Leftovers 2014 title

Pierwsza scena, czołówka, lista płac. Jakiś początek musi przecież być. Tylko jaki?

Wydaje się, że początek to początek, co tu można zrobić lub dodać? Opowiadasz historię, gdzieś ona się zaczyna, więc i ty tam zaczynasz. Jeszcze sto lat temu wszystkie wielkie książki musiały opisać skąd wzięła się nazwa okolicy, w której będzie toczyć się w przyszłości akcja. Potem wprowadzano bohaterów i opisywano ich życiorysy. Wszystko po to, by przejść stopniowo do opowiadania losów ich dzieci i w końcu wnuków, którzy dopiero okażą się właściwymi bohaterami wziętej przez nas do ręki lektury*. Początków jednak może być nieskończenie wiele. Wszyscy znamy produkcje, które zaczynają się od tyłu - od pokazania ostatniej sceny, czy od środka, a nawet w cholera-wie-którym-momencie (kiedy zaczyna się "Obywatel Kane" albo "Lost"?). Początek twojej historii nie musi być początkiem twojego filmu. Im lepszy scenarzysta, tym więcej ma możliwości - koniec końców chodzi o to, aby widz zrozumiał jego wizję. Jeśli uda mu się opowiedzieć historię w taki sposób, aby widz ją pojął, to niech robi to jak tylko chce. Nawet skacząc cały czas do przodu i do tyłu, w każdej scenie skupiając się na czym innym.

*pisałem to z myślą o "Na wschód od Edenu" J. Steinbecka (1952). Przez sto stron nie miałem pojęcia, co czytam - tak daleko film E. Kazana z 1955 roku odbiega od pierwowzoru.

Zaznaczę od razu jedno: nie chcę w tym miejscu robić rankingu lub wymieniać swoje ulubione openingi. Raz, to temat na inny felieton, dwa - mój ulubiony pochodzi z książki ("Atlas zbuntowany", 1957), o którym mógłbym napisać samodzielny tekst. Teraz chcę wam przybliżyć jeden konkretny opening. Chcę się nad nim pochylić, bo przypomniał mi, jak pięknym momentem może być początek każdej opowieści i ile można wtedy robić.

Niedawno zacząłem oglądać serial Pozostawieni ("Leftovers", 2014). Serial o ciekawym pomyśle, który tak naprawdę ciekawy nie jest - wydaje się, jakby nie miał wiele wspólnego z fabułą produkcji. Mianowicie 2% ludzkości znika z powierzchni Ziemi. W tym samym momencie, bez śladu, bez dźwięku, ostrzeżenia, nic - a twórcy nie mają zamiaru nigdy odpowiedzieć na pytanie jak, dlaczego i w jakim celu do tego doszło. Doszło, bo doszło - stało się. Życie wraca do normy, a akcja Pozostawionych zaczyna się 3 lata po pamiętnym wydarzeniu. Ktoś tam zniknął, a produkcja nie będzie oferowała wciągającej historii o rozwikłaniu tej tajemnicy. Czy więc naprawdę jest powód, aby to oglądać? Według twórców tak, w końcu zobaczyli w tym pomyśle coś godnego uwagi, poświęcili mu swój czas i stworzyli cały serial wokół niego. Teraz przed nimi stało trudne zadanie: aby widz spojrzał na ten temat w ten sam sposób co oni. Aby dostrzegł w nim tyle samo potencjału co scenarzyści. 
 
Co zrobili? Coś, czego nigdy bym się nie spodziewał: pokazali matkę która straciła dziecko. Była w pralni, rozmawiała przez telefon, niemowlę płacze w tle. Nerwowa sytuacja jakich wiele na co dzień. Rodzicielka nie może usłyszeć osoby po drugiej stronie. Obraca się do małego leżącego w foteliku na tylnym siedzeniu jej auta, uspokaja go raz jeszcze, by niemolę przestało płakać, wraca za kierownicę, kończy rozmowę... I orientujemy się, że nic nie słyszymy. Obracamy się do tyłu aby podnieść dziecko, ale jego nie ma. Gdzie jest? Nigdzie.
 
Ta matka wraca potem chyba tylko w jednej scenie, w pierwszym sezonie. Nie poznajemy jej historii, imienia, przeszłości lub przyszłości. Była tylko tam na samym początku. O wiele istotniejszy dla serialu jest kierowca auta który w tamtej scenie rozbija się gdzieś w tle, ale nie poznajemy go przez kilka pierwszych odcinków. Tamta matka dostała tak naprawdę tylko tę jedną scenę - bo tylko tyle potrzebowała. Przekazała nam to co mieliśmy poznać, a następnie została pozostawiona, odstawiona, ale nie zapomniana. W tamtym momencie jeszcze nie umiałem powiedzieć, czego tak naprawdę się dowiedziałem, ale jedno było pewne: zrozumiałem wizję twórców. Spojrzałem na ten serial tak jak oni chcieli bym na to spojrzał - podświadomie implementując znane mi już wtedy wszystkie motywy, które w przyszłości produkcja rozwinie. Nie tylko zostałem oczarowany wyobraźnią scenarzystów, którzy pokazali mi coś, czego nigdy bym się niespodziewał (i to w pierwszej scenie!), ale też zmieniłem się wewnętrznie. 2% przestały być dla mnie obojętne. 170 milionów ludzi, jedna na 50 osób - tyle wtedy zniknęło z powierzchni planety. Nie mówię, ze przejąłem się tym wydarzeniem, ale zmieniłem swoje nastawienie. Przyznałem, że jest ono ważne. Nawet, jeśli nie wiąże się z nim żadna tajemnica, której poznawanie będzie stanowić sedno serialu. Pozostawieni pokazują życie bohaterów po tym wydarzeniu. Chciałem to zobaczyć. A to wielka rzadkość.
 
