Bo mój chłopiec piłkę kopie – jedenaście futbolowych szlagierów

Bo mój chłopiec piłkę kopie – jedenaście futbolowych szlagierów

Rosyjski mundial został zainaugurowany meczem gospodarzy z reprezentacją Arabii Saudyjskiej. Do boju szykują się też inne zakwalifikowane drużyny, w tym nasze Orły z Robertem Lewandowskim na czele. My nie pozostaniemy dłużni i wystawimy swoją jedenastkę filmowych szlagierów piłkarskich. Poniżej przeczytacie o dziełach szanowanych reżyserów (Huston, Hooper, Loach, Panahi, Wenders) i o produkcjach twórców mniejszego formatu, kluczem selekcji nie była ich klasa czy popularność, a różnorodność kontekstów i kostiumów w jakie zostały ubrane. Zielone boiska, stadionowe korytarze czy rozentuzjazmowane trybuny na ekranie nie zawsze służyły li tylko ukazaniu sportu. Kino i telewizja w cieniu meczowego spektaklu poruszało kwestie praw kobiet, mniejszości seksualnych, walki o własne przekonania. W naszym składzie nie zabraknie też bombastycznych widowisk, gdzie prawa fizyki przestają się liczyć, a bieg ku bramce może trwać dłużej niż 90 minut. Zakładajcie korki i czytajcie!

BRAMKA

Strach bramkarza przed jedenastką

1. "Strach bramkarza przed jedenastką" (reż. Wim Wenders) - futbol jako metafora społeczna

Jak pokazał niedawny finał Ligi Mistrzów pozycja bramkarza to najniebezpieczniejsza rola jakiej może podjąć się piłkarz. Błędy obrońców, kiksy playmakerów, pudła napastników szybko się zapomina, ale golkiperów latami się wyszydza. Możesz tysiące razy chronić drużynę przed porażką, dokonywać cudów na przedpolu, strzec jak bulterier linii bramkowej, ale przepuść biedaku piłkę wrzuconą za kołnierz, kopniętą przez twojego vis-à-visa albo odbij ją niefortunnie pod nogi rywala. Będą palić Twoje koszulki i pluć na nazwisko, pewnie trafisz do niższej ligi, a w najlepszym wypadku z łatką nieudacznika na ławkę. Na usta kibiców i brukowców trafia się też za sprawą wybuchowej natury. Historia futbolu zna wiele przypadków bramkarzy-chuliganów. Gros z nich zresztą była w swoim fachu gigantami, po prostu czasem wystawała im słoma … z korków. Myląc rękawice bramkarskie z bokserskimi napadom agresji poddawali się tacy mistrzowie jak Fabien Barthez i Oliver Kahn. Być może w młodych latach między treningami panowie gdzieś widzieli drugi film Wima Wendersa “Strach bramkarza przed jedenastką”. Jego bohater, Joseph Bloch (Arthur Brauss), także noszący jedynkę na plecach, puszcza kuriozalnego gola, po czym atakuje sędziego i kolegów z drużyny. Wylatuje oczywiście za głupotę z boiska. Reszta akcji dzieje się już poza stadionem (by powrócić tam na finałową scenę), a niemiecki reżyser adaptując powieść Petera Handkego traktuje sport jako asumpt do psychologicznej gry. Piłkarz po godzinach ma bowiem mordercze hobby, ale zamiast kryć się przed ewentualną obławą, zachowując zawodowy stoicyzm żyje z dnia na dzień. Tempo, jak przystało na autora “Lisbon Story”, zostaje spowolnione do maksimum, co pozwala docenić niuanse i świetne dialogi, np. gdy napotkany gliniarz żali się na prawidłowość, jaka nie pozwala złapać bandytów: “Zerkam na jego nogi, starając się odgadnąć, na którą przeniesie ciężar ciała. Jednak on zawsze jest krok przede mną”. Toż to trafny opis bramkarskiej niedoli i zarazem metafora ludzkiego losu.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

