Życie wśród dzikich – recenzja filmu „Shirley” – WFF

Życie wśród dzikich – recenzja filmu „Shirley” – WFF

Nawet jeśli nazwisko Shirley Jackson nic Wam nie mówi i nie czytaliście żadnego z jej ponad dwustu dzieł grozy to pewnie o uszy obił Wam się netflixowy serial Nawiedzony dom na wzgórzu, który powstał na motywach książki Amerykanki. Wcześniej zresztą powieść adoptowali już Robert Wise (1963) i Jan De Bont (1999). Za sprawą pokazywanej w Berlinie, Sundance, a teraz na Warszawskim Festiwalu Filmowym Shirley w reżyserii Josephine Decker możemy poznać bliżej tę postać, choć nie należy uznawać tego obrazu za prawdziwą historię, a raczej wariację na temat losów coraz bardziej cenionej literatki.

Autorka Madeline i Madeline (jednego z hitów Nowych Horyzontów 2018) nie tworzy klasycznego biopicu. Produkcja została oparta na powieści autorstwa Susan Scarf Merrell o tym samym tytule. Zdarzenia, bohaterowie, ich relacje są bardzo luźno oparte o biografię Jackson i jej męża, Stanleya Hymana, profesora literatury. Jednak to nie prawda jest tu najważniejsza, bo od dawna wiadomo, że kino to kłamstwo, w które wierzymy.

Do świata ekranowej Shirley Jackson dostajemy się dzięki młodemu małżeństwu Nemserów. Fred (Logan Lerman, znany z Charliego i serialu Hunters) ma objąć na uniwersytecie Bennington w stanie Vermont posadę asystenta profesora Hymana i czekać na etat wykładowcy, a jego żona Rose (Odessa Young) kontynuować tam studia. Jako, że para nie ma jeszcze własnego mieszkania, na kilka dni ma zatrzymać się w domu Stanleya i Shirley. Szybko jednak okazuje się, że dobrodzieje będą chcieli wykorzystać ich przyjazd do własnych celów. Rose zostaje poproszona przez pana domu o pomoc w codziennych sprawach takich jak sprzątanie i gotowanie, a także o doglądanie jego schorowanej żony. Młoda kobieta zamiast skupić się na nauce zostaje wtłoczona w kierat domowych obowiązków.

Atmosferę osaczenia przez społeczne konwenanse i patriarchalny porządek niewielkiego uniwersyteckiego miasta wzmacnia jeszcze wygląd zewnętrzny domu, który porasta niemal w całości roślinność. Norweski autor zdjęć Sturla Brandth Grøvlen (m.in. Victoria, Serce z kamienia) ukazuje zresztą budynek na tle niekończącego się lasu, zaś gdy wkraczamy kilka razy w zarośla, są one filmowane wyraźnie jako niepokojące, ciemne, niemal dziewicze (Freund zostaje przywołany nie bez kozery). Jasno wskazuje to na wybór między naturą a cywilizacją. Nawet w latach 60. na amerykańskiej prowincji kobieta miała dwie drogi: popadnięcie w zupełne szaleństwo i bunt przeciw narzuconym normom albo bezwzględne posłuszeństwo wobec męża i zastanego porządku. Obowiązują one nawet w domostwie wyedukowanych Hymanów. Shirley niecierpiąca przyjęć w gronie docentów i dziekanów będzie uważana za dziwaczkę, co zresztą chętnie podtrzyma docinkami wobec otoczenia, a potem utrwali poprzez izolację. Stanley po trosze z troski, po trosze z chęci kontroli jej działań, będzie chciał doglądać jej literackich postępów. 

