Netflix po rumuńsku – najciekawsze nowe kino rumuńskie na platformie

Netflix po rumuńsku – najciekawsze nowe kino rumuńskie na platformie

W związku z kwarantanną powracamy do naszego nieregularnego cyklu przeglądania oferty serwisu Netflix pod kątem pozycji z różnych krajów. Codziennie przez najbliższe dni będziemy lądować w innym państwie i przyglądać się tamtejszej kinematografii. W niektórych przypadkach wydanie będzie rozdzielone na to z klasyką i nowościami. Zapraszamy do proponowania nam w komentarzach, jakie państwa mamy wziąć na tapet! Tymczasem na pierwszy ogień pójdzie Rumunia. Kraj, którego Nowa Fala święci triumfy na całym świecie już od półtora dekady.

Międzynarodową sławę rumuńskiemu kinu przyniosło nagrodzone Złotą Palmą w Cannes 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni, poruszający dramat o horrorze całkowitego zakazu aborcji podczas reżimu Ceaușescu. Zapewne wielu z was widziało już to arcydzieło Cristiana Mungiu, lecz jeśli nie, to powinniście zmienić to jak najszybciej. Przerażająca aktualność przesłania jakie płynie z tej produkcji, a także siła i perfekcja jej wykonania wbijają się do głowy na długie miesiące. W dzisiejszych czasach, gdy postulat całkowitej penalizacji aborcji coraz częściej przebija się do publicznego dyskursu, warto sobie przypomnieć co on tak naprawdę oznacza.

4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni
4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni

Innym żywym klasykiem nowej fali rumuńskiej jest Cristi Puiu, który rozkochał w sobie cały świat w 2016 roku za sprawą Sieranevady, a którego Malmkrog dopiero co zrobił furorę na Berlinale (nasza recenzja). W polskiej ofercie Netflixa znajdziemy aż dwa filmy tego twórcy. Co ważne, zobaczyć je będziemy mogli dopiero po zmianie języka profilu na angielski, wynika to zapewne z tego, że Netflix wciąż nie przetłumaczył ich na naszą mowę i nie chce sobie psuć statystyk.

Aurora
Cristi Puiu (Aurora)

Pierwszym z nich jest Śmierć pana Lazarscu, zwycięzca canneńskiego Un Certain Regard z 2005 roku i film, który przyniósł Puiu międzynarodową rozpoznawalność. Ten komediodramat wydaje się idealny na dzisiejsze czasy. Opowiada o tytułowym panu Lazarescu, sześćdziesięciotrzyletnim wdowcu, który w pewnym momencie czuje się źle i prosi o wezwanie pogotowia. W ten sposób rozpoczyna się jego wielogodzinna odyseja po szpitalach i lekarzach, którzy go ignorują, lub traktują jako potencjalny problem. To film o bezsilności, niewydolności służby zdrowia, bloku wschodnim i wielu innych rzeczach. Czasem w odniesieniu do rumuńskich nowofalowców mówi się, że nigdzie się tak nie opowiada o Polsce jak po drugiej stronie Karpat i Śmierć pana Lazarescu jest tego najlepszym przykładem.

Netflix udostępnia także mniej znaną Aurorę z 2010 roku, która wtedy wygrała sekcję East of West w Karlowych Warach. To trzygodzinne eksperymentalne studium ludzkiej psychiki, w ramach którego towarzyszymy tajemniczemu mordercy (granemu przez samego reżysera), który śledzi i obserwuje jakąś rodzinę. Puiu, testuje tu wytrzymałość i energię widza, lecz po seansie, gdy wszystkie klocki znajdą się na swoim miejscu, a informacje zostaną uzupełnione, dowiemy się, że właśnie mieliśmy kontakt z czymś wybitnym i jedynym w swoim rodzaju.

Jeśli ktoś ma ochotę na coś lżejszego, to Netflix daje nam okazję do zobaczenia pełnej retrospektywy twórczości młodej lecz szalenie kasowej reżyserki Cristiny Jacob – platforma udostępnia jej wszystkie cztery pełne metraże. Debiutanckie Selfie to największy przebój kin w 2014 roku w ojczyźnie. Rzecz opowiada o trójce przyjaciółek, które tuż przed egzaminami końcowymi w liceum decydują się uciec nad morze by tam się wybawić i zresetować, a także znaleźć cel w życiu. Chociaż produkcja została, co oczywiste, przyjęta dużo cieplej przez widzów niż krytyków, to wystarczyło to na cztery nominacje do najważniejszych krajowych nagród – Gopo, wśród najlepszych debiutów, a także aktorskich (aktorka pierwszo- i drugoplanowa oraz aktor drugoplanowy).

selfie
selfie69

Już dwa lata później Jacob zrealizowała sequel swojego hitu, pod tytułem #selfie69. Film reklamowany taglinem „It’s a fucking love story” kontynuuje historię naszych imprezowych przyjaciółek, które tym razem decydują się zawrzeć zakład – która pierwsza weźmie ślub w ciągu trzech dni – wygrywa. Film mimo dużo gorszych recenzji stał się znów wielkim przebojem i pierwszą krajową produkcją, która zarobiła ponad 2 mln lejów w kinach.

Jeszcze większy sukces Jacob odniosła w minionym roku, kiedy do kin weszło jej „Och, Ramona!”, adaptacja popularnej książki dla nastolatków Suck it, Ramona! To komedia coming-of age opowiadająca o nieśmiałym chłopaku, który wchodzi w dorosłość i zostaje rozdarty przez uczucie do dwóch całkiem różnych od siebie dziewczyn – przebojowej Ramony i prostolinijnej Anemony. Krytycy od razu znienawidzili tę produkcję, widzowie jednak pokochali, a Och, Ramona! jako pierwsze przekroczyło 4 i 5 mln lejów, a także milion dolarów w box-office. Zostało także zakupione do ogólnoświatowej dystrybucji przez Netflixa, gdzie wspaniale się wpasowało w proponowane przez platformę kino młodzieżowe.

Ostatnim i prezentującym się najmniej interesująco filmem Jacob jest świąteczny romans „Love is a Story”. W małym urokliwym zaśnieżonym miasteczku w górach, dziewczyna musi podjąć życiową decyzję dotyczącą wyboru partnera siedząc w cieniu jemioły i choinki. Co tu dodawać.

Ciekawość może wzbudzić jeszcze 6,9 w skali Richtera, czyli ostatni do tej pory projekt Nae Caranfiliego, czyli wyjadacza rumuńskiego kina, który debiutował już w 1993 roku. Większość z was może go kojarzyć za sprawą Gangu Rosenthala z Verą Farmigą, Markiem Strongiem i Harrym Lloydem, czyli historycznego heist movie, który pojawił się na chwilę w naszych kinach w 2013 roku. „6.9 w skali Richtera” to komedia o rumuńskim ubogim aktorze musicalowym, który pod wpływem swojego ojca popada w obsesję na punkcie nieuchronności zbliżającego się trzęsienia ziemi. Krytycy może i nie pieją z zachwytu, ale na imdb recenzja została zatytułowana „Zapomnij o «La La Landzie» tu jest najlepsza komedia musicalowa”, więc coś w tym musi być, prawda?

6,9 w skali Richtera
6,9 w skali Richtera