Podsumowanie roku 2018: Dystrybucyjne TOP 20

Podsumowanie roku 2018: Dystrybucyjne TOP 20

Rok temu w naszym pełnosalowym podsumowaniu roku 2017 sygnalizowaliśmy, jakie zagrożenia czają się na współczesne kino. Jako jedno z nich wymienialiśmy wówczas rosnące w siłę platformy streamingowe. Nie sądziliśmy jednak, że Netflix dwanaście miesięcy później namiesza w rankingu roku 2018. Oprócz tego trzeba odnotować znakomity rok polskiego kina (nagrody w Berlinie i Cannes, Europejskie Nagrody Filmowe) i fakt, że mimo dominacji blockbusterów (są i one w topie, skoro zdarzyły się naprawdę udane) nadal znajduje się miejsce dla dzieł poszukujących, świeżego arthouse’u, odważnych prób gatunkowych.

Nasza lista oddaje bogactwo współczesnej kinematografii – to w końcu mieszanka uznanych filmów z wielkich festiwali, wybitnych debiutów (Ari Aster, Greta Gerwig, Michael Pearce, Jagoda Szelc), triumfalnych powrotów starych mistrzów i wysokobudżetowych produkcji, które cieszyły nas najbardziej. Ten zestaw (nie bez kozery powiększony do 20 tytułów) udowadnia, że kino nadal ma bardzo wiele do zaoferowania, wciąż uczy i bawi, przenosi do innych światów, tłumaczy procesy dziejowe i konflikty, potrafi wywołać emocje i poruszyć intelekt. Zanurzcie się w nim jak my niczym w orzeźwiającym basenie. Zapraszamy na 20 najlepszych filmów 2018 roku według Pełnej Sali.

20. Dogman

Listę rozpoczynamy z przytupem, od baśniowego gangsterskiego westernu prosto z włoskiej prowincji. Marcello (wybitny Marcello Fonte) to cichy i skromny tytułowy dogman. Opiekuje się psami i prowadzi hotelik dla czworonogów. Nikomu nie wchodzi w drogę i zawsze jest uśmiechnięty, dlatego cała okolica go lubi, acz niezbyt poważa. Znajduje on jakże potrzebną uwagę i opiekę u Simoncina, miejscowego opryszka, gangstera i narkomana, który terroryzuje okolicę. Produkcja Garrone stanowi fascynujące studium umysłu słabego i podległego. Całkowicie uzależnionego od woli, sympatii i poparcia innych. Jest swoistą antytezą klasycznego motywu wycofanego i silnego samotnika. Kiedy tytułowy człowiek od psów coraz bardziej wprowadzany jest w spiralę zbrodni i występku, czerpie też z tego coraz większą, niemoralną i trudną do wytłumaczenia nawet dla niego samego radość. W jego głowie to kolejny stopień akceptacji i nobilitacji społecznej. Osiągnięcie, takie jakim dla kogoś innego mógłby być awans w pracy albo wyjazd na duży festiwal filmowy. A że przy okazji racjonalizuje to sobie tłumaczeniem, że zbiera na wakacje dla córki? Tym lepiej dla jego sumienia. To swoiste opus magnum Mattea Garrone i zwieńczenie dotychczasowej kariery tego wciąż młodego twórcy. Film łączący w sobie baśniowość Pentameronu” z brudnym realizmem Gomorry”. Tak piękny i tak brudny jednocześnie.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

19. Nigdy cię tu nie było

Na następnym miejscu wstrząsający spektakl jednego aktora. Na festiwalu w Cannes „Nigdy cię tu nie było” otrzymało siedmiominutową owację publiczności i dwie nagrody: za najlepszą rolę męską i scenariusz. Lynne Ramsay niejednokrotnie bawi się tu schematami i kliszami, przywołując motywy znane z kultowych już produkcji. Protagonista bezpośrednio przyrównuje swoją relację z matką do tej znanej z „Psychozy” Hitchcocka, a reżyserka niczym w słynnej scenie prysznicowej często pokazuje przemoc tak, by przy pomocy montażu niezauważalnie pozostawić jej efekt poza kadrem. Przeszłość głównego bohatera poznajemy ze skrawków informacji dawkowanych nam przez brytyjską twórczynię. Jego przeżycia wewnętrzne wysuwają się na pierwszy plan, filtrując świat przedstawiony przez pryzmat protagonisty, gdzie zsubiektywizowane zdjęcia Thomasa Townenda znajdują się w idealnej synergii z elektroniczną i psychodeliczną muzyką Jonny’ego Greenwooda z Radiohead. W nagrodzonej nad Lazurowym Wybrzeżem roli Phoenix jest niezwykle wiarygodny, niemal zespalając się z graną postacią. Jego ogorzała twarz i szpakowata broda wiodą prym prawie w każdym kadrze. Dla zwiększenia autentyczności część dialogów zmieniana była nawet na planie zdjęciowym przez aktora. Dla fanów gwiazdora pozycja obowiązkowa.

