Spotkania na krańcach świata – recenzja filmu „Nomada. Na tropie Bruce’a Chatwina” – Millennium Docs Against Gravity 2020

Spotkania na krańcach świata – recenzja filmu „Nomada. Na tropie Bruce’a Chatwina” – Millennium Docs Against Gravity 2020

Werner Herzog do swej pokaźnej filmowej gabloty dołącza nowy eksponat. Tym razem snuta przez niego opowieść jest obrazem wyjątkowo osobistym, traktuje bowiem o zmarłym w 1989 roku przyjacielu niemieckiego reżysera. Autor Grizzly Mana w dokumentalnej formule przedstawia dorobek Bruce’a Chatwina, brytyjskiego pisarza, podróżnika, znawcy sztuki, gawędziarza, człowieka napędzanego potrzebą wiecznej wędrówki i odkrywania mistycznych tajemnic zanikających kultur. Przez pryzmat tej wyjątkowej postaci Herzog spogląda też na własne wspomnienia i filmy sprzed trzech dekad.

Dokument został podzielony na kilka rozdziałów, w których przemierzamy kilka kontynentów. Konstrukcją i rozmachem realizacyjnym Nomada… przypomina zatem Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci oraz Spotkania na krańcach świata, które nieprzypadkowo posłużyły za tytuł tej recenzji. Niemiec nigdy nie był specjalnym formalistą, wszelkie rygory są mu raczej obce, więc narracja meandruje, przybierając czasem formę eseju antropologiczno-filozoficznego, innym razem krótkich konwersacji z bliskimi Chatwina. Nie brakuje też wstawek z archiwalnymi zdjęciami czy fragmentów filmów.

Autor Stroszka konstruuje swój film na obraz i podobieństwo kunstkamery. Sam wybiera dla siebie posadę kustosza pamięci o Chatwinie. Widzom nieobytych ze stylem pracy Herzoga może uwierać twórczy chaos, który jawi się bardziej jako gawęda o dawnych czasach snuta przez podchmielonego stryjka przy ognisku niż koherentna wypowiedź. Jednak w tym szaleństwie jest metoda. Reżyser pełniący oczywiście rolę narratora opowiada o tym, że jego bohater podczas II wojny światowej ukrywał się wraz z matką w domu babki-arystokratki. W jednym z pokojów urządzono gabinet osobliwości. Za sprawą egzotycznych eksponatów z wiktoriańskiej gabloty Bruce Chatwin zapragnął sprawdzić, skąd pochodzą i jakie sekrety kryją. Podróżnicza pasja zakiełkowała w nim na tyle mocno, że potem przez dziesięciolecia planował kolejne wyprawy, próbując sprawdzić pochodzenie danego skarbu z babcinej kolekcji. Tak przynajmniej chce to widzieć Herzog…

Najważniejszą pamiątką, która stała się prawdziwą obsesją Chatwina był tzw. fragment brontozaura, który został przywieziony do Anglii przez jego kuzyna Charlesa Milwarda z Patagonii. W rzeczywistości nie był to kawałek dinozaura, lecz mylodona, prehistorycznego gigantycznego leniwca, którego szkielet można oglądać dziś w British Museum. Ta rodzinna legenda wpłynęła na Brytyjczyka do tego stopnia, że zafascynowany archeologią podjął studia w tym kierunku, a potem ruszył do chilijskiej części Ziemi Ognistej, na kraniec Ameryki Południowej, czyli tam, gdzie kuzyn wykopał „brontozaura”. Jego literacki debiut W Patagonii był podsumowaniem tej wyprawy. W następnych latach stał się prawdziwym obieżyświatem, opisując wrażenia w swoich książkach.

