Frasier

"Frasier" to nie tylko główne źródło wiedzy Amerykanów o psychologii. To przede wszystkim ostatni pomnik czasów, w których sitcomy robiono z sercem. Ze wszystkimi wadami i zaletami tego gatunku. Wiele można pisać o tym tytule, ale w recenzji skupiłem się tylko na jednym: na tym, co najważniejsze.

"Frasier" ma swoje początki w 1984 roku, kiedy to doktor psycholog Frasier Crane pojawił się jako postać drugoplanowa w legendarnym serialu komediowym "Zdrówko" ("Cheers", 1982-93). Gdy tamta produkcja została zakończona, powstał jej spin-off skupiony wyłącznie na postaci doktora Crane'a. Rozwiedziony, bez stałego kontaktu z kilkuletnim synem, przeprowadził się do Seattle. Tutaj prowadzi audycję radiową i planuje zacząć życie na nowo, sam. Los jednak chce inaczej — ojciec Frasiera, miewający humory Martin, musi z kimś zamieszkać ze względu na swój stan zdrowia. Będzie wymagać też opieki, więc zostaje zatrudniona brytyjska fizjoterapeutka Daphne. Dodając do tego częste towarzystwo brata Frasiera imieniem Niles (również psychologa, prowadzącego terapie małżeńskie), otrzymujemy okoliczności, które nie sprzyjają w łatwym rozpoczęciu nowego życia. Ale takie właśnie życie jest i Frasier musi nauczyć się to akceptować.

Serial, chociaż dosyć tradycyjny, oferuje bardzo ciekawe podejście do tworzenia. Nie jest mianowicie nastawiony po prostu na wywołanie śmiechu wśród widowni, wykreowanie tej jednej wyrazistej postaci, lub odcinków, które zapadną nam w pamięci. Zamiast tego postawiono na nawiązanie relacji z widzem. Dzięki temu, chociaż odcinki nie są wyjątkowe, wciąż chcemy wracać przed telewizor, tydzień za tygodniem... I powoli bohaterowie na ekranie stają się członkami naszej rodziny. Chcemy wiedzieć, co się u nich wydarzyło, a także chcemy, by koniec ich podróży był szczęśliwy. To, co było po drodze, nie ma tak dużego znaczenia. Liczy się sama podróż, czyli oglądanie.

Udało się to dlatego, że twórcy na samym początku bardzo mocno zarysowali sylwetki naszych bohaterów. Wiemy, kim oni są, i kolejne ich perypetie mają swoje źródło właśnie w ich charakterach oraz relacjach, jakie między sobą dzielą. Cały czas wraca temat dzieciństwa Frasiera i Nilesa, praca policjanta, którą wykonywał Martin, albo brytyjskie korzenie Daphne. Wykorzystywane są również znane fakty z ich przeszłości oraz to, co wydarzyło się już w "Cheers" (prawie każda postać z tego serialu pojawia się we "Frasierze" co najmniej raz!). Gdy ktoś wchodzi do pokoju Daphne, ona się denerwuje — ponieważ dorastała z licznymi braćmi i nigdy nie miała swojego pokoju dla siebie, dlatego to jest dla niej takie ważne. Gdy Martin wygrywa z Frasierem w szachy, chociaż nigdy nie miał z nimi do czynienia — robi to dzięki doświadczeniu w policji, gdzie musiał myśleć perspektywicznie. A wizyta w szpitalu jest okazją, by przypomnieć sobie różne rzeczy, albo nawet być ich świadkiem po raz pierwszy.

To jednak wymaga od widza jednego — czasu. Co prawda poniżej przedstawiam swój ranking 10 najlepszych odcinków, ale "Frasier" nie jest produkcją, którą można poznać jedynie po tych kilku epizodach. Tu trzeba przysiąść i każdą serię poznać w jakimś stopniu. I zamiast chłonąć cały serial przez dwa dni, lepiej jest rozłożyć to wszystko w czasie. Wyobrazić sobie, że ta rodzina jest w naszym życiu przez 11 lat, a na kolejny odcinek trzeba czekać — chociaż tak naprawdę mamy go na wyciągnięcie ręki. Ja oglądałem "Frasiera" przez blisko dwa tygodnie, każdego dnia oglądając kilka odcinków (łącznie blisko 60 epizodów). Dzięki temu oglądając ostatni odcinek, mogłem poczuć coś wyjątkowego. A to jest coś, co tylko seriale mogą zaoferować. Te naprawdę udane. Najpierw to ty jako widz musisz dać tej produkcji czas. Swój czas. I wierz mi, to Ci się opłaci. Relacje Frasiera z ojcem są napięte, ale dzięki temu, że serial trwa tyle lat, to aż chce się, aby w końcu pogodzili się i zaakceptowali jeden drugiego. A co, gdy mężczyzna przez wiele lat skrycie kocha kobietę? Czy możemy mieć pewność, że wtedy naprawdę ją kocha, czy tak naprawdę zadurzony jest w swoim wyobrażeniu jej osoby? Dzięki temu, że te wszystkie lata spędziliśmy razem z nimi niemal w czasie rzeczywistym, jesteśmy zaangażowani.

"Frasier" to pomnik innych czasów. Gdy twórcy kreślili nieoczywisty finał w 2004 roku, XXI wiek dopiero się zaczynał. Wtedy w ich wyobrażeniu serial miał nie tylko się zakończyć, ale i opuścić życie widzów raz na zawsze. Telewizja dyktowała rytm życia, a my, po 11 latach zasiadania przed ekranem co tydzień, mieliśmy usłyszeć "Goodnight, Seattle" ze świadomością, że to najprawdopodobniej ostatni raz, kiedy widzimy ludzi, którzy stali się naszą rodziną przez ostatnie lata. I nie chcieliśmy, by tak się stało. Gdy serial się skończył, to chciałem, by ta przygoda trwała. Aby Frasier, Niles i reszta pozostali częścią mojego życia; aby ten sitcomowy "Boyhood" trwał (swoją drogą: ekranowy syn Frasiera dorastał razem z produkcją, ale zaliczył jedynie gościnne występy). Serial opuszcza życie widowni, zostawiając w jej sercach ciepło. Twórcy ściskają rękę widza z wdzięcznością za samo towarzystwo przez te wszystkie lata. Za uczestnictwo w tej przygodzie. I po raz pierwszy mi, jako widzowi, przyszło powiedzieć: "Cała przyjemność po mojej stronie".

Garret Reza

Frasier-Plakat

Frasier


Rok: 1993-2004 (11 sezonów)
Gatunek: komedia
Twórcy: David Angell, Peter Casey, David Lee
Występują: Kelsey Grammer, John Mahoney, David Hyde Pierce, Jane Leeves i inni

Ocena: 3,5/5
Najlepsze odcinki "Frasiera" (kolejność chronologiczna)
1. "The Good Son" (1x01)
2. "Mixed Doubles" (4x06)
3. "Halloween" (5x03)
4. "The Ski Lodge" (5x14)
5. "First Date" (5x20)
6. "Daphne Returns" (8x19) - najlepszy!
7. "Don Juan in Hell" (9x01-02)
8. "Rooms with a View" (10x08)
9. "High Holidays" (11x11)
10."Goodnight, Seattle" (11x23-24)