Krystian Prusak
Krystian Prusak

18. Spider-Man Uniwersum

Kiedy wydawało się, że w tej materii pokazano już wszystko, miniony rok udowodnił, że kino superbohaterskie ma jeszcze wiele do zaoferowania. „Spider-Man: Uniwersum” to nie tylko najlepszy film poświęcony Człowiekowi-Pająkowi, ale przede wszystkim rewolucja w koncepcji tworzenia komiksowej adaptacji. Tak naprawdę adaptacja nie jest tu właściwym słowem, gdyż to, co zaprezentowali producenci Phil Lord i Christopher Miller pod batutą reżyserów Boba Persichettiego, Petera Ramseya oraz Rodneya Rothmana, śmiało można określić mianem żywego komiksu. Taki efekt udało się uzyskać dzięki połączeniu technik tradycyjnej animacji z modelami 3D oraz różnorodnym zabiegom formalnym, takim jak np. zmniejszona liczba klatek na sekundę, pop-artowa, rastrowa faktura obrazu, efekt przewracania strony przy przejściach pomiędzy scenami, split screen czy nawet wyświetlane na ekranie komiksowe onomatopeje i ramki z monologiem wewnętrznym. Oczywiście podobne próby ukomiksowienia to dla kina żadna nowość. Ang Lee w Hulku” pokazał, jak nie należy tego robić, a Edgar Wright z powodzeniem wykorzystał kilka wymienionych patentów w swoim filmie Scott Pilgrim kontra świat”. Jednak dopiero w animacji, usuwając ograniczenia, jakie niesie ze sobą film aktorski, taka forma miała szansę wybrzmieć w pełni. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów komiksów!

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny

17. Pod ciemnymi gwiazdami

Pierwszy, acz nie ostatni horror na naszej liście, a także pierwszy i nie ostatni melodramat. Uznany twórca krótkich metraży Michael Pearce w debiucie zabiera nas na swoją rodzinną wyspę Jersey, by zreinterpretować historię tamtejszego seryjnego mordercy z lat 70. Jest ona i jest on. Ona wychowywana jest ciężką ręką despotycznej matki, naznaczona bliżej nieokreślonym wydarzeniem sprzed lat. On zjawia się tajemniczo wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny, by wybawić ją z opresji. Tymczasem policja znajduje kolejne zwłoki zaginionych nastolatek. Ze sztampowych fundamentów twórca poprowadził historię na tory nieoczywiste i skłaniające do dyskusji. Co właśnie obejrzeliśmy? Co się wydarzyło? Koronkowo budowana atmosfera odosobnionej i małej społeczności, gdzie wszyscy wszystkich znają, niechętnej tak wobec obcych, jak i tych, którzy byli tu przed nimi – to tylko jeden z kierunków, w jaki Pearce prowadzi umysł widza. Wewnętrzna kobieca siła, rodzinne kłamstwa, ludzkie uprzedzenia, walka, desperacja. Film zaatakował nas z zaskoczenia niczym ukryty w krzakach napastnik i pozostawił zachwyconymi i uduszonymi ziemią.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

