And the Oscar goes to… – Oscary 2019 według polskiego Internetu

And the Oscar goes to… – Oscary 2019 według polskiego Internetu

Noc Oscarowa ekscytuje, fascynuje, wzbudza kontrowersje tak jak żadne inne filmowe wydarzenie. Gdy statuetki zostają rozdane to przez jakiś czas każdy interesuje się kinem, każdy ma coś do powiedzenia. Wspólnie z najlepszymi krytykami, blogerami czy nagrodowymi ekspertami postanowiliśmy, podobnie jak w zeszłym roku, utworzyć naszą własną Akademię i zdecydować do których z nominowanych powinny trafić złote statuetki.

W głosowaniu wzięli udział: 

Kolejność nagród jest inspirowana tą podczas prawdziwej nocnej gali. 

Filmy napisane kursywą znalazły się na mniej niż 50% kart do głosowania, co oznacza, że nie miały nawet matematycznej możliwości zdobycia naszej statuetki.

Najlepszy aktor drugoplanowy

Nasz werdykt:

1. Mahershala Ali za „Green Book”

 

2. Sam Elliott za „Narodziny gwiazdy”

3. Sam Rockwell za „Vice”

4. Adam Driver za „Czarne bractwo. BlacKkKlansman”

5. Richard E. Grant za „Can You Ever Forgive Me?”

Odtwórz wideo

Maharshala Ali w naszym głosowaniu zdeklasował konkurencję, zapewne już pojutrze taki obrót zdarzeń się powtórzy.  Za jego plecami odbyła się bardzo wyrównana walka między Elliottem, Rockwellem i Driverem, w której decydowały pojedyncze głosy i różnice w ustawieniu. Ostatecznie wzbudzający kontrowersje (najwięcej zarówno drugich jak i piątych miejsc) Elliott wyszedł z niej zwycięski. Richard E. Grant ucierpiał na braku polskiej dystrybucji jego filmu, ledwie co trzeci głosujący był zaznajomiony z „Can You Ever Forgive Me?”. 

Rockwell jako Bush to może najlepsza część "Vice", ale Adam Driver miał prawdziwy heavy lifting u Spike'a Lee.

Czy ktoś może mi wytłumaczyć za co dostał nominację Adam Driver? Przecież on w tym filmie nic nie robi. Równie dobrze nominację mogłoby dostać skrzydełko z KFC za rolę w "Green Booku".

Mahershala Ali zagrał w "Green Book" wspaniałą rolę. Niedowiarkom takim jak ja, zamknął gębę, że może ten Oscar dwa lata temu za "Moonlight" był na wyrost. Teraz już nie mam wątpliwości, że Ali jest aktorem wybitnym. Możliwość zobaczenia go w akcji, kiedy odgrywa całą paletę emocji, a jednocześnie zawsze jest wierny swojej postaci - rzecz bezcenna!

Sam Elliot to jedyny dobry powód, by obejrzeć "Narodziny gwiazdy"

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł "Snoopy" Tesznar
Pełna Sala

Moim głównym faworytem jest Mahershala Ali, chociaż tegoroczna stawka jest naprawdę wyrównana.

Bez historii. Drugi Oscar dla Aliego. Nowy Denzel się narodził. Żal tylko znakomitego Richarda E. Granta, nigdy nie schodzącego poniżej wysokiego poziomu.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Sam Elliot obok piosenek i chemii między postaciami jest najjaśniejszym elementem "Narodzin gwiazdy"

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Pełna Sala

Konkurencję w tym roku ma marną, dlatego z łatwością deklasuje wszystkich swoją przyzwoicie zagrana rolą Mahershala Ali.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Mahershala Ali tworzy prawdziwą kreację, wystudiowaną pod każdym względem i osobną od wcieleń, które zaprezentował nam w innych filmach i serialach. Dzięki temu mamy prawdziwą przyjemność obcować nie tyle z charyzmatycznym aktorem, co z Donaldem Shirley'em.

Mówiło się o Alim, ale Elliott w tych trzech swoich scenach zrobił tak wielkie wrażenie. On okazał się prawdziwym sercem "Narodzin gwiazdy". Pierwszy raz z 3 wersji filmu taka postać pojawiła się na drugim planie - piękna robota!

Ali albo Grant. Brakuje Chalameta ("Mój piękny syn"), który na nominację i wygraną zasługiwał najbardziej

Ali wybitny, Grant rewelacyjny, ale poza nimi marniutko. Brakuje po pierwsze Houlta, ale całe szczęście, że zmanierowany Chalamet za największe barachło roku się nie załapał. Driver jest po prostu ok, Elliott w sumie też, ale nie ma nic do zagrania, Rockwell jest najlepszy spośród aktorów "Vice'a", ale to wciąż tylko skecz z SNL.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

Do duetu dla Vigga 🙂

Mahershala Ali właśnie wstąpił do elitarnego klubu podwójnych laureatów Oscara. W pełni zasłużenie, bo jego kreacja jest jednym z najlepszych elementów "Green Booka".

"Green Book" obok "Faworyty" jest najlepszym aktorsko filmem, więc konsekwentnie mój głos na Aliego. O ile pozostałe role doceniam (występ Granta przede mną), tak nie do końca rozumiem nominację dla Elliotta.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

Najlepsze kostiumy

Nasz werdykt:

1. Sandy Powell za „Faworytę”

2. Ruth E. Carter za „Czarną Panterę”

3. Alexandra Byrne za „Marię, królową Szkotów”

4. Mary Zophres za „Balladę o Busterze Scruggsie”

5. Sandy Powell za „Mary Poppins powraca”

Odtwórz wideo

Królowa współczesnej kostiumografii ubrała angielską królową. Czy w ogóle możliwy był inne zwycięzca? Futurystyczny afrykanizm „Czarnej Pantery” wylądował na samotnym drugim miejscu, daleko za „Faworytą”, kilometry przed resztą rywali.  Alexndra Byrne i Mary Zophres zostały sprowadzone do roli wypełniaczek miejsca. 

Znowu na bok musi iść mój osobisty uraz do Sandy Candy. Ale pani od "Pantery" też zrobiła kawał dobrej roboty

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

Chociaż Ruth Carter ma godne rywalki, to świat kostiumów wykreowanych na potrzeby "Czarnej Pantery" budzi ogromny podziw. Carter stworzyła kreacje na bazie niezliczonych wręcz inspiracji strojami plemiennymi z całej Afryki. Ta koncepcja kostiumolożki ma w "Czarnej Panterze" wartość nie tylko estetyczną, ale jest przede wszystkim hołdem dla kultury Czarnego Lądu.

Jak bardzo nienawidzę "Czarnej Pantery", tak muszę jej oddać, że kostiumy były kolorowe, wspaniale dobrane do tematyki, oryginalne.

Każdy werdykt, który nie będzie czwartym Oscarem dla Sandy Powell będzie skandalem. Wspaniała, kunsztowna praca w wykonana przy "Faworycie" (a są też całkiem miłe stroje w "Mary Poppins powraca".) Z drugiej strony może warto wreszcie docenić wybitną kostiumolożkę, Ruth E. Carter ("Czarna pantera")?

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

No "Czarna Pantera" może jest słabym filmem, ale wdzianka tam mają kosmicznie udane.

Wydaje mi się, że to właśnie w kostiumy do "Czarnej Pantery" włożono najwięcej pracy i najciekawiej pobawiono się afrykańskimi motywami.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Królowa jest jedna, i nie jest to Maria.

Najlepszy scenariusz adaptowany

Nasz werdykt:

1. Kevin Willmott, Charlie Wachtel, Spike Lee i David Rabinowitz za „Czarne bractwo. BlacKkKlansman”

2. Joel Coen i Ethan Coen za „Balladę o Busterze Scruggsie”

3. Nicole Holofcener i Jeff Whitty za „Can You Ever Forgive Me?”

4. Barry Jenkins za „Gdyby ulica Beale umiała mówić”

5. Eric Roth, Bradley Cooper i Will Fetters za „Narodziny gwiazdy”

Odtwórz wideo

Co widać po komentarzach głosujących, tajemnicą pewnego zwycięstwa „BlacKkKlansmana” był trudny legalny dostęp do „Can You Ever Forgive Me?” i „Gdyby ulica Beale umiała mówić”.  Najszerzej znane z nominowanej piątki „Narodziny gwiazdy” znalazły się na ostatnim miejscu nie znajdując uznania u prawie nikogo z głosujących, ten brak miłości dla filmu Coopera stał się już zresztą symptomatyczny dla całego sezonu. 

Coenowie są w tym roku nierówni: obok nowelek świetnych (choćby tej z Zoe Kazan) są w ich filmie i takie, które sprawiają wrażenie ledwie nakreślonych i niedokończonych (np. ta z Jamesem Franco). "BlacKkKlansman" grzeszy brakiem subtelności, propagandową nachalnością. "Narodziny gwiazdy" to czwarta powtórka z rozrywki, remake, który - poza powielaniem znanego schematu - nie ma na siebie żadnego pomysłu. Z pozostałej dwójki wybrałbym "Can You Ever Forgive Me?": solidny (choć bez fajerwerków) scenariusz, który panuje nad konstrukcją fabuły i postaci lepiej od filmu Jenkinsa.

Kto w akademii uznał, że scenariusze "Narodzin remake'u" i "Ballady o nieudanym filmie Coenów" są godne nominacji powinien rozpędzić się na dworcu King's Cross i spróbować wbiec na peron 9 i 3/4. Na szczęście wspaniały tekst Holofencer wynagradza ból przedzierania się przez jego czterech rywali. (A Jenkins niech oleje biblioteki i wraca do teatru bo adaptowanie sztuk wychodzi mu dożo lepiej).

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

Jestem urzeczona lirycznością Jenkinsa, tekst książki przecedził przez swoją wrażliwość i wyszła mu kolejna zapierająca dech w piersiach poetycka historia, tym razem, miłosna.

Jestem za tym, że Oscara dać na pocieszenie Spikowi Lee (bo od lat zasługuje) albo fajnemu tandemowi z niezależnego filmu (Can You Ever Forgive Me? - może to będzie asumpt dla Holofcener, żeby więcej pisała)

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Kogo obchodzą jakieś pop-sraki o rodzeniu się gwiazdy, gdy Jenkins robi tak piękną, intymną i kameralną opowieść o miłości?

Przy słabości konkurencji wybieram "Czarne bractwo", chociażby za to, że w przeciwieństwie do "Green Booka" to film prawdziwie, a nie pozornie, antyrasistowski.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Pełna Sala

Wyjątkowo słabo obsadzona kategoria. Niech potwierdzi to fakt, że mój wybór padł na "Gdyby ulica Beale potrafiła mówić". Film Barry'ego Jenkinsa jest filmem przepięknym, ale dzieje się tak przede wszystkim dzięki wspaniałym zdjęciom, muzyce i kostiumom. Narracja jest niestety jego najsłabszą stroną. Jednak na tle innych nominowanych "Gdyby ulica Beale..." i tak ma najlepszy scenariusz...