Prawdziwa Shirley Jackson była osobą nadużywającą papierosów, a z czasem, aby uśmierzyć liczne schorzenia i natręctwa, alkohol, barbiturany i amfetaminę. Przez wiele lat zmagała się astmą, bólami stawów, zawrotami głowy i sercem. Okresowo leczyła się na agorafobię, czyli lęk przed otwartymi przestrzeniami. W filmie Decker przywołuje zresztą część z używek i chorób, szczególnie akcentując fakt, że pisarka przez pewien czas nie opuszczała murów domu rodzinnego, a nawet nie wstawała z łóżka. Reżyserka wraz ze scenarzystką Sarą Gubbins wykorzystują te okoliczności do tego, by, jak się już rzekło, opieką nad nią zajęła się Rose Nemser. Stanowiąca oś utworu relacja kobiet będzie bardzo złożona: poczynając od niechęci ze strony autorki Loterii względem „służącej”, poprzez drobne uszczypliwości i próby rozejmów, aż po niemal przyjacielskie oddanie i homoerotyczną grę.

Shirley

Decker nie zapomina oczywiście też o tym, że Shirley to literatka, więc ważnym elementem fabuły staje się proces tworzenia nowej powieści. Pogrążona w kryzysie kobieta nie szuka li tylko tematu i natchnienia, lecz także sił, żeby wyjść z alkowy, zjeść posiłek, usiąść w gabinecie przy maszynie do pisania. Ku wyraźnej dezaprobacie męża zamierza napisać o zaginionej studentce Pauli. Reżyserka wodzi nas tym samym za nos: Czy Stanley miał coś z nią wspólnego? Może była jedną z jego licznych kochanek? Albo co gorsza to profesor jest mordercą? To zresztą nie jedyne pytanie jakie możemy sobie zadawać podczas seansu, bo Shirley została tak sprytnie zaaranżowana, że chwilami tracimy rezon, nie wiedząc czy gęsta, frenetyczna atmosfera jest wyjęta z kart właśnie obmyślanej powieści czy raczej dotyczy sfery realnej.

Może imponować pajęcza sieć relacji między postaciami jaką udało się tu stworzyć. Nie tylko Shirley i Rose pozostają w żywych kontaktach, w zamkniętej przestrzenii tlą się kolejne konflikty. Często wybuchają one przy stole jadalnym (centralnym punkcie domostwa) lub w zaciszu małżeńskich sypialni (pełniących role kulis, gdzie można mówić bardziej skrycie). Profesor Hyman ściera się z żoną, emabluje też młodszą z kobiet, badając granice do jakich może się posunąć. Nemserowie odczuwają również trudy nowej rzeczywistości i niezręczność, że nadal siedzą komuś na głowie. Wspólne spotkania całej czwórki wydają się najmniej wygodne, w każdej idzie coś nie tak, sypie się konwencja miłego rodzinnego obiadu – przypomina się od razu arcydzieło Mike’a Nicholsa Kto się boi Virginii Woolf? czy Rzeź Polańskiego.

Decker fantastycznie dobrała i poprowadziła aktorów. Doskonały jest Michael Stuhlbarg jako Stanley Hyman: w scenach wykładów i akademickich rautów to istna dusza towarzystwa, trefniś i człowiek szalenie ujmujący, w tych kameralnych ujawniający bardziej mroczne ciągoty. Ogromnym zaskoczeniem okazała się Odessa Young (błysnęła już m.in. w Assassination Nation), czyli odtwórczyni roli Rose. Dziewczyna młoda i urodziwa, jednocześnie mająca w sobie bardzo duże pokłady wrażliwości, z dużym wyczuciem oddająca wszystkie stany emocjonalne swojej bohaterki, tak naprawdę to ona musi połączyć wszystkie wątki fabularne. Prawdziwy popis daje jednak tytułowa Shirley, czyli Elisabeth Moss. Nareszcie dostaje rolę, gdzie może zaprezentować pełen wachlarz umiejętności. Pisarka w jej interpretacji chwilami jawi się jak potwór czy wiedźma, w innych jest delikatna, krucha, przytłoczona. Majstersztyk godny najwyższych laurów.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
shirley poster

Shirley

Rok: 2020

Gatunek: biograficzny, kryminał

Kraj produkcji: USA

Reżyseria: Josephine Decker

Występują: Elisabeth Moss, Odessa Young, Michael Stuhlbarg i inni

Ocena: 4,5/5