Kronika pożegnania – recenzja filmu “Zniknięcie mojej matki”

Kronika pożegnania – recenzja filmu “Zniknięcie mojej matki”

Gdy po projekcji dokumentu jego bohaterka przybyła na spotkanie z publicznością otrzymuje standing ovation, musi to być wyjątkowa osoba. Po każdym seansie “Zniknięcia mojej matki” można było zaobserwować podobne honory oddawane w kierunku skromnie ubranej kobiety o szlachetnej, zoranej zmarszczkami twarzy. Kim jest i co takiego uczyniła, że wywołuje entuzjazm i sympatię zupełnie obcych ludzi?

Kamera Beniamino Barresego zostaje skierowana w kierunku jego matki, sławnej modelki Benedetty Barzini. Odkryta w latach 60., gdy w wieku 20 lat została zauważona na ulicy Rzymu i czym prędzej sprowadzona do Nowego Jorku. Dziś modowi decydenci orzekli by, że dziewczyna jest zbyt wiekowa, by debiutować na wybiegu. Przykro to stwierdzać, ale przyszłe aniołki Victoria’s Secret muszą trenować od lat dziecięcych. Barzini urzekła jednak Consuelo O’Connella Crespiego, redaktora naczelnego włoskiego Vogue’a i to jej piękną twarz wybrał na okładkę pierwszego wydania. Następnie zadziwiła jego amerykańską szefową, Dianę Vreeland. Z takim zapleczem młoda Włoszka zrobiła wszechświatową karierę, pracowała z najlepszymi projektantami i fotografami (Richardem Avedonem, Giannim Paolo Barbierim, Ugo Mulasem, Bertem Sternem), zaprzyjaźniła się z Andym Warholem i Salvadorem Dali. W roku 1968 postanowiła jednak wrócić do ojczyzny, gdzie oprócz pokazów na mediolańskich wybiegach mogła się bardziej poświęcić rodzinie. Z reżyserem Roberto Faenzą (być może nawet oglądaliście jego “…twierdzi Pereira” z Marcello Mastroiannim) miała bliźniaki (Niniego i Giacomo), a po rozwodzie, związała się z Antonio Barrese i urodziła jeszcze dwójkę dzieci. Nagle w roku 1973 zrozumiała też, że musi wycofać się z dotychczasowej ścieżki. Przeszła na przedwczesną emeryturę i zaczęła na każdym kroku dopiekać mizoginicznym praktykom modowego świata. Jej radykalizację przypieczętował akces do ruchu feministycznego i odebranie legitymacji Partii Komunistycznej.

Z czasem Benedetta zaczęła wykładać na uczelniach, gdzie studentkom i studentom wpajała, że kobiecość to konstrukt kulturowy zaprojektowany przed laty i wciąż modyfikowany na potrzeby patriarchalnego systemu. Tu jej uniwersyteckie komplety zbiegają się z treściami zawartymi w innym festiwalowym dokumencie pod tytułem “Instynkt (nie)macierzyński”. Po przykładach przytoczonych w filmie Mestre i Andreu można wywnioskować, że kobiety zostały niejako zaprojektowane do roli matki i kogoś kto ma głównie pięknie wyglądać, być ozdobą dla swego męża. Barzini z przekąsem dodaje, że ideał piękna został sztucznie wykreowany, a model doskonałości ma rugować wszelkie przejawy brzydoty. Tak samo działa kontrast starość – młodość. Czemu po dziś dzień panuje ageizm, a osoby w podeszłym wieku są marginalizowane, wypychane poza społeczeństwo (z przestrachem przypominam sobie “Balladę o Narayamie”)? Była modelka może mieć rację, że społeczeństwo boi się tego co nieznane, uosabiane przez odbiegających od tradycyjnego modelu urody, schorowanych czy wiekowych. Bez ogródek dodaje: starość to śmierć.