"Can You Ever Forgive Me?" - Ten skrypt ma dwa elementy, które czynią go naprawdę dobrym - parę głównych bohaterów, którzy nie są przerysowani, choć było takie niebezpieczeństwo, oraz wyśmienite dialogi, przez które przepływa świetnie skonstruowana relacja.

Coenowie rozczarowali mnie po całości, ale Barry Jenkins dokonał niemożliwego - z pożółkłych, trącących już staroświecką egzaltacją kart Baldwina, wydobył opowieść, którą dziś śledzi się z wypiekami na twarzy

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

"Czarne bractwo" ogląda się z lekkością, jednak chociaż nie najgorzej napisany wygrywa raczej przez niski poziom konkurencji.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Najlepsza scenografia

Nasz werdykt:

1. Fiona Crombie i Alice Felton za „Faworytę”

2. Bárbara Enríquez i Eugenio Caballero za „Romę”

3. Hannah Beachler i Jay Hart za „Czarną Panterę”

4. Nathan Crowley i Kathy Lucas za „Pierwszego człowieka”

5.John Myhre i Gordon Sim za „Mary Poppins powraca”

Odtwórz wideo
Zaciekła walka toczyła się między malarskim pietyzmem wnętrz “Faworyty”, a oknem na meksykańską Romę przełomu lat 60. i 70. Nie znaczy to, że zabrakło entuzjastów panafrykańskiego tąpnięcia, jakim jest “Czarna Pantera” czy przytłaczającego stechnologizowania świata, w jakim mnóstwo czasu spędzał Neil Armstrong. Wśród jury zupełny brak entuzjazmu, zresztą nie tylko w tej kategorii, dla “Mary Poppins powraca”.

"Faworyta" raczej nie ma konkurencji, ale z docenienia "Czarnej Pantery" też bym się cieszył, nawet jeśli w trzecim akcie komputer przejmuje kontrolę nad stroną wizualną filmu

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

Niezmiennie uwodzą mnie twórcy, którzy naprawdę BUDUJĄ scenografię na rzecz swoich projektów. Wiem, że to drogie, czasochłonne itd, itp., ale to jak później ta scenografia wygląda na ekranie, to czysta przyjemność dla oka. A dokładnie z taką sytuacją mamy do czynienia w "Pierwszym człowieku". Fantastycznie odwzorowana aparatura i maszyneria są jeden z tych powodów, dzięki którym również widz podczas seansu filmu Chazelle'a przez chwilę staje się astronautą.

Za zbudowanie całych dzielnic Romy - "Roma"!

Bardzo mocno obsadzona kategoria. Mnie uwiodły wnętrza inspirowane niderlandzkim malarstwem z "Faworyty" (m.in. cytaty z Jana Brueghla), ale doceniam też odwzorowanie meksykańskiej rzeczywistości lat 70. w "Romie" czy afrofuturyzm w "Czarnej Panterze".

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

"Roma" i "Faworyta", obie produkcje stawiam praktycznie na równi - kapitalna robota.

Najlepsza charakteryzacja i fryzury

Nasz werdykt:

1. Greg Cannom, Kate Biscoe I Patricia Dehaney za „Vice”

2. Göran Lundström i Pamela Goldammer za „Granicę”

 3. Jenny Shircore, Marc Pilcher i Jessica Brooks za „Marię, królową Szkotów”

Odtwórz wideo
Pomimo grupy zapalonych miłośników, stosunkowo mała popularność “Granicy” i „Marii…” musiała pogrzebać ich szanse w wyścigu z tytaniczną pracą, jaką wykonała ekipa “Vice” w unikaniu politycznej karykatury i wykreowaniu przekonujących wizerunków.

Byłoby miło, gdyby Akademia nagrodziła "Granicę" - w tym filmie charakteryzacja służy nie tyle kopiowaniu rzeczywistości ("Vice"!), ile jej kreowaniu. Poza tym ucieszyłbym się bardzo, gdyby ten świetny film, który powinien mieć nominację w kategorii 'film nieanglojęzyczny' i walczyć z "Romą" o zwycięstwo, dostał choć tę (bardzo zresztą zasłużoną) nagrodę pocieszenia.

Chociaż Bale'owi dużo pomagać nie trzeba było 😉

Bo "Granica" musi coś wygrać 🙂

Trudna to ocenienia kategoria, tu Akademia lubi się zabawić. Stawiam na porządną robotę w "Vice" niż na fiku-miku na patyku w "Marii, królowej Szkotów".

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Wiadomo, że "Granica" i ich nieludzkie brzydale (nie spojluje, bo nie chcę Was trollować)

Zawsze z pewną podejrzliwością podchodzę do charakteryzacji opartych na bardzo zaawansowanych protezach twarzy, ale trzeba przyznać, że w "Vice" Bale świetnie czuje się w "masce" Dicka Cheney'a i z pewnością ogromna w tym zasługa charakteryzatorów. Zresztą "Vice" tak naprawdę nie ma w tej kategorii żadnych godnych rywali.

Najlepsze zdjęcia

Nasz werdykt:

1. Alfonso Cuarón za „Romę”

2. Łukasz Żal za „Zimną wojnę”

3. Robbie Ryan za „Faworytę”

4. Caleb Deschanel za „Werk ohne Autor”

5. Matthew Libatique za „Narodziny gwiazdy”

Odtwórz wideo
Tylko garstka polskich widzów może pochwalić się znajomością “Werk ohne Autor”, ale nawet ona wystarczyła, aby znany współpracownik Darrena Aronofskiego (którego niefortunnej przygody na festiwalu Camerimage, najwidoczniej do dziś nie wybaczył mu jeden z naszych redaktorów) przegrał w starciu z weteranem, Calebem Deschanelem. Prawdziwa walka toczyła się jednak na podium: wystudiowane piękno polskiego mistrza oraz szerokokątne szaleństwa “Faworyty”, przegrały z godnością w starciu z Cuarónem, który stawiając się w roli autora zdjęć pierwszy raz od początku swojej reżyserskiej kariery, bezwarunkowo poddał nas swojemu urokowi.

Jedną z bardziej zaciętych rywalizacji będziemy obserwować w kategorii, której rozstrzygnięcie miało odbyć się poza czasem ekranowym transmisji Gali, w trakcie przerwy reklamowej. Na szczęście Akademia w porę poszła po rozum do głowy i uda jej się uniknąć przynajmniej jednej kompromitacji więcej. Zatrzymane, statyczne czarno-białe kadry ze zdjęć autorstwa Łukasza Żala można śmiało wieszać na ścianie, bądź wysyłać jako pocztówki, jednakże zdjęcia w filmie to także ruch i sposób wykorzystania przestrzeni. Efektownymi jazdami kamery, perfekcyjną kompozycją i wirtuozersko zaplanowanym ruchem obiektów wewnątrz kadru praca Caurona jest w mojej opinii większym wyczynem artystycznym. Nikt też nie powiedział, że rywalizacja będzie taka "czarno-biała". Nie możemy zapominać, przecież o zdjęciach do Faworyty z nietuzinkowym wykorzystaniem obiektywów typu fisheye.

Ej możemy odpuścić "Zimnej Wojnie" wszystkie inne nominacje, ok. Ale naprawdę zdjęcia Żala to jest jakiś majstersztyk. Oscar dla tego pana.

Oglądając "Romę" ma się wrażenie, że nawet muchy i kurz musiały być ustawione w odpowiednim porządku. Stawiam te zdjęcia ponad mistrzowskimi zdjęciami Łukasza Żala, ponieważ Cuaron ma znacznie większe ambicje, niż nakręcić piękne kadry. Długie i rozplanowane ujęcia drogi, którą przemierza bohaterka, ujęcie rozruchów za oknem, ujęcie w oceanie, pomysł na sfilmowanie ojca - to wszystko sprawia, że widzowi po prostu opada szczęka.

Bardzo mocna konkurencja i ciężki wybór, ale "Roma" czaruje najmocniej.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Jedyna kategoria, w której kibicuję "Zimnej wojnie", ale wybór między Cuaronem, Żalem i Ryanem jest prawie niemożliwy: zwycięstwo każdego z nich będzie zasłużone

Chociaż kocham to naturalne światło "Faworyty", to przepych czerni i bieli "Romy" robi piękny pokaz.

Bardzo trudny wybór.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł "Snoopy" Tesznar
Pełna Sala

Brakuje tu Jamesa Laxtona ("Gdyby ulica Beale umiała mówić"), a przede wszystkim Brunona Delbonnela ("Ballada o Busterze Scruggsie"). Wydaje się, że walka rozegra się między utrzymanymi w duchu ukochanego przez Akademię Emmanuela Lubezkiego zdjęciami do "Romy", a naszym Łukaszem Żalem (nagroda gildii!). Meksyk raczej będzie górą, ale Polak ma teraz szansę na wszechświatową karierę. Mój wybór pada jednak na niedocenionego wciąż (cieszy mnie, że się to zmienia) operatora Andrei Arnold i Kena Loacha, czyli Robbiego Ryana. To jak korzysta z naturalnego światła (Alcott approved), kątów ustawienia kamery i obiektywów to wielka sprawa.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

[tu wstaw żart o tym, jak to Libatique okazał się za słabym zawodnikiem na Bydgoszcz]

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

Szczerze, Łukasz musisz! Cuaron imponujący technicznie, ale paradoksalnie zabrakło ducha z jego poprzednich filmów.

Nie widziałem "Werk Ohne Autor", poza tym zarówno "Roma", jak i "Faworyta" i "Zimna Wojna" wypadły kapitalnie. Zdecydowanie odstają "Narodziny Gwiazdy".

Łukasz, nasz Emmanuel Lubezki, w tym roku zrobił coś niebywałego!

Wybrałem Łukasza Żala niekoniecznie z patriotycznych pobudek. Po pierwsze jego zdjęcia do "Zimnej wojny" są świetnie skomponowane, pięknie grające nasyceniem i kontrastem, świadomie ogrywające ograniczenia kadru. Po drugie wolę zobaczyć ze statuetką Żala niż Alfonso Cuarona, ponieważ mam już lekki przesyt zdjęciami w stylu Emmanuela Lubezkiego, których piętno czuć w "Romie". I chociaż te niebywale długie ujęcia oraz drobiazgowo zaplanowana choreografia w kadrze robią ogromne wrażenie, to po prostu nie można niemal co roku nagradzać operatorów działających tą samą metodą.

