Gra tajemnic – recenzja filmu „Zwyczajna przysługa”

Gra tajemnic – recenzja filmu „Zwyczajna przysługa”

Co się stało kiedy Paul Feig, znany z reżyserii większości komedii z Melissą McCarthy, połączył siły z Jessicą Sharzer, scenarzystką American Horror Story? Powstała komedia kryminalna o popularnej już od czasów „Blue Velvet” Davida Lyncha, tematyce przedmieść, gdyż, jak wiadomo, najciemniejsze sekrety kryją się tam, gdzie człowiek by się ich najmniej spodziewał.

Główną bohaterką jest Stephanie (Anna Kendrick), zaangażowana w życie szkolne rodzicielka, prowadząca vlog dla matek i zapisująca się za cztery osoby na listę rzeczy do zrobienia podczas festynu. Pilnuje, żeby jej syn odżywiał się zdrowo, codziennie punktualnie odbiera go ze szkoły i nawet ma słoik z monetami za przekleństwa. Pomimo iż pozostali rodzice nie pałają do niej wielką sympatią, kobieta pozostaje niczym niezrażona, a samotność umila jej przygotowywanie filmików o bransoletkach przyjaźni lub niskokalorycznych ciasteczkach. Wszystko zmienia się kiedy jej syn Miles zaprzyjaźnia się z Nickym. Dzięki nowemu koledze Stephanie ma okazję poznać bliżej tajemniczą matkę chłopca Emily (Blake Lively), o której wiadomo na pewno tylko tyle, że zawsze wygląda jakby przyjechała po syna prosto z okładki żurnala.

Humoru w filmie nie brakuje, choć najbardziej skoncentrowany jest on w pierwszej godzinie. Jeżeli chodzi o jego jakość to z pewnością można się pośmiać, chociaż trafiają się też mniej strawne kawałki. Akcja rozwija się bardzo powoli, a kiedy w końcu się rozkręca, to pędzi z wręcz absurdalną szybkością, czego kulminacją jest finał w niezwykle kiepskim stylu. Wątek kryminalny nie trzyma za bardzo w napięciu i jest dość rozczarowujący, a wszystkie zwroty akcji zawarte w ostatnich dwudziestu minutach filmu spokojnie wystarczyłyby do rozpisania serialu.

Na szczęście w porównaniu z  fabułą aktorzy prezentują się naprawdę nieźle. Anna Kendrick tworzy wiarygodny portret samotnej matki, niedocenionej i na pozór naiwnej. Co prawda jej maniera zbuntowanej nastolatki jest mocno zauważalna, ale uchodzi jej to płazem, jako że Stephanie z powodzeniem można uznać za nieco niedojrzałą emocjonalnie. Dzięki tej szarej postaci, Blake Lively lśni dwa razy mocniej. Emily jest centrum zainteresowania wszystkich i oglądając film nie trudno zrozumieć dlaczego. Wspomnieć należy też o Henrym Goldingu, który wcielił się w jej męża, Seana. Aktor na wielkim ekranie debiutował niedawno w „Bajecznie bogatych Azjatach”, a choć jak na razie obie role nie przyniosły zbyt dużego pola do popisu,  jako przystojny kochanek sprawdza się dobrze.

„Zwyczajna przysługa” nie jest ani wystarczająco śmieszna, ani wystarczająco intrygująca, w wyniku czego pozostawia uczucie niedosytu. Nada się jednak na wolny wieczór, kiedy to po ciężkim dniu w pracy będziemy marzyć tylko by usiąść na kanapie z kieliszkiem martini w ręku i obejrzeć jakiś niezobowiązujący film.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
zwyczajna przysluga plakat

Zwyczajna przysługa

Tytuł oryginalny: „A Simple Favor”

Rok: 2018

Gatunek: komedia kryminalna

Kraj produkcji: USA

Reżyser: Paul Feig

Występują: Anna Kendrick, Blake Lively, Henry Golding i inni

Dystrybucja: Monolith Films

Ocena: 2,5/5