In voluptas mors – recenzja filmu „Podły, okrutny, zły”

In voluptas mors – recenzja filmu „Podły, okrutny, zły”

Osoba o zabójczych skłonnościach to intrygujące indywiduum. Nic dziwnego, że kino chętnie porusza ten temat, choć nie zawsze wniknięcie w umysł seryjnego mordercy wypada na ekranie przekonująco. Jednak warto podejmować to ryzyko. Tajemnica i strach to dwa afrodyzjaki, które umiejętnie połączone porażają zmysły nad wyraz skutecznie.

Dla powodzenia filmu niezaprzeczalnie ważna jest elektryzująca postać, jeśli owiana legendą, to tym lepiej. Do takich należy obiecujący kandydat na prawnika, Theodore Robert Bundy. Elokwentny, czarujący mężczyzna ostrożnie dobiera słowa i przemawia do tłumu z charyzmą godną rasowego człowieka sukcesu: „Nie chcę zadowalać ludzi. Dumnie podnoszę czoło. Wierzę w siebie. Gdy się czymś zajmuję, to wiem dokładnie co i jak”. Ted ma też swoją mroczną naturę, w której prym wiodą psychopatyczne skłonności, kiedy doświadcza ekscytacji mordując bez skrupułów młode kobiety. Wieczorami oglądając wycinki z gazet ożywia w pamięci wspomnienia, a śledząc media mierzy zainteresowanie swoją osobą. „Nie chcą widzieć we mnie nikogo choć trochę normalnego. Nie rozumieją mnie ani krzty”. Z taką natrętną myślą boryka się na swojej pokrętnej ścieżce życiowej każdy socjopata.

Jak cień podąża za Bundym złośliwe fatum, kiedy stale w życiu prywatnym czuje niedosyt i samotność, tak jak na sali sądowej po odczytaniu wyroku śmierci stwierdza: „Jestem zarówno sobą zafascynowany, jak i wściekły, że przypadła mi taka rola”. Znaczący jest ten moment, kiedy Bundy nie akceptuje wyroku. Twierdzi, że osoba odpowiedzialna za te przerażające czyny nie znajduje się na sali sądowej, ponieważ wymiar sprawiedliwości nie dociera do osoby ponoszącej winę za te ohydne zbrodnie. To dobrze obrazuje rozdwojenie osobowości, ale nie usprawiedliwia braku empatii i niewyobrażalnego (i na ile świadomego?) okrucieństwa. Moment z filmu “Podły, okrutny, zły”, kiedy bohater ostatni raz rozmawia przez kraty ze swoją niewinną partnerką, Liz Kendall, dorównuje odczuciom przerażenia towarzyszącym scenie z „Milczenia owiec”, kiedy Hannibal grzecznie kwituje kolejną prośbę Starling o wypełnienie kwestionariusza: „Rachmistrz spisowy raz chciał mnie przepytać. Zjadłem jego wątrobę z fasolką i wybornym chianti”.

Joe Berlinger temat słynnych w Stanach Zjednoczonych skazańców podejmuje już nie pierwszy raz i bynajmniej nie przygląda się z boku zdarzeniom. Przez 5 lat był zaangażowany w proces uniewinnienia nastoletniej „Trójki z Memphis” podczas kręcenia trylogii „Paradise Lost”. Reżyser odnosi się z empatią i nie osądza oskarżonych przez amerykański wymiar sprawiedliwości, który dopuszcza się niejednokrotnie nadużyć. Dlatego też ważną część filmów stanowi rekonstruowanie przebiegu procesów sądowych. O ile dobrze wplecione we wcześniejsze produkcje materiały archiwalne mają dużą siłę oddziaływania, to fabularna próba dokumentalisty wybudza w głowie pytanie: czemu właściwie ten “Podły, okrutny, zły” powstał?

Berlinger podjął własną próbę zrozumienia mordercy. O ile Zac Efron spełnia się w roli Teda Bundy’ego, to sama konstrukcja filmu jest mało zaskakująca. Sędzia Cowart pod koniec 3-letniego procesu kwituje wybory życiowe Bundy’ego: „To tragedia dla sądu widzieć takie marnotrawstwo człowieczeństwa. (..) Byłby z pana świetny prawnik, ale wybrał pan inaczej”. Podobnie też twórca powinien zatrzymać się przy dokumentach, jeśli marnuje czas, gdy wybiera inaczej. Czy nie jest tak, że powinniśmy zajmować się tym, w czym jesteśmy dobrzy? O ironio, Bundy był zabójczo skuteczny i wyrafinowany w manipulowaniu ludźmi. Możliwe, że podobnie jak tytułowy psychopata z obrazu “Dom, który zbudował Jack” Triera w głębi duszy również wierzy, że „dusza należy do nieba, a ciało do piekła”. Kolejny Antychryst w karierze ekstrawaganckiego Duńczyka traktuje zadawanie śmierci jako formę sztuki i jest w tym dużo ironii, kiedy stara się usilnie pokazać, że jest oryginalny, mimo że okoliczności są dalekie od ideału. Ostatecznie nie jest takim geniuszem zła, za jakiego chciałby uchodzić.

Bycie dostrzeżonym to obsesyjna myśl nie dająca spokoju większości oprawcom, mordującym z zimną krwią. Tak było również w przypadku Kita z „Badlands” Terrence’a Malicka, co widać w świetnej scenie, kiedy rozmawia jak równy z równym z funkcjonariuszami prawa, wzbudzając ich sympatię. Młody chłopak hipnotyzuje swe otoczenie, które doznaje istnego deja vu, widząc żywe wcielenie Jamesa Deana. Bundy też chce czuć, że ma kontrolę nad sytuacją, nawet za cenę odbierania sobie szansy na skuteczną obronę i złagodzenie wyroku. Byłoby to osiągalne w przypadku tego bezwzględnego przestępcy, ale z nonszalancją odrzuca on propozycję ugody. Nie może oprzeć się pokusie i popisuje się, czym tylko przykuwa uwagę opinii publicznej.  A stamtąd w równej mierze płynie uwielbienie i zachwyt, co wrogość. W końcu „Miłość i nienawiść są dwoma obliczami tego samego”. Gdy przypina sobie na końcu etykietkę porywczego gościa, jest już zaszufladkowany: „Nieprzewidywalny, nieracjonalny, impulsywny, dziwny”.

W “Podłym, okrutnym, złym” Berlinger zupełnie pomija etap przyznania się Bundy’ego do zabójstw w celi śmierci. Szkoda, bo w jego dokumencie „Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy’ego” ta część pozwala uzyskać efekt zaniepokojenia, kiedy dość losowy, błyskotliwy młody mężczyzna o przyjemnej aparycji po 11 latach milczenia przyznaje się (między innymi) do nekrofilii, o czym nie odważył się mówić wcześniej nawet w trzeciej osobie. W stosunku do dokumentu uwypuklony zostaje wątek związku z Liz Kendall. Gra Lily Collins dobrze oddaje rozmiar bólu psychicznego, jaki przeżywa pełna delikatności kobieta. Pomaga to spojrzeć na mordercę przez pryzmat cierpienia jego ofiar i nie zachęca do sympatyzowania ze zwyrodnialcem.

Seans jest miłym zaskoczeniem przy założeniu, że odłożymy na bok oczekiwanie wnikliwej analizy morderczego umysłu. Można też przyczepić się do fabuły poprowadzonej niedbale, ale film pozostawia widza z jasnym przesłaniem, skupiony wokół relacji miłosnej. Liz długo nie może pozwolić odejść Tedowi, roztaczającemu swoją czarującą wizję wyidealizowanego świata. Jej pragnienie natchnionej fascynacji i intymności wyraża myśl: “Dla całego świata możesz być nikim, dla kogoś możesz być całym światem”. Trzeba pozwolić odejść destrukcyjnej osobie, która funduje bliskim piekło na ziemi. Nawet jeśli te ramiona opadając czule zdają się być wersją raju, to i tak ciągną na dno.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska
Okrutny, podły, zły poster

Podły, okrutny, zły

Tytuł oryginalny: Extremely Wicked, Shockingly Evil and Vile

Rok: 2019

Gatunek: dramat biograficzny

Kraj produkcji: USA

Reżyser: Joe Berlinger

Występują: Zac Efron, Lily Collins, Jim Parsons i inni

Dystrybucja: Best Film

Ocena: 3/5