"Roma" jest pod tym względem bezkonkurencyjna. Najazacieklejsza walka w mojej głowie odbywała się o drugie miejsce między "Zimną wojną" , a "Faworytą"

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

Chciałbym z czystym sumieniem trzymać kciuki za Polaków, ale po prostu nie mogę. Zdjęcia do "Romy" były zwyczajnie za dobre.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Pełna Sala

Najlepszy montaż

Nasz werdykt:

1. Yorgos Mavropsaridis za „Faworytę”

2. Hank Corwin za „Vice”

3. Barry Alexander Brown za „Czarne bractwo. BlacKkKlansman”

4. Patrick J. Don Vito za „Green Book”

5. John Ottman za „Bohemian Rhapsody”

Odtwórz wideo
Jak możecie zauważyć po naszych komentarzach, zdania były tu podzielone jak w żadnej innej kategorii. Każdy miał swoje preferencje, niektórzy znaczące wątpliwości, ale ostatecznie to niezwykłe wyczucie komediowe w nożycach imiennika greckiego reżysera, przekonało największą część członków “Akademii”.

"Green Book" osiągnął chyba małe mistrzostwo w opanowaniu stylu zerowego i przejrzystości montażu. Do mnie jednak bardziej przemawia to, co uczyniono na stole montażowym z materiałem do "Faworyty", łącząc ujęcia w bardzo nieoczywisty i wysmakowany sposób, nieraz w obrębie jednego kadru, bądź skojarzeniowo.

Prawdopodobnie wygra nadpobudliwy montaż Corwina, nieco chaotyczny, choć równocześnie podporządkowany stale obecnej narracji z offu. Najlepszy montaż ma jednak oczywiście "Faworyta": Mavropsaridis dobrze rozumie wizję swojego reżysera, jego każde cięcie wydaje się być doskonale przemyślane, nadaje filmowi płynności i wigoru - wybitna robota!

OK, tu musiałem na Green Booka - mega wydajny montaż.

Obecność "Vice" w tej kategorii to nieśmieszny żart, bo ten film byłby idealny na przyspieszony kurs z błędów montażowych. "Faworyta" ponownie górą!

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

Montaż to w "Vice" niemal główny bohater, chociaż "Faworyta" również ma świetny komediowy timing.

"Faworyta" ma błyskotliwy montaż, najmniej oczywisty z tego grona. Jak mniemam przegra na gali z efektownym i sprawną robotą w "Vice" (Corwin już w "Big Short" udowodnił, że ma fach w ręku). Lubię też zgrabne i płynne tempo "Green Booka".

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

"Vice" absolutnie na pierwszym miejscu, a zaraz po nim Faworyta. Reszta zdecydowanie odstaje, zwłaszcza "Bohemian Rhapsody".

O tę nagrodę powinna walczyć zupełnie inna piątka, wśród której znalazłoby się miejsce dla "Narodzin gwiazdy", "Romy" i przede wszystkim dla "Pierwszego człowieka". W tej alternatywnej piątce nominowana byłaby również "Faworyta". Dlatego też, z braku reszty wyżej wspomnianych filmów wśród rzeczywistych nominowanych, to właśnie grecki montażysta Yorgos Mavropsaridis, powinien zakończyć galę ze statuetką. Dzięki montażowi mamy w "Faworycie" do czynienia z brawurowymi przetasowaniami pomiędzy bohaterkami i sugerowaniem sensów zawartych o wiele głębiej, niż tylko na powierzchni historii.

Ten montaż w "Vice" był tak szalony, tak efektowny, że trudno przejść obok niego obojętnym. Lubię!

Zarówno "Faworyta" jak i "Vice" są moim zdaniem bardzo udanie pocięte.

Najlepszy montaż dźwięku

Nasz werdykt:

1. „Pierwszy człowiek”

2. „Roma”

3. „Ciche miejsce”

4. „Bohemian Rhapsody”

5. „Czarna Pantera”

Odtwórz wideo

Mrówcza robota postprodukcyjna w dopieszczaniu złożonego dźwięku przestrzennego “Romy”, zapewniła jej ekipie srebro. Jednak równie głośno forsowany był też horror, którego warstwa dźwiękowa okazała się podstawą sukcesu, ale to, pominięty w wielu kategoriach “Pierwszy człowiek”, najbardziej domagał się docenienia.

Zacznijmy w końcu szanować fachowców od kina grozy

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

Szczęk metalu, pisk powietrza, dźwięki elementów wewnątrz i na zewnątrz urządzeń treningowych, samolotów i rakiet, to wszystko sprawia, że żadnemu filmowi nie należy się Oscar za montaż dźwięku tak bardzo, jak "Pierwszemu człowiekowi".

Tutaj zdecydowanie "Ciche miejsce" (mocno zresztą niedocenione przez Akademię). Dźwięk stanowił niemalże rdzeń samego filmu.

Każda kategoria, w które Akademia nie zapomniała o "Pierwszym człowieku" powinna być przez niego wygrana.

Najlepszy dźwięk

Nasz werdykt:

1. „Pierwszy człowiek”

2. „Roma”

3. „Narodziny gwiazdy”

4. „Bohemian Rhapsody”

5. „Czarna Pantera”

Odtwórz wideo
Pierwsze dwa miejsca dokładnie takie same, jak poprzednio. Dalej już filmy muzyczne, momentami można by rzec “koncertowe”, których wyróżnienie również niejeden sceptyk uznałby za zasadne – w tej kategorii, nawet jeśli w żadnej innej.

"Pierwszy człowiek" wspaniale prowadzi nas całą gamą dźwięków przez historię. I to właśnie muzyka, akustyka i wplecione w to w odpowiednich momentach dialogi, są silniejszym przekazicielem emocji, niż narracja. Rzadko obserwuje się tak drobiazgowo i umiejętnie poprowadzony dźwięk w filmie, który ma służyć czemuś więcej, niż tylko immersji w świat fantasy, wojny, czy sci-fi.

"Pierwszy człowiek" miał zadziwiająco mało nominacji, ale wierzę że chociaż w kategoriach dźwiękowych sobie to odrobi. Bo po prostu mu się to należy.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Pełna Sala

Najlepsze efekty specjalne

Nasz werdykt:

1. „Avengers: Wojna bez granic”

2. „Pierwszy człowiek”

3. „Player One”

4. „Han Solo: Gwiezdne Wojny – historie”

5. „Krzysiu, gdzie jesteś?”

Odtwórz wideo
“Avengersi” okazali się w tym roku bezkonkurencyjni i choć w Akademii nie ma nagród za drugie miejsce, to u nas nie jest ono wcale wstydem. Ale pamiętajmy również o “underdogach”, takich jak wzruszający “Krzysiu”, którego co najmniej jeden wielki fan znalazł się w naszym jury.

"Avengers" byli największym widowiskiem ubiegłego roku, więc naturalnie zasługują na nagrodę za efekty specjalne.

Mam wyjebane, głosuję, żeby Disney miał najmniejsze szanse xD.

"Pierwszemu człowiekowi" należy się ta nagroda jak psu miska za to, że zapewnił widzom w kinie najlepsze i najbardziej realistyczne kosmiczne efekty specjalne od czasów "Odysei kosmicznej".

Ja głosuję na Kubusia, bo na Kubusia pewnie nikt nie chcę głosować. A ja jak go widziałem to płakałem, taki był uroczy.

Film Marvela wydaje się być faworytem i pewnie zgarnie statuetkę, choć może powalczyć z nim doskonały technicznie "Pierwszy człowiek".

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

I hope they'll remember you, Thanos!

Najlepszy krótkometrażowy film animowany

Nasz werdykt:

1. Louise Bagnall i Nuria González Blanco za „Late Aftenoon”

2. Trevor Jimenez za „Weekendy”

3. David Fine i Alison Snowden za „Animal Behaviour”

4.Becky Neiman i Domee Shi za „Bao”

5. Bobby Pontillas i Andrew Chesworth za „One Small Step”

Odtwórz wideo

Metoda oscarowa nie lubi kontrowersji. „Weekendy” zachwyciły jednych, zmęczyły drugich i koniec końców muszą zadowolić się drugim miejscem. Głosujących zniesmaczyło pominięcie „Lost & Found” oraz zanudził seans „One Small Step”.

Dawno żadna krótka forma nie poruszyła mnie tak jak "Weekendy". Wspaniałe, subtelne, szczere. O tym jak brak stabilizacji burzy w dziecku poczucie bezpieczeństwa.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

"Weekendy" oczarowały mnie swoją dopracowaną animacją i historią dziecięcej samotności.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Pominięcie "Lost & Found" to, zaraz po zeszłorocznej nagrodzie dla "Dear Basketball", kolejny argument czemu ta kategoria powinna przestać istnieć i irytować ludzi niekompetencją i bezguściem Akademików. "Animal Behaviour" jest świetne, ale po wykoszeniu konkurencji na etapie shortlisty "Bao" może przegrać co najwyżej z przestylizowanymi "Weekendami".

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

Po odrzuceniu "Lost & Found" ta kategoria przestała mieć znaczenie. Wolałbym, żeby doceniono coś mniejszego niż short Pixara.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Najlepszy pełnometrażowy film animowany

Nasz werdykt:

1. „Spider-Man Uniwersum”

2. „Wyspa psów”

3. „Ralph Demolka w internecie”

4. „Mirai”

5. „Iniemamocni 2″

Odtwórz wideo
Tym razem nie jest to walka pt. “Disney/Pixar kontra reszta świata”, bo prawie jednogłośnie postawiliśmy “Spider-Man Uniwersum” na szczycie podium. Na drugim miejscu lalkowa pasja Wesa Andersona, a dopiero po brąz sięga produkcja Disneya. Uwielbiane przez część z nas anime “Mirai”, przegrało swoją ograniczoną popularnością, ale jeszcze bardziej szokujące jest to, że mimo to zdeklasowało Pixara, który pozostał na szarym końcu.

Spiddy nie ma konkurencji, zamiótł w zeszłym roku, więcej niż animacja. Na kolejnych miejscach poklatkowe puzderko od Wesa Andersona i anime / zawsze warto zerkać w innym kierunku niż proponowany przez wielkie studia. Za mało szaleństwa.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

"Spider-Man" i długo długo nic. Z pozostałej czwórki jedynie "Ralph Demolka" będący najlepszym Disneyem od czasu Vaiany zasługuje na jakąś uwagę. "Mirai" się Hosodzie nie udało, ale nie aż tak bardzo jak "Wyspa psów" Andersonowi. Pieski to największa wpadka Króla Hipsterów od ponad dekady i "Pociągu do Darjeeling". Te dwa filmy jednak i tak mienią się jak perły przy nudnych i wtórnych drugich "Iniemamocnych".

