Niezależnie co można powiedzieć o życiu prywatnym, charakterze i czynach dokonanych przez Romana Polańskiego, jest to absolutnie wyjątkowy twórca, jeden z najwybitniejszych reżyserów kina gatunkowego w historii. Tym bardziej szkoda, że jego najnowsze dzieło nie jest do końca spełnione.

„Prawdziwa historia” to film, który od początku gra z widzem w otwarte karty. Robi to jednak bardzo bezczelnie ani na chwilę nie tracąc powagi. Polański wykorzystuje swój talent i wyczucie, by udowodnić widzom, chyba najdobitniej od dawna, że gdyby nie wiadoma sprawa z przed lat to w tym momencie byłby wspominany na równi z Hitchcockiem. Podobnie jak przed kilkoma laty w „Autorze widmo” twórca znów bierze na warsztat popularną powieść rozrywkową i tworzy bardzo sprawną i piekielnie nastrojową adaptację, nie bawiąc się w tworzenie czegoś jakkolwiek ambitnego.

Główną bohaterką jest Delphine (Emmanuel Segnier, aczkolwiek rola wydaje się stworzona dla Isabelle Huppert), popularna pisarka w średnim wieku, która niedawno wydała rewelacyjnie sprzedającą się powieść. Zmęczona niekończącymi się obowiązkami promocyjnymi, spotkaniami z fanami, imprezami z wydawcami. Jej poczucie samotności bycia niezrozumianą jest wzmacniane przez uporczywie nękające ją anonimy wzbudzające wyrzuty sumienia. Jej wydawniczy przebój był oparty na autobiograficznych wspomnieniach życia z chorą psychicznie matką. Pewnego dnia w momencie kryzysu poznaje tajemniczą kobietę przedstawiającą się jako Ona (Eva Green). Przerażająco pewna siebie, zawsze perfekcyjnie wyglądająca, wampiryczna wręcz postać od początku wzbudza fascynację protagonistki i oczywiste podejrzenia widza.

Polański nie bawi się tu w półśrodki. Charakter postaci jest narysowany grubą kreską, nic nie jest subtelne, a cała intryga jest przedstawiana w taki sposób, że rozwikłać ją i czuć, że całość przejrzał, może każdy kto widział kiedykolwiek jakikolwiek kryminał. Eva Green ma na przemian minę tajemniczą i demoniczną, przez co jej kreacji najbliżej do tego co zaprezentowała w serialu „Penny Dreadful”, a Delphine wydaje się pisana boleśnie niekonsekwentnie. To wszystko stanowi jednak przyjętą przez twórcę konwencję. Reżyser z wyrachowaniem  wykorzystuje zgrane schematy i motywy, aby dostarczyć zarówno nam, jak i sobie niewymagającej rozrywki. Najbardziej zaskakujące, że przez 90% seansu to wszystko działa rewelacyjnie, mimo że widz dobrze wie, co się za chwile stanie to w emocjach czeka na każdą kolejną scenę. Miłe że ponad upodobaniami i oczywistym potencjałem obsadowym całość nie idzie w kierunku thrillera erotycznego.

Niestety na odbiór całości rzutuje fatalna końcówka, film zdaje się nagle urwany ze sceny na scenę, jakby ekipie skończył się budżet lub czas, a ostateczne rozwiązanie historii tworzy kilka niewytłumaczalnych dziur fabularnych. Sam Polański przyznał podczas spotkania na festiwalu Netia Off Camera, że nie jest zadowolony z trzeciego aktu. Wielka szkoda bo był tu potencjał na świetne rzemiosło. Mimo wszystko warto ten film polecić, w multipleksach nie znajdziecie teraz lepszego filmu rozrywkowego.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Prawdziwa historia


Rok: 2017

Gatunek: thriller

Reżyser: Roman Polański

Występują: Emmmanuele Segnier, Eva Green i inni

Ocena: 3/5