W 2023 roku EDGLRD zadebiutował na festiwalu w Wenecji Aggro Dr1ft – tytułem, który spolaryzował widownię termowizyjnym obrazem i intensywnym techno-surrealizmem. Dziś to już znacząca marka: nie tylko firma produkcyjna, ale cały estetyczny ekosystem, obejmujący reklamy, wideoklipy, gry komputerowe, streetwear, a nawet skate team. Choć ta ekipa rozbudowała portfolio w różnych kierunkach, jedno pozostało niezmienne – wciąż realizują filmy jedyne w swoim rodzaju.
Barrio Triste to dopiero trzeci pełnometrażowy projekt w ich katalogu, ale już teraz można dostrzec cechy wspólne: problematyzowanie przemocy, wyrazisty koncept wizualny, pewien wulgarny mistycyzm. Tym razem jednak dotychczasowy demiurg Harmony Korine ustępuje miejsca Stillzowi – fotografowi i wieloletniemu twórcy teledysków dla Bad Bunny’ego i Rosalíi. Korine pozostaje w tle jako producent wykonawczy, ale duch jego Trash Humpers unosi się nad wszystkim jak opar benzyny w rozgrzanym powietrzu.
Stillz, autor o kolumbijskich korzeniach, osadza swój reżyserski debiut w Medellín późnych lat osiemdziesiątych. Pierwsze ujęcia prowadzą nas na obrzeża miasta, gdzie ekipa telewizyjna próbuje nakręcić segment wiadomości o tajemniczych snopach światła, na które skarżą się mieszkańcy. W trakcie nagrania grupa nastolatków kradnie sprzęt i ucieka. Początkowo rozważają sprzedaż – w końcu przydałyby się nowe buty lub coś do jedzenia – ale ostatecznie nie wypuszczają go z rąk aż do końca filmu. W ten sposób diegetyczna kamera przestaje być tylko narzędziem narracji i staje się jej bezpośrednim źródłem.
Z perspektywy młodych miasto jawi się jako widmowa ruina – zniszczona i porzucona. Gęsto rozwieszone plakaty z podobiznami zaginionych przypominają, że porwania to nie wyjątek, ale przerażająca reguła. Każda drobna interakcja łatwo przeradza się w bójkę, a chłopcy, ogoleni na łyso i ubrani w skórzane kurtki, coraz bardziej pogrążają się w przestępczości. Nazwanie ich gangiem byłoby określeniem na wyrost. W Barrio Triste nic się nie tworzy. Rzeczywistość nie rozwija się w czasie, lecz trwa w stanie zawieszenia. Kolejne sceny nie układają się w rozbudowaną fabułę – są raczej sytuacjami, w których widz tkwi razem z bohaterami. Długie, nieprzerwane ujęcia nie tyle rejestrują, co doprowadzają do hipnozy – po obu stronach kadru.
Ten sposób opowiadania, polegający na ciężkim brnięciu przez kolejne mgnienia i stany, znajduje swoje idealne dopełnienie w zgrzytliwej ścieżce dźwiękowej Arki. Jej muzyka, nieprzerwana niczym sam film, nie tylko towarzyszy obrazowi – ona go prowadzi, wyznaczając tempo i ton. W obliczu jednostajnego, ziarnistego brudu, to właśnie dźwięk zmienia nastrój: z kryminalnego w horrorowy, z przygnębiającego we wzniosły. To wenezuelska artystka nadaje całości wymiar, który chwilami ociera się o transcendencję i sprawia, że odbiór staje się intensywnie immersyjnym doświadczeniem.
W jednej ze scen spiker radiowy przeprowadza wywiad z mężczyzną, który przyznaje się do serii morderstw. Ton jest suchy, beznamiętny – jakby chodziło o prognozę pogody. To moment, który dobrze oddaje logikę świata przedstawionego: brutalność nie wywołuje szoku, bo przeniknęła już do codzienności. Medellín w Barrio Triste wydaje się jeszcze bardziej beznadziejne niż w Anhell69 Theo Montoi. Tam, w geście rozpaczliwej transgresji, otoczeni śmiercią nastolatkowie oddawali się spektrofilii – relacjom seksualnym z duchami. Tu sposobem radzenia sobie z rzeczywistością staje się zawiązanie gangu, który choć pozostaje instytucją przemocy, stanowi przede wszystkim formę przetrwania – desperackiego poszukiwania wspólnoty. Granica między napadem na jubilera a wspólnym pływaniem w basenie rozmywa się całkowicie. Właśnie w tym sensie przemoc jest nie tylko tematem filmu, ale i jego językiem.
Jeśli kradzież kamery była próbą przejęcia narracji o samym sobie, to reszta obrazu jest gorzkim obnażeniem tej iluzji. W środowisku, które przygotowuje cię albo na biedę, albo na kryminał, wybór tego drugiego nie jest aktem rewolucyjnym – i w gruncie rzeczy nie jest w ogóle wyborem. Narrację co jakiś czas przerywają fragmenty o niejasnym źródle (zeznania, terapia, pośmiertne listy?), w których chłopcy ujawniają swoją wrażliwość, mówiąc o samotności i braku wsparcia. To one stopniowo wzbogacają historię o emocjonalną głębię, przekształcając ją w elegię dla pozbawionych sprawczości – nie w tonie dydaktycznego kina społecznego, lecz w rytmie żałobnego marszu przez nicość.
Wtem – koniec. Na tle wszechogarniającego mroku kurz na obiektywie (albo martwe piksele?) zaczyna przypominać gwiazdy, które po szwenku na panoramę miasta, wraz z rozproszonym błyskiem ulic, układają się w konstelacje. Nie wiem, czy widać tam Oriona albo polującego na niego Skorpiona. Ale odpowiedzi na nierozwiązywalne problemy, być może, da się odnaleźć w tym właśnie tajemniczym świetle.
Barrio triste
Rok: 2025
Kraj produkcji: Kolumbia, USA 🇨🇴🇺🇸
Reżyseria: Stillz
Ocena: 5/5
