Droga donikąd – recenzja filmu „Via Carpatia”

Droga donikąd – recenzja filmu „Via Carpatia”

Polskie kino społecznie zaangażowane zamyka się ostatnimi czasy w bezpiecznej bańce problematyki krajowej, nadzwyczaj rzadko otwarcie mówiąc o bolączkach kontynentu europejskiego i świata. Wyjątkiem były telewizyjne koprodukcje rozgrywające się w cieniu wojny w byłej Jugosławii („List” Denijala Hasanovicia, „Rezolucja 819” Giacomo Battiato), ewenementem – „Ptaki śpiewają w Kigali” Krzysztofa Krauzego i Joanny Kos-Krauze, natomiast obiecującym novum jest „Via Carpatia” – pierwszy rodzimy pełnometrażowy film fabularny opowiadający o kryzysie migracyjnym.

Julia (Julia Kijowska) i Piotr (Piotr Borowski) to dobrze sytuowane małżeństwo przed czterdziestką. Zaczyna się lato, więc para planuje wakacyjny wyjazd, najchętniej do egzotycznego kurortu. Tymczasem matka Piotra (Dorota Pomykała) prosi syna o sprowadzenie do Polski niewidzianego od trzydziestu lat ojca – Syryjczyka przebywającego właśnie w obozie dla uchodźców na granicy macedońsko-greckiej. Nie bez oporów bohaterowie decydują się na problematyczną podróż tytułowym szlakiem na Południe. Kryzys migracyjny wstrząsa nie tylko kontynentem europejskim, ale także życiem Julii i Piotra, którzy nie mogą dłużej udawać, że ten problem ich nie dotyczy.

Co ciekawe, kulisy powstania dzieła przedstawiają się podobnie. Piotr Borowski wyrusza w drogę w poszukiwaniu ojca, Irakijczyka, któremu zresztą „Via Carpatia” została zadedykowana. Aktorowi towarzyszy żona, Julia Kijowska, a także dwa zaprzyjaźnione małżeństwa: reżyserzy i scenarzyści, Kasper Bajon i Klara Kochańska, oraz autorzy zdjęć – Julian i Zuzanna Kernbachowie. Film powstaje na bieżąco, jako owoc pełnej współpracy szóstki autorów, w oparciu jedynie o szkic dramaturgiczny, w odpowiedzi na doświadczenie podróży i jej nieprzewidywalne warunki. Surowy, improwizowany charakter tej dokumentalizowanej kroniki wygrywa szczerością i osobistą perspektywą. Czuć, że polsko-macedońsko-czeska koprodukcja powstała z autentycznej potrzeby odpowiedzi na palący problem. Bezpretensjonalnie zawieszona jest między chęcią działania a zrozumiałym zagubieniem i niepewnością. Zaangażowanie twórców pozwala wybić się ponad hipsterską przygodę, wykalkulowaną próbę uciszenia sumienia czy tanią publicystyczną zagrywkę. Już od kilkuzdaniowego wstępu w czołówce, informującego o sytuacji społeczno-politycznej w Europie w 2016 roku, wiemy, że mamy do czynienia z nietypową jak na polskie warunki produkcją skierowaną „na zewnątrz”, wychodzącą poza wąską krajową perspektywę ku zwróceniu uwagi na szerszy problem dotyczący przecież, choćby pośrednio, niemal każdego Europejczyka.

Niestety, nie zawsze szczytne intencje i garść pomysłów owocują udanym filmem. Twórcy bywają tak samo zagubieni, jak bohaterowie „Via Carpatia”. Mimo że obraz trwa ledwie 71 minut, sprawia wrażenie boleśnie rozciągniętego, próbującego maskować niedostatki fabularne powolną dramaturgią. Sporo jest też nic niewnoszących scen oraz długich ujęć zmuszających widza do doszukiwania się ukrytych znaczeń, których zapewne tam nie ma. Szkoda, że w scenariuszu zabrakło tematu kontrującego lub uzupełniającego wątek główny – losy matki są niestety przedstawione w sposób sztampowy i ubarwione tandetną symboliką, co pogarsza odbiór dzieła. Pada wprawdzie kilka ciekawych pomysłów, niestety zwykle ledwie zasugerowanych. Symboliczna obserwacja nieznanego świata z perspektywy bezpiecznego samochodu, zagubienie w obcym kraju ukazane jako poszukiwanie nieistniejącej drogi czy komunikaty radiowe dotyczące kryzysu migracyjnego potraktowane w charakterze szumu medialnego i poprzez swoją wszechobecność oddalające widzów od istotnego problemu – te tropy są porzucane równie szybko, jak urzekająca mimo swej typowości, „obowiązkowa” dla gatunku road movie scena obserwacji mijanych przydrożnych widoków z piosenką w tle (idealnie dobrany utwór Gogol Bordello „Sun Is on My Side”).