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

W tej kategorii miałem jeden z największych dylematów. Bo przecież dobrze wiem, że "Spider-Man Uniwersum" to kino przełomowe, wyjątkowe wizualnie i oczywiście świetnie się na nim bawiłem. "Mirai" to jednak dokładnie ten typ kina animowanego, który uwielbiam. Film Mamoru Hosody nawiązuje do najlepszych tradycji Studia Ghibli, umiejętnie opowiadając o codzienności, czy wręcz o prozaiczności, czyli o tym, co często kinu umyka, a już pełnometrażowemu kinu animowanemu umyka niemal zawsze. Poza tym bez reszty kupiła mnie postać psa Yukko. I może to właśnie Yukko przeważył szalę na korzyść "Mirai".

Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości - "Into the Spider-verse" zdecydowanie najbardziej zasługuje na tegoroczną nagrodę. "Iniemamocni 2" mimo solidnego poziomu, są daleko w tyle za większością produkcji Pixara. "Mirai", również ustępuje poprzednim dokonaniom Mamoru Hosody. Jeżeli nie "Spider-Man", to najwyżej "Wyspa psów" może jeszcze zasługiwać na nagrodę.

To jest Szanowni Państwo najmocniejsza kategoria tegorocznych Oscarów. Spidermanie - wybieram cię!

"Ralph..." to mój cichy faworyt, szkoda, że głębia przekazu chyba została z góry pominięta przez cukierkową formę.

Spider to taki ogień, że głowa boli. Niemożliwy do pobicia nawet przez Wesa. Sorry Wes, kocham te psy, ale ten Spider... uffff

Wybór "Spider-Mana" jest oczywisty, ale zaskakująco "Ralph..." dość mocno depcze mu po piętach.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

"Spider-Man Uniwersum" spośród pozostałych nominowanych wyróżnia się stylem, pomysłowością i wielką pasją i miłością do tego, o czym opowiada - a opowiada o komiksach i o tym, jaką wartość ze sobą niosą. Jest to kino rozrywkowe, ale szalenie twórcze i błyskotliwe, czyli jest dokładnie tym, czym powinna być animacja.

"Spider-Man Uniwersum" to zupełnie nowy wymiar animacji, który pokazuje nie tylko jak należy tworzyć kino o superbohaterach, ale również jak przenieść na duży ekran epickość komiksu.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Najlepszy Spider-Man w historii kina. Najbardziej oryginalna, wspaniale animowana animacja, z mnóstwem serca i pozytywnej energii. Koniec kropka.

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Nasz werdykt:

1. Rachel Weisz za „Faworytę”

2. Emma Stone za „Faworytę”

3. Marina de Tavira za „Romę”

4. Amy Adams za „Vice”

5. Regina King za „Gdyby ulica Beale umiała mówić”

 

 

Odtwórz wideo
Nie ma co ukrywać – to była walka, może i równie zacięta jak w filmie, ale głównie między dwoma paniami z “Faworyty”. Zwyciężczyni może być jednak tylko jedna i, ku zaskoczeniu niektórych, nie rozbroiły nas gadzie oczy Emmy Stone, a zatriumfowała jej ekranowa partnerka, chociaż trzeba podkreślić, że zadecydował tu 1(!) głos. Miłości nie zabrakło dla rewelacyjnej de Taviry z “Romy”, ale trudno było wybić się w nierównej walce z takimi faworytami.

Wszyscy tylko o duecie z "Faworyty", ale co z de Tavirą ja się pytam. Jedna z najwybitniejszych kreacji kobiecych zeszłego roku (obok Adler za "Fokstrot") daje tu niedościgniony wzór jak oszczędnie zdominować sobą film z drugiego planu. Niespecjalnie rozumiem nagrody dla King, która jest co najwyżej okay oraz całkowicie nie rozumiem nominacji Adams za występ dużo poniżej jej wielkiego talentu.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

Najciekawsza kategoria. Walkę między Weisz a jej filmową rywalką Stone wygra najpewniej ta pierwsza (obie mają Oscara, ale ten Brytyjki jest dawniejszy). Mnie Stone pierwszy raz naprawdę przekonała, jej rolę mogę jeść łyżkami niczym lody pistacjowe. Wciąż bezoscarowa Adams musi zaczekać na inny rok oraz zagrać po prostu większą i ciekawszą rolę. Podobnie King - z jej talentem może pokazać nam jeszcze w innym roku. Tavira jest już wygrana samą nominacją.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Myślę, że kobiece trio z Faworyty zasługuje na najwyższy docenienie ich wkładu w opowiedzianą przez Lanthimosa historię. Niestety obawiam, się, że Akademia nie ma przygotowanej oddzielnej kategorii za wybitne osiągnięcia artystyczne całego zespołu aktorskiego w składzie: Colman, Stone i Weisz.

Z teamu "Faworyty" najbardziej kibicuję Emmie, ale w tej kategorii powinna zwyciężyć jednak Marina de Tavira. Popisowy występ.

Dla mnie ten pojedynek toczy się wyłącznie między Weisz, a Stone. Znacznie bardziej zaimponowała mi jednak Stone, która mam wrażenie, że wycisnęła z siebie wszystko, co miała: wyczucie komediowe, bogata mimika twarzy, igranie urokiem i złośliwością i duże poświęcenie pod względem fizycznym. A w końcowej scenie, udowadnia, że również potrafi po mistrzowsku, w jednym ujęciu, ukazać kolejne fale ulotnych emocji.

Gdybym mógł, dałbym jednakowym głosy na Emmę Stone i Rachel Weisz - obie aktorki (razem z Colman) tworzyły cały film.

Szkoda, że nie można przyznać wspólnego Oscara dla obu aktorek z "Faworyty". Takie rozwiązanie byłoby z pewnością najsprawiedliwsze. Jednak... Skoro nie da się Oscara przeciąć na pół, to chętniej wyróżniłbym Emmę Stone, ponieważ rola w "Faworycie" jest jej najlepszą w karierze. Stone niezwykle umiejętnie porusza się pomiędzy groteską, komizmem i tragizmem, w czym jak zawsze pomaga jej niezrównana mimika. Zresztą to duża przyjemność patrzeć jak aktorzy z roli na rolę się rozwijają, a tak jest właśnie w przypadku Stone.

Emma nigdy nie była lepsza. Pokochałem ją od momentu, kiedy pokazała jak będzie udawać potwora 🙂

Z "Faworytowego" duetu Stone wychodzi zwycięsko, genialnie pokazując te szczere, jak i fałszywe emocje.

Weisz albo Stone. Stone zaskakuje. Wreszcie porzuca swoje emploi sympatycznego niewiniątka i gra postać z krwi i kości, dwuznaczną moralnie, sprytną i zachłanną - i wypada znakomicie!

Wszystkie panie z "Faworyty" zasługują na szczególne uznanie, ale to Rachel Weisz rozkwita w najnowszej produkcji Lantimosa jak nigdzie wcześniej.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Wiadomo, że "Faworyta" faworytem i najchętniej nagrodziłbym obie Panie, ale podstawiony pod ścianą stwierdzam, że to jednak Stone zdobyła moje serce.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

Życiowa rola Emmy Stone

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Pełna Sala

I do duetu dla Olivii 🙂

Rachel Weisz skradła moje serce i rozkochała mnie w swojej precyzyjnej roli.

Najlepszy scenariusz oryginalny

Nasz werdykt:

1. Tony McNamara i Deborah Davis za „Faworytę”

2. Paul Schrader za „Pierwszego reformowanego”

3. Brian Hayes Currie, Nick Vallelonga i Peter Farrelly za „Green Book”

4. Alfonso Cuarón za „Romę”

5. Adam McKay za „Vice”

Odtwórz wideo
Ponownie najciekawsze rzeczy zadziały się na podium. “Pierwszy reformowany” ma swoich zapalonych fanów, ale i też nieustępliwych przeciwników, podobnie zresztą jak wzbudzające kontrowersje w lewicującym piśmiennictwie “Green Book”. Okazało się jednak, że znaleźliśmy się gdzieś pośrodku, w naszym powszechnym uwielbieniu “Faworyty”, a równie zgodnie uważamy, że scenariusz “Romy” niekoniecznie jest najmocniejszą stroną tego filmu.

Scenariusz w każdym filmie zasługuje na spore uznanie, jednak największe wrażenie wywarła na mnie "Faworyta".

Przynajmniej tu mogę dać trochę miłości "Pierwszemu reformowanemu".

Nie wiem, czy to scenariusz, czy reżyseria, ale po prostu kocham wszystko w "Faworycie". Nie było w tym roku scenariusza z lepszymi dialogami i z bardziej ryzykownie napisanymi postaciami. Kapitalna robota.

Scenariusz to zwykle nagroda pocieszenia, tym razem dla "Faworyty"

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Pełna Sala

"Green Book" jest bez wątpienia złotym dzieckiem amerykańskiej szkoły scenopisarstwa, ale bliżej mi do stylu "Faworyty". Czyli zniuansowanego tekstu, przebogatego w nakładające się na siebie znaczenia, z zapadającymi w uszy wymianami zdań (- Przyszedłeś mnie uwodzić czy zgwałcić? - Jestem dżentelmenem! - A więc zgwałcić.) i aż trzema pełnokrwistymi, równorzędnymi bohaterkami, napisanymi tak nowocześnie, że mam wrażenie, iż nie wszyscy krytycy byli na to gotowi. Bo jak pisać o kinie, które jest tak na wskroś feministyczne, że aż nie trzeba pisać, że jest feministyczne? Ten film jakby urwał się z przyszłości albo lepszego świata, gdzie już nie ma haseł feministycznych, bo po prostu nie są potrzebne.

Jedna z najlepszych i najmocniejszych kategorii tego roku. Z jednym wyjątkiem: "Vice" - z kilkoma dobrymi pomysłami, ale chaotycznie nieskładny i nieprzemyślany - zajmuje miejsce lepszym filmom.

Zdecydowanie Faworyta. Za dyskretnie przemycanie miłości pod płaszczami intryg i dwulicowości. Niby ograne, ale zadziałało i miało zgrabny rytm.

"Pierwszy reformowany" to scenariusz, który mnie oczarował. Dlatego wyjątkowo tym razem faworyci muszą obejść się smakiem.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

No Paul Schrader musi pomścić absurdalne nienominowanie Ethana Hawke'a. Nie mogę wciąż w uwierzyć jak bardzo Akademia olała "Pierwszego Reformowanego", przecież to wielki film. Mówię to z pełną świadomością, choć dwa razy na nim zasnąłem.

"Faworyta" wśród nominowanych scenariuszy ma zdecydowanie najbardziej soczysty tekst, niepozbawiony wielkich dramatów i dosadnego poczucia humoru. No i te charaktery - zniuansowane, zmienne, ale wciąż spójne. Tak się właśnie powinno pisać scenariusze o epokach minionych!

