Pozwól mi spróbować jeszcze raz – recenzja filmu „Między morzem a oceanem”

Pozwól mi spróbować jeszcze raz – recenzja filmu „Między morzem a oceanem”

Dehumanizacja pewnych grup społecznych jest w języku debaty publicznej zjawiskiem starym i niestety używanym dość powszechnie. Cele tego zabiegu bywają różne, ale jednym z zakładanych skutków zawsze jest oddalenie odbiorcy od myśli, że sam mógłby być członkiem takiej społeczności. Wśród ludzi regularnie stygmatyzowanych, znajdują się między innymi osoby, które w swoim życiu odbyły wyrok w więzieniu. Podczas gdy publicyści i politycy nazywają ich często marginesem społecznym czy patologią, ceniony hiszpański reżyser Isaki Lacuesta, w “Między morzem a oceanem” postanowił pochylić się nad ich losem, pokazując widzom historię Isry.

 

“Między morzem a oceanem” to opowieść dziejąca się kilkanaście lat po wydarzeniach z “Legendy o czasie”, której jest kontynuacją. W swoim mocno już zapomnianym filmie z 2006 roku, reżyser skupił się na dwóch postaciach: japońskiej pielęgniarce Makiko (Makiko Matsumura) oraz romskim nastolatku Isrze (Israel Gómez Romero), których połączyło nie tylko miejsce zamieszkania, jakim była wyspa San Fernando, ale także miłość do flamenco. W najnowszym dziele Lacuesty kobieta z Dalekiego Wschodu nie pojawia się wcale, więc cała uwaga widzów może skupić się na chłopcu. W międzyczasie zdążył stać się już mężczyzną, o czym twórcy postanowili przypomnieć, poprzez pokazanie narodzin jego trzeciej córki. Niestety tuż po tym szczęśliwym momencie, główny bohater zamiast szykować dom na przybycie swojej pociechy pokornie daje zakuć się w kajdanki, by pod okiem policyjnej obstawy wrócić, z przepustki, do zakładu karnego. Ta krótka, acz sugestywna scena daje nam idealny pogląd na sytuację, w której znalazł się Isra.

Fabuła “Między morzem a oceanem” nie prezentuje nam bynajmniej obrazu życia w więzieniu. Protagonista zostaje wypuszczony na wolność już na początku filmu, a reżyser stara się pokazać nam świat, jaki spotkał on po powrocie. Oczami Isry widzimy, że dzień, który miał być początkiem nowego lepszego życia, wcale nie musi zwiastować pozytywnej zmiany. Mężczyzna nie może znaleźć pracy, nie ma gdzie się zatrzymać, a matka jego dzieci nie chce wyciągnąć do niego pomocnej dłoni. Najbardziej godnym zaufania w tej ciężkiej sytuacji pozostaje jego starszy brat, jednak ze względu na specyfikę pracy na okręcie marynarki wojennej nie zawsze można na niego liczyć. Wraz z upływem czasu obserwujemy rosnącą frustrację bohatera oraz brak nadziei na znalezienie uczciwej pracy potęgujący coraz większą pokusę nielegalnego zarobku.

Mimo obcowania z półświatkiem, w filmie nie uświadczymy żadnych scen akcji. Twórcy postanowili w całości poświęcić się budowie kompleksowego portretu ludzi z hiszpańskich nizin społecznych. Widzimy ich elementarne braki w edukacji, ekonomiczny analfabetyzm skutecznie uniemożliwiający zebranie jakichkolwiek oszczędności. Cechy te stoją na drodze ich pragnienia godnej pracy za  pieniądze umożliwiające zadbanie o własną rodzinę i zapewnienie im życia w dostatku. Postaci zarówno Isry jak i jego przyjaciół pokazują nam, że w sferze uczuć, potrzeb czy życiowych priorytetów mężczyźni skazani na biedę nie różnią się wiele od przedstawicieli tzw. klasy średniej, jednocześnie twórcy uświadamiają nas, że mimo dobrych chęci spirala przestępczości i ubóstwa bywa drogą bez powrotu.

Bardzo ważnym, nie tylko dla fabuły, ale również dla samej budowy postaci jest wątek relacji między protagonistą, a jego bratem Cheíto. Z jednej strony stanowią dla siebie silny kontrast, wszak starszy z nich potrafił, startując z tego samego pułapu, znaleźć stabilną pracę i zapewnić byt swojej rodzinie. Z drugiej to właśnie on rozumie Isrę najlepiej i jako jedyny jest w stanie pomóc mu przepracować traumy, które niczym kotwica ciągną go w dół, pokazując tym samym, że szczera rozmowa i zrozumienie jest warte więcej, niż wszystkie religijne obrzędy czy resocjalizacyjne programy.

Formalnie “Między morzem a oceanem” wpisuje się w stereotyp kina prezentowanego na Festiwalu Nowe Horyzonty. Narracja budowana jest nieśpiesznie, a zamiast prezentować typowe wątki fabularne Lacuesta stara nam się przedstawić w jak najpełniejszy sposób Isrę, jego otoczenie, czy relacje z bratem. Często wykorzystywanym w tym filmie zabiegiem są retrospekcje z dzieciństwa bohatera, stworzone z użyciem ujęć żywcem wyciągniętych z “Legendy o czasie”, więc prezentujących dokładnie tego samego aktora, sprzed kilkunastu lat. Celem budowania nastroju wielokrotnie twórcy prezentują nam urzekające estetyką zdjęcia flory i fauny hiszpańskiej wyspy, prezentowane w akompaniamencie nostalgicznego flamenco.

“Między morzem a oceanem” zostało uhonorowane w ubiegłym roku Złotą Muszlą — główną nagrodą Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w San Sebastian, pokonując w konkursie takie dzieła jak “In Fabric”, “Angelo” czy “High Life”. Chociaż nie każdy zgodzi się z tym werdyktem, nietrudno mi się domyślić czym kontynuacja “Legendy o czasie” podbiła serca Jury. Jest to głęboko humanistyczna, kompleksowa i przede wszystkim pełna współczucia historia człowieka, który znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Człowieka podobnego do tysięcy ludzi na całym świecie, na których wielu z nas już dawno postawiło krzyżyk.

 
Marcin Grudziąż
Marcin Grudziąż
Plakat między morzem a oceanem

Między morzem a oceanem

Tytuł oryginalny: „Entre dos aguas”

Rok: 2018

Gatunek: dramat

Kraj produkcji: Hiszpania

Reżyser: Isaki Lacuesta

Występują: Israel Gómez Romero, Francisco José Gómez Romero i inni

Dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Ocena: 3.5/5