Szkolne dni – recenzja filmu „Kwiaty zła” – Pięć Smaków

Szkolne dni – recenzja filmu „Kwiaty zła” – Pięć Smaków

Kto z nas nigdy nie był nastolatkiem? Kto z nas wiedział, co ze sobą zrobić? Jak w tłumie ma się odnaleźć przypadkowy chłopak z prowincjonalnego miasta? Jak się samoidentyfikować? O młodzieńczym zagubieniu, poszukiwaniu siebie w maskach i łatkach oraz próbie określenia własnej tożsamości w tym całym zamieszaniu opowiadają „Kwiaty zła”. Film miał międzynarodową premierę na trwającym Festiwalu Pięć Smaków.

W 2007 roku dużym wydarzeniem w japońskiej telewizji była emisja anime „School Days”, adaptacji dwa lata starszej, szalenie popularnej gry visual novel pod tym samym tytułem. Fabuła opowiadała o powstałym w liceum trójkącie miłosnym między nieśmiałym nastolatkiem, bogatą niewinną dziewczyną i intrygantką, która po poznaniu sekretu chłopaka wyswatała parę. W miarę trwania akcji bohaterowie coraz bardziej pogrążą się w toksyczności całej sytuacji, a ich psychika jest coraz to bardziej nadwyrężana.

Dzieło to znał niewątpliwie Shūzō Oshimi, gdy w 2009 roku wydał pierwszy tom swojej mangi „Kwiaty zła”, opowieści bazującej na niemal identycznych założeniach. Tu też mamy zwykłego, „zdolnego, ale leniwego”, trochę nieśmiałego chłopaka Takao, który potajemnie podkochuje się w niedostępnej dziewczynie: najpiękniejszej, najzdolniejszej, najpopularniejszej – Nanako. Tu również uczucie to odkrywa szkolna outsiderka Sawa, która niejako siłą i szantażem swata dwójkę, lecz nie zamierza się wycofywać z ich życia.

Wychodząc z podobnych założeń, obie opowieści chcą jednak opowiedzieć o czymś innym. Podczas gdy „School Days” skupiało się raczej na eksploracji tematu choroby psychicznej i tego, jak przypadek (a może fatum?) prowadzi do zbrukania i zniszczenia dziecięcej niewinności, manga Shūzō, a za nią film Iguchi Noboru, pozostają bardziej niewinne. Głównym tematem „Kwiatów zła” jest samoidentyfikacja – rozważenie kwestii, w jakim stopniu jesteśmy w stanie narzucić sobie lub komuś określoną tożsamość.

Słowem, które najlepiej określiłoby dwójkę głównych bohaterów – Takao i Sawę – jest „pozer”. Życie obojga toczy się wokół udawania, że są kimś więcej, kimś wyjątkowym, lepszym od otaczających ich „gównojadów”. Sawa robi to poprzez swoją bezczelność i podkreślanie własnej odrębności od reszty klasy. Dla Takao orderem tym są tytułowe „Kwiaty zła”, wydany w 1857 roku szalenie kontrowersyjny w swoich czasach tom poetycki Charlesa Baudelaire’a, który dostał od ojca na trzynaste urodziny. Czytanie ambitnej i trudnej literatury, połączone z noszeniem ze sobą wszędzie wspomnianej książki i rzucaniem z rękawa nazwiskami dawno zmarłych Francuzów, jest dla niego tarczą i zbroją, w której jednak bez ustanku kłuje go lewy bok.

Na marginesie, w polskim kinie z tym tematem w ostatnich latach mierzyła się chyba tylko „Sala samobójców” Jana Komasy. Jej główny bohater desperacko starał się znaleźć akceptację i własną tożsamość poprzez liczne eksperymenty, co w końcu pchnęło go ku coraz głębszemu zatracaniu się w wirtualnej społeczności innych pozerów. Tragedią Dominika było wtedy jednak to, że uwierzył w maskę, jaką dał na siebie nałożyć. Tu szansą na ocalenie będzie zdanie sobie sprawy z jej obcości i sztuczności.