Niepopularna opinia: Schrader jest tu najsłabszy, a jego scenariusz pełen bzdur. Mocno trzymam kciuki za duet McNamara-Davis ("Faworyta"). Pracowali nad tym cudownym tekstem od 20 lat. Nie obrażę się też za bardzo sprawny "Green Book", choć tu mam więcej zastrzeżeń.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Chaos lewackiego buntu oderwanego od rzeczywistości konserwatywnego starca w moim serduszku o włos wygrywa z perfekcyjnie wyważonym feel goodem o byciu wykluczonym i problemach z identyfikacją. Nominacja McKaya (tak jak i w każdej innej kategorii) to całkowite nieporozumienie. Gdzie "Eight Grade" ja się pytam?!

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

Pewne rzeczy są ponadczasowe; klasycznie opowiedziane kino drogi oraz amerykański krążownik szos, którym drogę się pokonuje. Bohaterowie ładnie dialogują i są dowcipni. Hollywood to kocha.

Scenariusz do "Faworyty" napisany jest z takim wyczuciem i dowcipem, że nie sposób by nie został doceniony przez Akademię.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Zdecydownie nie chciałbym płytkiego "Green Booka", ani agitującego politycznie "Vice'a", natomiast całkiem ciepło przyjąłbym wybór bolesnego, proekologicznego "Pierwszego Reformowanego". Niemniej sam wybieram pełną intryg i ciekawie zbudowanych postaci "Faworytę".

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Pełna Sala

Schrader bez dwóch zdań: wielka, ważna i godna zapamiętania rzecz!

Kategoria oryginalnego scenariusza śmieszy mnie co roku coraz bardziej. Historia wiceprezydenta USA z elementami reportaży wśród oryginalnych scenariuszy? 🙂

Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny

Nasz werdykt:

1. Jonathan Chinn i Ed Perkins za „Black Sheep”

2. Melissa Berton i Rayka Zehtabchi za „Period. End of Sentence”

3. Rob Epstein i Jeffrey Friedman za „Koniec gry”

4. Marshall Curry za „A Night at the Garden”

5. Skye Fitzgerald i Bryn Mooser za „Lifeboat”

Odtwórz wideo

Prawie jednogłośny werdykt. Brytyjska opowieść o banalności przemocy i rasizmie nami wstrząsnęła i zachwyciła realizacyjnie. Warto jednak podkreślić wysoki tegoroczny poziom także pozostałych kandydatów oraz zawód jaki w nas pozostawił opowiadający o kryzysie uchodźczym „Lifeboat” (ostatnie miejsce na każdej karcie). Bratobójcza walka pozycji Netflixa kończy się triumfem życia nad odchodzeniem. I Indii nad Stanami Zjednoczonymi.

Klasycznie w tej kategorii granie na emocjach. Najbardziej ważki wydaje się "Black Sheep". Nieźle wypadły też produkcje od Netflixa, w tym dwukrotnego laureata Oscara, Roba Epsteina i jego męża, Jeffreya Friedmana. "A Night at the Garden" jest bardziej ciekawostka historyczną (Curry walczy już trzeci raz o Oscara), a "Lifeboat" tanim szantażem.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Po tragicznym zeszłym roku teraz dostaliśmy aż cztery bardzo dobre miniaturki. "Black Sheep" to perła i wzorzec jak opowiadać o rasizmie i łamaniu jednostki, z kolei "Night at The Garden" pod płaszczykiem historycznej kroniki stanowi polityczny manifest dużo mocniejszy i donioślejszy niż wszystkie "Blackkklansmany" i "Vice" tego świata.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

Najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny

Nasz werdykt:

1. Jimmy Chin, Elizabeth Chai Vasarhelyi, Evan Hayes i Shannon Dill za „Free Solo”

2.Diane Moy Quon i Bing Liu za „Jutro albo pojutrze”

3, Tobias Siebert, Eva Kemme, Talal Derki i Ansgar Frerich za „O ojcach i synach”

4. Betsy West, Julie Cohen za „RBG”

5. Joslyn Barnes, Su Kim i RaMell Ross za „Hale County This Morining, This Evening”

Odtwórz wideo

W czołówce filmy najbardziej efektownie zrealizowane, najbardziej chwytliwe tematycznie i najpopularniejsze, bo i też łatwo dostępne przy wielu okazjach: “Free Solo” oraz “Jutro albo pojutrze”. Obie produkcje górują nad krytykowaną przez część z nas konkurencją.

Widziałem tylko "Minding the gap", ale równie dobrze mogłem obejrzeć wszystkie i decyzja byłaby dokładnie taka sama. To wybitny obraz młodej, wkurwionej, zmęczonej Ameryki.

W tej kategorii klasycznie nie wygra najlepszy film, którym jest fenomenalne, intymne "Jutro albo pojutrze". "Hale County This Morning, This Evening" to pomyłka w nominacjach, były w zeszłym roku donioślejsze dokumenty.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Oczywistym frontrunnerem jest pełne podnoszących napięcie tricków, hollywoodzko zrealizowane "Free Solo". Ja jednak pójdę za krytykami i na szczycie mojej listy postawię pełną goryczy ale i nadziei osobistą historię z amerykańskiego trzeciego święta, czyli małego, białego miasteczka ujętą w "Jutro albo pojutrze". Godne uwagi niewątpliwie jest "Hale County..." ale trudno reżyser naoglądał się za dużo filmów w Rotterdamie i Locarno i zbyt dużo tu randomowych scen noszenia mebli i biegającego po pokoju dziecka, a za mało treści. "O ojcach i synach" jest wyjątkowo ciekawe jak na dokument o terroryzmie i religijnej indoktrynacji na Bliskim Wschodzie, ale to wciąż temat zajeżdżony do cna. "RBG" to z kolei tak wiernopoddańcza laurka, że aż się niedobrze robi.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

Najlepszy krótkometrażowy film aktorski

Nasz werdykt:

1. Maria Gracia Turgeon i Jeremy Comte za „Drapieżnika”

2. Marie-Hélène Panisset, Marianne Farley za „Marguerite”

3. Darren Mahon i Vincent Lambe za „Zatrzymanie”

4. María del Puy Alvarado i Rodrigo Sorogoyen za „Madre”

5. Jaime Ray Newman i Guy Nattiv za „Skin”

Odtwórz wideo

Dużo w tym roku o dzieciach w zagrożeniu, lecz amerykańscy akademicy obniżyli trochę stawkę i postawili na opowieści bardzo osobiste. Naszą uwagę przykuł frankofoński „Drapieżnik”, który udanie buduje napięcie a jednocześnie nie sili się na wielki społeczny komentarz. 

Poziom we tym roku nie jest zbyt wysoki. Kibicuję obu kanadyjskim produkcjom.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Może i dzień po gali o żadnym z tych szortów nie będziemy pamiętać, ale po zeszłym roku i tak jest progres. Chciałbym pełny metraż od twórców "Drapieżnika".

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

Najlepszy film nieanglojęzyczny

Nasz werdykt:

1. Alfonso Cuarón za „Romę” (Meksyk)

2. Paweł Pawlikowski za „Zimną wojnę” (Polska)

3. Hirokazu Koreedaza „Złodziejaszków” (Japonia)

4. Nadine Labaki za „Kafarnaum” (Liban)

5.Florian Henckel von Donnersmarck za „Werk ohne Autor” (Niemcy)

Odtwórz wideo

Widzów “Werk ohne Autor” możemy w naszym jury policzyć na palcach jednej ręki, co nie pomogło w starciu nawet z, mocno krytykowanym przez niektórych, libańskim “Kafarnarum”. Trochę wyżej plasuje się zeszłoroczny zdobywca Złotej Palmy w Cannes, a jeszcze wyżej film polskiego laureata tej prestiżowej nagrody w kategorii reżyserskiej. Uwielbiana i przez nas “Zimna wojna” ma jednak ogromnego pecha, rywalizując w każdej kategorii z niezwyciężoną “Romą”.

"Zimna wojna" i już, bo to historia stworzona dla kina i opowiedziana z miłości do kina i z musicalowym zacięciem, z rolą, która wskrzesza pamięć o gwiazdach klasycznego Hollywood.

Nie mogę się sprzeniewierzyć własnej ojczyźnie no halo. Wiadomo, że "Zimna Wojna" for life!

"Roma" to absolutne piękno spokoju i zgranej inscenizacji. Nieporadna fabuła "Zimnej Wojny", czy mało zwarty skrypt "Złodziejaszków" nie mają szans.

Nie oglądałem "Kafarnaum" i "Werk ohne Autor", ale reszta stawki jest bardzo wyrównana. Nie mam jednak wątpliwości, że to "Roma" najbardziej zasługuje na nagrodę, na drugim miejscu za to jest nasza rodzima "Zimna Wojna".

Nie kocham "Zimnej wojny". W moich oczach w tej kategorii "Roma" nie ma żadnej konkurencji

Moja ulubiona kategoria. Przynajmniej z dwóch powodów: znajdują się w niej filmy najbardziej zróżnicowane pod względem tematyki i estetyki (w końcu z całego świata); najczęściej nominację otrzymują filmy nagrodzone wcześniej na największych festiwalach filmowych, więc Oscar w tej kategorii ma charakter podsumowania sezonu festiwalowego w kinie artystycznym. Co więcej w tym roku ponownie mamy w tym elitarnym gronie naszego reprezentanta, który ma szansę otrzymać swoją drugą statuetkę. Mogę z dumą powiedzieć, że obejrzałem wszystkie filmy z tej kategorii, łącznie z reprezentantem Niemiec (żeby obejrzeć ten film musiałem udać się aż do Berlina). Ciężko przewidzieć werdykt, uzależniony jest on politycznie, nie zdziwi mnie ewentualne zwycięstwo Kafarnaum. Jedno jest pewne, podobnie jak na ostatnim Mundialu Niemcy zaliczą blamaż.

Uwielbiam powolne czarno-białe kino, zgadnijcie moje typy

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Pełna Sala

"Roma" na poziomie realizacji jest zrobiona tak dobrze, że zostawia konkurencję daleko w tyle.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Niesamowita kategoria! Same wspaniałe filmy. Dla mnie mógłby to być remis pięciu filmów.

Serce mówi "Zimna wojna", rozum "Roma". Zachowam jednak chłodny profesjonalizm.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

Najlepsza muzyka oryginalna

Nasz werdykt:

1. Alexandre Desplat za „Wyspę psów

2. Terence Blanchard za „Czarne bractwo. BlacKkKlansman”

3. Ludwig Göransson za „Czarną Panterę”

4. Nicholas Britell za „Gdyby ulica Beale umiała mówić”

5. Marc Shaiman za „Mary Poppins powraca”

Najbardziej zgodni jesteśmy tu w zbiorowej dezaprobacie decyzji Akademii, o nieprzyznaniu nominacji Justinowi Hurwitzowi za “Pierwszego człowieka”. Werdykt jest w tym przypadku zaskakujący, mimo że chodzi tu o dwukrotnego już laureata Oscara, to jednak “japonizująca” ścieżka “Wyspy psów”, wypada stosunkowo alternatywnie w obliczu hollywoodzkiego blichtru. Nie brakuje oczywiście też entuzjastów innych soundtracków, jak tego do “BlacKkKlansmana” czy nieobejrzanej przez wielu “Ulicy Beale”.

