Mercy

"Mercy", reż. Tali Shalom - Ezer

Mercy

Ocena: 4/5

Wkraczająca w dorosłość Lucy (Ellen Page) wraz ze starszą siostrą Marthą (Amy Seimetz) i młodszym bratem Benjaminem regularnie jeździ kamperem do zakładów karnych, by tam wraz z grupą protestujących walczyć o zniesienie kary śmierci. Jest na miejscu zawsze, gdy egzekucja ma być wykonana. Zbliża się również termin kary ojca dziewczyny, który został skazany za zamordowanie żony. Pewnego dnia, podczas demonstracji przed egzekucją mordercy policjanta, Lucy poznaje Mercy (Kate Mara), córkę partnera zabitego, silnie przekonaną o słuszności wymierzanej kary. Wzajemna ciekawość przeradza się stopniowo w fascynację i zalążek uczucia.

Tali Shalom-Ezer, izraelska reżyserka, w swoim anglojęzycznym debiucie porusza nośny temat kary śmierci. Ameryka wydaje się podzielona nie tylko zgodą i niezgodą na „capital punishment” w różnych stanach, ale też w debacie publicznej polityków czy celebrytów. Mimo, iż można wyczuć subtelnie zarysowane stanowisko twórczyni w tej sprawie, przedstawia ona z dużą dawką empatii i zrozumienia racje obu stron konfliktu, a także, co może nawet ważniejsze, nasyca obraz autentycznymi emocjami. Uczucie, które łączy główne bohaterki staje się zatem metaforą porozumienia, niełatwego, okraszonego wieloma trudnościami, ale możliwego do zrealizowania.

Motyw kina LGBT wydaje się jedynie fasadą. Docinki i niezrozumienie otoczenia dla preferencji seksualnych bohaterek idealnie współgrają z niezgodą na ich kontakty z drugą stroną konfliktu związanego z zastrzykiem śmierci. Za sprawą żywego zaangażowania aktorek w role spośród tłumu protestujących wyłaniają się osobiste dramaty i tragedie.

Shalom-Ezer, mimo olbrzymiej sympatii do bohaterek, nie idealizuje ich i nie egzaltuje uczucia. Jak na dłoniach możemy wyczuć, że Lucy i jej siostra Martha wierząc w niewinność ojca, uczestniczą w demonstracjach w dużej mierze z osobistych pobudek. Reżyserka pozostawia zatem dla nas pytanie, na ile nasze poglądy na karę śmierci wynikają z naszych doświadczeń i krzywd, które nas spotkały. Inną intrygującą kwestią zostającą po seansie jest dwoistość roli Lucy jako jednocześnie córki zamordowanej i domniemanego mordercy. Bohaterka, wraz z rodzeństwem, jest zatem ofiarą tej zbrodni nie mogąc decydować o ewentualnej karze dla sprawcy.

Doceniam decyzję organizatorów festiwalu by nie tłumaczyć oryginalnego tytułu filmu. Dwuznaczność słowa „Mercy” jako angielskiego znaczenia wyrazu „łaska” i imienia jednej z bohaterek nie jest oczywiście przypadkowa. Na końcową uwagę zasługują ponadto subtelne zdjęcia autora polskiego operatora Radosława Ładczuka, który dał się już poznać zachodniemu widzowi pracą przy filmie „Babadook”.

Krystian Prusak
Krystian Prusak