Evviva l’arte! – recenzja filmu „Ruben Brandt, kolekcjoner” – WFF

Evviva l’arte! – recenzja filmu „Ruben Brandt, kolekcjoner” – WFF

Animacja słoweńskiego artysty Milorada Krsticia to prawdziwa uczta nie tylko dla kinomanów, ale przede wszystkim miłośników szeroko pojętej sztuki. Reżyser, także malarz, od podstaw stworzył i tchnął życie w świat, który oddycha sztuką w każdej możliwej formie. Korzysta z całego ogromnego dorobku: od antycznych arcydzieł, przez sztukę współczesną, po popkulturę. To rozpędzony do granic możliwości rollercoaster cytatów oraz nawiązań opakowany w formę całkiem sprawnego kryminału i heist movie.

Film jest historią psychoterapeuty, tytułowego Rubena Brandta. Jeśli właśnie skojarzyliście jego personalia z Rubensem i Rembrandtem, to znaczy, że błyskawicznie podjęliście rękawicę rzuconą przez Krsticia. Bohater cierpi na przedziwną przypadłość. Otóż we śnie nawiedzają go postacie ze słynnych dzieł sztuki. I tak np. infantka Małgorzata z obrazu Diego Velázqueza  próbuje odgryźć mu rękę, Wenus Sandro Botticellego chce utopić go w morskiej głębinie, a Podwójny Elvis Andy’ego Warhola strzela do niego z rewolweru. Surrealistyczne wizje zaczynają męczyć Rubena także na jawie, przez co popada w coraz większy obłęd. Z pomocą przychodzi  grupa jego pacjentów z akrobatką-kleptomanką Mimi na czele. W myśl kluczowego hasła jego metod terapeutycznych, według którego należy posiąść swoje problemy, żeby je przezwyciężyć, decydują się oni włamać się do słynnych światowych galerii czy muzeów i ukraść z nich obrazy, których bohaterowie uprzykrzają mu życie.

Reżyser ubarwił tę historię arcyciekawą konstrukcją świata przedstawionego, który zamieszkały jest przez postacie rodem z kubistycznego okresu twórczości Pabla Picassa. Co więcej, specyficzna geometria ich fizjonomii oraz fakt posiadania np. dodatkowego oka bywa często pretekstem do ciekawych żartów, co działa tu na podobnej zasadzie, co antropomorfizacja bohaterów “BoJacka Horsemana”. Oprócz malarstwa w ich charakterystyce pełno też odniesień do kina. Przykładowo wspomniana Mimi – wykapana femme fatale, ma na pieńku z detektywem Mike’iem Kowalskim, który zbiera filmowe rekwizyty i w swojej pokaźnej kolekcji ma chociażby nóż z “Noża w wodzie” Romana Polańskiego czy brzytwę z “Nietykalnych” Briana De Palmy, a do whisky wrzuca kostki lodu w kształcie słynnego profilu Alfreda Hitchcocka. Różnorakie nawiązania idą w tysiące i znajdują się właściwie w każdej pojedynczej klatce filmu. Pochłonięty ich tropieniem, czułem się trochę jak podczas seansu “Tajemnic Silver Lake”.

Czy ta animacja ma jednak do zaoferowania coś więcej niż proste zarzucanie widza odniesieniami? Wszystko zależy od oczekiwań. W  podstawowym odbiorze to interesujący, acz sztampowy kryminał z kilkoma świetnie zrealizowanymi scenami akcji, jak np. kilkuminutowy pościg Kowalskiego za Mimi wśród wąskich uliczek paryskiego Montmarte’u. Jednak jak powiedział sam twórca, film ma kilka warstw. Gatunkowy kostium służy tu jako szkielet, podczas gdy ciałem jest hołd dla sztuki. Nie zdradził jednak, co jest duchem, ale owoce twórczości w jego filmie objawiają się zarówno jako przekleństwo, jak i błogosławieństwo, więc może “Ruben Brandt, kolekcjoner” faktycznie jest listem miłosnym, ale to miłość bardzo trudna.

Zauważyłem, że reżyser w swoim dziele mocno eksponuje współczesne przenikanie się kultury wysokiej i masowej, czym udowadnia, że obecnie takie podziały nie mają sensu. Popkultura czerpie ze sztuki wysokiej i wzajemnie na siebie wpływają. Będąc  świadomymi odbiorcami, powinniśmy docenić przedstawioną tu świetną jazzową aranżację “Oops… I Did It Again” Britney Spears czy fakt, że wspomniana wcześniej Wenus Botticellego wciąga bohatera w głębiny, gdzie czyha na niego Urszula z disneyowskiej “Małej syrenki”. Krstić pyta też, czy sztuka ma jakieś granice, kiedy proces kradzieży obrazu zostaje wzięty za element performance’u. W czasach, kiedy street art wisi w galeriach obok arcydzieł z długoletnią tradycją, a Banksy niszczy swoją “Dziewczynkę z balonikiem” na oczach ludzi, to pytanie wydaje się zasadne. Mam nadzieję, że ta animacja skłoni widzów do wizyty w galerii, bynajmniej nie tylko handlowej. Z drugiej strony, może zainspiruje stałych bywalców muzeów do sięgnięcia po dobry komiks czy zagrania w ciekawą grę wideo. Evviva l’arte!

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
plakat

Ruben Brandt, kolekcjoner

Tytuł oryginalny: „Ruben Brandt, a gyűjtő”

Rok: 2018

Gatunek: animacja, kryminał

Kraj produkcji: Węgry

Reżyser: Milorad Krstić

Ocena: 4/5