Gambit królewski – recenzja filmu „Shadow”

Gambit królewski – recenzja filmu „Shadow”

Z braku możliwości wybrania się do kina, w ostatnim okresie dużo większą uwagę przykładamy do oferty dostępnych w Polsce platform VOD. W tym tygodniu na czterech z nich (IPLA, Player.pl, vod.pl, chilli) zagościło „Shadow”, dzieło chińskiego reżysera Zhanga Yimou z 2018 roku, które nie doczekało się szerokiej kinowej premiery w Polsce, szczęśliwcy mogli je zobaczyć w ramach festiwalowych pokazów, chociażby podczas Camerimage.

Zhang Yimou należy do najbardziej rozpoznawalnych ambasadorów chińskiej kinematografii. Na taką pozycję reżyser zapracował sobie przez ponad 30 lat pracy artystycznej, podczas której jego filmy odwiedziły wszystkie najważniejsze festiwale, niekiedy zdobywając tam główne nagrody. Największe uznanie wśród krytyków zyskał swoimi wczesnymi projektami, na czele z będącym już żelaznym klasykiem, Zawieście czerwone latarnie, jednak rozpoznawalność wśród szerokiej widowni zyskał dzięki spektakularnym widowiskom, takim jak Hero, Dom latających sztyletów oraz dwóm produkcjom amerykańsko-chińskim z udziałem hollywoodzkich gwiazd: Kwiatom wojny i Wielkiemu murowi. Całe szczęście, wszystko wskazuje na to, że etap współudziału w ekspansji chińskiego kina na amerykański rynek zakończył się i Zhang wrócił do kina znacznie bardziej autorskiego.

Akcja filmu osadzona jest w starożytnych Chinach, gdzie dwa zwaśnione rody Pei i Yang walczą o panowanie w wiecznie spowitym mgle królestwie Pei. Nazwy rodów oczywiście nie są przypadkowe. Motyw ścierania się żywiołów wody i ognia, dnia i nocy, światła i cienia pojawia się w filmie niejednokrotnie, a sam symbol yin-yang jest motywem przewodnim całej scenografii. Królestwo Pei jest bowiem czarno-białe, począwszy od wystroju pałacowych komnat, przez przedmioty używane na dworze, aż po kostiumy bohaterów. Nawet twarze mieszkańców dworu, celowo zostały pobladzone, by współgrać z tym kolorystycznym zamysłem. Ta godna podziwu konsekwencja w kreowaniu przedstawionego widzowi świata sprawiła, że strona wizualna Shadow jest jego największym atutem. Podobnie jak w Cesarzowej niemal na każdym kroku widzimy przepiękne kostiumy, czy wykonaną z niezwykłą dbałością tradycyjną broń, wszystko imitujące estetykę Epoki Trzech Królestw. Ponadto Zhang zachwyca tym, w czym maestrie pokazywał już nie raz, chociażby w Domu latających sztyletów, czyli znakomicie przygotowaną choreografią scen walki, charakterystycznej dla kina wuxia, którego nieoczywistym przedstawicielem jest Shadow. Fragmenty treningów czy bitew są okazją do prezentacji niebanalnych sztuczek akrobatycznych, czy kreatywnego użycia broni, na czele z charakterystyczną dla tego dzieła parasolką, która w rękach sprawnych wojowników i wojowniczek stała się orężem mogącym zadecydować o losach królestwa.

Kojarząca się bardziej z elementem garderoby niż ekwipunkiem żołnierza parasolka ma tutaj niebagatelne znaczenie. Ma ona podkreślać, że skuteczny wojownik musi łączyć męską siłę, z kobiecą gracją. Co poniekąd można rozumieć, jako głęboko feministyczne przesłanie, pokazujące, że obie płcie mają równe predyspozycje do zgłębiania sztuk walki i mogą się wzajemnie od siebie uczyć. Przekaz ten wybrzmiewa tym mocniej, gdyż jedną z najodważniejszych postaci jest księżniczka Qing Ping. Drobnej budowy dziewczyna, która podobnie jak jej brat, chce dla swojego ludu jak najlepiej, ale w żadnym wypadku nie chce pozostawać od niego zależna, czego daje wyraz sprzeciwiając się aranżowanemu małżeństwu ze swoim udziałem. Umieszczając tę niezwykłą kobietę w tak ważnym miejscu historii Zhang podobnie jak we Wszyscy albo nikt czy Zawieście czerwone latarnie pokazuje nam, że potrafi stworzyć silną kobiecą postać, co jest tym bardziej chwalebne kiedy ma miejsce w przedstawicielu tak zmaskulinizowanego gatunku jak kino wojenne.

Wszechobecne czerń i biel nie nawiązują jedynie do silnie eksploatowanego symbolu Yin Yang, ale również do przywoływanej przez samych bohaterów, gry w szachy. Biorąc pod uwagę fakt, że cała fabuła kręci się wokół intrygi mającej na celu obalenie władcy, porównanie to nasuwa się samo. Twórcy, porównując całą intrygę do szachowej rozgrywki, starają nam się ją pokazać z wielu stron. Z perspektywy władców sterujących życiem swych wojowników z bezpiecznego dystansu, jak i oczami żołnierzy, którzy pogodzili się z pozycją pionka, ale są gotowi ją mężnie przyjąć, wykonując rozkazy choćby za cenę życia. Z czasem okazuje się jednak, że rozgrywka o panowanie nad królestwem Pei jest znacznie bardziej wielowymiarowa niż szachy. Wszak nie każda figura ma ściśle określoną przynależność, a i stron w konflikcie okazuje się być więcej. Cała intryga uknuta jest w sposób iście szekspirowski, co w połączeniu z etosem dalekowschodnich sztuk walki sprawia, że Shadow przypomina momentami legendarny Tron we krwi, autorstwa Akiry Kurosawy. Na pewno cegiełkę do tego porównania dorzuca obsadzony w podwójnej roli Deng Chao, swoją szaloną ekspresją przywodzący na myśl niezapomnianego Toshirô Mifune.

Shadow jest bez wątpienia kinem wysokich lotów, stanowiącym przede wszystkim wspaniałe doznanie wizualne. Chociaż nie mam wątpliwości, że bazujący na wielowątkowej intrydze scenariusz był niezwykle przemyślany, brakuje mu nieco tempa i charakteru w prowadzeniu akcji. Być może po prostu Zhang chciał złapać za ogon zbyt wiele srok i tak złożoną historię opowiedzieć, nie rezygnując przy tym z ani jednej sceny akcji, które są olbrzymim atutem filmu. Finalnie od dzieła twórcy Hero ciężko oderwać wzrok, ale równie ciężko wytworzyć emocjonalną więź z bohaterami.

 
Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Shadow poster

Shadow

Tytuł oryginalny: „Ying”

 

Rok: 2018

Gatunek: Akcja, Kostiumowy, Wojenny

Kraj produkcji: Chiny / Hong Kong

Reżyseria: Zhang Yimou

Występują: Deng Chao, Zheng Ryan, Guan Xiaotong i inni

Dystrybucja: M2 films

Ocena: 3,5/5