Nie da się mówić o dojrzewaniu bez mówienia o płciowości. Przeszłość reżysera filmu Iguchiego Naboru, który swoją zawodową karierę zaczynał za kamerą produkcji pornograficznych (jego „Final Pussy” zdobyło nawet nagrodę dla najlepszego japońskiego filmu do wypożyczenia w 2005 roku), mogłaby sugerować, że tematyka ta zajmie kluczowe miejsce w obrazie. Wszak wszyscy pamiętamy bardzo odważną erotycznie „Miłość obnażoną” Siona Sono z 2008 roku, chyba najważniejsze coming of age tego stulecia. Byłoby to jednak skojarzenie całkowicie chybione i prowadzące na manowce. Paradoksalnie w „Kwiatach zła” seksualność nastolatków ukazana zostaje raczej jako konstrukt i oczekiwanie narzucone z zewnątrz na bohaterów. Pożądanie jest tu kolejną maską przywdziewaną dla samoidentyfikacji tudzież jednoczesnego dostosowania się do otoczenia. Kultem obrasta słowo „zboczony”, czyli jednocześnie seksualny (zatem taki jak wszyscy) i „inny”, „nieodpowiedni” (zatem wyjątkowy). W pewnym sensie podobne podejście do tego tematu zaprezentowała niemiecka „Melancholijna dziewczyna”, w której, chociaż główna bohaterka przez cały film występuje naga lub prawie naga, wszelka erotyczność i zbliżenie z kimkolwiek wydaje się konceptem obcym, zewnętrznym i odrzucanym przez nią.

Jak już wspomniałem na samym początku, to adaptacja mangi; w tak zwanym międzyczasie powstało także (średnio popularne) anime. Ta baza jest tu bardzo mocno widoczna; to niezwykle japońska rzecz formalnie, na przykład, jeśli chodzi o dość niedojrzałe poczucie humoru czy częste przeseksualizowywanie kobiecych bohaterek pracą kamery. Typowo telewizyjny zabieg stanowi także dość kiczowaty motyw muzyczny pojawiający się w kluczowych momentach, jakby właśnie miał się skończyć odcinek. To wszystko jest tu dużo bardziej widoczne niż np. w „Asako. Dzień i noc”, czyli innej adaptacji mangi, którą mogliśmy oglądać na ekranach w maju. Zabiegi te, chociaż niektórym mogą przeszkadzać, według mnie dodają klimatu całości, wprowadzając „Kwiaty zła” w pewną dolinę niesamowitości, która przypomina nam, by nie traktować ekranowych wydarzeń zbyt dosłownie i poważnie.

Formalnie ten film jest zresztą świetny: zdjęcia są bardzo dobre i umiejętnie budują klimat całości, zawieszonej między prozą kina coming of age a baśnią świata mangi i telewizyjnej animacji. Bardzo dobra muzyka została przygotowana przez etatowego współpracownika reżysera Fukudę Yasuhiko i zespół Regal Lily (dostępny w serwisie Spotify, polecam). Na wysokości zadania stanął także Iguchi, który podjął niełatwą decyzję o wprowadzeniu drugiego planu czasowego i przebitek z przyszłości bohatera, które łatwo mogły całość zbanalizować lub zniszczyć suspense, lecz jedynie wzbogaciły efekt końcowy.

„Kwiaty zła” są przewrotnym i szalenie ciekawym filmem: jednocześnie dokładnie takim, jakiego oczekujemy i zupełnie od naszych oczekiwań rozbieżnym. To seans, który z czystym sumieniem można polecić każdemu, kto interesuje się kinem coming of age i pokazywaniem okresu adolescencji na ekranie. Obraz jednocześnie mądry, ważny i udany. Świetne otwarcie festiwalu.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Kwiaty zła

Tytuł oryginalny: „Aku no hana”

Rok: 2019

Gatunek: coming of age, romans, dramat, komedia

Kraj produkcji: Japonia

Reżyser: Iguchi Noboru

Występują: Kentarô Itô, Shiori Akita, Tina Tamashiro i inni

Ocena: 4/5