16. Zama

Życie to czekanie. Jedni czekają na deszcz, inni na autobus, a niektórzy – by móc wreszcie odetchnąć pełną piersią, jak przystało na wolnego człowieka. W takiej sytuacji jest Don Diego de Zama. Jego więzienie nie ma murów ani strażników. Jego więzienie to otwarta przestrzeń sennego miasteczka, wiecznie zielona przyroda i zupełnie nieszkodliwi sąsiedzi. Jednym słowem: rutyna. Zama nie zauważył, kiedy minęły najlepsze lata jego życia. Systematyczność i odpowiedzialność wypełniły mu czas, pozbawiając radości. Zama czeka na odmianę losu. No dobrze, nawet coś robi, jednak cóż można zdziałać, gdy kierownika bardziej obchodzi sprzątanie po poprzedniku, a skuteczne wyekspediowanie listu z zapomnianej przez Boga osady graniczy z cudem? Zama trafia na opór materii. Coś w nim pęka. Skoro głową muru nie przebijesz, lepiej znajdź broń. Zama wyrusza na nietypowe polowanie. Może to dla niego ostatnia szansa, by odnaleźć spokój ducha i udowodnić samemu sobie, że jest jeszcze prawdziwym mężczyzną? Film Lucrecii Martel rozgrywa się w XVIII-wiecznej hiszpańskiej kolonii w Ameryce Południowej – pragnienia, motywacje i potknięcia bohatera są jednak na wskroś dzisiejsze. A może ponadczasowe? Ryzykowny manewr udaje się znakomicie dzięki scenariuszowi, opartemu na powieści Antonio di Benedetto, oraz umiejętnej konstrukcji świata przedstawionego. Parna dżungla, suche miasteczko, ożywcza morska bryza przenikają przez ekran razem z dźwiękami otoczenia – skrzypieniem mebli, trzaskiem rozłupywanych orzechów, irytującym brzęczeniem owadów. Żałosne, lecz jednocześnie pełne godności próby bohatera nie byłyby tak przekonujące, gdyby nie znakomita kreacja Daniela Giméneza Cacho oraz dyskretny humor. Ostatecznie nie wiemy, czy lepiej byłoby Zamie pozostać w bezruchu, czy podjąć zdecydowane działania. Coś zrobić? Dalej czekać? Jak wyczuć odpowiedni moment? Człowiek zadaje sobie te pytania od wieków. I nadal nie znajduje satysfakcjonującej odpowiedzi.

Wojciech Koczułap
Wojciech Koczułap

15. Avengers: Wojna bez granic

Nasza redakcja zdecydowała, że najbardziej godnym uwagi przedstawicielem kina spod znaku superhero zostanie ukoronowanie dziesięciu lat filmów sygnowanych przez Marvel Cinematic Universe. Film szczęśliwie okazał się czymś więcej niż przeglądem the best of znanych i lubianych herosów. Nie czujemy się przytłoczeni pokaźną liczbą postaci na ekranie. Twórcy porozrzucali bohaterów po całej galaktyce i połączyli ich w mniejsze grupy, co w znacznej większości przypadków zaowocowało ciekawymi, nieoczywistymi interakcjami. Nawet ci, którzy zostali odstawieni na dalszy plan, mają swoje pięć minut, choćby w postaci prezentacji nowych gadżetów, świeżej stylówki czy efektownego wejścia. Dostaliśmy też w końcu prawdziwie udaną postać antagonisty. Thanos z jednej strony jawi się jako bezwzględny tyran uzurpujący sobie prawo do ferowania boskich wyroków, z drugiej jako skonfliktowany wewnętrznie bohater, w którego szczerość intencji można uwierzyć. „Avengers: Wojna bez granic” pozostaje w ścisłej czołówce filmów Marvela. To przede wszystkim monumentalne widowisko o niespotykanym dotąd rozmachu z nieoczywistym zakończeniem, o którym dyskutuje się z wypiekami na twarzy w oczekiwaniu na kolejną część. Film jest dla uniwersum Marvela tym, czym „Imperium kontratakuje” dla serii „Gwiezdnych wojen”.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny

14. Tajemnice Silver Lake

W swoim najnowszym dziele David Robert Mitchell za pomocą estetyki, którą kocham, zawarł to, czego w sobie nienawidzę. Niewiele filmów w moim życiu było w stanie zadziałać na mnie równie mocno co Tajemnice Silver Lake”. Pod pozorem pastiszu filmu noir dokonał zamachu na modną nostalgię oraz nakreślił portret paranoicznego pokolenia, które nie radząc sobie z otaczającą rzeczywistością, w akcie bezradności ucieka w tropienie spisków i rozkodowywanie znaczeń symboli w popkulturze. To ostatnie tchnienie postmodernizmu. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to kolejna produkcja płynąca na fali mody na retro, ale jest dokładnie odwrotnie. Reżyser, sam przecież ukształtowany przez kulturę masową, wymierza jej siarczysty policzek i zdaje się mówić, że jest tylko marnym erzacem rzeczywistości. Korzysta z jej elementów, tworzy intrygę za ich pomocą, ale ostatecznie sugeruje, że to droga donikąd. Przeciwnie niż Steven Spielberg w Player One”, gdzie próbował on przekonać, że wirtualny świat zbudowany na nostalgii może być naszym niebem. To film antynostalgiczny. Choć większość redakcji nie podziela mojego entuzjazmu, udało mi się przeforsować „Tajemnice Silver Lake” do top 15.  Dla mnie to jedno z najważniejszych dzieł XXI wieku obrazujące aktualne problemy pierwszego świata w pigułce. Obraz skazany na kult, jakim obecnie otoczony jest Mulholland Drive” Davida Lyncha.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny

