Amator – recenzja filmu „Świadkowie Putina”

Amator – recenzja filmu „Świadkowie Putina”

Długi stół zastawiony przeplatanką alkoholi i plastikowych butelek coli. Atonalne pobrzękiwanie kieliszków wina, bo każdy musi się stuknąć z każdym. Starsza pani łapiąca się za serce po usłyszeniu pukania do drzwi — gość przyszedł! Niech czuje się jak u siebie, w końcu niewiele się przez te kilkanaście lat zmieniło, tylko tapczan przenieśliśmy na drugi koniec pokoju. Jeszcze nic nie wiadomo, ale możemy już powoli zaczynać pić... Nie, to nie opis każdej waszej imprezy chrzcinowej z dalszą rodziną, na której nie chcieliście być — to kulisy „wielkiej polityki” Federacji Rosyjskiej.

Witalij Manski, twórca m.in. świetnie przyjętego „Pod opieką wiecznego słońca” (nagroda główna Millennium Docs Against Gravity w 2016), jawi się w otwierającej sekwencji „Świadków Putina” jako postać jeszcze bardziej ekscentryczna, niż podejrzewaliśmy. Ukrainiec z pochodzenia wychował się i założył rodzinę na terenie byłego ZSRR (urodzony we Lwowie, w czasie akcji filmu mieszka w Moskwie). Choć w Sylwestra roku 1999, dniu abdykacji Borysa Jelcyna, nie ma jeszcze rosyjskiego obywatelstwa, to okaże się idealną osobą do dokumentowania pierwszego roku kadencji nowego przywódcy. Zastajemy go jednak w sytuacji wyjątkowo niezręcznej, bo jako napastującego kamerą, irytującego wszystkich domowników ojca rodziny i kronikarza-amatora. Zadaje dużo tendencyjnych, poważnych pytań i naigrywa się z potrzeb prywatności żony i córek. W wymownej scenie kąpiąca się, kilkuletnia córka wstrzymuje oddech pod wodą na imponująco długi czas, bo bardzo nie chce być na nagraniu i odpowiadać, co sądzi o Putinie.

Jest to forma wtórnej autokreacji dokumentalisty, dziś wyrobionego i aktywnie obnażającego mechanizmy współczesnych totalitaryzmów, który w tych archiwalnych nagraniach prezentuje się jako tatuś z nową zabawką, filmujący reakcje rodziny na kontrowersyjne zmiany w państwie. Zdecydowanie czuć w nim filmowego pasjonata, bo widząc chłopca na dziecięcym rowerku, nie omieszka nieśmiało zacytować ujęcia Alcotta z „Lśnienia”. Kiedy jednak zaczyna się prawdziwa zabawa, czyli podążanie za Putinem na salony, możemy już wyczuć nerwową rękę nieopierzonego filmowca, czującego się nieswojo i węszącego coś niepokojącego z każdej strony, jednak z potrzebą pewnego dystansu do swoich poglądów — w końcu robił to dla publicznej telewizji.

Z perspektywy lat, wiedząc już, że oglądamy zaczątki nowego państwa autorytarnego, wszystko nabiera drugiego dna. Zaaranżowane spotkanie z wychowawczynią Władimira ze szkoły podstawowej można było sprzedać wtedy jako sposób ocieplenia wizerunku nowego prezydenta, ale dziś ogląda się to równocześnie jak odcinek sitcomu (śmiechy na sali kinowej były na tej scenie zdecydowanie najgłośniejsze) i widmo groteskowego kultu jednostki. Na przestrzeni pierwszego roku nowego tysiąclecia reżyser również nabiera coraz więcej pewności siebie i zadaje Putinowi coraz bardziej prowokacyjne pytania, nie brzydząc się ironią.

Sam przywódca konstruowany jest jako postać bardzo niejednoznaczna. Uprzejmy, inteligentny, nawet skromny! Otwarcie marzy, by przeżyć jak najkrótszą i jak najowocniejszą kadencję, szybko zrzucić z siebie ciężar władzy i żyć w lepszej Rosji, jako zwykły, szary obywatel. Przebłyski jego megalomanii objawiają się dopiero wtedy, gdy broni swojej pierwszej ważnej decyzji — przywrócenia radzieckiego hymnu państwowego z nieznacznie zmienionym tekstem. Władimir utrzymuje, że gdyby był w stanie porozmawiać z każdym obywatelem państwa osobiście, przekonałby wszystkich do swojej racji.

Drugim głównym bohaterem filmu (trzecim, jeśli liczyć osobę dokumentalisty) jest Borys Jelcyn, zatwardziały wróg Gorbaczowa i postkomunistycznej reakcji, a także osoba pokładająca największe nadzieje we Władimirze. Widzimy schorowanego, zamroczonego alkoholem, skrywającego wiele wyrzutów, tym niemniej szczęśliwego i dumnego z powodu godnego przekazania pałeczki, wiekowego polityka. Choć jest to osoba raczej mało sympatyczna i powściągliwa emocjonalnie, to widząc go w otoczeniu rodzinnym, a jednak samotnego, w ciągu rozczarowań, od zobaczenia twórcy pierestrojki na szklanym ekranie, przez zerową wdzięczność ze strony swojego „złotego chłopca”, po dzieje pierwszego roku kadencji Putina, nie możemy się oprzeć, by nie dzielić z Jelcynem jego bólu i czarnowidztwa na przyszłość państwa.

Te wszystkie najciekawsze i nierzadko zabawne chwile filmu zostały złapane często bez wielkiej ingerencji reżysera w materiał. Wydaje się niemal, że dodane później wstawki odautorskie, czyli złowieszcza narracja zza kadru i konspiracyjna muzyka, tak naprawdę bardziej przeszkadzają i niepotrzebnie upraszczają i tak dobitny przekaz. Nie można jednak nie docenić naprawdę trafnej selekcji materiału, który poprzez kronikę tylko jednego roku oferuje nam sugestywną panoramę fundamentów rosyjskiego „tu i teraz”.

dawid smyk
Dawid Smyk
Świadkowie Putina

Świadkowie Putina

Tytuł oryginalny: „Svideteli Putina”

Rok: 2018

Gatunek: dokumentalny

Kraj produkcji: Łotwa / Czechy / Szwajcaria

Reżyser: Witalij Manski

Ocena: 3,5/5