TERCET OBROŃCÓW

Ucieczka do zwycięstwa

2. "Ucieczka do zwycięstwa" (reż. John Huston) - futbol jako element propagandy

Naziści doskonale zdawali sobie sprawę z siły jaką niesie sport. Pięknie i nowatorsko wykonany dokument Leni Riefenstahl „Olimpiada” był odbierany jako ukazanie organizacyjnej i finansowej potęgi III Rzeszy. Tak jak w innych dziedzinach życia kluczowe było jednak zwycięstwo. Lud wszakże chętniej pójdzie za triumfującym wodzem niż z perspektywą powrotu na tarczy. Tak też niemieccy dowódcy postrzegali mecz aliantów z Niemcami przedstawiony w filmie „Ucieczka do zwycięstwa” w reżyserii Johna Hustona. Nie można było ryzykować przegranej, przekupiony został sędzia a niemieccy zawodnicy pouczeni o zbawiennym wpływie ostrych wślizgów. A jak odbierali sportowe spotkanie więźniowie, którym przyszło się zmierzyć z profesjonalną drużyną niemiecką? Dla części była to po prostu rozrywka w nudnych obozowych warunkach, dla większości okazja by się wreszcie najeść z podwójnego przydziału dla zawodników. Trzeba to powiedzieć uczciwie, że ukazane w filmie warunki w obozie nie były złe, a jedynymi postaciami, którzy ewidentnie doświadczyli trudów niewoli byli zawodnicy sprowadzeni z Europy Wschodniej (jednego z nich zagrał polski piłkarz Kazimierz Deyna). Mecz okazał się jednak okazją do ucieczki na wolność zaplanowanej przez Hatcha (Sylvester Stallone). Dla niego planowanie nawiania z obozu za wszelką cenę było powinnością żołnierza. Jednak w obliczu możliwości wygrania meczu z wrogiem napotkał na opór pozostałych zawodników, dla których sportowe zwycięstwo miało większą moralną siłę niż czmychnięcie przez kanały. Kolejne gole zdobywane przez Pelego, Bobby’ego Moore’a i spółkę wywołały euforię u francuskiej widowni, która odśpiewała „Marsyliankę” i wdarła się na murawę boiska, umożliwiając piłkarzom ucieczkę frontową bramą. Stała się też rzecz niezwykła, major von Steiner (Max von Sydow), na widok pięknego gola strzelonego przez Pelego, zaczął bić brawo. A może jednak mogliśmy się tego spodziewać słysząc, że był kiedyś również czynnym piłkarzem, któremu wojna przerwała karierę i który twierdził, że najlepiej by było rozstrzygnąć całą wojnę na boisku. Niech po prostu wygra najlepszy.

Krystian Prusak
Krystian Prusak
Wojna w 90 minut

3. "Wojna w 90 minut" (reż. Eyal Halfon) - futbol a polityka

Gdyby Carl von Clausewitz grał w piłkę, stwierdziłby, że sport jest przedłużeniem wojny innymi środkami. Kibice narodowych reprezentacji nierzadko zrzucają pęta poprawności politycznej i obłudnej tolerancji, pozwalając dojść do głosu emocjom. Stąd niedaleko do podsycania narodowych konfliktów i podtrzymywania uprzedzeń. Niekiedy sport, w założeniu propagujący zdrową rywalizację ponad podziałami, staje się kolejną okazją do przepychanek. Czy jego piękne ideały mają szansę w zderzeniu z pragmatyczną kalkulacją stosunków międzynarodowych? A co by było, gdybyśmy rozwiązywali polityczne konflikty siłą sportowych argumentów? Eyal Halfon w „Wojnie w 90 minut” przedstawia taką właśnie sytuację. Po trwającym 70 lat konflikcie izraelsko-arabskim obie strony postanawiają rozstrzygnąć wojnę… meczem piłki nożnej, w wyniku którego przegrany opuściłby sporną ziemię. Kamera podgląda zakulisowe przygotowania – szybko jednak okazuje się, że droga do porozumienia wiedzie przez pole minowe. Newralgicznych punktów jest więcej niż zawodników na boisku, a im bliżej do meczu, tym sytuacja bardziej się komplikuje – trenerem Izraelczyków ma być Niemiec, Palestyńczycy przemycają piłkarzy podziemnymi tunelami pod murem bezpieczeństwa, a jeden z zawodników nie może się zdecydować, czy jest izraelskim Arabem, palestyńskim Izraelczykiem, a może arabskim Żydem. Szefowie związków piłkarskich Izraela i Palestyny zamieniają skrojone z polityczną poprawnością garnitury na koszulki z napisem „wszystkie chwyty dozwolone”. Podobną strategię przyjmuje Eyal Halfon, chętnie sięgając po absurd, groteskę i cięty humor. Optyka mockumentu pozwala dostrzec zawiłości zarówno międzynarodowych sporów, jak i sportowej machiny oraz zauważyć łączące je podobieństwa. W obu sferach nie ma bowiem werdyktów, które zadowoliłyby wszystkich.

