Ja, ty, ona – recenzja filmu „Nina” – Nowe Horyzonty 2018

Ja, ty, ona – recenzja filmu „Nina” – Nowe Horyzonty 2018

„Nina” to pełnometrażowy debiut Olgi Chajdas nagrodzony Big Screen Award na festiwalu w Rotterdamie, a jego polską premierę mieliśmy okazję zobaczyć na 18. MFF Nowe Horyzonty.

Nina i Wojtek to małżeństwo, stojące nad poważnym kryzysem w swoim związku. Ona jest nauczycielką francuskiego pochodzącą z wyższej klasy średniej, a on mechanikiem samochodowym, który jak twierdzi zgodnie jego żona i teściowa ‘nie ma stylu’. Liczą, że ratunkiem dla ich rozpadającej się relacji okaże się dziecko, problem jest tylko jeden – kobieta jest bezpłodna. Kiedy wydaje się im, że znaleźli w końcu idealną kandydatkę na surogatkę, Nina zakochuje się w beztroskiej, wiodącej szalone życie singla Magdzie.

Jednym z największych plusów filmu są aktorzy. Zarówno Julia Kijowska, jak i Eliza Rycembel tworzą bardzo wiarygodne, dobrze wyważone role. Nauczycielka jest kimś między tytułową „Carol” Todda Haynesa, a „Panią Bovary” Gustave’a Flauberta – kobietą znudzoną i szukającą nowego uczucia. Magda to wolna dusza, zmieniająca partnerki jak rękawiczki, stroniąca od zobowiązań. Przyciąga naszą bohaterkę młodzieńczą energią i delikatnością jakiej nie jest w stanie otrzymać od męża. Większy dylemat stwarza rola Andrzeja Konopki, postać Wojtka choć dobrze zagrana została potraktowana bardzo po macoszemu. Z początku wykreowany na sympatycznego, otwartego gościa, na rzecz rozwoju akcji zmienia się nagle w agresywnego samca. Poczciwy mechanik zdecydowanie nie zasługiwał na wizerunek jaki na końcu został mu przypisany.

Dużym kłopotem okazuje się montaż, Kasia Adamik ma problemem z wybraniem tego co naprawdę istotne, przez co wychodzi dosyć długie, a tym samym nieco toporne dzieło, z którego można byłoby wyciąć dużą ilość drugorzędnych scen. Jedna ze współautorek scenariusza, Marta Konarzewska twierdzi, że pierwotnie historia była jeszcze bardziej kompleksowa, a dopiero drogą eliminacji powstała i tak ciągnąca się wersja 130 minutowa. Ciekawy klimat tworzą ciemne, dobrze oddające szarość Warszawy zdjęcia, przeplatane przez nasycone czerwienią kadry, takie jak ten wewnątrz instalacji artystycznej czy w lesbijskim klubie.

Jak opowiadają sami twórcy „Nina” to dzieło, które powstawało przez wiele lat i kiedy tworzyli scenariusz temat był zdecydowanie bardziej kontrowersyjny niż kiedy patrzą na niego dzisiaj. Mimo tego, nie można odmówić mu ważnego głosu, rzadko pojawiającego się we współczesnej polskiej kinematografii, mniejszości seksualnych. Choć film bardzo stara się wyjść poza smutną, narodową rzeczywistość usuwając z drogi naszych bohaterek wiele przeszkód to koniec końców i tak staje nad przepaścią między nowym, a starym pokoleniem. Międzynarodowa publika z pewnością nie doceni kolejnej opowieści o nagłym samouświadomieniu w wieku 40 lat, dlatego że dla dzisiejszego millennialsa seksualność już nie stanowi tematu tabu. Jednak na nasze, nieco bardziej lokalne potrzeby takie dzieło powinno w końcu powstać i chociaż twórcy mogli pośpieszyć się z jego realizacją o jakieś 10 lat to w tym przypadku najodpowiedniejszym byłoby określenie ‘lepiej późno niż wcale’.

Ania Grudziąż
Ania Grudziąż
nina plakat

Nina

Tytuł oryginalny: „Nina”

Rok: 2018

Gatunek: dramat

Kraj produkcji: Polska

Reżyser: Olga Chajdas

Występują: Julia Kijowska, Eliza Rycembel, Andrzej Konopka

Ocena: 3/5