Tak naprawdę powinien wygrać Hurwitz za ścieżkę dźwiękową do "Pierwszego człowieka". Ale skoro to już wszyscy wiemy, a Justin Hurwitz nie jest nawet nominowany, to weźmy głęboki wdech na uspokojenie i idźmy dalej. Z nominowanych, największe wrażenie zrobiła na mnie muzyka do "Gdyby ulica Beale umiała mówić". Jest to soundtrack, od którego w dużej mierze zależy ukazanie prozy i trudów życia w sposób jak najbardziej podniosły i poetycki. I muzyka Britella sprawdza się w tej roli fantastycznie. M.in. dzięki tej muzyce mamy wrażenie, że oglądamy najpiękniejszą historię miłosną, jaką poznał świat.

Brak nominacji dla Justina Hurwitza zakrawa na kpinę - to najlepszy score zeszłego roku!

Muzyka z "Czarnej Pantery" pozytywnie wyróżnia się spośród konkurencji ludowymi, afrykańskimi motywami. W przeciwieństwie do paru pozostałych nie przewija się nachalnie z jednym tematem przez cały film.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Nie widziałem "Gdyby ulica...", ale pominięcie "Pierwszego człowieka" w tej kategorii to ogromny strzał w kolano dla Akademii.

Dziś żałuję, że mimo wszystko surowo potraktowałem nowego Jenkinsa, bo elementy, które stoją tam na najwyższym poziomie, zjadają na śniadanie dużą część przedstawicieli "Best Picture"

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

Marc Shaiman nie tylko napisał do "Mary Poppins" kilka dobry piosenek, ale poprzez score nawiązał do oryginału. Kilka razy poczułem magię dzieciństwa.

Pytanie podstawowe: gdzie Justin Hurwitz za score do "Pierwszego człowieka"? Piękna suita Brittela raczej nie ma szans. walka rozegra się pomiędzy porywającą ścieżką Blancharda (mój faworyt, wszak to wielki muzyk) a ciekawą muzyką korzystającą (może nawet nazbyt) z afrykańskiego dziedzictwa kulturowego Göranssona.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Ludwig Goransson to przyszłość. Najbardziej biały z białych ludzi robiący najlepszą czarną muzykę. To jedna z nielicznych dobrych rzeczy, która spotkała "Czarną Panterę".

Etniczne brzmienia z "Czarnej Pantery" tylko o włos wygrywają z funkującą gitarą z "BlaKkKlansmana"

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

Nie bez wahania, ale głosuję za "Czarną Panterą", niech chociaż jedna statuetka trafi w jej szpony. Trzeba przyznać, że twórcy zrobili tu genialną robotę łącząc typowe brzmienie afryki ze współczesnym afroamerykańskim hip-hopem. Muzyka była dla mnie w tym dziele kluczowa.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Pełna Sala

W zasadzie w akcie solidarności z Justinem Hurwitzem należałoby zaprotestować i nie głosować w tej kategorii, bo to właśnie on skomponował muzykę wartą Oscara. Niestety zbyt mocno ekscytuję się (jak co roku) tym, kto wygra statuetkę za najlepszą muzykę, żeby zrezygnować z możliwości wybrania mojego faworyta. A poza tym są w stawce dwa naprawdę świetne soundtracki - do "Czarnej Pantery" i do "Gdyby ulica Beale umiała mówić". Ten pierwszy wytwarza niezwykły klimat Afryki, drugi sprawia, że film Barry'ego Jenkinsa staje się niebywale poetycki. Ostatecznie wybieram poetyckość wykreowaną przez kompozytora Nicholasa Britella, ale przyznaję, że obu ścieżek dźwiękowych słucham z równą fascynacją.

Najlepsza piosenka oryginalna

Nasz werdykt:

1. „Shallow” z filmu „Narodziny gwiazdy”

2. „When A Cowboy Trades His Spours For Wings” z filmu „Ballada o Busterze Scruggsie”

3. „All The Stars” z filmu „Czarna Pantera”

4. „The Place Where Lost Thing Go” z filmu „Mary Poppins powraca”

5. „I’ll Fight” z filmu „RBG”

Odtwórz wideo
Tu uległo nawet wielu sceptyków “Narodzin gwiazdy”, bo “Shallow” skradło serca prawie każdego. Znaleźli się jednak tacy, którzy mogliby się bić o zwycięstwa reprezentantów jednego z niższych stopni podium.

IN DE SZALALALALALALOŁ!!! Nie wyobrażam sobie innego wyniku w niedzielę. I jednocześnie nie wierzę, że to rok bez disney'owskiej dominacji (czym należy się nacieszyć, bo za rok Beyonce i jej lwi znajomi oraz Idina Menzel i jej wiecznie lepiąca bałwana siostra zdominują tę kategorię)

Nazywajcie to przejawem mojej wysilonej dezaprobaty "Narodzin gwiazdy", ale Kendrick to jednak Kendrick.

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

Bez wątpliwości - "Shallow" to już coś więcej niż element soundtracku.

tu nawet jak nie widziałem to słyszałem #TeamShallow

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Pełna Sala

Przyznaję, że żadnej z wymienionych piosenek nie wystawiłbym nominacji. Jednak z tegorocznej stawki najdłużej w pamięci zapadło mi "All the Stars" z "Czarnej Pantery", mimo moich zastrzeżeń do samego filmu.

Brakuje mi nominacji dla utworu "Sunflower" ze "Spider-Man Uniwersum".

Wiem... wygra "Shallow", ale nic nie poradzę, że kowbojski duet Tima Blake'a Nelsona i Williego Watsona z "Ballady o Busterze Scruggsie" kupuje mnie swoim komizmem bez reszty. Podobnie zresztą jak cała koncepcja westernowego, groteskowego musicalu, jaki zobaczyliśmy w pierwszej noweli nowego filmu braci Coen.

Absolutny pewniaczek, chociaż przyznam, że "Shallow" nie jest moim ulubionym utworem ze ścieżki "Narodzin gwiazdy", to i tak wyprzedza resztę stawki o kilka długości.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Pełna Sala

Jeśli głosuję na "The Shallow", której absolutnie nie cierpię, to znaczy, że ta kategoria to tragedia.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł "Snoopy" Tesznar
Pełna Sala

Najlepszy reżyser

Nasz werdykt:

1. Alfonso Cuarón za „Romę”

2. Yorgos Lantimos za „Faworytę”

3. Paweł Pawlikowski za „Zimną wojnę”

4. Spike Lee za „Czarne bractwo. BlacKkKlansman”

5. Adam McKay za „Vice”

Odtwórz wideo
Tu leciały iskry. McKay daleko w tyle, ale pozostała czwórka walczyła dzielnie. Nie zabrakło patriotyzmu, sentymentów i decyzji podejmowanych z ciężkim sercem. Przegrać z takimi przeciwnikami, powinno być dla każdego reżysera nobilitacją samą w sobie.

Pawlikowski jest niestety bez szans, choć strasznie miło, że w ogóle jest. McKay na wyrost, jego "Vice" jest przeciętny. Lanthimos zasłużył, ale chyba nie powiedział ostatniego słowa. On może nas jeszcze czymś zniszczyć. Najpewniej wygra tu, całkiem zasłużenie, Cuarón. Dzieło życia, nad którym panował od pierwszej do ostatniej sekundy. To trzeba docenić. Nie wykluczam tu niespodzianki, czyli "nagradzamy za zasługi" Spike'a Lee.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

O montażu filmowym zwykło się mówić, że najlepszy jest ten, którego nie można dostrzec, ponieważ jest tak sprzężony z opowiadaną obrazem historią. Nieco inaczej jest z reżyserią, łatwiej o niej dyskutować (i ją docenić) kiedy dostrzegalne jest reżyserskie piętno odciśnięte w filmowej tkance, czy to przez dobór stosowanych zabiegów narracyjnych, chwytów stylistycznych czy po sposobie prowadzenia aktorów. Pod tym względem film Cuarona wydaje się być, jakkolwiek by to nie brzmiało, zbyt doskonały. Na antypodach, niemalże boskiego dotknięcia Meksykanina, znajdują się filmy spod ręki Spike'a Lee i Adama McKay'a, którzy swoje racje wykładają pod, z góry założoną tezę, nie wystrzegając się przy tym łopatologii , prowadzenia widza za rękę, a nawet reżyserskiej manipulacji. Jest w końcu Paweł Pawlikowski, który otrzymał analogiczną nagrodę w Cannes oraz Yorgos Lanthimos, którego autorski styl wydaję się ciągle ewoluować i z film na film dojrzewać.

"Roma" to kawał dobrej, reżyserskiej roboty wykonanej z niezwykłą precyzją przez Cuaróna.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

O kocham Cię Pawle mocno, ale dałbym jednak Alfonsowi.

Cuarón albo Lanthimos, ale serce oczywiście kibicuje Pawlikowskiemu, piękna ta lista bez Spielbergów i Scottów

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Pełna Sala

Wyjątkowo jestem patriotą.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł "Snoopy" Tesznar
Pełna Sala

Nominacja dla Pawła Paliwkowskiego w tej kategorii jest dla mnie całkowitym nieporozumieniem. Zamiast niego powinien w tej stawce znaleźć się Bradley Cooper.

Wygra Cuaron i powinien wygrać Cuaron (5-ty Oscar dla meksykańskiego reżysera w 6-ciu ostatnich rozdaniach (sic!)), ale trzeba przyznać, że w tej stawce Pawlikowski prezentuje się bardzo mocno i moim zdaniem to właśnie "Zimna Wojna" była drugim najlepiej wyreżyserowanym filmem po "Romie". Szkoda, że w tym roku nie ma czego szukać.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Pełna Sala

Alfonso Cuarón zrobił coś epokowego. "Roma" reżysersko stoi na poziomie "Obywatela Kane'a". Przyszłe pokolenia filmowców będą wychowywać i kształtować swój warsztat na tym filmie.

Kolejna kategoria przy której miałem sporo problemów, bo praktycznie każdy z reżyserów wykonał kawał świetnej roboty. Jednak najlepiej wypadł Cuaron i Lanthimos, których robota ociera się o geniusz.

Alfonso jest w "Romie" chirurgiem, który łączy intymną, osobistą historię z rozmachem kina hollywoodzkiego. Wielka rzecz!