Beniamino, jak sam wspominał na spotkaniu z widzami w Iluzjonie, od lat dziecięcych miał plan, by zrobić dokument o własnej mamie. W ósmym roku życia rozpoczął zbieranie pomysłów i podpatrywać działania rodzicielki. W końcu zaczął realizować pierwsze domowe kroniki (także wykorzystane w “Zniknięciu…”). Z czasem nabrało to nieco chorobliwego charakteru, bo Benedetta Barzini była śledzona przez kamerę we własnym domu, swojej bezpiecznej przystani. Mimo protestów, złorzeczeń, soczystych wiązanek posyłanych w kierunku syna, czerwona lampka wciąż wskazywała rejestrację. A to przecież nie pierwszy i nie ostatni fanatyk tworzenia rodzinnej dokumentacji na taśmie filmowej. W 2013 roku festiwal wygrywał “Nie zapomnij mnie” Davida Sievekinga, w którym urzekała nieustanna gonitwa za codziennymi gestami matki tracącej pamięć. Strategię twórczą z kierowania na siebie i otoczenie kamery uczynił Jonathan Caouette. W “Tarnation” Amerykanin spogląda co rusz na nieobecną matulę – LeBlanc, niegdyś dziecięcą modelkę, teraz wrak człowieka zniszczonego przez terapię elektrowstrząsową. Nawet na tegorocznej edycji zauważamy w “Świadkach Putina” jak próbujący uchwycić dziejowy moment historii Witalij Manski doprowadza żonę i córki do białej gorączki.

Była gwiazda świata mody nie po to zstąpiła z piedestału, by teraz chętnie zgadzać się na podobne sesje i prześladowania. Warunkowo godzi się na to, tylko po to by nie złamać serca synowi. Rozumie, że bez jej obecności w kadrze film nie będzie mógł powstać. Mimo tej zgody z jej ust płyną słowa pogardy dla spektaklu blichtru i konformizmu kreowanego na potrzeby patriarchalnego reżimu. Barzini nie ma żadnych świętości, złorzeczy na syna-reżysera i jego irytujące hobby, na uczestników wyścigu szczurów, na własną ojczyznę i miasto. Męczą ją otaczający świat, pośpiech, technologiczny rozwój, pęd za sławą i pieniędzmi. Powtarza groźbę, że pewnego dnia zniknie – zostawi za sobą kartę kredytową, komórkę i inne niepotrzebne przedmioty, artefakty gwaru i naddatku. Wyjazd, a nie samobójstwo, ma mieć znamiona nowego otwarcia, ostatniego rozdziału. Tak jak Christopher z “Wszystko za życie” Seana Penna oddali się gdzieś daleko, gdzie już nikt, także rodzina i przyjaciele, nie będzie zawracał jej głowy.

“Zniknięcie mojej matki” to intymny portret najbliższej osoby i rodzaj terapii przygotowawczej do jej odejścia w niedalekiej przyszłości. To próba zatrzymania pamięci o karierze i dokonaniach, o chwilach beztroski i rodzinnego szczęścia. Projekt czuły, opatulony wręcz synowską troską i oddaniem, choć mający też znamiona bestialstwa. Wszak Benedetta krzywi się do kamery, wywołuje awantury, skomle o prywatność, a Beniamino niczym paparazzi czy inna medialna hiena bez ustanku ją prześladuje. Wdziera się na spotkanie po latach z przyjaciółką z wybiegu Lauren Hutton, zagląda za kulisy London Fashion Week, towarzyszy codziennym frasunkom i małym radościom. To jednak wyczuwalna potrzeba bliskości i chęć uhonorowania jedynego w swoim rodzaju człowieka stanowią o wyjątkowości tego projektu.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Zniknięcie mojej matki plakat

Zniknięcie mojej matki

Tytuł oryginalny: „The Disappearance of My Mother”

Rok: 2018

Gatunek: dokumentalny

Kraj produkcji: Włochy

Reżyser: Beniamino Barrese

Ocena: 4/5