Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać – recenzja filmu „Mia pragnie zemsty” – WFF

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać – recenzja filmu „Mia pragnie zemsty” – WFF

Mumblecore to typowo amerykański podgatunek kina niezależnego, który wyrósł na łonie festiwalu SXSW. Twórcy tacy jak bracia Duplass, Andrew Bujalski, czy Alexandre Lehmann, korzystając ze wzorców europejskiego arthouse’u, na czele z duńską Dogmą ’95 stworzyli w tamtejszym kinie niezależnym wyjątkowy rodzaj improwizowanej obyczajówki. Następnie ten nurt zaczął powoli przeciekać do Europy, a jednym z jego aktywniejszych przedstawicieli na Starym Kontynencie jest Rumun Bogdan Olteanu, którego „Mia pragnie zemsty” jest właśnie pokazywana w konkursie 1-2 Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

Założenia mumblecore’u są bardzo proste. Charyzmatyczni i przyjaźniący się w rzeczywistości aktorzy, dostają ogólne wskazówki fabularne, na podstawie których mają improwizować sceny, które następnie złożą się na gotową opowieść. Czasami opowieść ta nawiązuje do klasyki literatury, jak w Srebrnych kulach Swanberga będących wariacją na temat Mewy Antona Czechowa. Czasem jest kinem grozy, jak dylogia Dziwaka, a czasem po prostu niezobowiązującym dramatem lub komedią. Kluczowa jest szczerość, niski budżet i autotematyczność.

W debiutanckich Kilku rozmowach o bardzo wysokiej dziewczynie, które możecie aktualnie zobaczyć na HBO GO, Olteanu zastanawiał się nad ideą coming outu poprzez opowieść o dwóch kobietach, które połączyły należące do historii związki z tytułową bardzo wysoką dziewczyną. Florentina i Silvana początkowo rozpamiętują wspólnie przeszłość, by w efekcie najpierw się zaprzyjaźnić, a następnie zakochać. Na przeszkodzie stoi jednak ich różne podejście do życia. W drugiej fabule – Mia pragnie zemsty Olteanu wie już, że chce się ujawnić. Ujawnić jako brutalny krytyk rodzimej kinematografii, co w tak małym kraju jak Rumunia musi stanowić sporą odwagę. Produkcja ta, podobnie jak inny europejski mumblecore Les coquillettes Sophie Letourneur, opowiada w pierwszej kolejności właśnie o kinie. Tam mieliśmy grupę przyjaciółek jadących na festiwal filmowy w Cannes, tumamy grupkę próbujących sobie radzić z życiem aspirujących aktorek. Efekt jest ten sam – rozmowy o większych i mniejszych nazwiskach i miłosnych uniesieniach w towarzystwie kolejnych wypalanych papierosów i kolejnych wypijanych butelek wina.

W rumuńskim filmie dodatkowo dochodzi temat metoo, wyjątkowo gorący w Polsce w tym środowisku wobec świeżych (i bardzo dobrze udokumentowanych) zarzutów wobec legendy teatru Włodzimierza Staniewskiego. Podstawa historii, jak to często w tym gatunku bywa, osnuta jest wokół seksu. Mia jest prześladowana przez swojego wyjątkowo zaborczego i zazdrosnego partnera, którego co ciekawe, niczym żony Porucznika Columbo, nigdy nie zobaczymy, ani nie usłyszymy na ekranie. Jest już tym zmęczona. Postanawia się odegrać. Najlepszym sposobem na zemstę wiernej, ale wciąż bezpodstawnie oskarżanej i atakowanej, partnerki jest przecież zdrada. Przynajmniej w mniemaniu głównej bohaterki. Ale nie byle jaka zdrada, w końcu to świat sztuk wizualnych. Musi być to zdrada udokumentowana na taśmie filmowej. Okazuje się to jednak nie takie proste.

No i tak się toczy Mia pragnie zemsty, gdzieś między jej potencjalnymi wiadomościami dla partnera, rozmowami z koleżankami, teatralnymi próbami tworzy się nam teatr osobowości. Jak wiemy z sesji Q&A z reżyserem aktorzy mogli raz przeczytać scenariusz przed wyjściem na plan i to co zapamiętali mogli użyć, a resztę musieli improwizować. To bardzo ciekawy pomysł, który teoretycznie pozwalał zjeść ciastko (mieć sceny toczące się w kierunku fabuły) i mieć ciastko (zachować efekt improwizacji). Ta ostatnia jednak nieprzyzwyczajonej do takiego stylu pracy obsadzie nie przychodziła łatwo, efektem czego bardzo często występuje tu okropny montaż wewnątrz dialogowy – grzech śmiertelny mumblecore’u.

Mimo tego, dość poważnego, zarzutu Mia pragnie zemsty płynie bardzo gładko po wzburzonych falach kina niezależnego i w otoczeniu Poważnych Dramatów Zaangażowanych i innego kina środka oferowanego przez WFFowe konkursy daje przyjemną chwilę wytchnienia. Uznanie należy się także za przebijającą bańkę powagi rumuńskiej Nowej Fali scenę gry bohaterek w Marry/Fuck/Kill z rumuńskimi reżyserami w roli głównej. Pytanie do czytelników Porumboiu, Puiu, Mungiu M/F/K?

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Mia pragnie zemsty plakat

Mia pragnie zemsty

Tytuł oryginalny: „Mia îşi ratează răzbunarea”

Rok: 2020

Gatunek: mumblecore, komedia, obyczajowy

Kraj produkcji: Rumunia

Reżyseria: Bogdan Theodor Olteanu

Występują: Ioana Bugarin, Maria Popistaşu, Ana Maria Guran i inni

Ocena: 3,5/5