13. Dziedzictwo. Hereditary

Ogłaszane ostatnimi czasy przez zachwyconych krytyków odrodzenie ambitnego kina grozy dokonało się. Zapomnijcie o spazmatycznych egzorcyzmach, przeklętych zakonnicach i nawiedzonych lalkach. „Hereditary” mówi głośno: zło czai się w nas samych! Błyskotliwy debiut Amerykanina Ariego Astera zabiera widza do świata pozornie przeciętnej rodziny. Jak każda familia, również filmowi Grahamowie kryją traumę i tajemnice, które wystawiają na próbę więzi między najbliższymi krewnymi. Szybko okazuje się, że rodzinna wspólnota oparta jest na kruchych podstawach, a próby jej ratowania uświadamiają nam, jak wielkim cieniem na podejmowanych decyzjach kładzie się spuścizna przekazywana z pokolenia na pokolenie. Krusząc fundamenty rodzinnego zaufania, bezpieczeństwa i spokoju, Aster płynnie przechodzi od dramatu psychologicznego do kina grozy. Umiejętnie podsyca w widzu niepokój, podkreślając jego obawy stopniową rezygnacją z realizmu na rzecz mrocznej, okrutnej groteski. Dopiero z perspektywy widać, jak złożona to konstrukcja. I niezależnie, czy będziemy ją odbierać jako poważną wiwisekcję instytucji rodziny, próbę określenia podstaw jej funkcjonowania i roli w społeczeństwie, czy też jako przewrotne studium miejsca jednostki w grupie i znaczenia podejmowanych przez nią decyzji – „Hereditary” wytrzyma huraganowy napór krytycznych analiz dlatego, że jest zbudowany na solidnych fundamentach. Aster to bowiem reżyser z wyraźną autorską wizją wcielaną w życie z zegarmistrzowską precyzją i niezachwianą pewnością siebie właściwą młodym twórcom. Począwszy od scenariusza, poprzez wycyzelowane zdjęcia Pawła Pogorzelskiego, na znaczącej scenografii skończywszy, wszystkie elementy składają się na niezawodny mechanizm filmowej ekspresji. Wisienką na torcie pozostają znakomite kreacje aktorskie – histeryczna rola Toni Collette ma wszelkie atuty, by przejść do annałów kina grozy. „Hereditary” to kino wymagające uwagi, skupienia i ciszy – by móc wsłuchać się w demony, które grają gdzieś w nas.

Wojciech Koczułap
Wojciech Koczułap

12. Dusza i ciało

Dusza i ciało plakat

Etatowy już film na naszych topkach, ale cóż poradzić, że wszędzie się łapie. O tym, że Ildikó Enyedi ma talent, nie trzeba było nikogo przekonywać, ale że jej powrót po wieloletniej przerwie to będzie takie arcydzieło? To już nowość. „Dusza i ciało” to przewrotny i często zabawny melodramat podszyty magią, jak to już węgierska twórczyni ma w zwyczaju robić. Endre to dyrektor rzeźni z niedowładem ręki, od zawsze cichszy od otoczenia, chętnie się izoluje w swoim gabinecie. Na nową główną weterynarkę, piękną i młodszą od niego blondynkę Marię nie dało się nie zwrócić uwagi. Wyniosła, ściśle trzymająca się zasad i regulaminów, wyobcowana kobieta szturmem zdobyła zainteresowanie wszystkich pracowników. Gdy bohaterowie przypadkiem odkrywają, że co noc dzielą wspólny sen, zaczynają się bliżej poznawać. Ale czy przeznaczenie i uczucie może przezwyciężyć bariery ukryte w nas samych? „Dusza i ciało” to podobnie jak poprzednie filmy Enyedi obraz o tym, jak musimy wziąć los we własne ręce, nawet jeśli wydaje nam się to niemożliwe. Jak przypadek lub może przeznaczenie kształtuje wydarzenia, lecz poddanie mu się jest równoznaczne z samobójstwem.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

