Dolina niesamowitości to zjawisko obecne w psychologii od 1970 roku. Krótko mówiąc, jest to dyskomfort wywodzący się z kontaktu z antropomorficznymi robotami. Co czuje zwykły zjadacz chleba kiedy ogląda elektroniczne, udoskonalone wersje istoty ludzkiej na kinowym bądź telewizyjnym ekranie?

Japoński konstruktor robotów i inżynier – Masahiro Mori -  rozpoczął badania, które dotyczyły emocjonalnych reakcji ludzi na roboty im podobne. Im bardziej robot przypominał człowieka, tym sympatyczniejszy się wydawał, jednak w pewnym momencie roboty zaczynały wzbudzać niepokój i dyskomfort. Działo się tak po przekroczeniu pewnej granicy akceptowalnej dla ludzi. Zjawisko to zostało już naprawdę opracowane na wielu płaszczyznach i przez specjalistów, dlatego ja chciałabym przybliżyć je w kontekście humanoidalnego science fiction ostatnich lat.

Temat ten powrócił z impetem do świata kinowego w 2015 roku za sprawą „Ex Machiny” Alexa Garlanda. Alicia Vikander wcielająca się w rolę Avy – sztucznej inteligencji w kobiecym ciele chwilami przeraża. Jej zachowanie jest łudząco podobne do ludzkiego, wręcz flirtuje ze stażystą, który ma monitorować postępy w jej rozwoju. Ava niesamowicie sprytnie owija sobie Caleba wokół palca. Na zaistnienie zjawiska doliny niesamowitości ma wpływ sposób przedstawienia postaci robota w filmie i jego nacechowanie emocjonalne. Ava jest przebiegła, widz węszy podstęp, więc śledzi z podejrzliwością i analizuje każdy jej ruch z obawą o bycie wyprzedzonym w wyścigu o człowieczeństwo. Młody informatyk – Caleb po wielu godzinach spędzonych z „kobietą” paranoicznie zaczyna się zastanawiać czy sam nie jest robotem. Efekty specjalne są minimalistyczne i nie zabijają klimatu filmu. Badania nad sztuczną inteligencją przeprowadzane są w rezydenci w środku lasu. Przez ogromne przeszklone przestrzenie do wnętrza wnika zieleń lasu. Caleb i jego guru Nathan są zarysowani z ukształtowanym zestawem cech – ich zachowania są typowo ludzkie. Po dopełnieniu przestrzeni elektroniczną Avą coś zaczyna nam zgrzytać w obrazie całokształtu. Wpadamy we wspomnianą dolinę – czujemy się nieswojo. Jesteśmy zaniepokojeni, w stanie ciągłego napięcia. Bardzo dobrze wpływa to na odbiór filmu, bo jesteśmy w stanie wczuć się poniekąd w sytuację Caleba.

zdjęcie: United International Pictures

Kolejnym przykładem, którego dotyczy to zjawisko jest serial HBO „Westworld”. Tu jednak występuje ono w innym kontekście. Można powiedzieć, że pośrednio obserwujemy jak mierzą się z nim bohaterowie serialu, a nie dotyka w znacznym stopniu nas widzów. Niektórzy bohaterowie traktują antropomorficzne hosty jak ludzi, nie mają negatywnego usposobienia czy rozterek moralnych. Inni z kolei całkowicie wykluczają ludzki pierwiastek i pobyt w parku traktują jak zabawę: nie mają oporów, aby zabijać czy na różne sposoby wykorzystywać hosty. Powtarzają sobie i innym, że to tylko elektronika i praca ludzkich rąk oraz maszyn. Całkowicie skrajny jest przypadek Felixa i jego współpracownika, którzy pracują przy naprawianiu mechanicznych uszkodzeń hostów. Jednocześnie jasno pokazane jest, jaki dyskomfort psychiczny oraz rozterki moralne ich dotykają. Problem zaczyna robić się poważniejszy, kiedy młodzi zaczynają eksperymentować i przeprogramowywać hostkę Maeve, która staje się świadoma. Sami boją się tego, do czego doprowadzili. Przy oglądaniu „Westworldu” widz raczej nie doświadcza zjawiska doliny niesamowitości. Jeśli bardziej zgłębić by się w nasze reakcje można by pokusić się o stwierdzenie, że przy tej produkcji bliżej nam do dysonansu poznawczego. Z jednej strony trochę współczujemy hostom, bo nie są samoświadome, ich egzystencja jest monotonna, a ludzie je wykorzystują. Z drugiej strony jesteśmy zaalarmowani o przykrych następstwach obecnego położenia hostów przez przedstawienie sylwetki Maeve. I wcale nie jesteśmy z tego zadowoleni.

zdjęcie: HBO

Na wspomnienie zasługuje również „Świat Dzikiego Zachodu”, który był pierwowzorem powyższego serialu. Tam, mimo przestarzałych efektów specjalny, roboty totalnie mnie przerażały. Nie były w aż takim stopniu podobne do ludzi. Widać było niedoskonałość w poruszaniu się, brak im było płynności, a ich wzrok był pusty.

Nieco inne spojrzenie na całą sprawę przedstawia serial „Humans” produkcji AMC. Ludzie żyjący w przyszłości używają Tworów do pomocy w prowadzeniu domu, działalności czy jako obsługę w punktach usługowych. Tutaj znowu wracamy do wątku oczu – Syntetyki odróżniają się od ludzkiego społeczeństwa tym, że ich oczy są nienaturalnie zielone. Swoją drogą, mam wrażenie, że odtworzenie właśnie tego elementu ludzkiego ciała jest dla twórców najtrudniejsze – w końcu nie na próżno mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. W „Humans” dorośli momentami nie są przekonani do życia w symbiozie z Tworami, bo są one dla nich czymś relatywnie nowym. Zgoła odmiennie reagują tam małe dzieci, które mają kontakt z Tworami praktycznie od urodzenia. W pewnym momencie swojego dziecięcego życia mają problem, aby odróżnić Syntetyki od ludzi. Chcą naśladować maszyny, spędzać z nimi czas, bo one nie krzyczą, nie poddają się emocjom, nie robią błędów – są pozbawione człowieczeństwa. Serialowe postacie są przyzwyczajone do maszyn, ale widzowie mogą odczuć mocne oddziaływanie. Syntetyki zdecydowanie powodują u mnie zjawisko doliny niesamowitości. Ich oczy, sposób poruszania się, mowa, gestykulacja, ubiór – to wszystko składa się na stworzenie w pełni nieomylne, zautomatyzowane. Niepokojąco podobne do mnie samej, a jednak tak mi dalekie.

zdjęcie: AMC

Twórca tej hipotezy naukowej mówi, że cieszy go, iż jest ona obecna nie tylko w psychologii, że zaczyna przedostawać się do popkultury, kina, a nawet dizajnu. Androidy, sztuczna inteligencja, roboty – to tematy z potencjałem. Nic dziwnego, że twórcy z tego korzystają. Może to kwestia tego, że jesteśmy rozwijającym się społeczeństwem, które ciągle dąży do szczytu techniki… Temat stale intryguje. Niektóre z reżyserskich wizji są naprawdę zatrważające, a filmowy świat daje możliwość doświadczenia spektrum emocji, na które wpływa wiele czynników, o których istnieniu czasem nawet nie mamy pojęcia.

Anna Wieczorek