Wojciech Koczułap
Wojciech Koczułap
Na spalonym

4. "Na spalonym" (reż. Jafar Panahi) - futbol a prawa kobiet

Chociaż kino niejednokrotnie wykorzystało sport jako temat sam w sobie, prezentując widzowi okupioną wyrzeczeniami i litrami potu drogę ku sukcesom, zdarzają się dzieła, w których traktowany jest on raczej jako narzędzie pozwalające skutecznie portretować całe społeczności. Nie ma w tym nic dziwnego, przecież rozgrywki drużyn piłkarskich często sprawiają, że obcy ludzie po chwili znajdują wspólny temat rozmów, ba podczas meczu przywiązanie do jednych barw potrafi sprawić że dwójka nie znających się osób rzuci się sobie w ramiona z radości.  Legenda kina Irańskiego – Jafar Panahi, postanowił naświetlić problem braku równouprawnienia kobiet, poprzez młode bohaterki, których marzeniem było obejrzenie meczu ich reprezentacji narodowej wprost ze stadionu. Oczywiście nie było to proste, gdyż w tym kraju stadiony piłkarskie są miejscem tylko dla mężczyzn. Obserwujemy więc godne Heist Movie przygotowania do przechytrzenia zarówno własnych rodzin, które pozostając w zgodzie z tradycją i obyczajem nie zgodziłyby się na taką eskapadę, jak i obsługę wpuszczającą kibiców na obiekt. Im bardziej realny staje się cel, tym bardziej widzimy jak wiele ta pozornie mała rzecz znaczyła dla bohaterek,  a sam mecz zaczyna funkcjonować jako metafora życia w świecie pełnym rozrywek i otwartym na potrzeby kobiet oraz akceptującym ich niezależność. 

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż

KWARTET POMOCNIKÓW

Gol

5. trylogia "Gol" - futbol w wydaniu od zera do bohatera

Trylogia „Gol” ukazuje zmagania biednego meksykańskiego chłopca. Santiago Muñez, nielegalny imigrant podróżuje do Los Angeles pokonując rzekę, pustynię i ogrodzenie z łańcuchem w poszukiwaniu lepszego życia. Okazuje się, że nie tylko fizyczne przeszkody staną młodzieńcowi na drodze do spełnienia jego marzeń. W realizacji zamierzeń pomoże mu nieprzeciętne zamiłowanie do piłki nożnej, dzięki któremu zostaje dostrzeżony przez łowcę talentów i trafi do angielskiej Premier League. Santiago choruje też na astmę, ale nigdy nikomu o tym nie mówi, ponieważ boi się wyrzucenia z zespołu. Ciosem dla młodzieńca jest  śmierć ojca na krótko przed pierwszym meczem. Mimo licznych przeszkód protagonista finalnie wbija zwycięskiego gola dla Newcastle. W kolejnej części widzimy go już jak z sukcesem odnajduje się w barwach Realu Madryt. Obraz ukazuje, jak nagły wzrost władzy i sławy może zepsuć dobrych ludzi, mającymi nawet najszlachetniejsze intencje. W dalszym rozwoju wydarzeń Meksykanin mimo kontuzji musi stawić czoła rywalom w rozgrywce podczas Pucharu Świata. Ponadto bohater będzie miał szansę na spotkanie z kimś z przeszłości, co sprawi, że zauważy błąd w swoich poczynaniach i poprawi swoje relacje. Seria pokazuje jak odpowiednie nastawienie i siła ducha pomaga przezwyciężyć przeciwności, zamieniając „przekleństwo” w „błogosławieństwo”. Tak jak i małe, proste akty dobroci mogą odmienić życie.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska
Szukając Erica

