TVN – Prawdziwe historie, odc. 8 – recenzja filmu „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”

TVN – Prawdziwe historie, odc. 8 – recenzja filmu „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”

Cała polska usłyszała o sprawie Tomka Komendy na początku 2018 roku. W maju tego roku Sąd Najwyższy go uniewinnił, a już 11 września swoją premierę miała książka Grzegorza Głuszaka na ten temat; 9 września 2019 roku rozpoczęły się zdjęcia na planie jej ekranizacji, a teraz we wrześniu 2020 roku film wchodzi na ekrany polskich kin. Czy ekspresowe tempo produkcji jej nie zaszkodziło? Czym jest „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”?

„Kino to emocje” – głosi ogólnopolska akcja społeczna mająca na celu ściągnięcie Polaków z powrotem do kin. Wydaje się, że funkcja eskapistyczna kina jest najważniejsza, ma ono pozwolić nam zapomnieć o otaczającej rzeczywistości lub wywołać w widzu katharsis: śmiech, płacz, złość, smutek, czy wzruszenie. Filmy mogą też skłaniać nas do przemyśleń, czy to nad otaczającym nas światem, czy samym sobą. Mogą stanowić popisy twórczej maestrii lub być nośnikami propagandowej treści. Istnieje jeszcze jeden rodzaj kina, zazwyczaj schowany gdzieś w odmętach produkcji prosto dla telewizji – ekranizacje nagłówków gazet. Oczywiście ekranizować nagłówki można także z myślą o spełnieniu jednej z powyższych funkcji, jak to robią filmy Patryka Vegi (eskapizm), Kler Smarzowskiego (krytyka systemu), Dług Krauzego (portret przemian gospodarczych), Uprowadzenie Agaty (propaganda polityczna) i wiele innych.

W 2010 roku TVN zainaugurował cykl nazwany po prostu Prawdziwe historie. W ciągu trzech lat powstało sześć filmów: wszystkie łączył telewizyjny sznyt i raczej kronikarskie podejście do sprawy, a także obsadzenie za kamerą twórcy bez kinowego doświadczenia. Ten przydługi wstęp służyć miał konkluzji, że 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy jest właśnie takim filmem. To, co spotkało Tomka i jego rodzinę, jest niewątpliwie straszne i nieuczciwe, i niewątpliwie zasługuje on na 5 minut sławy na czerwonych dywanach, znajomość z Agatą Kuleszą i tantiemy. Cieszy mnie wręcz taki rodzaj odszkodowania, który my jako naród polski mu wypłacamy. Jednocześnie właśnie to swoiste odszkodowanie wydaje mi się jedynym sensem istnienia tej produkcji, gdyż nie spełnia ona żadnego z celów wymienionych w poprzednim akapicie. To inscenizacja, zbiór z różnych powodów istotnych, lecz niespecjalnie ze sobą powiązanych narracyjnie scen, tudzież po prostu wierna adaptacja faktów. Innymi słowy, 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy stanowi po prostu ósmy odcinek serii Prawdziwe historie (w 2017 roku powstała jeszcze Hala o katastrofie hali targowej w Katowicach z 2006 roku), nie lepszy i nie gorszy od poprzednich. Jak zwykle twórcy zakładają, że widz i tak zna całą tę historię (niebezpodstawnie, bo zgodnie z badaniem z 2018 roku przeprowadzonym dla WP.pl 89% Polaków słyszało o tej sprawie), dlatego nie starają się wywołać u odbiorcy żadnych emocji czy niepewności. Nawet temat skorumpowanej i brutalnej policji nie zostaje tu wygrany, całość skupia się raczej na wychwalaniu dobrych, a nie jakiejkolwiek krytyce złych.

Nie ma tu żadnych prób budowania postaci, żadnych przemyśleń, żadnych powodów. Oficer Korejwo (Dariusz Chojnacki) kładzie na szali całą swoją karierę, bo jest dobry, tak samo jak jego przyjaciele w prokuraturze, z kolei obrońca Tomka z urzędu jest chciwy, więc ignoruje sprawę pro bono; komisarz Tołoczko (Andrzej Konopka) jest zły, więc katuje podczas przesłuchań, a sąsiadka (Ewelina Starejki) jest rozwiązła, więc krzywoprzysięga przeciwko Tomkowi. Widywałem pornografię z ciekawiej napisanymi postaciami. Oczywiście w niskobudżetowym filmie telewizyjnym nie byłby to problem, jednak Kino Świat z TVN-em próbują promować 25 lat niewinności… jako kino klasy A: zgłosili je do Oscara, na pewno nie wyjedzie z Gdyni z pustymi rękoma etc. Dostajemy zatem film gatunkowy bez eskapizmu, film sensacyjny bez emocji, film psychologiczny bez psychologii.

Przy tym wszystkim pamiętajmy, że to wciąż kompetentnie wykonana produkcja. Na pochwały zasługuje na pewno główna rola Piotra Trojana. Znany raczej z głębokich drugich planów aktor wreszcie mógł się wykazać i stanął na wysokości zadania. Dobre wrażenie pozostawia także, głęboko inspirowana stylem Jacka Kaczmarskiego, piosenka Kazika „25 lat niewinności”. Aż dziw bierze, że nie wykorzystano jej w zwiastunie, zamiast tego stawiając na zdecydowanie wyeksploatowane i zwyczajnie niepasujące „Mad World” Gary’ego Julesa. Scenografie są całkiem przyzwoite, zwłaszcza że odpowiedzialny za nie duet Kosicka-Fajst do tej pory pracował głównie przy serialach (m.in. Belfer, Prawo Agaty, Daleko od noszy. Reanimacja). Całość nie jest też żenująca pod żadnym względem, może z wyjątkiem przedziwnej sceny montażu równoległego, podczas której obserwujemy gwałt w Miłoszycach przeplatany z delikatnym i pełnym uczucia seksem Tomka i doprawiony czytanym nam raportem z obdukcji.

Jeśli chcecie iść na ten film z szacunku dla dramatu Tomka i z chęci pomocy mu, przynajmniej poprzez zapłacenie za bilet na film o nim – jak najbardziej do tego zachęcam. W każdym innym wypadku prawdopodobnie najlepszą opcją będzie poczekanie na telewizyjną premierę i seans w takim formacie, do jakiego ta produkcja jest najlepiej przystająca. Z szacunku dla twórców. 

Marcin Prymas
Marcin Prymas
25 lat niewinności

25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy

Rok: 2020

Gatunek: sensacyjny, obyczajowy, na faktach

Kraj produkcji: Polska

Reżyseria: Jan Holubek

Występują: Piotr Trojan, Agata Kulesza, Jan Frycz i inni

Dystrybucja: Kino Świat

Ocena: 2,5/5