Co prawda wszyscy chcemy obejrzeć ten lub inny tytuł. Wciągamy się w daną produkcję i wyczekujemy premiery kolejnych epizodów, ale Pozostawionych NAPRAWDĘ chciałem zobaczyć. Ten serial to królestwo miniatur, które odkrywa kinematografię na nowo, rozbijając to co znamy i każdy element zamieniając w dzieło sztuki. Z pewnością poświęcę mu jeszcze dużo czasu na tej stronie. Na razie omówiłem więc pierwsze 3 minuty serialu. Co dalej?

CIEKAWOSTKA

W Internecie można znaleźć scenariusz tego odcinka, ale w wersji ze stycznia 2013 roku. Na okładce pisze "Second draft" (czyli coś na kształt wstępnej drugiej wersji pierwotnego tekstu). Z jego lektury wynika między innymi, że ta pierwsza scena miała rozgrywać się w supermarkecie. Warto przeczytać aby wyłowić więcej tego typu smaczków. Tekst w formie PDF dostępny jest w TYM MIEJSCU

Na razie zakończę taką myślą: wbrew powszechnej krytyce, w mojej opinii współcześni twórcy wiedzą jak zaczynać. Zazwyczaj tego rodzaju felietony kończą się narzekaniem na dzisiejsze kino. Przytaczane są przykłady z klasyki, porównuje się je do bieżących nowości i okazuje się, że "kiedyś było lepiej". Ale nie w tym przypadku, bo 2017 rok już teraz stoi kilkoma solidnymi otwarciami. Wiele jeszcze nie widziałem, ale to co już ujrzałem mnie satysfakcjonuje. "Niemiłość" (2017) zaczyna się od ujęcia na stare drzewo - co na pierwszy rzut oka wydaje się być pretensjonalne. Okazuje się, że treść ta silnie rezonuje z wszystkimi motywami, które podejmuje Zwiagincew w swojej produkcji, jak i wraca w zakończeniu, dając nawet coś w rodzaju satysfakcjonującej klamry fabularnej. "Piękny kraj" (2017) rozpoczyna się od bohatera wymiotującego do toalety, by potem wyjść na dwór i zacząć swój dzień. Mały detal, ale dobrze dobrany - dopiero po jakimś czasie dowiadujemy się, w jakich sytuacjach protagonista tej produkcji wymiotuje, więc sporo możemy sobie dopowiedzieć. W ten prosty sposób samodzielnie nadajemy głębi temu co oglądamy, bez sięgania po schematyczne poranne rytuały, zapętlone i przyspieszone, po których to dopiero następuje właściwa opowieść. "Piękny kraj"  łączy wstęp do bohatera z wstępem do filmu, zagęszczając i przydając dynamizmu. Z filmów, które już widzieliście - "Logan" (2017) ma doskonały opening. Główny bohater śpiący w aucie, obudzony w nocy przez chuliganów; próbuje ich odgonić, ale tylko dostaje za to po twarzy. Obcy na dodatek demolują mu pojazd, co "aktywuje" naszego protagonistę do podjęcia rękawicy. Scena trwa tylko chwilę, ale bezbłędnie przedstawia nam głównego bohatera tylko poprzez działania które ten podejmuje. Widzimy, kim jest i co jest dla niego najważniejsze. Nawet jeśli nigdy nie oglądaliśmy innego filmu o mutantach, ten jest dla nas wciąż czytelny.
 
Poprzednie lata nie prezentują się pod tym względem inaczej. Przedstawienie postaci Rey w "Przebudzeniu Mocy" (2015) wciąż mnie zachwyca (ponownie brak dialogów, widzimy tylko co bohaterka robi i na tej podstawie dowiadujemy się kim jest), podobnie "Creed" (2015) - młodziak walczący w podziemnym ringu, cięcie, widzimy tą samą postać pracującą za biurkiem w białej koszulce, w "Whiplash" (2014) mamy zarysowany konflikt zanim jeszcze poznajemy bohaterów, "Wszechstronna dziewczyna" (2016) bawi się z naszymi oczekiwaniami, "Nice Guys"(2016) wrzuca nas w środek opowieści przez tylne wejście, "La La Land" (2016) wprowadza w temat i świat filmu bez zbędnego zamartwienia się o konstrukcję fabularną, "It Follows" (2014) określa styl rozpoczynającego się filmu w pojedynczym ujęciu, "Nienawistna ósemka" (2015) przypomina przeszłość i tradycję uwertury, w "Kalwarii" (2014) spowiedź staje się strzelbą Czechowa, "Cloverfield Lane 10" (2016) to przykład jak coś prostego można wyreżyserować w ciekawy sposób, "The Walk" (2015) zaprosił nas w pierwszej scenie do świata magii, "Szybcy i wściekli 7" (2015) na jednym markowanym ujęciu przedstawili nowego antagonistę pokazując jedynie teatr jego działań... Dobra, zatrzymam się już. Czujecie się przekonani? Żyjemy w naprawdę dobrych - filmowo - czasach. Twórcy wiedzą, jak zacząć.
Garret Reza
Garret Reza