6. "Szukając Erica" (reż. Ken Loach) - futbol jako forma pocieszenia i motywacji

Eric Bishop jest listonoszem po bolesnym rozstaniu. Pod jego opieką pozostają dwaj pasierbowie. Jeden z chłopaków ma kłopoty z prawem. Narastające problemy wydają się przerastać bohatera. Czy może trafić się mu lepszy mentor i coach niż charyzmatyczny zawodnik angielskiej Premier League? Nawet, gdy Eric Cantona przestaje grać w piłkę, wciąż ma inne pasje, takie jak aktorstwo, czy grę na trąbce. Była gwiazda Manchesteru United skutecznie motywuje mężczyznę po perturbacjach do przemiany w człowieka pewnego siebie, dobrze radzącego sobie w życiu usłanym trudnościami. Problemy okazują się łatwiejsze do rozwiązania, dzięki wsparciu współpracowników i przyjaciół. Wraz z nimi bohater podejmuje się działań zmierzających do rozprawienia się z lokalnym gangsterem. Sam przekaz filmu bazuje w dużej mierze na ukazaniu wartości ludzi, na których można polegać, gdy wszystko wydaje się stracone. Ken Loach świetnie wie jak przekuć piłkę nożną w sztukę i filozofię życia, by razem w parze wraz z komediowymi akcentami poprowadziły do pięknego, podnoszącego na duchu finału.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

TRIO SNAJPERÓW

Mario

7. "Mario" (reż. Marcel Gisler) - futbol a LGBT

Najświeższy film w naszym zestawieniu to historia dwóch młodych piłkarzy – Mario i Leona, pukających do wrót wielkiej kariery grając w trzecioligowych rezerwach Young Boys Berno. Ich wyniki sportowe mogłyby sugerować szybki, błyskotliwy sukces, jednak kiedy nawiązał się między nimi romans marzenia o wielkich pieniądzach i sławie prysły jak mydlana bańka. Sportowcy stanęli przed trudnym wyborem między miłością, a karierą. Chociaż „Mario” swoją budową przypomina typowy dramat sportowy, a realizacją scen z boiska przewyższa niejeden z nich, to w dużej mierze pozostaje melodramatem z istotnym wątkiem obyczajowym. Pozornie prosta fabuła pokazuje nam szerokie spektrum problemów, z jakimi we współczesnej, nowoczesnej europie muszą się mierzyć osoby homoseksualne. Osadzenie historii w kipiącym testosteronem środowisku profesjonalnych piłkarzy nie jest tu jednak bez znaczenia. Wszak to jeden z ostatnich zawodów, w którym orientacja inna niż heteroseksualna bywa szokiem dla kolegów z pracy. Skrupulatnie podchodzący do tematu reżyser stworzył dzieło wartościowe, przedstawiające problematykę LGBT w pełen empatii i zrozumienia sposób. Jeśli chcecie przeczytać więcej o tym filmie, jego recenzja ukazała się na łamach Pełnej Sali tuż przed Polską premierą.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Shaolin soccer

8. "Shaolin soccer" (reż. Stephen Chow) - futbol na wesoło

Mimo że obecnie, widząc jakikolwiek mecz w telewizji, od razu rozglądam się w poszukiwaniu pilota, futbol nierozerwalnie łączy się z moim dzieciństwem. Jednak kiedy koledzy ekscytowali się Mundialem, czy Ligą Mistrzów, prowadziłem do zwycięstwa swoją drużynę w “Sensible World of Soccer”, a później trzymałem kciuki za Tsubasę w finale mistrzostw świata Japonia – Niemcy. O niniejszym serialu anime przeczytacie poniżej, ja zaś wspomnę o filmie, który był niejako jego pokłosiem. „Shaolin Soccer”, projekt hongkońskiego komika Stephena Chow, krążył w drugim obiegu we wczesnych latach dwutysięcznych jako aktorska odpowiedź na „Kapitana Jastrzębia”. Z perspektywy czasu stwierdzam, że niewiele w tym prawdy, bo produkcja Chow (który ją wyreżyserował, napisał scenariusz i zagrał główną rolę) jest przede wszystkim szaloną komedią, na dodatek z poczuciem humoru, które obecnie częściej wprawia mnie w uczucie konsternacji niż rozbawienia. Opowiada o byłych mnichach klasztoru Shaolin, którzy po latach jednoczą się, by założyć drużynę piłki nożnej i wziąć udział w turnieju. Mamy do czynienia z typową konstrukcją od zera do bohatera, tyle że w oparach absurdu, z pretekstowym scenariuszem. Dominuje slapstick i niewybredne żarty. Trzeba jednak przyznać, że film pod płaszczykiem kina sportowego sprzedaje nam efektownego akcyjniaka. Znajomość kung-fu pozwala na łamanie praw fizyki, boisko jest tu polem bitwy, a piłkarze wojownikami. Piłka to oręż, który służy nie tylko do umieszczenia jej w przeciwnej bramce, ale przede wszystkim znokautowania oponenta (chociaż przeciwnicy uzbrojeni bywają także w młotki czy klucze francuskie). Zasady to mrzonka, a pojęcie faulu oczywiście nie istnieje. Bardziej niż z przygodami Tsubasy kojarzy się to z grą “Kunio Kun no Nekketsu Soccer League” znaną u nas jako “Goal 3”. Frajda z oglądania tej orgii przemocy i wygłupów byłaby większa, gdyby nie fakt, że CGI z początku XX wieku zdążyło się mocno zestarzeć, przez co płonące piłki, pękające słupki i latający zawodnicy nie zapewniają już takich doznań wizualnych. Mimo wielu wad nie sposób było w tym zestawieniu o “Shaolin Soccer” nie wspomnieć. Warto sięgnąć, jeśli macie ochotę na komedię, w której pojęcie “kino kopane” nabiera podwójnego znaczenia.

