Old MacDonald Had a Farm – recenzja filmu „Sojalizm”

Old MacDonald Had a Farm – recenzja filmu „Sojalizm”

Wypadło, że “Sojalizm” to w tym roku jedyny ekologicznie zaangażowany film, na który zaplanowałam się wybrać podczas festiwalu. Sala była pełna, ludzie na zakończenie klaskali, ewidentnie projekcja okazała się sukcesem. Mnie jednak utwierdziła tylko w przekonaniu, że miałam słuszność pomijając trochę tegoroczną sekcję “Klimat na zmiany”. Bynajmniej przyszłość naszej planety nie jest mi obojętna i tematyka filmu również wydawała się ciekawa. Niestety wykonanie, a może bardziej decyzje reżyserskie sprawiły, że przekaz gubi się gdzieś między próbami grania na emocjach widzów.

Dokument porusza dwa powiązane ze sobą zagadnienia: uprawę monokultur sojowych i masową produkcję wieprzowiny. Na początku przenosi nas do USA, gdzie oddaje głos farmerom. Opowiadają jak niegdyś sami hodowali bydło, ale czasy się zmieniły i pozamykali swoje zakłady. Ciężko powiedzieć, co robią obecnie poza obsesyjnym śledzeniem pobliskiej fabryki wieprzowiny. Jeżdżą dookoła farmy, nawet latają nad nią samolotami i starają się sfotografować jakiekolwiek odchylenie od prawa. Faktycznie, wielkie zlewiska świńskich odpadów wyrządzają ogromne szkody pobliskim terenom. Jednak nie to zdaje się być głównym problemem dla mieszkańców, a fakt, że fabryki zostały sprzedane Chińczykom. Bo kiedy należały do amerykańskiego właściciela, to było dobrze. Nawet te zanieczyszczenia nie martwią ich tak bardzo jak obce kapitały. Sami przecież pochłaniają ogromne ilości jedzenia i kochają wieprzowinę. Przeciętny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych spożywa dwa razy więcej mięsa niż przeciętny Chińczyk.

Istnieje jeszcze jeden problem – soja. Żeby wykarmić szybko i wydatnie zwierzęta przeznaczone na ubój, na całym świecie używa się nasion właśnie tej rośliny. Skutkuje to masowym wykupem ziemi i uprawianiem na niej monokultur sojowych. Jakie mogą być negatywne skutki takiej działalności? Na pewno istnieją, ale film nie skupia się na nich. Zamiast tego mamy rolników, tym razem z Brazylii i Mozambiku, który najpierw posprzedawali za grosze swoje pola, a teraz skarżą się, że owady z plantacji soi zjadają im niepryskane karczochy. Iowa również ma podobne pola uprawne, do ochrony których stosowane są pestycydy. Przeszkadzają one pobliskim mieszkańcom, którzy boją się toksycznych oparów. Kamera prowadzi nas nawet do małego domku na skraju lasu, przypominającego nieco przyczepę kempingową. Mieszkająca tam kobieta opowiada, że kiedy jej syn sfilmował robotników na polu, przyszedł syn właściciela i zaczął im agresywnie grozić. Cała historia prezentuje się niezbyt wiarygodnie i nie jestem pewna, czy jest to materiał wart wmontowania do filmu.

Zamiast argumentów twórcy wolą stosować sugestywne obrazy. Nagrania Chińczyków krojących, spożywających i reklamujących mięso. Mamy wgląd na smutne, azjatyckie świnie doglądane przez farmera. Jest też wiele ujęć pokazujących chińską armię na ulicach miasta. Nie do końca wiadomo, jak to ostatnie ma się do tematu, ale przypuszczam, że tak jak plakat ma to wzbudzać w nas polityczną niechęć. Narrator alarmuje, że konsumpcja będzie rosnąć w przeludnionym kraju. Trzeba jednak zwrócić uwagę, iż liczba urodzeń w Chinach jest niższa niż w USA. Ten rok, mimo zniesienia zakazu jednego dziecka, był dla władz zaskakująco niski, gdyż młodzi Chińczycy są bardziej zainteresowani robieniem kariery niż rozmnażaniem się. Powoli też będą odtwarzać nasz model społeczeństwa starzejącego się.

Mamy też ukazane pozytywne wzorce: we wspomnianej już wielokrotnie Iowie żyje farmer, który karmi swoją trzodę chlewną kukurydzą! Rozmawia ze swoimi zwierzętami, daje im pochodzić po polu, jego świnie mają uśmiech na ryjkach. Jednak taka ilość świń, nawet najszczęśliwszych na świecie, nie wykarmi ponad 300 mln lubujących się w hamburgerach i stekach Amerykanów. Inny mężczyzna opowiada, że sam kiedyś miał sporą hodowlę, ale kiedy sąsiad zwrócił mu uwagę, że jego odpady śmierdzą, postanowił zamknąć biznes, gdyż nie chciał zatruwać innych. Szlachetne, aczkolwiek ciekawe z czego mógł się potem utrzymywać.

Dużo jest w tym filmie pobożnych życzeń, nieczystych zagrywek, a mimo że większość osób  rozumie zagrożenia wynikające z konsumpcyjnego trybu życia, niemożliwe jest, abyśmy wrócili do czasów agrarnych. Czas małych gospodarstw się skończył i jedyne, co możemy teraz zrobić, to ograniczyć naszą prywatną konsumpcję mięsa, a przede wszystkim wprowadzać regulacje prawne podnoszące standardy uprawy roślin i hodowli zwierząt.

 

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż

Sojalizm

Tytuł oryginalny: „Soyalism”

Rok: 2018

Gatunek: dokument

Kraj produkcji: Włochy

Reżyser: Stefano Liberti, Enrico Parenti

Ocena: 2,5/5