11. Climax

Jeszcze wczoraj szukałem koszulki z logo „Climaxu”, przedwczoraj zakupiłem plakat. Pytacie, co zamawiam, gdy wychodzę do baru? Oczywiście sangrię. Czego słucham? Na mojej trackliście na pewno znajdziecie Cerrone i Aphex Twin. Plany na weekend? Impreza techno zwieńczona masakrą. Gaspar Noé opętał widzów. Dał doświadczenie, które będzie śniło im się po nocach i zaprogramował tak, by chcieli je powtarzać. Machina naładowana taneczną energią, narysowana fantazyjnymi barwami, wypełniona po brzegi hitowym potencjałem. A wszystko po to, by siać spustoszenie. Boję się tego, co ten film ze mną robi. Nie mogę się doczekać powtórki.

Adrian Burz
Adrian Burz

10. Fokstrot

Jak wygląda życie w stanie wiecznej wojny? Codzienność w kraju religijnej hipokryzji, gdzie sacrum i profanum co chwilę wpadają na siebie i wzajemnie przewracają? Samuel Maoz, twórca „Libanu”, zabiera nas do współczesnego Tel Awiwu, by w przewrotnym, ale i bardzo bolesnym komediodramacie opowiedzieć nam o męskim dojrzewaniu, o bezsensie codzienności i szaleńczym tańcu, w którym utknęło całe społeczeństwo. Trzy akty, trzy pokolenia rodziny Feldmannów, trzy kroki w fokstrocie, trzech głównych bohaterów i mnogość opowiadanych historii. „Fokstrot” stoi także wybitnym aktorstwem: Lior Ashkenazi i Sarah Adler dają tu jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze kreacje 2018 roku. W ubiegłym roku dwóch wielkich reżyserów, moralistów i obserwatorów wypuściło na świat swoje dzieci. Michael Haneke w Happy Endzie” próbował pożenić humor z mrocznymi proroctwami dla Starego Kontynentu i rodzinną sagą. Andriej Zwiagincew z kolei w „Niemiłości” starał się pokazać rozkład podstawowej tkanki społecznej w targanej sprzecznymi wiatrami nacjonalizmu, konserwatyzmu i kapitalizmu Rosji. Niespodziewanie Samuel Maoz pogodził dwie koncepcje mistrzów i zaprezentował dużo bardziej spełnione i satysfakcjonujące dzieło. Kto przegapił, musi nadrobić tę zaległość niezwłocznie.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

9. Płomienie

Gdzie Północ styka się z Południem, gdzie Donald Trump z telewizyjnych wiadomości usiłuje zagłuszyć donośną pjongjańską propagandę dobiegającą z ustawionych na granicy głośników, na malutkiej farmie należącej do emerytowanego inżyniera dochodzi do styku kultur. Bogactwo spotyka biedę, miłość i niewinność konfrontuje się z oziębłością i wyrachowaniem, kłamstwo styka się z prawdą, poszukiwanie z przyziemnością. Melodramat spotyka się z thrillerem. O tych wszystkich spotkaniach i o tej farmie opowiadają „Płomienie” Lee Chang-donga. Gdyby nie bardzo późna premiera, w ostatni weekend roku kalendarzowego, niechybnie na naszej liście znalazłby się dużo wyżej, tymczasem najlepiej oceniany film zeszłorocznego festiwalu w Cannes i koreański kandydat do Oscara musi się zadowolić miejscem pod koniec pierwszej dziesiątki. Poza fascynującym scenariuszem, znacznie rozszerzającym i ubogacającym opowiadanie Harukiego Murakamiego „Spalenie stodoły”, film błyszczy także w innych aspektach. Za obłędną, co przyznają nawet najzagorzalsi krytycy produkcji, stronę wizualną odpowiada mistrz Hong Kyung-pyo („Snowpiercer: Arka przyszłości”, „Lament”). To powolna opowieść o paradoksach tak współczesnej Korei, jak i całego kapitalistycznego świata. Nurzając się w klasyce amerykańskiej literatury pierwszej połowy ubiegłego wieku („Wielki Gatsby”, twórczość Williama Faulknera), reżyser snuję magiczną narrację, która nie pozwala nikomu przejść obojętnym.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