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny

9. "Kapitan Jastrząb" (serial telewizyjny) - futbol jako czysta magia

Tsubasa

Zaprawdę szczęśliwe dzieciństwo mieli urodzeni w późnych latach 80., oprócz oczywistej korzyści dorastania w demokratycznym kraju, mieli albowiem szansę obcowania z popołudniowym pasmem anime na Polonii 1. Sam z prędkością światła wracałem ze szkoły, by zdążyć na “Generała Daimosa”, “Tygrysią Maskę” czy “Yattamana”. Perłą w koronie stacji był dla mnie i moich rówieśników Tsubasa, jak w skrócie mawialiśmy. “Telewizyjny film z serii Kapitan Hawk” ogłaszał lektor, potem po krótkim intro można było już zupełnie rozpłynąć się w futbolowym szaleństwie. Tsubasa Ozora od pierwszych sekund serialu dawał znać, że wielka kariera piłkarska to jego przeznaczenie. Obiecał nam to przecież patrząc na plakat mistrzów świata z roku ‘82, Rossiego, Zoffa, Tardelliego i innych Włochów. W kolejnych sezonach pokonywał kolejne stopnie sportowego wtajemniczenia, od drużyny trampkarzy i lokalnych rozgrywek, poprzez reprezentowanie ojczyzny na mistrzostwach świata, aż po transfer do wielkiej FC Barcelony. Szczypta geniuszu okraszona godzinami treningów oraz wierność zasadzie ukutej przez jego brazylijskiego trenera i mentora Roberto Hongo (“piłka jest Twoim najlepszym przyjacielem”) czyniły z młodego Japończyka wzór do naśladowania dla młodych adeptów futbolu. Mecze obfitowały w ekwilibrystyczne figury (pomnijcie tylko braci Tachibana!), strzały przeszywające siatkę, zapierające dech interwencje obrońców i robinsonady bramkarskie (Genzo Wakabayashi z nieodłączną bejsbolówką, odbijający się od słupków Ken Wakashimazu). Sercem serialu pozostawała rywalizacja toczona przez protagonistę z jego nemesis, czyli Kojiro Hyugą. Rosły, silny, nieunikający agresji i forteli rywal napędzany niespożytymi pokładami ambicji potykał się z Tsubasą na każdym kroku. Z dzisiejszej perspektywy ich wyścig przypomina ten, w którym uczestniczą od kilku lat Leo Messi i Cristiano Ronaldo, oni także jak animowani bohaterowie wspięli się na nieosiągalny dla innych poziom. To prawda, że postaci w nienaturalny sposób dialogowały między sobą podczas spotkań trwających kilka odcinków, a dynamiczne ujęcia ataków przypominały o tym, że Ziemia nie jest płaska (dla niezorientowanych: podczas biegu z piłką boisko wychylało się zza horyzontu, dając wrażenie jakby piłkarze wspinali się pod górę zamiast poruszać się po płaskiej powierzchni). Ważne było jednak to, że wszyscy po emisji odcinka “Kapitana Jastrzębia” jak jeden mąż lądowaliśmy z kolegami na boisku, próbując powtórzyć najbardziej karkołomne zagrania. Niewykluczone, że zaczynali też tak niektórzy uczestnicy rosyjskiego mundialu.