Pawlikowski, Cuaron i Lanthimos - wybrać kogoś z tej trójki wydaje się rzeczą niemożliwą. Każdy z nich stworzył jeden z najlepszych filmów zeszłego roku i każdy z nich odcisnął wyraźne autorskie piętno na swoim obrazie. Wyróżniam Cuarona tylko z jednego powodu. Jego praca sprawia wrażenie najbardziej totalnej. W końcu Cuaron był również operatorem i montażystą "Romy". A sceny takie, jak przyjazd ojca do domu, poród Cleo i dramatyczna kąpiel w oceanie są nie tylko perfekcyjnie zrealizowane, ale wymagały również wybitnych umiejętności organizacyjnych na planie.

Bardzo się cieszę z nominacji Pawlikowskiego, ale dla mnie to pojedynek między Lanthimosem a Cuarónem, ze wskazaniem na Greka.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

Mocno. Każdy zasłużył, minus McKay poniżej swojego poziomu. Serce mówi Lanthimos, rozum odsyła do Cuaróna, a kinofilski resentyment błaga o należne "Lifetime Achievement" dla Lee

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

Wyjątkowo mocna kategoria. Dla mnie jest tu aż trzech równorzędnych reżyserów, którzy nakręcili absolutnie mistrzowskie filmy, czyli: "Romę", "Zimną Wojnę" i "Faworytę". Jednak, tak uczciwie, trzeba sobie powiedzieć wprost - Cuaron osiągnął rzecz godną człowieka renesansu - napisał, wyreżyserował, zrobił zdjęcia, zmontował i wyprodukował swój film i wyszło mu to... cóż, perfekcyjnie. Tak wyjątkowe osiągnięcie po prostu trzeba docenić.

"Roma" to przeżycie i szanuje taka reżyserską zmianę Cuarona, ale Lanthimos kradnie moje serce swoim rozwojem i odważnymi decyzjami. Widzę w nim przyszłego klasyka kina.

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Nasz werdykt:

1. Olivia Colman za „Faworytę”

2. Glenn Close za „Żonę”

3. Yalitza Aparicio za „Romę”

4. Lady Gaga za „Narodziny gwiazdy”

5. Melissa McCarthy za „Can You Ever Forgive Me?”

Odtwórz wideo

Brak polskiej dystrybucji pogrzebał dla większości z nas możliwość docenienia tour de force Melissy McCarthy. Zaskoczyła niska pozycja Lady Gagi, a według naszej decyzji, po raz kolejny Glenn Close musiałaby wrócić na tarczy. Filmem wielkich kreacji kobiecych pozostaje “Faworyta”!

Królowa jest tylko jedna: COLMAN. Wielka rola. Nie zapłaczę jednak kiedy statuetkę odbierze Glenn Close. To jej się należy od lat i byłoby ukoronowaniem jej kariery, a jej brytyjska koleżanka może zagrać jeszcze nie raz wspaniale. Zresztą rola weteranki Oscarów (7 nominacja!) jest naprawdę dobra, choć nie tak wybitna jak ta z "Faworyty". Punkciki dla Melissy McCarthy za zdyscyplinowaną rolę i zmianę wizerunku.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

Bardzo przepraszam z tego miejsca Glenn Close, ale niestety gdyby to ode mnie zależało Close znów wyszłaby z gali bez statuetki. I to nie tak, że Close zagrała źle, bo zagrała świetnie. Po prostu napotkała na swojej drodze królową... Olivia Colman rozsadza ekran charyzmą, komizmem, furią, nieporadnością. Wciąż na ekranie było mi mało królowej Anny. I po tej roli wciąż mało będzie mi ról z Colman. Już zacieram ręce na trzeci sezon "The Crown"!

Wbrew trendom trzymam kciuki za te mniej aktorsko doceniane nazwiska. Gaga w "Narodzinach gwiazdy" jest świetna i udowadnia swój gigantyczny i wszechstronny artystyczny talent, ale jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie jednak średnia komiczka i jak się okazuje wielka aktorka. Samotność Lee Israel jest wręcz namacalna co by nie było możliwe bez kontrolującej wszystko aktorki.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

Uwielbiam mocna ekspresje w kinie, gdy widzę, że jest to dobrze podbudowane od strony dramatycznej. Tak więc histeria i krzyk Olivii Colman mnie kupują, bo widzę ból i żal Olivii Colman.

"Faworyta" aktorstwem stoi, wielka rola Colman

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Pełna Sala

Wiem, że moja opinia wiele osób denerwuje, ale twierdzę, że w tej stawce najlepsza jest rola Coleman, ale Oscara i tak dałbym wybitnej Glenn Close.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł "Snoopy" Tesznar
Pełna Sala

"Faworyta" to życiowy występ Colman, jeżeli nie teraz to prawdopodobnie nigdy. Poza tym królowa może być tylko jedna.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Żałuję, że nie widziałem jeszcze popisu Melissy McCarthy, ale i tak dla mnie by mogły spokojnie wygrać tak Glenn Close, jak Colman i Aparicio - same dobre popisy.

Moim zdaniem bezkonkurencyjnie Glenn Close. Może sama "Żona" jako film nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale jej rola? O boziulku jaki wspaniały warsztat. Patrzę i nie dowierzam - o taką Cruellę De Mon nic nie robiłem.

Remis między Colman i Close byłby najlepszym rozwiązaniem. Dwie wielopoziomowe, nieoczywiste role, dwa subtelnie zarysowane kobiece portrety (bohaterka Colman częściej bywa ekstrawertyczna, ale to nie jej humorzaste eksplozje nastrojów mówią nam o niej najwięcej, ale chwile, w których chowa się przed otoczeniem, niepewna swojej pozycji, we własnej skorupie)

Tylko Colman pokazała taką rangę emocji.

Olivia Colman zdecydowanie, chociaż Lady Gaga również wywarła na mnie spore wrażenie.

Rola Olivii Colman to popis kontrolowanej szarży aktorskiej, która ryzykownie balansuje na granicy karykatury i emocjonalnych ekscesów. Najefektowniejsza kreacja roku? Chyba tak.

Olivia Colman odciska piętno na każdej scenie, w której się znajduje. W jednym zbliżeniu potrafi oddać zaraz po sobie rozbawienie, znudzenie, wstyd i złość. Chociaż po cichutku równocześnie kibicuję Glenn Close - za całokształt i wyjątkową, wycofaną rolę w Żonie.

W tej kategorii mam spore braki, ale rola Colman wydaje się być bezkonkurencyjna, Mimo całej mojej sympatii do urzekających naturalnością występów Aparicio i Gagi.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

Królowa jest tylko jedna.

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Nasz werdykt:

1. Viggo Mortensen za „Green Book”

2. Christian Bale za „Vice”

3. Bradley Cooper za „Narodziny gwiazdy”

4. Willem Dafoe za „Van Gogh. U bram wieczności”

5. Rami Malek za „Bohemian Rhapsody”

Odtwórz wideo

Tu zdania bardziej podzielone, choć dość zgodnie uznaliśmy popis Ramiego Maleka za przeszacowany. Co zaskakujące Viggo Mortensen wygrał prawie jednogłośnie znacznie wyprzedzając Christiana Bala. Ciekawa walka odbyła się o trzecie miejsce między powszechnie znanym, ale nie zawsze szanowanym występem Coopera i skrzywdzonym późną dystrybucją Willemem Dafoe.

Nie mam wątpliwości. Viggo Mortensen stworzył prawdziwą kreację. Nie robi mimikry jak Malek (to smutne, bo Akademia po raz n-ty się da nabrać na ten numer) czy chowa pod kilogramami (w sumie też przytył, ale nie aż tak) i perukami jak Bale (przyzwoita rola, ale bez szału). Viggo od lat zasługuje na nagrodę główną (przynajmniej od "Wschodnich obietnic" / choć wtedy Daniel Day-Lewis wszystkich zmiótł).

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

To wyjątkowo wyrównana kategoria, w której brakuje ról wybitnych. Jak dla mnie o długość kapelusza i o siłę rażenia zapijaczonego oddechu, wygrywa Bradley Cooper. Jest w postaci Jacksona Maine'a zawadiacki urok, niemało cierpienia, jest też sporo inspiracji grą Jeffa Bridgesa, a przede wszystkim jest autentyczność. I właśnie tą autentycznością Cooper wygrywa dla mnie z Mortensenem i Balem, bo o nominacji dla Maleka wolę po prostu zapomnieć...

Aragorn włoskim grubaskiem? I'm innnnnn!

To, że Willem Dafoe chodzi po tej ziemi bez statuetki Oscara zakrawa na skandal. A w dodatku gra jeszcze van Gogha! Mniam!

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł "Snoopy" Tesznar
Pełna Sala

Wiem, że i tak Rami Malek wygra, ale w moim odczuciu, pośród tak doborowego towarzystwa - Malek spisał się w swojej roli najmniej. No chyba, że Oscary rozdajemy za przeżyte trudy na planie, w tym wypadku - wierzę, że Malekowi należą się 2 Oscary za nieprzyjemność współpracy z Singerem.

Vincent Van Gogh w wykonaniu Dafoe jest fenomenalny. Aktorowi znanego raczej z ról drugoplanowych ponowna okazja na takie pole do popisu szybko się nie trafi.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Faworytem bukmacherów jest niestety Rami Malek, czego nie jestem w stanie pojąć. Jego przesadzona i popadająca w parodię gra nie umywała się do tego co pokazali Mortensen i Bale. Jeden z nich stworzył złożoną postać, którą portafiliśmy doskonale poznać w trakcie seansu, drugi spod tony make upu potrafił wyciągnąć charakter i mimikę Dicka Chuneya. Minimalnie bardziej trzymam kciuki za Mortensena, ponieważ kreacja Bale'a za bardzo przypomina mi co do swojej specyfiki to, za co rok temu akademia nagrodziłą Oldmana.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Pełna Sala

W tym roku stawiam na prostotę i świetną chemie duetu. Dlatego Viggo... zabieraj tego Oscara.

Viggo u Farrelly'ego gra rolę życia i kreację wybitną. Szkoda, że w tej kategorii od lat nie nagradza się aktorstwo a jedynie cosplayowanie i dlatego statuetkę wydzierają sobie uzbrojony w sztuczne zęby Rami prosto z Pykonu oraz gruby i łysy Krystian. Drugi rok z rzędu okradziony zostanie także Dafoe, który przełamuje hollywoodzki age'izm wcielając się (z wielkim powodzeniem) w postać trzy dekady od siebie młodszą. Cooper od wielu lat nie był tak dobry w kinie, a przez fatalną kampanię sam siebie sprowadził do roli fillera.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

Matko, jaka żałosna kategoria. Jak przy takiej konkurencji nie załapał się Ethan Hawke z "Pierwszego reformowanego"? To nie jest tak, że Akademia nie obejrzała tego filmu, bo ma nominację za Best Screenplay!

To, że uwielbianego przeze mnie za sprawą serialu "Mr. Robot" Ramiego Maleka oceniłem jako najgorszego, najlepiej pokazuje, jak mocna jest konkurencja w tej kategorii.

