Ramen. Smak wspomnień

Kultura kulinarna w Polsce rozwinęła się nadzwyczaj szybko. Jeszcze dekadę temu jedzenie surowej ryby w formie sushi było dla nas czymś dziwnym. Dzisiaj ta japońska przekąska znajduje się nawet na ladach w supermarketach. Ramen, mimo iż jest dużo młodszy i mniej popularny od najbardziej klasycznego japońskiego dania również zdążył już podbić serca i podniebienia Europejczyków. Chociaż nazwa filmu mogłaby sugerować film skupiający się na składzie, procedurze przygotowywania czy historii tego dania, “Ramen. Smak wspomnień” jest przede wszystkim dramatem skupiającym się na trudnej relacji rodziny, którą zjednoczyć może tylko miłość do gotowania i jedzenia.

Głównym bohaterem jest Masato, mężczyzna pochodzenia japońsko-singapurskiego, Stojący przed wyzwaniem objęcia restauracji po swoim ojcu. Jego pomysłem na rozwój knajpy jest charakterystyczna zupa na żeberkach, którą pamiętał ze swojej młodości, spędzonej w ojczyźnie matki. Aby nauczyć się ją przyrządzać mężczyzna wybiera się w podróż do Singapuru, celem odnalezienia swojego wuja. Chociaż nie widział krewnego od lat liczy na staż w jego barze i naukę przyrządzania ich najsłynniejszego specjału. W podróży pomaga mu poznana na forum gastronomicznym, Miki. Kobieta oferuje mu nocleg oraz oprowadza go po swojej ojczyźnie.

W pierwszej części filmu Masato wraz z Miki wędrują po ulicach Singapuru odwiedzając kolejne lokale gastronomiczne. Formalnie przypomina to telewizyjny show turystyczno-kulinarny. Mówiąc krótko, jeśli tak jak ja wychowaliście się na programach Roberta Makłowicza z pewnością ta sekwencja sprawi wam sporo radości. Kolejne ujęcia azjatyckich zabytków przeplatanych z potrawami, które na instagramie z pewnością znalazłyby się pod tagiem “foodporn” to czysta przyjemność, nawet jeśli w pewnym momencie stają się one sztuką dla sztuki, nie wnoszącą już nic nowego do fabuły. Z drugiej strony sposób w jaki “Ramen. Smak wspomnień” pozwala poznać kulturę i kulinaria wschodu można traktować jako wartość samą w sobie. Nikt wszak nie mówi że w filmie fabularnym historia zawsze musi stać na pierwszym miejscu.

Dopiero kiedy Masato poznaje swojego wujka, opowieść zaczyna się rozkręcać, przedstawiając widzowi skomplikowane relacje, które przyczyniły się do zerwania rodzinnych kontaktów. Wreszcie można powiedzieć, że mamy przed oczami klasyczny dramat, mocno odwołujący się do uniwersalnych wartości, ale również stanowiący pewnego rodzaju rozliczenie z bolesną historią konfliktów między nacjami dalekiego wschodu. “Ramen. Smak wspomnień” uświadamia widzów jak ważnym i wciąż żywym problemem jest nacjonalizm i nienawiść między tymi narodami. W wielokulturowej rodzinie Masato widać te niegasnące urazy jak na dłoni. Oczywiście sam film należy odebrać jako jednoznaczny manifest sprzeciwiający się takim postawom, ciężko sobie nawet wyobrazić, aby we współczesnym kinie festiwalowym ktoś stawał po stronie zachowań ksenofobicznych i promował niechęć do obcych.

“Ramen. Smak wspomnień” w dużej mierze opiera się o schemat uwielbiany przez trenerów personalnych, czyli “wszystko jest możliwe, jeśli naprawdę tego chcesz”, ale nie można mu odmówić pewnego uroku. Główni bohaterowie sprawiają wrażenie ciepłych postaci z którymi z pewnością można byłoby się zaprzyjaźnić, nasze oczy są raczone widokami zjawiskowych dań, a film jako całość pozostawia po sobie bardzo miłe wrażenie. Chociaż ciężko zarzucić mu złożoną dramaturgię, dla każdego kto lubi jeść będzie to seans co najmniej udany o ile nie przyjdzie do kina “na głodniaka”. Wtedy dzieło Erica Khoo może działać jak prawdziwa tortura.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Ramen. Smak wspomnień. Plakat

Ramen. Smak wspomnień


Rok: 2018

Gatunek: Dramat

Reżyser: Eric Khoo

Występują: Tsuyoshi Ihara, Takumi Saitoh, Seiko Matsuda i inni

Ocena: 3,5/5