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk

ŁAWKA REZERWOWYCH

Przeklęta liga

10. "Przeklęta liga" (reż. Tom Hooper) - futbol od kuchni, tym razem okiem menadżera

Czymże jest drużyna piłkarska bez trenera? Już jutro przekonają się o tym Hiszpanie podczas meczu z Portugalią…tymczasem my nie chcemy tak ryzykować. Wybitna jednostka na ławce może być gwarantem sukcesu, lub jeśli układ gwiazd pozytywny nie będzie, spektakularną katastrofą. A o zmiennych kolejach losu i kariery szkoleniowców nikt w kinie nie opowiedział tak udanie jak Tom Hooper w 2009 roku. „Nie powiedziałbym że jestem najlepszym managerem na świecie. Ale zdecydowanie jestem w top one” zwykł powtarzać Brian Clough. Najlepszy selekcjoner, którego Anglia nie miała. Człowiek chorobliwie ambitny, przeżarty pewnością siebie i kompleksem swojego największego rywala – wielkiego Dona Revie. „Przeklęta liga” to efekt kolaboracji ówcześnie niezbyt znanego poza Wielką Brytanią reżysera telewizyjnego i Petera Morgana, mistrza słownego pojedynku i najbardziej brytyjskiego z brytyjskich scenarzystów. Panowie wzięli na warsztat wspomnianego Clougha (Michael Sheen) i pokazali jego postać przez pryzmat dwóch relacji. Wieloletniej przyjaźni i współpracy z asystentem Peterem Taylorem (Timothy Spall) i konfliktu ze wspomnianym już Reviem (Colm Meaney). Bycie piłkarskim trenerem to zajęcie niewdzięczne, ale też fascynujące. Na karuzeli wszystko toczy się z niezrównaną prędkością, wczorajszy bohater jest jutrzejszym pośmiewiskiem. Hooper bawiąc się schematami i motywami od komedii romantycznej przez film o upadku jednostki po dramat sportowy snuje opowieść, która zafascynować może nie tylko fanów Premier League i tworzy nam chyba najlepszy filmowy obraz futbolowego szkoleniowca jaki powstał.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

SĘDZIA

Piłkarski poker

11. "Piłkarski poker" (reż. Janusz Zaorski) - futbol i jego wypaczenia

Na sam koniec mamy dla was istną, jak mawiał pewien emerytowany piłkarz, „truskawkę na torcie”, absolutny, niezapomniany i ponadczasowy klasyk. Historia młodego sędziego, który poznając środowisko futbolowych arbitrów szybko dowiaduje się, co tak naprawdę stoi za wynikami spotkań i musi dostosować się do warunków tam panujących, jeśli marzy mu się prowadzenie ważnych spotkań i zarabianie pieniędzy. Wiele z wymienionych wyżej filmów piłkarskich rysowało przed oczami widza obraz wielkiej kariery popartej czystą sportową rywalizacją, „Piłkarski poker” stoi po drugiej stronie barykady, dobitnie pokazując, że tam gdzie pojawiają się wielkie pieniądze nie ma mowy o żadnym fair play, a tzw. zielony stolik często jest polem dużo bardziej istotnej i złożonej gry niż murawa stadionu. Co ciekawe można powiedzieć, że twórcy przewidzieli aferę „Fryzjera” i stworzyli dzieło o charakterze niemal proroczym. Film Janusza Zaorskiego nie tylko znakomicie portretuje czasy, kiedy w Polskiej lidze wynik meczu można było zwyczajnie kupić, ale też przede wszystkim dostarcza widzowi fenomenalnej rozrywki. Spora w tym zasługa grupy uznanych polskich aktorów z Englertem, Gajosem, Opanią i Lubaszenkami (Edward Linde-Lubaszenko i Olaf Lubaszenko przyp. red.) na czele. Mimo poważnej tematyki, która w czasach premiery filmu często była poruszana na pierwszych stronach gazet twórcom udało się przemycić do filmu całkiem sporo luzu i humoru, stawiając się w pozycji złotego środka między społecznie zaangażowanym kinem obnażającym wypaczenia środowiska sędziowskiego, a filmem „dla każdego”. Sprawiło to, że mimo iż korupcja w piłce nożnej całe szczęście jawi się już jako relikt przeszłości, to do „Piłkarskiego pokera” wciąż będą wracać kolejne pokolenia polskich kinomanów.

Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż