Nie damy się zamknąć w klatce – recenzja filmu “Lalka” – WFF

Nie damy się zamknąć w klatce – recenzja filmu “Lalka” – WFF

W ramach pokazów specjalnych Warszawskiego Festiwalu Filmowego można zobaczyć “Lalkę” w reżyserii Mounii Meddour. Reżyserka opowiada w nim z perspektywy kilku studentek jak w latach 90. w ramach radykalizacji stosunków społecznych w jej ojczyźnie zmieniała się na niekorzyść sytuacja kobiet. Wcześniej obraz prezentowano na festiwalu w Cannes w sekcji Un Certain Regard, a niedawno wybrano na algierskiego kandydata do Oscara międzynarodowego.

Końcówka lat 90. w Algierii. Zaostrza się konflikt aparatu państwowego reprezentowanego przez juntę wojskową z radykałami z Islamskiego Frontu Ocalenia. Kraj tak naprawdę wciąż zmaga się z wojną domową, którą rozpoczął zamach stanu w 1992 roku przeprowadzony przez armię po tym, jak islamiści zdołali zdominować pierwsze wolne wybory parlamentarne. Opinię publiczną może by te walki gigantów nie obeszły, ale co rusz wybuchają bomby przygotowane przez zwolenników zaostrzenia prawa szariatu. Oddolnie organizują się także grupy wymuszające na Algierczykach odrzucenie wszystkiego co zagraniczne i życia zgodnie z zasadami Koranu. Rozpoczynają szeroko zakrojoną akcję potępiającą kobiety, które nie noszą hidżabu, tym samym obrażając Allaha – na plakatach zachęta do zasłaniania ciała połączona jest z groźbą śmierci.

W takim mizoginicznym i opresyjnym środowisku przychodzi żyć Nedjmie (fantastyczna Lyna Khoudri), zwanej Papichą, czyli Lalką, studentce licencjatu języka francuskiego ze stołecznego Algieru. Wbrew pozorom nie zamierza emigrować, lecz zostać w kraju urodzenia, chciałaby tu żyć i pracować. Jako że w domu nauczyła się też świetnie szyć, myśli o karierze projektantki. Dziewczyna jest jak dynamit: urodziwa i energiczna, programowo zbuntowana, stojąca w kontrze względem wszelkich nakazów i ograniczeń. Jej wizję świata popierają przyjaciółki z akademika: nieodłączna kumpela Wassila (Shirine Boutellaaff), najbardziej bojaźliwa, nawet w damskim uniwersytecie nosząca chustę na włosach Samira (Amira Hilda Douaouda) i zdesperowana ciasnotą ojczyzny Kahina (Zahra Manel Doumandji). Dziewczyny narzekają na brak perspektyw, bo wiedzą, że po ślubie mężowie zamkną je w domu i koniec ze studiami, korzystaniem z uroków nocnego życia, tańcami, słuchaniem muzyki. Najbardziej zdesperowana wydaje się ostatnia z młodych kobiet, która bezskutecznie stara się o zgodę na wizę do Kanady, którą postrzega jako raj – Algieria to jeden wielki przymus, więzienie, klatka dla ptaków.

Studentki wyrażają swój młodzieńczy bunt na wszelkie możliwe sposoby. W stołówce odmawiają chociażby picia mleka z dodatkiem bromu, który miał obniżać im popęd seksualny. Ochoczo organizują taneczne wieczorki, z papierosami, alkoholem i zachodnią muzyką. Na plakatach propagandowych o noszeniu hidżabów rozklejonych w okolicy dorysowują, jak same z chichotem mówią ”wielkie cycki”. Nierzadko również wymykają się na dyskoteki, a wymaga to niemałej konspiracji: przedarcie się przez mur akademika dzięki przekupieniu dozorcy Mokhtara, ukrycie wieczorowych sukienek i kosmetyków w tobołkach, ryzykowna jazda taksówką po ulicach, gdzie w każdym momencie może dojść do kontroli zamaskowanych policjantów, a po zabawie igranie z ogniem podczas powrotu. Dziewczęta może przez lekkomyślność i używki, może przez rzadki powiew wolności, szukają tych niebezpiecznych momentów.

Łamanie tabu, ucieczki z domu, wkraczanie w przebraniu do sfery publicznej zazwyczaj zarezerwowanej dla mężczyzn to jeden z kluczowych aspektów świadectw walki o emancypację kobiet w świecie muzułmańskim. Tak czyniły choćby siostry z osadzonego w Turcji “Mustanga” Deniz Gamze Ergüven, nominowanego trzy lata temu do nieanglojęzycznego Oscara. Szczególne miejsce pośród ekranowych, choć przecież mocno inspirowanych rzeczywistością, relacji z pola walki zajmuje “Na spalonym” Jafara Panahiego. Jego bohaterki, sześć irańskich dziewczyn, zamierzają złamać prawo i w męskim stroju wejść na stadion, by obejrzeć mecz piłkarski. Nie jest to gest polityczny, lecz spełnienie marzeń o uczestnictwie w sportowej rywalizacji i współprzeżywania z innymi obywatelami meczu reprezentacji z Bahrajnem w eliminacjach do Mistrzostw Azji 2006. W prawdziwym życiu Iranki doczekały się dopiero kilka dni temu podobnej i to legalnej szansy. Pod naporem FIFA miejscowa federacja uchyliła zakaz wstępu na piłkarskie areny dla obywatelek (obowiązywał od 38 lat!). Wcześniej nie obyło się jednak bez ofiar – szalę przechyliło samospalenie się Sahar Khodayari, która dokonała tego aktu po tym, jak nie wpuszczono jej na stadion, aresztowano i planowano skazać za brak zasłony i obrazę policjantów. Splot tych zdarzeń staje przed oczyma nieoczekiwanie też w “Lalce”, gdy algierskie studentki beztrosko grają w piłkę. Może nie grozi im akurat wykluczenie ze sportowych aren, ale z wielu innych aspektów życia społecznego owszem.

Reżyserka i scenarzystka Mounia Meddour, urodziła się co prawda w Moskwie i dorosłe życie spędziła we Francji, ale do osiemnastego roku życia mieszkała w Algierii, na własnej skórze doświadczając narastającego terroru i islamskiego radykalizmu. Jako nastolatka mogła spotkać się, jak dziewczyny z jej debiutu, z szykanami i połajankami ze strony radykałów (o dziwo w dużej części matron noszących czarne hidżaby – pamiętacie “Persepolis”?). Na ulicach dwumilionowego Algieru czyha na nie też stado wilków, tych mniej religijnych lub po prostu żyjących w hipokryzji samców. Wulgarne odzywki, tanie komplementy czy łażenie krok w krok to tylko prolog, czasem ciąg dalszy może być tragiczny jak w poruszającym tunezyjskim filmie “Piękna i bestie” (reż. Khaled Walid Barsaoui, Kaouther Ben Hania). Do seksualnego napastowania dojdzie także tutaj i to ze strony kogoś komu powinno się ufać.

Waga tematu i, jak mniemam, własne doświadczenia twórczyni chwilami ciążą na całości dzieła. Jak głosi napis na początku fabułę oparto luźno na faktach, ale są momenty wypadające mimo wszystko zbyt gładko, a dialogi bywają dość deklaratywne, jak gdyby były wyjęte ze sztuki teatralnej lub pamfletu. Niedoskonałości ratują jednak naturalność i energia aktorek, zwłaszcza Lyny Khoudri w roli Nedjmy. Narastające napięcie i kolejne dramatyczne zdarzenia są chyba zbytnio podkreślane przez ruch kamery. Wąskie kadry, zbliżenia na twarze, szybki montaż mają oddawać nerwowość tamtych czasów i ulatujące nadzieje na poprawę losu kobiet, ale ten zestaw filmowego wyrazu często męczy brakiem subtelności i umiaru. Pewne niedoskonałości techniczne czy naddatek poruszanych kwestii zostają przesłonięte przez moralny wydźwięk, jaki niesie z sobą algierski kandydat do Oscara tudzież poczucie niezgody na zwyczaje panujące w północnej Afryce.

Awizowane już w tytule recenzji gniewne stanowisko bohaterki i jej koleżanek to jednakże krzyk rozpaczy przed nadchodzącą falą represji, przymusu i łamania praw obywatelskich. To ważny gest polityczny, który zostanie najpewniej zatuszowany, nie usłyszy o nim opinia publiczna, a tym bardziej zagranica. Nie zareaguje ONZ ani inne międzynarodowe organizacje walczące o równość społeczną. Amazonki z Maghrebu zostaną zakneblowane. Niech potwierdzi to zażywna staruszka Malika, właścicielka kawiarni na Saharze z innego algierskiego dzieła obecnego w programie Warszawskiego Festiwalu Filmowego, czyli “Ulicy Pustynnej nr 143” Hassena Ferhaniego. Na wieść o obiecywanych przez polityków prawach dla kobiet kwituje wszystko rechotem i stwierdza, że niczego takiego nie potrzebuje. Już dawno przestała wierzyć, że może coś zmienić, zaakceptowała służebną rolę w społeczeństwie.

Najważniejszą sceną “Lalki” wydaje się ta, w której śmiejemy się i jednocześnie po chwili smucimy, bo dociera do nas prawda o tym, jak religia zmieniła ten zakątek świata. W odwiedzinach u matki Nedjma i jej siostra, dziennikarka Linda, słuchają, jak ich rodzicielka dowcipnie opowiada o sposobach noszenia haika, czyli tradycyjnej chusty z Maghrebu, którą tutejsze muzułmanki zasłaniają włosy i ciało przed obcymi. Otóż będąc panną, można pokazać nieco włosów, jakby nęcąc przyszłego męża, żony już jednak szczelnie chowają za zasłoną wszystko oprócz twarzy i dłoni, dla religijnych dam istnieje jeszcze trzeci sposób, czyli cyklop – tak noszony haik odkrywa tylko jedno oko. Matka przytacza również anegdotę o tym, jak podczas wojny Algierki mamiły żołnierzy francuskich (zwanych tu „czarnymi stopami” – pieds noirs) nagimi kostkami, gdy pod zasłoną niosły Kałasznikowa dla swoich pobratymców. Nedjma na skutek tej opowieści i tragedii, jaka ma miejsce dosłownie chwilę później, wymyśla, że jej walką z systemem będzie zaprojektowanie kolekcji uszytej z haików. Pokaz mody ma być połączeniem tradycji i feministycznego zrywu. Czy takimi małymi krokami można wyważyć wieko zamordyzmu i mizoginii?

Maciej Kowalczyk
Maciej Kowalczyk
Lalka plakat

Lalka

Tytuł oryginalny: „Papicha”

Rok: 2019

Gatunek: dramat

Kraj produkcji: Algieria, Belgia, Francja, Katar

Reżyser: Mounia Meddour

Występują: Lyna Khoudri, Shirine Boutella, Amira Hilda Douaouda i inni

Ocena: 3,5/5