plan b

Jak mawia klasyk, to życie pisze najlepsze scenariusze. Z tego też względu kreślenie dalekosiężnych planów może wywołać li tylko chichot losu. Idąc tym tropem, Kinga Dębska w filmie "Plan B" podjęła próbę odpowiedzi na pytanie, co zrobić, gdy rewolucja zmiata ludzi z wytyczonych przez nich ścieżek. Czy istnieje możliwość odbicia się od ściany i zapisania na dyktando u nadziei?

Natalia (Kinga Preis) to kobieta z wieloletnim stażem małżeńskim, wysyłająca właśnie córkę do amerykańskiej szkoły. Agnieszka (Edyta Olszówka) wykłada na uczelni i romansuje ze swoim przełożonym. Janula (Małgorzata Gorol) ma już dość krótkotrwałych relacji, zapewniających kroplę ekstazy i morze rozczarowań. Klarę (Roma Gąsiorowska) męczy przeżerająca serce samotność, za to Mirek (Marcin Dorociński) wychodzi z więzienia, pokładając nadzieję w odbudowanie związku z ukochaną kobietą. Jak widać, reżyserka buduje swoją historię z rozmachem, prezentując na ekranie losy wielu bohaterów. Żadne z nich nie wie o istnieniu reszty. Łączy ich jedynie podobna sytuacja - stają przed szalenie trudnym zadaniem ułożenia sobie egzystencji w pojedynkę, gdy los odbiera im drugie połówki.

Alkohol, depresja, sznur - bohaterowie na różne, często destrukcyjne, sposoby starają się uporać z zaistniałymi okolicznościami. Błąkając się po rubieżach społeczeństwa, z poczuciem klęski oczekują jakiegokolwiek końca zgryzot. Noszą piętno przegranych, mimo że za męczące ich porażki nie są odpowiedzialni. Po prostu zderzają się ze ścianą i muszą zareagować, by przeżyć. Chociaż czasami i woli istnienia trzeba rozpaczliwie poszukiwać w mrocznych czeluściach duszy.

W wielu fragmentach "Planu B" widać, jak Kinga Dębska zadłuża się u twórców komedii romantycznych, podbierając pewne strategie czy rozwiązania, co nie wychodzi filmowi na dobre. Bolą grzeszki po wielokroć powtarzane w tego typu produkcjach - postacie żyją w świecie designerskich domów, czy pięknych ubrań, o pracę czy pieniądze nigdy się nie przejmując. Ze stereotypami pod pachą, autorka "Moich córek krów" kroczy wydeptanymi ścieżkami, przeznaczonymi dla obrazów skrojonych pod walentynkowego widza. W końcu po nocy przychodzi dzień, po burzy spokój, a na każdą bolączkę znajdzie się remedium. 

Męczy również notorycznie wykorzystywany podkład muzyczny. Można odnieść wrażenie, że cisza wywołuje przerażenie - jak gdyby oddzielała widza od przeżywanych przez postaci emocji - toteż każdy poważniejszy wstrząs na ekranie odzwierciedlany jest za pomocą jeszcze smutniejszej piosenki. 

Na szczęście przyjęta forma jest dla reżyserki zbyt wąska, dlatego też rozpycha się ona łokciami, próbując przemycić kilka zaskakujących konceptów. Przede wszystkim wybierane przez bohaterów drogi ku oczyszczeniu nigdy nie są zakończone całkowitym sukcesem. Dębska trzyma się bliżej życia, aniżeli konwencji, dlatego też nie pozwala na to, by finał przybrał cukierkowy smak. Nie ma ostatecznego zwycięstwa nadziei nad złą materią, mimo że pojawia się światełko w tunelu. Zaskakują również pojawiające się na ekranie nagie ciała. "Plan B" od początku sygnalizuje, że nie jest grzeczną produkcją przeznaczoną dla szerokiego spektrum widowni. Seks to seks - nie tylko ciche stęknięcia i przyglądanie się pofałdowanym kołdrom, ale również ściekający po czołach pot i naprężone sutki. 

"Plan B" jest filmem nierównym. Niepotrzebne epizody przeplatają się ze znakomicie nakreślonymi historiami. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się kreacje stworzone przez Marcina Dorocińskiego oraz Małgorzatę Gorol. Pierwszy znakomicie oddaje postać skołowanego wyjściem na wolność drobnego przestępcy, który wprawdzie ma gołębie serce, lecz brak perspektyw odbiera mu energię do działania. Wielkie brawa dla reżyserki, bo nareszcie można obejrzeć tego aktora w innej roli, niż w "Pakcie", czy "Pitbullu". Pozbawiony możliwości korzystania z typowych dla niego marsowych min, odkrywa przed widzami ukryte pokłady niewymuszonego humoru, nadającego produkcji lekkości. Za to Janula w ujęciu Gorol przypomina niekiedy Lisbeth Salander z kart powieści Stiega Larssona. Z pazurem sięga po to, czego pragnie, a gdy już dopada ją furia, to roznosi całe mieszkanie. Aktorka najmocniej z całej obsady osadza się w swojej roli, nadając wyraźnego kształtu swojej postaci i niemalże od razu zyskując tym sympatię.

Kinga Dębska oddaje zatem cesarzowi, co cesarskie, jednocześnie poszukując własnego języka wypowiedzi. Oferuje "walentynkowe kino" dla par, lecz jednocześnie stara się rozszerzyć pole działania. "Plan B" nie jest wolny od wad, lecz również wyznacza kierunek, w którym powinny podążać tego typu produkcje. Mimo że niekiedy brakuje reżyserce konsekwencji, to można uznać ten film za na poły skuteczną opowieść o życiowych wykolejeńcach, gdzie blichtr i tanie chwyty ustępują prostym, acz uniwersalnym emocjom. 

 

 

Marcin Kempisty
Marcin Kempisty

Plan B


Rok: 2018

Gatunek: Dramat / Komedia

Reżyser: Kinga Dębska

Występują: Kinga Preis, Marcin Dorociński, Edyta Olszówka i inni

Ocena: 3/5

  • Pingback: Na co do kina? Cotygodniowy przegląd premier #35 - Pełna Sala()

  • .. Obsada wydawała się godna zaufania i z informacją, że to komedia.. zadowolony, niespodzianie wylądowałem na seansie. Prawie natychmiast wbiło mnie w fotel, potem stało się gęsto od emocji. Mijały minuty.. godzina.. Hallo.. hallo.. ? Spragniony komedii, do końca rozpaczliwie szukam oznak zwrotu akcji, czy choć bladej szopki. Czekając na napisy, z honorem poległem na dnie ludzkiej rozpaczy. No, pomyślałem, dobrze, że to nie w Walentynki, tak wypadło. Ostatecznie, jednak.. mimo rozdarcia, nie żałuję czasu, ani pieniędzy. Po tym filmie pozostanie w pamięci znany slogan: O wszystkim z kulturą.. Nic śmiesznego ?

    • Marcin Kempisty

      Myślę, że przyklejona do tego filmu etykietka „komedii” może być rzeczywiście myląca. Wprawdzie można kilka razy się uśmiechnąć, ale to jednak nie ta kategoria, nie ta estetyka.