Europejskie wakacje – recenzja filmu „Szpieg, który mnie rzucił”

Europejskie wakacje – recenzja filmu „Szpieg, który mnie rzucił”

Dość brutalne, komediowe kino szpiegowskie ze zbyt dużą ilością kloacznego humoru i kobiecą protagonistką. Przed trzema laty Melissa McCarthy stała się „Agentką”, rozbawiając świat i zarabiając wielkie pieniądze, teraz podobny zestaw atrakcji został wykorzystany przez młodą reżyserkę Susannę Fogel. Z jakim skutkiem?

„Szpieg, który mnie rzucił” od początku wrzuca widza na wysokie obroty, rozpoczynając się brutalną, ale też pełną mniej lub bardziej subtelnych gagów strzelaniną w biednej dzielnicy Wilna (które w tym świecie przedstawionym przypomina raczej Grozny w środku wojny czeczeńskiej). Walka tajemniczego szpiega (Justin Theroux) z jeszcze bardziej tajemniczymi napastnikami przeplatana jest ujęciami z odbywającej się w barze imprezy urodzinowej Audrey (Mila Kunis). Dziewczyna przeżywa, że ledwie tydzień wcześniej ukochany zerwał z nią przez SMS, a następnie rozpłynął się w powietrzu. Pocieszyć ją próbuje najlepsza przyjaciółka Morgan (w tej roli absolutnie rewelacyjna Kate McKinnon). Gdy dziewczyny decydują się po kilku drinkach spalić (w przypadkiem trzymanej w mieszkaniu wielkiej metalowej beczce, nie mówcie, że wy takiej nie macie) wszystkie pozostawione przez nielojalnego mężczyznę rzeczy i informują go o tym, ten zatrważa się, zapowiada rychły powrót i wyjaśnienie powodów wszelkich niesnasek. Następnego dnia wizyta Drew w domu rychło przeradza się w strzelaninę, w wyniku której tytułowy szpieg umiera, a dziewczyny wyruszają do Wiednia, by przekazać plastikową figurkę tajemniczemu Verne’owi.

Największym pozytywnym zaskoczeniem w „Szpiegu, który mnie rzucił” jest ilość zawartej na ekranie akcji i jakość choreografii. Czego tu nie ma: pościg ulicami Wiednia, pojedynek na trapezach gimnastycznych, dynamiczne miejskie bójki czy akcja ratunkowa w oblężonym magazynie to jedynie część z niespodzianek, jakie zaserwowali nam twórcy. Mimo ciągłych strzelanin film wciąż pozostaje po pierwsze komedią, co niestety różnie się kończy. Podobnie jak w poprzednich obrazach z Kunis w roli głównej (obie części „Złych mamusiek”, „Ted”) sporo tu kloacznego, często nieudanego i bardzo niskich lotów humoru, przywodzącego na myśl raczej masowo produkowane „dzieła” z Adamem Sandlerem. Z drugiej strony pewne żarty sytuacyjne, nawiązania do różnych wydarzeń politycznych czy zwłaszcza absurdalny humor sprawdzają się tu wspaniale i dostarczają wiele rozrywki. Większość dowcipów pochodzi tu od pomysłowych i bardzo udanych postaci drugoplanowych i epizodycznych.

Aktorsko wszystko trzyma się na wspomnianej już McKinnon i przyzwoitym drugim planie. Zwłaszcza Sam Heughan („Outlander”) jako Sebastian, francuski komik Kev Adams jako wiedeński taksówkarz i Ivanna Sakhno w roli Nadieżdy, rosyjskiej zabójczyni ex-gimnastyczki, są warci wyróżnienia. Marnie w tym wszystkim wypada sama największa gwiazda obrazu. Kunis wydaje się znudzona, sztywna, jakby obecna za karę na ekranie. Niewątpliwie nie jest to kino wysokich lotów, jednak dostarczyło mi nadspodziewanie dobrej zabawy i szaleństwa tak potrzebnego w filmach akcji.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Szpieg, który mnie rzucił

Tytuł oryginalny: „The Spy Who Dumped Me”

Rok: 2018

Gatunek: komedia szpiegowska

Kraj produkcji: USA / Kanada

Reżyser: Susanna Fogel

Występują: Mila Kunis, Kate McKinnon, Justin Theroux i inni

Dystrybucja: Monolith Films

Ocena: 3,5/5