Wiedźmin Bagińśkiego trafi na Netflixa. Ta wiadomość uderzyła ostatnio niczym grom z jasnego nieba.  Cały Internet (szczególnie polski) dosłownie oszalał. Każdy, niekoniecznie związany z branżą filmową portal, musiał umieścić informację na ten temat. Przyjrzyjmy się sprawie chłodnym okiem.

 Od dłuższego czasu mówiło się, że Tomasz Bagiński wyreżyseruje w Hollywood film o Wiedźminie na podstawie książek Andrzeja Sapkowskiego. Czas mijał, ale nie padały żadne szczegóły na temat tego projektu. Co prawda dało się gdzieniegdzie usłyszeć plotki, jakoby to nie miał być film, a serial, który weźmie pod swoje skrzydła Fox, albo Netflix. Nikt jednak temu nie dawał temu wiary, aż do wczoraj, kiedy na stronach Netflixa oraz należącego do Bagińskiego studia Platige Image pojawiła się informacja o takich zamiarach. Później już potoczyło się lawinowo. Podsumujmy co wiemy na pewno:

  • serial powstanie na podstawie książek (nie gier) o wiedźminie i będzie anglojęzyczny,
  • Andrzej Sapkowski - twórca oryginału -  będzie brał udział w produkcji jako konsultant kreatywny,
  • producentami wykonawczymi zostaną Sean Daniel i Jason Brown (Mumia, serial The Expanse) oraz Tomasz Bagiński i Jarosław Sawko (Platige Image),
  • Tomasz Bagiński wyreżyseruje co najmniej jeden odcinek na sezon.
Obecnie wiemy niewiele, a cała reszta, to tylko domysły i pobożne życzenia fanów. Po początkowym szoku i kilku skokach z radości, przyszła chwila refleksji. Oczywiście potencjał tego uniwersum jest ogromny i stwarza możliwości, żeby dorównać legendarnej "Grze o Tron" (a nawet wyprzedzić popularność serii). Do tego to wspaniała okazja do promocji słowiańskiej kultury w zachodnim świecie. Nie ma jednoznacznej informacji czy serial ma bazować na opowiadaniach, czy na Sadze o Wiedźminie. Saga zdaje się mieć większy potencjał marketingowy, ale to skromniejsze i bardziej pomysłowe opowiadania sprawdziłyby się lepiej w serialowej formule. A może projekt zakłada ekranizację wszystkich ośmiu książek po kolei?
 
Tomasz Bagiński nie sprawdził się  w roli reżysera, co było widać przy okazji krótkometrażowych filmów z serii "Legendy Polskie", które okazały się tylko efektownymi reklamami Allegro. O ile pod względem wykonania niewiele można zarzucić, tak narracyjnie te historie cechował mocno siermiężny - żeby nie powiedzieć prostacki - humor. Wolałbym uniknąć oglądania czegoś podobnego w "Wiedźminie", bo choć książka (jak i gry) również zawierały dużą dawkę wulgaryzmów to było to jednak o wiele bardziej wyrafinowane. Pociesza fakt, że nazwisko Bagiński może jedynie służyć większemu rozgłosowi (w końcu to laureat wielu nagród za swoje filmy krótkometrażowe, w tym nominacji do Oscara za "Katedrę"), a jego rzeczywisty wpływ na całość będzie znikomy. Lepiej będzie jak przysiądą nad  tym ludzie, którzy mają doświadczenie w kręceniu adaptacji (mam na myśli ludzi od "The Expanse"). Kontrowersje może też budzić sama osoba autora. Odnoszę wrażenie, że wypalony Sapkowski, może wbrew pozorom nawet zaszkodzić produkcji.
Na razie nie wiadomo nic o obsadzie, ale sądzę, że wiarygodniej wypadłyby  tu nowe twarze niż hollywoodzkie gwiazdy.
 
Mimo obaw, mocno kibicuje temu projektowi i ochoczo będę śledził wszelkie nowinki na jego temat.
 
Grzegorz Narożny

Garret Reza: Tak jak zazwyczaj "lewicowość" Netflixa mi nie przeszkadza (a nawet mam do niej pozytywny stosunek), to tym razem mam nadzieję, że w "Wiedźminie" w ogóle tego nie uświadczę. To w końcu fantasy oparte na słowiańskich wiekach ciemnych. Liczę więc, że wszyscy będą dostawać w rzyć od losu, kobiety będą pomiatane, a casting będzie jak należy, zamiast iść w absurd na poziomie Jennifer Lawrence jako Geralta, Jackie Chana jako Jaskra, Jaydena Smitha jako Ciri i Johna Frusciante w roli Triss. Plus, jako osoba która ma za sobą dopiero dwa pierwsze tomy opowiadań doceniam każdy bodziec aby wziąć się za główną sagę!

Anna Strupiechowska: A mi się podobały reklamy Allegro z serii "Legendy Polskie" ("Smok", "Twardovsky"). Na amerykański rynek, np Neflix, jak znalazł. Nie doszukiwałabym się głębszych treści w poziomie filmów będących pomiotem rozrywkowego kina z USA.

Maciej Kowalczyk: Najlepszą wiadomością jest to, że Sapkowski będzie patrzył im na palce. Martin dobrze zrobił - u niego książki to jedno, serial drugie, a Sapek jest gburem i obraził się na twórców gry, zamiast z nimi współpracować. Z drugiej strony są dwaj producenci odpowiadający za "The Expanse", ale też za serię "Mumia", także sama produkcja dziwnie wygląda, ale poczekajmy. Tak czy inaczej, kluczem do całej sprawy jest casting. Ja mogę mieć tam dmuchane smoki, ale jak Geralta spartolą jak w poprzedniej wersji to wymiękam i będę hejcił.

Marcin Grudziąż: A mnie w tym wszystkim najbardziej nurtuje to czy ten "news dekady" został wypuszczony w dniu otwarcia Cannes po to, by Netflix przyćmił największe święto kina we wszystkich mediach około filmowych, czy to tylko zbieg okoliczności.