Chatwin & Herzog

Niemiecki reżyser rzecz jasna chętnie podejmuje ten trop, śledzi, jakimi ścieżkami podążał przyjaciel, choć jest to raczej luźny proces skupiony na tematach, jakie wyjątkowo go poruszały, a nie drobiazgowa rekonstrukcja każdego jego kroku. Rusza zatem do chilijskiego Punta Arenas (nazwy hiszpańskojęzyczne czytane z twardym niemieckim akcentem!), pokazując nam malownicze rejony Kanału Messiera z wrakiem statku Captain Leonidas i skalnej groty, gdzie znaleziono mylodona. Podobnie jak w Jaskini zapomnianych snów przy okazji pozwala sobie na rozważania filozoficzne. Według tej formuły skonstruowane są kolejne rozdziały filmu. Herzog odwiedza z kamerą zachodnią Anglię (w tym enigmatyczne Silbury Hill), gdzie rozmawia z wdową po Chatwinie. W interiorze w  Australii wspomina swoje pierwsze spotkanie z podróżnikiem podczas kręcenia Tam, gdzie śnią zielone mrówki, a także opisuje jak zbierał on materiały do książki Ścieżki śpiewu, o aborygeńskim postrzeganiu czasu i przestrzeni.

Dokument nabiera jednak rumieńców dopiero, gdy Herzog zaczyna ze strzępków pamięci konstruować swój obraz Chatwina. Ich drogi przecinały się wielokrotnie, obydwaj mieli silną potrzebę ucieczki od cywilizacji, prowadzenia nomadycznego życia. Stali się bratnimi duszami. Brytyjczyk z dorobku Niemca cenił szczególnie Fitzcarraldo czy jego debiut Znaki życia. Chatwin odcisnął piętno na przynajmniej kilku dziełach Herzoga. Cobra Verde została oparta na jego powieści Wicekról Ouidah, czyli biografii portugalskiego handlarza niewolników Francisco Félixa de Sousy (w filmie brawurowo zagranego przez Klausa Kinskiego). Krótko przed śmiercią na AIDS pisarz oglądał fragmenty Wodaabe, pasterzy słońca. Mimochodem wspominane są przy tej okazji homoseksualne przygody Chatwina. Jako biseksualista miał on bowiem liczne romanse z mężczyznami, na co przymykała oko jego żona. Z dokumentu nie dowiadujemy się, że wśród miłosnych podbojów był także reżyser James Ivory.

Czy komuś się to podoba czy nie, Werner Herzog pozostaje sobą. Niepoprawnym romantykiem, podróżującym z taką samą swadą po patagońskich ostępach, jak po pojęciach filozoficznych i antropologicznych. Jest w tym rzecz jasna jakaś bezczelność, dzięki której autor Aguirre, gniewu bożego nie spogląda na autorytety z punktu widzenia laika. Bardziej od wykładów ekspertów interesuje go opowieść o tym, jak pamiątka po Chatwinie, skórzany plecak, uratował mu życie, a na pewno zdrowie w trakcie kręcania Krzyku kamienia. Podczas 55-godzinnej zamieci śnieżnej, gdy wraz z innymi członkami ekipy został odcięty w górskich ostępach, reżyser siedział na nim, co uchroniło go przed odmrożeniem. Film zadedykował zresztą przyjacielowi. Ta perspektywa wynika z wieloletniego doświadczenia i rozmów z podobnymi sobie wykolejeńcami. Mogą zatem zżymać się specjaliści z dziedzin, o które zahacza w swoich wywodach Niemiec, ale nie można odmówić mu, że w wieku 78 lata pozostaje nadal chłopcem spragnionym przygód i wrażeń intelektualno-duchowych. Podczas oglądania towarzyszyło mi wrażenie, że Herzog bardzo tęskni za swoją bratnią duszą. Dzięki temu powstał list miłosny do własnej młodości i niebezpieczeństw, które kiedyś czekały na drodze. Może dzięki niemu i nam po pandemii będzie łatwiej spakować plecak (niekoniecznie skórzany) i ruszyć w nieznane…

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Nomada plakat

Nomada. Na tropie Bruce’a Chatwina

Tytuł oryginalny: „Nomad: In the Footsteps of Bruce Chatwin”

Rok: 2019

Gatunek: Dokumentalny

Kraj produkcji: Wielka Brytania

Reżyseria: Werner Herzog

Dystrybucja festiwalowa: Millenium Docs Against Gravity

Ocena: 3,5/5