8. Lady Bird


Greta Gerwig to bez cienia wątpliwości jedna z najważniejszych postaci amerykańskiego kina niezależnego. Indie-księżniczka, diwa nurtu mumblecore. Nic więc dziwnego, że oczekiwania wobec jej debiutu po drugiej stronie kamery były duże. Od pierwszych scen widać, że tworzy film osobisty i autorski. Stylem przypominał dzieła Baumbacha czy Swanberga, z którymi reżyserka wielokrotnie współpracowała. Miejscem akcji jest położone w Kalifornii Sacramento, czyli rodzinne miasto autorki, a będąca główną bohaterką zbuntowana licealistka przypomina samą Gretę i z pewnością jej historia w dużej mierze bazuje na doświadczeniach autorki. Losy tytułowej Lady Bird to nic innego, jak zmaganie się z absolutnie typowymi problemami dziewczyny wchodzącej w dorosłość. Brak porozumienia z rodzicami, miłosne rozczarowania czy problem z wyborem uczelni to tematy tak uniwersalne, że ciężko było wnieść do nich chociaż odrobinę świeżości, a jednak się udało. Duża w tym zasługa Saoirse Ronan, która stworzyła postać niesamowicie autentyczną i złożoną, z której wprost bije buntownicza moc adolescencji. Chociaż nie każdemu widzowi uda się zrozumieć jej życiowe wybory, to ciężko nie darzyć jej sympatią. Wraz z Lucasem Hedgesem, Beanie Feldstein, Timothée Chalametem i Odeyą Rush udało im się stworzyć grupę postaci, jakich od dawna brakowało w filmach coming of age. Nastolatków będących faktycznym odzwierciedleniem współczesnego społeczeństwa, a nie papierowymi postaciami opartymi na prostych stereotypach. „Lady Bird” dał nam powiew świeżości, którego Hollywood potrzebowało od dawna. Nie pozostaje nam nic, tylko czekać na kolejne produkcje Gerwig.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż

7. Zimna wojna

Niektórzy mają za złe, że Paweł Pawlikowski porwał się na melodramat, ograniczając jednocześnie czas potrzebny na budowę wiarygodnej relacji miłosnej. Wewnątrzredakcyjne rozmowy utwierdziły mnie jednak w przekonaniu, że ani nie było takiej potrzeby, ani film nie stracił nic poprzez okrojenie treści do 80 minut metrażu. „Zimna wojna” to bowiem metafora relacji twórcy z własnym krajem, opowieść o porozumieniu między podziałami i w końcu historia muzyki – dróg jej rozwoju niejednokrotnie uwarunkowanych politycznie. Jakkolwiek górnolotnie powyższe zdanie nie brzmi, reżyser jest szalenie bezpośredni, a jego poszanowanie prostoty stanowi o sile dzieła. Największym tego dowodem jest właśnie brak skomplikowanych konstrukcji psychologicznych, zastąpionych przez sprawnie napisany dialog i jasno określone postaci. Solidność zamiast kombinatorstwa.

Adrian Burz
Adrian Burz

6. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Przez wielu uważane za zeszłorocznego oscarowego faworyta „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” musiały się pojawić w tym topie. Jest to poruszająca historia o matce zgwałconej, a następnie zamordowanej córki, która rozgoryczona bezskutecznym postępowaniem występuje przeciwko stróżom prawa. Największym walorem tego filmu są ludzie, barwni bohaterowie, których prawdziwe oblicze i motywacje możemy odkrywać aż do ostatniej minuty. Zupełnie nie dziwią więc dwa Oscary dla aktorów: pierwszy dla Frances McDormand wcielającą się w postać twardej, rozwścieczonej bezsilnością Mildred, a drugi dla Sama Rockwella za rolę nieco frustrującego policjanta-nieudacznika. Pomimo iż obraz Martina McDonagha jest znacznie bardziej poważny i nastawiony na refleksje niż jego wcześniejsze „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” czy „7 psychopatów”, to nie brakuje tak dla niego charakterystycznych absurdalnych scen przemocy, okrutnych żartów i zadawanych niespodziewanie ciosów. Jego dzieło to słodko-gorzka mieszanka, która mocno chwyta za serce po to, by chwilę później wyrzucić je z trzeciego piętra przez okno. Mimo całego cierpienia i bólu, jakim wypełniony został film, z przyjemnością można udać się do Ebbing, by zobaczyć i samemu osądzić te niesławne trzy billboardy.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż

5. Tamte dni, tamte noce

Pierwszą piątkę naszego topu roku otwiera arcydzieło kina LGBT i mój oscarowy faworyt zeszłego roku. Dziełu Luki Guadagnino blisko do wspaniałego „Manchester by the Sea”. Prostota środków, autentyczność wydarzeń i wiarygodność bohaterów składają się na ten mały wielki film. Pierwszą młodzieńczą miłość włoski twórca ukazał tutaj jako wakacyjną przygodę, chwilę zapomnienia i ekscytacji, o której czujemy, że kiedyś musi się skończyć. Sprawia cierpienie, ale jest niezbędna, by nas ukształtować, by nauczyć wyciągać wnioski na przyszłość. Szczerość i niewinność niewyidealizowanego uczucia, podkreśloną symboliczną rezygnacją z własnego imienia zawartą w oryginalnym tytule filmu, reżyser przełamuje szczenięcymi wybuchami nieokrzesanej jeszcze namiętności. Najważniejsze sceny idealnie uzupełniane są przez nastrojowe, melancholijne piosenki Sufjana Stevensa, by wymienić chociażby przeszywający do głębi serca finał historii. Gdzieś tam teraz Elio pracuje pewnie w znanej korporacji, dobrze zarabia, ma wielki dom na przedmieściach, być może idąc tropem narzucanych przez społeczeństwo norm również piękną żonę i gromadkę dzieci. Spogląda przez okno na odległy horyzont i wspomina beztroskie lata 80., gdy nie wiedział jeszcze, czym jest AIDS, odpowiedzialność i prawdziwe życie. Był szczęśliwy.

Krystian Prusak
Krystian Prusak

4. Niemiłość

„Niemiłość” to bez wątpienia jeden z bardziej pesymistycznych obrazów, jakie zagościły w naszym zestawieniu i na polskich ekranach w zeszłym roku. Borys i Żenia, rodzice 12-letniego Aloszy, są bliscy rozwodu, pochłonięci zabieganiem o swe romantyczne związki z kochankami. Mija dzień, aż zauważają, że ich syn zaginął. Film na głębszym poziomie staje się refleksją nad narcystyczną pustką, która leży w centrum wielu związków. Nawet od zbliżeń miłosnych zionie tu martwotą, aczkolwiek nieporównywalną z dojmującym zniknięciem głównego bohatera – zrozpaczonego dziecka pozbawionego ciepła rodzinnego ogniska. Jakie są przyczyny tytułowej niemiłości? Reżyser sugeruje, że może być to hedonizm czy pogoń za bogactwem i komfortem wyprzedzające zainteresowanie najbliższymi. Dramat Zwiagincewa jest ponurym i zjadliwym oskarżeniem tego rodzaju współczesnego rodzicielstwa i postaw prezentowanych przez samolubnych dorosłych. Bohaterowie podążają za drobnymi przyjemnościami ignorując dzieci, które dobrowolnie sprowadzili na świat. Próżno doszukiwać się oznak szczęścia w postaciach skazujących się nawzajem na niedolę. Widz doświadcza thrillera psychologicznego, w którym napięcie wzrasta z każdym kolejnym ujęciem. Mimo że tonacja kadrów jest chłodna, to towarzyszące im emocje są potężne. Ta trafna diagnoza współczesnego społeczeństwa poraża uniwersalnością i subtelnością, pozostawiając widza w zadumie na długie godziny.
 
Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

3. Wieża. Jasny dzień

W roku obfitym w tak zróżnicowane tytuły kinematografii polskiej, jak „antyklerykalny” manifest Smarzowskiego stający się rekordowym sukcesem frekwencyjnym czy też polskie odpowiedzi na „Magnolię” i „Walc z Baszirem”, to właśnie film debiutantki, z zapleczem w sztukach plastycznych, okazał się dla nas największym powiewem świeżości. Wysmakowany artystycznie, apokaliptyczny obraz Jagody Szelc zaintrygował, skołował, przełamał nasze przyzwyczajenia odbiorcze. O bogactwie jego symboliki i mnogości potencjalnych znaczeń mogliśmy rozmyślać i dyskutować jeszcze długie miesiące, czego owocem była obszerna analiza goszcząca na naszych łamach. Mistrzowskie opanowanie języka kina, bezbłędne aktorstwo i niezwykle dopieszczona strona estetyczna to tylko niewielka część z licznych przymiotów „Wieży. Jasnego dnia”.