Wobec skromnej fabuły wielki ciężar spoczywa zatem na barkach bohaterów. Niestety, dowiadujemy się o nich za mało, by w jakikolwiek sposób się z nimi zżyć. Julia i Piotr prezentują oczywiście pewne stereotypowe postawy, są jedynie modelowymi przedstawicielami swojego środowiska, jednak idąca za tym możliwość uzupełnienia przez widza niektórych luk nie dodaje postaciom indywidualnego rysu i nie wyjaśnia ich motywacji. Całe szczęście, że Julia Kijowska, a przede wszystkim Piotr Grabowski wywiązują się z tych nie najlepiej napisanych ról bez zarzutu. Ona to zdystansowana obserwatorka, metodyczna i uporządkowana, komentująca rzeczywistość opiniami, które „gdzieś przeczytała”. On – skryty, duszący w sobie problemy, jednak próbujący odważnie zmierzyć się z przeszłością, a czasem pozwalający sobie na oczyszczającą chwilę słabości i utraty kontroli. Julia Kijowska ma tendencję do przyćmiewania swoim aktorskim stylem grających delikatniej ekranowych partnerów, co obserwowaliśmy choćby w „Ninie” Olgi Chajdas, gdzie Andrzej Konopka dopiero w drugiej połowie seansu wychodzi z cienia partnerki. W „Via Carpatia” jest podobnie – ostatecznie to właśnie kreacja Piotra Grabowskiego pozostaje w pamięci dzięki sporej dozie zwyczajnie ludzkich wad i wątpliwości, ukazanych w naturalny, a więc łatwy do przeoczenia sposób.

Z równą łatwością przychodzi filmowi pobudzenie widza do refleksji nad poruszaną problematyką, nawet pomimo szkicowego jej zarysowania. Duża w tym zasługa perspektywy, jaką przyjęli autorzy. Polskiemu odbiorcy łatwiej jest bowiem utożsamić się z punktem widzenia „sytego Europejczyka” niż uchodźcy niepewnego jutra. „Via Carpatia” odważnie stawia pytanie, które choć raz zadał sobie każdy wrażliwy człowiek: co powinienem zrobić wobec kryzysu migracyjnego – i co tak naprawdę mogę zdziałać? Twórcy apelują więc do humanizmu, ale jednocześnie nie uciekają od gorzkiej samokrytyki. Julia i Piotr wyruszają wprawdzie w dosłowną, jak i symboliczną drogę, jednak jej przebieg i zakończenie dalekie są od typowych „przełomowych podróży w głąb siebie” widzianych oczyma kina. Okazuje się bowiem, że wyjście z bezpiecznej bańki egoizmu, bierności, samozadowolenia oraz ignorancji może być zadaniem ponad nasze siły. Czyżby postawienie dobra bliźnich ponad własnym interesem i walką o swoją pozycję było działaniem nienaturalnym, sprzecznym z instynktem samozachowawczym? Mimo że bohaterowie oddalają się od punktu wyjścia, to w miarę upływu czasu nieuchronnie zataczają koło. Być może droga wiedzie ich donikąd. Lecz w pewnych przypadkach nawet takie podróże są wartościowe.

Wojciech Koczułap
Wojciech Koczułap
via_carpatia

Via Carpatia

Rok: 2018

Gatunek: dramat

Kraj produkcji: Polska, Czechy, Macedonia

Reżyser: Kasper Bajon, Klara Kochanska

Występują: Julia Kijowska, Piotr Borowski, Bajram Severdzan i inni

Dystrybucja: Spectator

Ocena: 2,5/5