Netflix po afrykańsku – najciekawsze nowe kino z Afryki dostępne na platformie

Netflix po afrykańsku – najciekawsze nowe kino z Afryki dostępne na platformie

Wracamy do naszego cyklu podróży przez świat wspólnie z Netflixem. Tym razem mamy dla was coś specjalnego – Afrykę. Kino z Czarnego Lądu wciąż pozostaje nieodkryte przez wielu kinomanów, a kryje w sobie wiele dobra i fascynujących kontekstów. A w ofercie tego serwisu streamingowego są dziesiątki afrykańskich filmów. Oto subiektywny wybór najciekawszych.

Na pierwszy ogień najbardziej oczywista i znana pozycja z listy – Atlantyk Mati Diop. To tegoroczny senegalski kandydat do Oscara, który zakończył swoją kampanię na etapie listy skróconej. Ten specyficzny arthousowy antykryminał opowiada o tajemniczych opętaniach kobiet we współczesnym Dakarze. Kluczowy jest tu jednak tytułowy ocean, żywa obietnica lepszej przyszłości i ucieczki od kraju przeżartego głodem, korupcją i islamskim ekstremizmem. Czy jednak nie jest to jedynie fatamorgana? Ten pełnometrażowy debiut francuskiej aktorki senegalskiego pochodzenia, córki znanego na całym świecie muzyka Wasisa Diopa, miał swoją premierę na zeszłorocznym festiwalu w Cannes, gdzie otrzymał Grand Prix festiwalu, czyli nieformalne drugie miejsce. 

Odtwórz wideo
Odtwórz wideo

To nie jedyny film, który był w minionym sezonie zgłoszony przez swoją ojczyznę do Oscara, jaki możemy zobaczyć w aktualnej ofercie Netflixa. Są jeszcze takie dwa. W zeszłym roku po raz pierwszy w oscarowym wyścigu postanowiła stanąć Ghana, na swojego reprezentanta wybierając Azali. To zrealizowany w Nollywood (czyli nigeryjskim Hollywood, sercu filmowego przemysłu Afryki środkowo-zachodniej) zaangażowany dramat reprezentujący kino środka. Amina to czternastolatka, która podobnie jak wiele innych dziewcząt zostaje przeznaczona przez rodzinę do aranżowanego małżeństwa ze starszym mężczyzną. Przy błogosławieństwie matki ucieka przed tym losem do Akry, stolicy Ghany, by zawalczyć tam o lepszy byt. Bieda i brutalność muzułmańskiego świata pchają ją jednak ku prostytucji jako jedynej formie przetrwania. Czy dziewczynce uda się uciec z kręgu zła?

Mniej szczęścia miało Odważne serce (Lionheart) rodem z Nigerii. Produkcja została odrzucona przez akademików ze względu na to, że była prawie w całości po angielsku. Decyzja ta niezmiernie oburzyła reżyserkę Avę DuVerney, która dopatrywała się w niej rasizmu; to tylko dowód na to, że błędem była rezygnacja z dawnej nazwy kategorii – film nieanglojęzyczny. Film ten miał swoją premierę na festiwalu w Toronto w 2018 roku i był reżyserskim debiutem czołowej nigeryjskiej aktorki, mającej na swoim koncie już ponad 130 ról Genevieve Nnaji. To historia granej przez samą reżyserkę Adaeze, kobiety w średnim wieku, która przejmuje kontrolę nad założoną przez swojego ojca korporacją Lionheart. Traktowana pogardliwie w zmaskulinizowanym świecie afrykańskiego biznesu kobieta musi zmierzyć się teraz z brutalną konkurencją i niechętnymi jej urzędnikami, może jednak liczyć na pomoc swojego wuja. Czy uda jej się poprowadzić firmę ku świetlanej przyszłości i udowodnić, że kobiety też mogą być managerami? Produkcja ta była chwalona głównie za jej emocjonalność i to jak oddziałuje na widza. Dla wszystkich fanów motywacyjnego kina środka.

Odtwórz wideo
Odtwórz wideo

Nnaji jako utalentowana twórczyni dała się poznać jednak już w 2015 roku, kiedy wyprodukowana przez nią Droga do przeszłości (do której napisała też pierwotną wersję scenariusza) została wyróżniona podczas prestiżowej gali Africa Magic Viewers Choice Awards jako najlepszy film z Afryki Zachodniej. To dość klasyczny na poziomie konceptu kameralny dramat o rozpadzie związku. Zmagające się z trudnościami małżeństwo w średnim wieku, Victoria (Nnaji) i Izu (Oris Erhuero) wyrusza w długą wyprawę samochodem na pogrzeb krewnego. Podczas podróży na światło dzienne wychodzą skrywane sekrety.