Rok, w którym w modzie są opadające swobodnie fałdy tłuszczu, a dominującym jest trend wcielania się w rzeczywiste postaci, ze świata sztuki ( van Gogh, Freddy Mercury) czy polityki (Dick Cheney). Jedynym aktorem, który realnie może zagrozić Viggo Mortensenowi jest Willem Dafoe. Złożoność postaci odegranych przez Bale'a i Maleka ustąpiła, niestety, miejsca pieczołowicie nakładanym charakteryzacjom. W efekcie otrzymaliśmy postaci, co najwyżej, w swojej powierzchowności groteskowe.

Viggo pozamiatał, ale i inne nominacje zasłużone, mocna stawka

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Pełna Sala

Głosowałbym na Mortensena, ale zwycięstwo Maleka nie będzie mi przeszkadzać. Nie śpiewa Mercury'ego, ale umiejętnie oddaje jego osobowość, styl bycia, ruchy, mimikę itp. Jego Mercury jest zagubiony, niepewny siebie, ale też hardy i zadziorny na pokaz. Malek odnajduje się w tej postaci, zdaje się ją rozumieć. Oscar nie będzie wielką pomyłką 🙂

Miałem poważny problem między Christianem Baleam a Viggo Mortensenem, ponieważ obaj wywarli na mnie równie duże wrażenie.

Willem Dafoe jako Vincent van Gogh jest popisem głębokiej i doskonałej interpretacji persony artysty, który przez całe życie zmagał się z ciężarem przeszywającego smutku istnienia. Nie było w tym roku lepszej kreacji.

Sam Szatan musiał pomagać Bale'owi w tej nieziemskiej transformacji. Do tego pokazał komediowy pazur!

Ten człowiek nie przestaje mnie zadziwiać. Jego rola rasistowskiego Włocha z Bronxu to dla mnie mistrzowskie połączenie timingu komediowego z empatią i pełnym zrozumieniem swojego bohatera. Wielki Viggo!

Bardzo nudna konkurencja, żadna z tych kreacji nie zrobiła na mnie wyjątkowego wrażenia. Nawet Dafoe, którego szanuję, trochę w tej roli kabotynił. Jeśli już, to niech będzie ten Mortensen, ale wróżę mu jeszcze lepsze kreacje w przyszłości.

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

Nie widzę konkurencji dla wybitnego Mortensena. Ani przeszarżowany Malek, ani grający głosem Batmana Bale nie zdobyli mojego serca. Pozytywnym zaskoczeniem był jednak Cooper. Filmu Dafoe nie widziałem.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

Najlepszy film

Nasz werdykt:

1. „Roma”

2. „Faworyta”

3.  „Green Book”

4. „Czarne bractwo. BlacKkKlansman”

5. „Vice”

6. „Narodziny gwiazdy”

7. „Czarna Pantera”

8. „Bohemian Rhapsody”

Odtwórz wideo

Miłość do „Faworyty” musiała przegrać z nabożnym podziwem do „Romy” filmy te tak bardzo zdominowały konkurencję, że wpuszczały do czołowej dwójki kogoś trzeciego tylko tam, gdzie głosujący nie widział „Faworyty” albo „Romy”. „Bohemian Rhapsody”, co raczej nie jest zaskoczeniem, w głosowaniu pełniło rolę outsidera. Naszą Akademię najbardziej podzielił stosunek do ogólnego poziomu nominowanych, jedni zachwycają się wyrównaną stawką i brakiem oczywistych porażek inni narzekają na brak wielkiego kina i nazywają line up najsłabszym w tej dekadzie. Pewne jest to, że z wyjątkiem dwóch pierwszych i ostatniego filmu pozostała piątka mogła się pochwalić tak fanami jak i wielkimi przeciwnikami.

"Roma" zdecydowanie jest najpiękniejszym filmem w tej stawce. Moim drugim wyborem byłaby "Faworyta", dużo bardziej kunsztowna niż meksykański film i z tego też względu raczej nie mająca szans na końcowy triumf. Nie wiem co robią tu niektóre dzieła ("Bohemian Rhapsody", "Vice", "Narodziny gwiazdy"), ale "Czarna Pantera" mi nie przeszkadza, wiele technicznych elementów jest w niej bardzo udanych (w tym zdjęcia) i nie można przecenić jej roli społecznej. Akademicy mogą jednak zdecydować się na coś mniej radykalnego niż czarno-biały film od Netflixa (mimo gigantycznej kampanii) i wybrać bezpieczny "Green Book" lub niespodziewanie "Czarne bractwo. BlacKkKlansman" (przegrało niemal wszystkie rozdania), bo głosowanie preferencyjne może mieć zaskakujące wyniki.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Pełna Sala

W tym roku oscar-baity wyjątkowo słabo działały. Niech żyje kino autorskie!

Strasznie nijaki rok, z jednej strony nie ma tu nic tak kuriozalnie okropnego jak "Czas mroku" sprzed 12 miesięcy, ale jednocześnie żaden film się na kilometr poziomem nie zbliża do wielkości "Lady Bird" czy "Uciekaj!". W tym wyścigu żółwi stawiam na Romę czyli jedyną rzecz (poza Lanthimosem), którą warto, a nie jedynie można, oglądać. Boli, że najlepsze anglojęzyczne filmy tej edycji są poza Best Picture ("Can You Ever Forgive Me", "Spider-Man Uniwersum", "At the Eternity's Gate").

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Pełna Sala

"Roma" jest dla mnie absolutnym faworytem. To film, który poruszył moje serce, zahipnotyzował swoją formą i pokazał, iż w kinie oscarowym również znajduje się miejsce dla atmosfery czasu kina spod znaku "slow".

Roma to wspaniały film i powinna wygrać. Tym bardziej cieszę się, że pozostali rywale są na tyle kontrowersyjni ("Faworyta") lub po prostu nie wystarczająco dobrzy (cała reszta) by jej to zwycięstwo odebrać. Nadchodzi epokowa chwila dla Oscarów.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Pełna Sala

Dla mnie królowa może być tylko jedna - i jest nią oczywiście królowa Anna ze swoimi faworytami. Lantimos nieco powściągnął swe konie dziwaczności i stworzył dzieło wybitne. Bogate stylistycznie i znaczeniowo, z jednymi z najlepszych kreacji aktorskich, jakie widziałam w życiu.

Niewątpliwie wygra "Roma", jednak moje serce w tym sezonie nagród zostało podbite przez "Faworytę".

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
Pełna Sala

Całym sercem jestem za "Romą", czas na pierwszego nieanglojęzycznego zwycięzcę w Best Picture, ale całą stawkę uważam za co najmniej udaną

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Pełna Sala

Ogromnie cieszy, że takie filmy, jak "Roma" i "Faworyta" zgarniają najwięcej nominacji i mają szansę na Oscara w kategorii najlepszy film.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł "Snoopy" Tesznar
Pełna Sala

Trzy rewelacyjne filmy, z których wyróżnienia byłbym usatysfakcjonowany - "BlacKkKlansman", "Roma", "Faworyta". "Green Book" to także nie najgorsza obraz, ale też najwsteczniejszy i najmniej potrzebny z zeszłorocznych tytułów na temat rasy. Najbardziej protestowałbym przeciwko zwycięstwu jeszcze bardziej anachronicznych "Narodzin gwiazdy".

Dawid Smyk
Dawid Smyk
Pełna Sala

Bardzo słaby zestaw nominowanych filmów - najsłabszy w tej dekadzie.

Jestem wręcz zaskoczony Jak silna i zróżnicowana to stawka. Od pięknie wykręconego, ale i głębokiego filmu Lanthimosa po prostego, ale uniwersalnie wzruszającego obrazu Farellego. Jeżeli tylko nie wygra "Narodziny Gwiazady" lub "Bohemian Rhapsody" to będę szczęśliwy, bo nawet Pantera, to będzie wielkie wydarzenie.

Wyjątkowo słabo wygląda w tym roku kategoria główna. Całość ratuje z pewnością fakt, że dostaliśmy jedno z największych arcydzieł dekady, jakim bez wątpienia jest "Roma".

Co najmniej cztery z tych filmów w ogóle nie powinny się znaleźć wśród nominowanych. Walka o tytuł 'mojego' filmu roku toczyła się między "Romą" i "Faworytą" - i wygrała "Faworyta": szalona, współczesna zabawa kinem kostiumowym, genialnie obsadzona opowieść o polityce i tożsamości (nie tylko seksualnej)

Na stanowisku najlepszy film mam dwóch głównych faworytów - Roma i Faworyta. Z kolei filmami, które moim zdaniem absolutnie nie zasłużyły na nominację, a już tym bardziej samą nagrodę jest Bohemia Rhapsody i Czarna Pantera.

Moim zdaniem "Roma" nie znalazła w tym roku konkurencji, choć wiele radości dał mi zarówno "Vice" jak i "Green Book". No, ale za radość się Oscarów nie przyznaje (a szkoda).

W zeszłym roku Akademia nagrodziła wcześniejszego zwycięzcę festiwalu we Wenecji, który był jednym ze słabszych filmów w stawce. Liczę, że w tym roku ponownie wygra ubiegłoroczny triumfator z Lido, czyli "Roma", która dla odmiany jest szczerym arcydziełem. Każda inna decyzja będzie kuriozalna, choć niektóre będą bardziej zrozumiałe od innych. Niemniej będzie to ostatnia gala, dla której wyników (bo przecież nie festiwalu czerstwych żartów i umizgów Hollywoodzkiego kółka wzajemnej adoracji będę zarywać noc) jeśli nie wygra "Roma".

Jak dla mnie walka mogłaby się toczyć między wspaniałymi "Faworytą", "Romą" i ewentualnie przyzwoitym "Green Bookiem". Reszta stawki to w moich oczach średniaki.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
Pełna Sala

Grecki szaleniec wszedł do mainstreamu i nakręcił film totalny. Cuaron podobnie, ale jednak Lanthimos okazał się bliższy mojemu sercu, ze względu na "bitches" Olivii Colman i ją samą - te panie rządziły kinem w tym roku.

Nie wykluczam, że za kilkanaście lat będziemy traktować "Romę" jako skończone arcydzieło, ale chociaż podziwiam w filmie Cuarona wiele elementów, to jednak serce podpowiada mi inny tytuł: "Faworyta". Film Lanthimosa to perfekcyjnie napisana, zagrana, wymuskana i niebanalna pod względem technicznym opowieść. W "Faworycie" wspaniałe jest również to, że można ją czytać zarówno dosłownie, jak i metaforycznie i to na wielu poziomach, również przez pryzmat współczesności. Sprawi więc podczas seansu przyjemność każdemu: "statystycznemu widzowi" i wysmakowanemu kinomanowi.