Dawid Smyk
Dawid Smyk

2. Nić widmo

Nić widmo

Nazwisko Paula Thomasa Andersona wymienia się jednym tchem razem z najwybitniejszymi współczesnymi twórcami kina. „Nić widmo” tylko potwierdza, że jego obecność w tym panteonie jest zasadna, nic więc dziwnego, że stawiamy ją na podium. Amerykanin czerpie garściami z klasyki, tym razem z naciskiem na „Rebekę” Hitchcocka, ale ostatecznie mówi własnym językiem, a jego styl pozostaje niepodrabialny. To w końcu perfekcjonista w każdym calu, podobnie zresztą jak grający główną rolę Daniel Day-Lewis. Tym bardziej dbałość o szczegóły zdumiewa, wszystko zdaje się doskonale utkane i dopięte na ostatni guzik. Dosłownie, bowiem historia rozgrywa się w środowisku ekskluzywnego domu mody w Londynie lat pięćdziesiątych, a Day-Lewis wciela się w mistrza krawieckiego Reynoldsa Woodcocka. Sprawia on wrażenie mizantropa, który spełnienie odnajduje wyłącznie w pracy. Dochodzą do tego osobliwe stosunki z apodyktyczną siostrą Cyril (także świetna Lesley Manville) oraz wręcz idolatryczna miłość do zmarłej matki. W jego zrytualizowanym życiu pojawia się niespodziewanie przypadkowo poznana kelnerka Alma (Vicky Krieps, kojarząca się z młodą Meryl Streep), burząc dotychczasowy porządek. Zachwycająco wypadają budowane z pietyzmem, pełne napięcia tarcia między bohaterami. Szczególne wrażenie robi związek Reynoldsa z Almą – osobliwy, zmysłowy, wręcz perwersyjny, a jednak lodowaty, całkowicie pozbawiony bezpośrednio ukazanej erotyki. Ta więź to ciągła walka, w której bycie zdominowanym niekoniecznie oznacza przegraną. Anderson otwiera szerokie pole do interpretacji i zachęca do ciągłego poszukiwania kolejnych ukrytych znaczeń, a przy tym jest eklektyczny jak nigdy dotąd. Z gracją żongluje gatunkami, łącząc melodramat, thriller i komedię. Warto też zwrócić uwagę na prowadzenie kamery (za zdjęcia odpowiada sam reżyser) i nadającą rytm całości, świdrującą zmysły muzykę Jonny’ego Greenwooda.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny

1. Roma

Choć znalazłyby się w naszej redakcji osoby skłonne bić się o przetasowanie miejsc na podium, to jednak niezaskakująco, bo ciężko się kłócić w kwestii statusu opus magnum Alfonso Cuaróna, właśnie ono zasłużyło na największe wyróżnienie. „Romę” porównywaliśmy już z wieloma innymi arcydziełami i tradycjami filmowymi. W jej wizualnym pietyzmie, konsekwentnym wygraniu scen rodzajowych na dalekich planach i precyzyjnych kompozycjach zobaczyliśmy kontynuację twórczości Yasujirō Ozu. Jej społeczną wrażliwość na rozdzierające emocjonalnie sytuacje życiowe z dala od hollywoodzkiego blichtru zestawialiśmy z dokonaniami włoskich neorealistów. W formule „scenek z życia rodzinnego”, w równym stopniu jego cieplejszej, jak i mroczniejszej strony, wraz z niestrudzoną wiarą w siłę kobiecego charakteru, niektórzy dopatrzyli się echa ostatniego wybitnego filmu Ingmara Bergmana – „Fanny i Aleksander”. Żaden jednak z tych owoców filmoznawczych zabaw w komparatystykę nie odda tego, jak szczerym obrazem jest ten hołd dla tej osoby obecnej w naszym życiu, którą powinniśmy doceniać bardziej, dopóki jest.

Dawid Smyk
Dawid Smyk