PFF – czyli Poniedziałkowy Felieton Filmowy #1

PFF – czyli Poniedziałkowy Felieton Filmowy #1

Nowy rok, nowy ja. W ten sposób często motywujemy się, by ten pozornie nieznaczący fakt zmiany kalendarza w przedpokoju na nowy egzemplarz, przyczynił się również do znaczącej zmiany naszych nawyków. Mimo całej sceptyczności, wobec noworocznych postanowień, muszę przyznać, że styczeń jest jednak dobrą porą na zaczynanie nowych inicjatyw, zwłaszcza jeśli mają charakter publiczny. A że naszym czytelnikiem może być każdy, wszak wszyscy żyjemy w globalnej wiosce, właśnie tak należy zakwalifikować nowy cykl felietonów na Pełnej Sali. Sam akronim tej serii tekstów powinien Państwu zasugerować, że będziecie mieli do czynienia z formą lekką i nie zawsze szczególnie nastawioną na merytorykę. Ot luźnym komentarzem, dotyczącym wydarzeń świata kina, a tych w zeszłym tygodniu mieliśmy wiele.

We Are the Champions

Oczywiście najważniejszym wydarzeniem w branży było tegoroczne rozdanie Złotych Globów. Moim zdaniem werdykty ogłoszone zeszłej nocy są co najmniej kontrowersyjne. Najlepszym dramatem został wszak film “Bohemian Rhapsody”, który mi kojarzy się głównie z niewykorzystanym potencjałem, przeszarżowaną rolą Maleka (Złoty Glob za najlepszą rolę męską), źle napisanymi postaciami pozostałych członków zespołu oraz bardzo dobrą muzyką legendarnej grupy Queen. Kolejnymi zwycięzcami okazały się “Green Book” nagrodzony za najlepszą komedię lub musical, czy dostępna na Netflixie “Roma”, która zdobyła statuetkę dla filmu zagranicznego. Fakt, że jej reżyser Alfonso Cuarón został uznany za najlepszego reżysera, zdecydowanie umacnia pozycję meksykańskiej produkcji jako Oscarowego faworyta. Wśród twórców seriali najwięcej powodów do dumy miały ekipy odpowiedzialne za “Zawód: Amerykanin”, “Zabójstwo Versace: American Crime Story”, “The Kominsky Method”.

Obama

Czas podsumowań


Pożegnaliśmy rok 2018, więc w internecie zaroiło się od podsumowań i osobistych rankingów. Publikuje każdy: strony internetowe, krytycy filmowi, twórcy, blogerzy, politycy. I bardzo dobrze. Miło się dowiedzieć, że Barack Obama wśród swoich faworytów obok “Czarnej Pantery” i “Anihilacji” znalazł miejsce dla “Złodziejaszków” i “Płomieni”, a wielu uznanych reżyserów z Pedro Almodovarem i Robertem Eggersem na czele zakochało się w rodzimej “Zimnej Wojnie”. W rankingach dziennikarzy z Polski do tytułów, o których mówi się od dawna, rzutem na taśmę dołączył fenomenalnie przyjęty “Spider Man – Uniwersum”, co przynajmniej dla mnie jest niemałym, acz pozytywnym, zaskoczeniem.

Podwodny miliarder

Mimo znacząco gorszych recenzji na językach jest również inny superbohater. “Aquaman” bryluje w zestawieniach box-office i pewnym krokiem zmierza do przekroczenia bariery miliarda dolarów zarobionych na całym świecie. Niemała w tym zasługa Chin, w których dzieło Jamesa Wana jest już w tej chwili piątym najlepiej zarabiającym hollywoodzkim filmem w historii. Taki wynik z pewnością cieszy włodarzy DC Comics, którzy pewnie do dziś leczą kaca po sprzedanej grubo poniżej oczekiwań “Lidze Sprawiedliwych”.

(G)Rewolucja

O ile okres przedświąteczny, co zresztą pokazuje wymieniony wyżej przypadek, zawsze sprzedaje się świetnie. To ciężko sprzedać premierę planowaną między Świętami a nowym rokiem. Wiele osób czas ten wykorzystuje, aby zamiast w kinie, spędzić go w domu, wśród najbliższych. Jest to więc idealny moment, na promowanie filmów wydawanych wprost na platformy streamingowe. Znany z dobrego planowania Netflix wykorzystał te okoliczności, aby zaproponować swoim abonentom “Bandersnatch” – interaktywny film spod szyldu “Czarnego lustra”, w którym widzowie podejmują wybrane decyzje za bohatera, wpływając na przebieg fabuły. Ciężko powiedzieć, czy w dobie rozwiniętych historii w grach komputerowych taka forma się przyjmie, ale przy interfejsie, jaki zaproponował streamingowy gigant, z pewnością sprawia przyjemność i niesie za sobą powiew świeżości.

W kupie siła!

Nie mniej rewolucyjne, przynajmniej dla rodzimej sztuki filmowej, mogą okazać się plany Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W Sylwestra Piotr Gliński zapowiedział, że chce połączenia wszystkich państwowych studiów i wytwórni filmowych w jedną ogólnopolską wytwórnię. Wedle zapowiedzi taka zmiana ma sprawić, że znów w naszym kraju będą powstawać superprodukcje pokroju “Krzyżaków” i “Faraona”, które będą biły się o uznanie za najlepsze filmy w Europie, a nawet rywalizowały z tymi z Hollywood. Muszę przyznać, iż jestem wobec tych zapowiedzi sceptyczny. Przede wszystkim dlatego, że z mojego doświadczenia w polskim kinie największą jakość wnoszą produkcje niepozorne, wyprodukowane za względnie niewielkie pieniądze, z udziałem raptem kilku aktorów. A takich w narodowej Super-Wytwórni może powstawać mało. Zdecydowanie bardziej przyda nam się druga “Ida” niż druga “Hiszpanka” czy “Bitwa Warszawska”. Moja druga obawa wiąże się już czysto z polityką. Podejrzewam, że przy takim rozwiązaniu władza miałaby dużo większy wpływ na treści powstających filmów, co mogłoby skończyć się nawałem produkcji o charakterze historyczno-patriotycznym, co samo w sobie nie jest problemem, ale pozostawia mało miejsca dla autorskich scenariuszy pozbawionych narodowego zacięcia, o czym mówił chociażby Krzysztof Zanussi, który sam pomysł nazwał wręcz PRL-owskim.

Krakowska tragikomedia

Wspomnę jeszcze o absolutnie niefilmowym (do czasu?) wydarzeniu, którym żyją w tej chwili wszystkie media w kraju. Kroczenie ku upadkowi jednego z najbardziej utytułowanych klubów w historii polskiej piłki nożnej — Wisły Kraków zdaje się idealnym tematem na film i tylko czekam na twórcę wystarczająco odważnego, by się za ten niego złapać. Otwarta pozostaje kwestia gatunku. Kryminał, komedia, dramat? Wszystkiego mamy tu po trochu. W takiej ekranizacji zwrotów akcji na pewno nie zabraknie, czego niestety nie można powiedzieć o Happy Endzie.

Z ostatniej chwili

Dziś rano ogłoszono, że UIP wstrzymuje dystrybucję amerykańskiego horroru „Escape Room” ze względu na tragedię, która w miniony weekend wydarzyła się w Koszalinie. Z jednej strony szkoda, bo film okazał się kasowym sukcesem za wielką wodą, z drugiej w zupełności rozumiem reakcję dystrybutora, który nie chciał być kojarzony z zarabianiem na ludzkiej tragedii i postanowił uszanować rodziny i przyjaciół ofiar, które obecność filmu w kinach mogłaby urazić.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż