u Lyncha, możemy być pewni, że oto w Berlinie w pełni objawiła się nam nowa mistrzyni europejskiego kina grozy.

Dawid Smyk
Dawid Smyk

YO (LOVE IS A REBELLIOUS BIRD) 🇺🇸

reżyseria: Anna Fitch, Banker White

występują: Yolanda Shea, Anna Fitch, Dylan White

Anna Fitch i Banker White to z perspektywy widza festiwalowego nazwiska zupełnie anonimowe, jednak jako twórcy filmów dokumentalnych każde z nich z osobna może pochwalić się wieloletnim doświadczeniem oraz współpracą z takimi markami jak National Geographic, The New York Times czy PBS. Para ma już na koncie również efekty reżyserskiej współpracy w postaci dwóch dokumentów: The Genius of Marian, który opowiadał o codziennym życiu kobiety zmagającej się z chorobą Alzheimera, oraz Survivors, przybliżającego widzom walkę z epidemią Eboli w Sierra Leone.

Najnowsza produkcja, Yo (Love Is a Rebellious Bird), to historia Anny, która po śmierci swojej niemal pięćdziesiąt lat starszej przyjaciółki Yo postanawia uczcić jej pamięć, budując makietę domu oraz tworząc lalkę mającą przypominać tytułową bohaterkę filmu. Katalogowa notka zapowiada opowieść o międzypokoleniowej przyjaźni i żałobie, ale także próbę głębszego zanurzenia się w życiorys samej Yo – z miejscem na miłość, macierzyństwo, starzenie się, a w końcu śmierć. Uczciwie mówiąc, można odnieść wrażenie, że będzie to tytuł o ograniczonym potencjale na szeroką dystrybucję kinową czy wzbudzenie większego zainteresowania festiwalowej publiczności, choć wiele zweryfikują dopiero pierwsze seanse. Niewątpliwie jednak samo włączenie filmu do konkursu głównego tak prestiżowej imprezy stanowi dla pary reżyserów znaczące wyróżnienie.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż