Pomiędzy światami – recenzja filmu „Adú”

Pomiędzy światami – recenzja filmu „Adú”

Niedawno odbyło się rozdanie nagród Goya, czyli hiszpańskiego odpowiednika Oscarów. Najwięcej nominacji zgromadził film Adú dostępny w ofercie serwisu Netflix, czy warto sięgnąć po drugą fabułę Salvadora Calvo, która przyniosła mu statuetkę dla najlepszego reżysera roku w swojej ojczyźnie?

Salvador Calvo mimo pięćdziesięciu lat na karku nie jest zbyt rozpoznawalny poza swoją ojczyzną. Reżyserii uczył się pod kierunkiem znanej w swojej ojczyźnie Pilar Miró, laureatki Srebrnego Niedźwiedzia w 1991 roku za Beltenebros, a po ukończeniu edukacji wzorem swojej mentorki rozpoczął pracę dla hiszpańskiej telewizji. Pracował na planach co najmniej 21 produkcji, głównie filmów telewizyjnych i miniseriali, najbardziej znanym w Polsce są niewątpliwie pokazywani na TVP1 w 2017 roku Komandosi z udziałem Blanki Suarez. Po ponad półtorej dekady zbierania doświadczeń w 2016 roku udało mu się w końcu zadebiutować na dużym ekranie i to z przytupem, zebrał ponad 6 mln euro budżetu na superprodukcję opowiadającą o symbolu upadku hiszpańskiego imperium kolonialnego, czyli o trwającym niemal rok oblężeniu miasteczka Baler na wyspie Aurora na Filipinach zajmowanego przez oddział 50 żołnierzy z no metropolii przez partyzantów.

Ostatni Hiszpanie na Filipinach, bo tak brzmi polski tytuł tej produkcji, która swoją drogą również jest dostępna na Netflixie, zdradzali już tematyczne i twórcze zainteresowania Calvo, które powróciły także w Adu. Jest to zatem po pierwsze analizowanie swojej ojczyzny w kluczu imperium kolonialnego i powiązane z tym podróżowanie po świecie. Ostatni Hiszpanie na Filipinach mówili o zmierzchu potęgi, a Adu koncentruje się na tym, że nawet upadłe europejskie imperium dalej jest krainą mlekiem i miodem płynącą z punktu widzenia dawnych kolonii. Obie produkcje wykazują się także cechami charakterystycznymi kina monumentalnego, to znaczy znakomitą realizacją techniczną oraz olbrzymią, zabójczą wręcz, dawką patosu. Ten drugi ujawnia się zwłaszcza w finałowych aktach obu filmów, gdy muzyka autorstwa Roque Bañosa (dwukrotnego laureata nagród Goya, pracującego też za granicą – m.in. Człowiek, który zabił Don Kichote oraz serial 30 srebrników) zdaje się wręcz ogłuszająca i szantażująca emocjonalnie widza, niczym w amerykańskim epickim kinie lat 90. Sprzyja temu także konstrukcja scenariusza autorstwa Kubańczyka Alejandro Hernándeza, człowieka, który bardzo lubi mówić wielkimi literami i odpowiada m.in. za Póki trwa wojna Alejandro Amenabara (NASZA RECENZJA – od niedawna dostępne na HBO GO).

Kadr z filmu Ostatni Hiszpanie na Filipinach

Warto parę słów poświęcić wspominanej już warstwie realizacyjnej. Calvo przez wiele lat pracy dla telewizji zarówno nauczył się świetnie zawodu, jak i nawiązał znajomości z bardzo utalentowanymi ludźmi. Za jego debiut odpowiadał prawdopodobnie najbardziej znany hiszpański operator, ekspert od superprodukcji – Alex Catalan (Stare grzechy mają długie cienie, Człowiek o tysiącu twarzy, Nawet deszcz, Póki trwa wojna) z kolei do dziejącego się w wielu krajach i lokacjach (Demokratycznej Republice Konga, Kamerunie, Maroku i Gibraltarze) Adu zdecydował się zaangażować człowieka kogoś zupełnie innego. Sergi Vilanova pochodzi z Andory i po skończeniu studiów w Barcelonie wyjechał do Azji Południowo-Wschodniej, gdzie szkolił się w Singapurze i realizował swój film zaliczeniowy w Tajlandii. Przez kolejne kilkanaście lat kręcił liczne reklamy, co istotne robił to na całym świecie, od Wielkiej Brytanii i Polski przez Brazylię i Chiny po Angolę i RPA. Zapewne to doświadczenie w pracy w tak różnych okolicznościach okazało się kluczowe przy jego angażu do produkcji Adu i przełomie, jakim była niewątpliwie w jego karierze ta możliwość (film ten przyniósł mu pierwszą nominację do nagród Goya). Swoje znaczenie ma także świetna praca kostiumografów i ludzi odpowiedzialnych za charakteryzację, nie jest przypadkiem, że obie produkcje Calvo zdominowały nominacje nagród Goya w kategoriach technicznych – Ostatni Hiszpanie na Filipinach zdobyli łącznie 9 nominacji w tym dwie dla debiutów (aktorskiego i reżyserskiego) a resztą za technikalia (w tym jedyną statuetkę – dla Paoli Torres za kostiumy), z kolei Adu wśród 13 nominacji, aż osiem z nich za warstwę wizualną i techniczną. Statuetki tym razem zostały przyznane za dźwięk, kierownictwo produkcji i reżyserię (a także debiut aktorski).

Zwraca to uwagę na kolejną cechę twórczości Calvo, zapewne również wyniesioną z telewizji, jaką jest odważne stawianie na osoby niedoświadczone na wielkim ekranie. Jedną z głównych ról w Ostatnich Hiszpanach na Filipinach otrzymał Ricardo Gómez znany całemu pokoleniu z (początkowo dziecięcej) roli w nadawanym nieprzerwanie od 2001 roku nagradzanym serialu Cuéntame cómo pasó. Z kolei w Adu tytułowy bohater zagrany został przez dziesięciolatka wypatrzonego na ulicach Beninu Moustaphę Oumarou, a w podróży wspiera go, nagrodzony za debiut aktorski nagrodą Goya, osiemnastoletni Adam Nourou, który do tej pory występował jedynie w serialowych epizodach.

Młodzi aktorzy - Mustapha Oumarou i Adam Nourou debiutujący w Adu na wielkim ekranie

Podróż małego Adu, zmuszonego by wraz z siostrą uciec ze swojej senegalskiej wioski przed zemstą kłusowników i ich desperacka walka o dostanie się do Hiszpanii stanowi tylko jeden z trzech wątków tej produkcji. Drugim z nich jest historia działającego w Senegalu obronie dzikich słoni celebryty (Luis Tosar, trzykrotny zdobywca nagrody Goya, w tym za Celę 211 za którą był też nominowany do Europejskiej Nagrody Filmowej), który z jednej strony wchodzi w konflikt ze skorumpowanymi strażnikami z miejscowego Parku Narodowego, a z drugiej próbuje ułożyć swoje relacje z uzależnioną od narkotyków córką Sandrą (rewelacyjna Anna Castillo znana m.in. z Powołania i Podróży do pokoju matki). Klamrę spajającą całość stanowi z kolei postać strażnika granicznego na granicy hiszpańsko-marokańskiej w Melilli, granego przez Alvaro Cervantesa (Tylko ciebie chcę, Trzy metry nad niebem), który przypadkiem doprowadza do śmierci próbującego sforsować płot graniczny uchodźcy politycznego z Konga i dręczony wyrzutami sumienia próbuje poznać jego historię.

Adu kończy plansza informacyjna mówiąca, że w 2018 roku ponad 70 mln osób opuściło swoje domy w poszukiwaniu lepszego świata, a połowę z nich stanowiły dzieci. Zrealizowana z inicjatywy hiszpańskiej telewizji i Netflixa produkcja stanowi z jednej strony pewien hołd dla tych wszystkich ludzi, których zmiany klimatu, dyktatury i terroryzm zmusiły do wyczerpującej i śmiertelnie niebezpiecznej tułaczki. Z drugiej pokazuje jak nawet dobre intencje Europejczyków mogą nieść śmiertelne żniwo na krańcach świata, piętnuje postkolonialne i rasistowskie myślenie przez same pozwalanie bohaterom wyrażać na głos takie poglądy.

Na pewno nie jest to film idealny, chwilami potrafi załamać banalnością użytych klisz, nie mówi nic specjalnie świeżego, a patos finału mógłby być kwalifikowany jako broń masowego rażenia. Ale w konwencji hollywoodzkiej, ale przy tym bardzo europejskiej, superprodukcji na ważny temat niewątpliwie świetnie się sprawdza. Nie znajdziemy tu raczej wątków wątpliwych etycznie, wykonanie jest na najwyższym poziomie, a obsada (poza przywoływanymi już nazwiskami m.in. Nora Navas, Marta Calvo i Jesus Carroza) rewelacyjna. Dobry wybór, zwłaszcza na rodzinny seans; jest przygoda, wzruszenie, akcja, humor i morał. 

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Adú

Rok: 2020

Gatunek: familijny, przygodowy, obyczajowy

Kraj produkcji: Hiszpania

Reżyseria: Salvador Calvo

Występują: Luis Tosar, Álvaro Cervantes, Anna Castillo i inni

VoD: Netflix

Ocena: 3/5