Odtwórz wideo

Kontynuując trend nigeryjski, wielkim krytycznym i finansowym sukcesem 2017 roku była komedia romantyczna Isoken. Podczas gali AMVCA Isoken zmienił 6 nominacji w aż 3 statuetki – za najlepszą reżyserię, kobiecą rolę drugoplanową i dla najlepszego filmu z Afryki Zachodniej. Fabuła opiera się na najstarszym koncepcie świata – tytułowa Isoken wydaje się mieć idealne życie, jest piękna, odnosi wielkie sukcesy zawodowe, ma licznych przyjaciół. Jest tylko jeden szkopuł – w wieku 34 lat wciąż jest singielką. To nie do pomyślenia w konserwatywnym Lagos. Rodzina bardzo chce by wyszła za Pana Idealnego – Osaze. Jest przystojny, czarnoskóry, bogaty, z dobrej rodziny. Wszystko się komplikuje, gdy Isoken poznaje Kevina, fotoreportera na dorobku. Mężczyzna jest nie tylko młodszy i biedniejszy, ale co najgorsze – biały. To klasyczna w formule komedia o przełamywaniu rasistowskich stereotypów i oczekiwań podszytych kulturalnymi uprzedzeniami, jakich Francuzi od dekad dostarczają nam na pęczki. Odwrócenie perspektywy daje jednak gatunkowi powiew świeżości.

Fani bardziej widowiskowego i emocjonalnego kina powinni się zainteresować dwiema pozycjami z Egiptu. Pierwszą z nich jest An Hour and a Half, nakręcony w czasie rzeczywistym fabularny zapis ostatnich 90 minut podróży pasażerów trzeciej klasy pociągu relacji Kair – Luksor. 20 lutego 2002 roku doszło na jego pokładzie do wybuchu butli z gazem, który następnie przerodził się w pożar, który doszczętnie spalił siedem wagonów, a kolejne cztery w znacznym stopniu uszkodził. Na miejscu życie straciły oficjalnie 383 osoby, lecz ofiar mogło być nawet ponad tysiąc. Z występ w tym filmie Maged El Kedwany został w 2014 roku nagrodzony za najlepszą rolę drugoplanową podczas prestiżowego w tym kraju Festiwalu Kina Egipskiego w Kairze.

Odtwórz wideo
Odtwórz wideo

Tych spragnionych rozrywki i przygody zainteresować powinno The Treasue  (El Kanz). To jeden z największych kasowych hitów w historii Egiptu, dziejąca się w trzech płaszczyznach czasowych opowieść o poszukiwaniu wielkich skarbów. Widzowie przeniosą się do starożytności, do czasów potęgi Imperium Osmańskiego oraz do współczesności. Chociaż fabuła jest tu dość sztampowa, to całkiem przyzwoity budżet oraz brak orientalizmu charakterystycznego dla produkowanych na Zachodzie opowieści o Bliskim Wschodzie sprawiają, że The Treasure stanowi całkiem smaczny kąsek. Zwłaszcza dla fanów serii gier Assassin’s Creed będzie to na pewno lepsza zabawa niż film z Fassbenderem (swoją drogą również dostępny na Netflixie).

W zeszłym roku swój oscarowy debiut mogło zanotować także Malawi, które wspólnie z Wielką Brytanią wyprodukowało dramat O chłopcu, który ujarzmił wiatr. To reżyserski debiut angielskiego aktora nigeryjskiego pochodzenia Chiwetela Ejiofora, który ekranizuje prawdziwą historię trzynastoletniego Williama Kamkwamby, który samodzielnie zbudował turbinę wiatrową, by pomóc przetrwać swojej wiosce. Więcej o tym filmie dowiecie się z recenzji Maćka Kowalczyka.

Odtwórz wideo
Odtwórz wideo

Na koniec najmniej afrykańska produkcja na naszej liście, ale jednocześnie prawdopodobnie najbardziej znana. Beast of No Nation to pierwszy oryginalny film Netflixa (chociaż jedynie kupiony na wyłączność), który zdobył duży rozgłos na świecie. To dzieło Cary’ego Joji Fukunagi, twórcy serialu Detektyw (dostępny na HBO GO), adaptacja głośnej powieści Uzodinmy Iweali Bestie znikąd. Rzecz opowiada o nastoletnim Agu pochodzącym z małej wioski na ghańskiej prowincji, który pewnego dnia zostaje siłą wcielony do rebelianckiego oddziału dowodzonego przez Idrisa Elbę. Czy w takim świecie można w ogóle zachować niewinność i ludzkość?