Wyklęci – recenzja filmu „Wieczny okop”

Wyklęci – recenzja filmu „Wieczny okop”

Hiszpańska wojna domowa lat 30. ubiegłego wieku w ostatnim roku stała się nośnym tematem filmowym. Niedawno pisaliśmy o Póki trwa wojna Alejandro Amenábara, lecz to nie jedyna produkcja dotykająca tego okresu historycznego. Aż piętnaście nominacji do tegorocznych nagród Goya otrzymał Wieczny okop, który dostępny jest w ofercie Netflixa. Czy jest równie udany?

To dzieło tria (!) reżyserskiego José Mari Goenaga – Jon Garaño – Aitor Arregi. Zespół ten stanowi prawdopodobnie najważniejszy głos młodego reżyserskiego pokolenia w Kraju Basków. Wspólnie podpisali przed trzema laty, także dostępnego na Netflixie, Olbrzyma, a dwóch pierwszych również Kwiaty z 2015, które reprezentowały wówczas Hiszpanię w oscarowej batalii.

„Wieczny okop” podobnie jak „Olbrzym” dotyczy wprost historii Kraju Basków. To historia granego przez Antonia de la Torre (Stare grzechy mają długie cienie , Volver) Higinio, baskijskiego weterana wojsk Drugiej Republiki. Po zwycięstwie frankistów mężczyzna, bojąc się nieuchronnej egzekucji, zaczyna się ukrywać. W przeróżnych schowkach, schronach i piwnicach przystosowywanych przez siebie i żonę spędzi kolejne 33 lata, aż do amnestii w 1969 roku.

Już sam opis fabuły przywodzi na myśl naszych, tak zwanych, „żołnierzy wyklętych”, wśród których poza ludobójcami, faszystami i świniami, zdarzali się także zawzięci idealiści i ludzie zastraszeni. Jak donosiły media, ostatni ukrywający się „wyklęty” Antoni Dołęga ps. „Kulawy Antek” zmarł w 1982 roku, po co najmniej 28 latach konspiracji bez akcji zbrojnych. W erze kolejnych, fundowanych za państwowe pieniądze, Wyklętych i Historii Rojów, z tym większą zazdrością możemy spojrzeć na to jak, podoba historia została zrealizowana w Hiszpanii.

Niestety pewnych ograniczeń twórczych nie można przełamać, trio Goenaga – Garaño – Arregi zawsze należało raczej do twórców kompetentnych, niż wybitnych. I niestety, podobnie jest tym razem. „Wieczny okop” zrealizowany został w formie epizodycznej, każdy rozdział odnosi się do jakiegoś opisującego go słowa, którego definicję słownikową poznajemy (na przykład: „sojusz”, „ucieczka”, „uwięzienie”, „nadzieja”). Problem leży niestety w tym, że twórcy nie do końca mieli pomysły na poszczególne mini-historie, przez co całość staje się bardzo oczywista i banalna, a o wiele za długi – ponad stupięćdziesięciominutowy metraż, jedynie podsyca to uczucie powtarzalności. Możliwe przy tym, że celem Basków było wywołanie w widzach uczucia podobnego zaszczucia i niepokoju i zwiększenie przez to immersji z bohaterem. Nie jestem tylko pewien czy było warto.

Tym co na pewno zasługuje na pochwałę jest bardzo dobre aktorstwo i charakteryzacja, w odróżnieniu od na przykład Kamerdynera Filipa Bajona, tu upływ lat widać na twarzach i w zachowaniach bohaterów. Sporo wątków powraca tu niczym refren, jak chociażby pytanie czym jest życie człowieka i czy wieczne ukrywanie się w podziemiach wciąż jest życiem? Dylemat ten poruszał zresztą także najgłośniejszy tytuł minionego roku – południowokoreańskie Parasite.

Czym zatem jest „Wieczny okop”? Może historią o strachu i jego kuriozalnej sile. Wszak kogo w latach 60. powinno interesować, kto w jakiej armii pozostawał w latach 30.? W pewnym momencie mówi Higuainowi objawiony mu duch współtowarzysza broni – „przez twój strach nie mają cię za bohatera, lecz wciąż jesteś ofiarą”. To hasło pasuje wszak także do Póki trwa wojna Amenábara. Albo wielu ludzi, którzy z perspektywy czasu brani są za tchórzy. I za brak samobójczego bohaterstwa obwiniani, przypomina się chociażby sprawa dowódcy ORP „Orzeł” Henryka Kłoczkowskiego.

Wątpliwym jest, by ktokolwiek w Polsce mógł zrozumieć w pełni sytuację hiszpańskich Republikanów, jednoczenie, chyba trudno o większy wzór dla naszych „wyklętych”, zatem wszystkim zmartwionym brakiem dobrej reprezentacji podziemia antykomunistycznego polecam ten film, mimo faktu opowiadania o ludziach ideowo skrajnie przeciwnych. Czy to film warty polecenia ogółowi populacji? Tu jednoznaczna ocena jest trudniejsza. Jest zbyt długi, chwilami boleśnie przewidywalny, technicznie i formalnie całkowicie nieciekawy. Broniący się głównie aktorstwem i tym co sobie dopowiemy. No i zawsze miło usłyszeć, jakim śmiesznym człowieczkiem był Franco, a finał wzrusza niezmiernie.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Wieczny okop

Tytuł oryginalny: „La trinchera infinita”

Rok: 2019

Gatunek: historyczny, psychologiczny

Kraj produkcji: Hiszpania

Reżyseria: Aitor Arregi, Jon Garaño i José Mari Goenaga

Występują: Antonio de la Torre, Belén Cuesta i inni

Dystrybucja VoD: Netflix

Ocena: 3/5