Krótki format #1 – „Księżyc Jowisza”

Krótki format #1 – „Księżyc Jowisza”

"Księżyc Jowisza", reż. Kornél Mundruczó

Księżyc Jowisza

Ocena: 4/5

Latający muzułmanin odmieniający oblicze ziemi, węgierskiej ziemi – w dobie kryzysu uchodźczego oraz ostrych sporów politycznych takie zestawienie jest odrobinę, mówiąc eufemistycznie, kontrowersyjne. W tym szaleństwie tkwi jednak metoda, bo Węgrowi udało się stworzyć niezwykle frapujące dzieło.

Mariaż kina artystycznego z hollywoodzkim jest rzadki, ale tę taktykę stara się stosować Christopher Nolan. O ile jednak Amerykanin przytępia blockbusterowe ostrze, o tyle Mundruczó wychodzi z festiwalowych piwnic i szuka współczesnego języka, którym mógłby opisać interesujące go zagadnienia. To właśnie dlatego sięgnął po estetykę kina superbohaterskiego, upatrując w nim nerw naszych czasów. Nie bez przyczyny powstaje obecnie tyle tego typu produkcji. Owszem, generują one ogromne przychody, ale przede wszystkim są lustrem odbijającym społeczne fantazje i lęki.

Księżyc Jowisza” stanowi próbę analizy skutków wędrówki ludów, jaka przetacza się przez Europę. Reżyser pyta, na ile figura Innego zbudowana jest z uzasadnionych obaw, a na ile stanowi cel sztucznie wykreowanej i podsycanej agresji. Ciągle wtyka kij w szprychy spokojnych sumień, które od dawna mają wyrobione zdanie. Prowokuje, mnoży sprzeczności, slalomując między tonem poważnym a niczym nieskrępowaną artystyczną fantazją.

Węgier nie pozostawia wątpliwości – nasz kontynent znajduje się w głębokim kryzysie. Zadufani w sobie, nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie piekło na ziemi fundujemy uchodźcom. Kamera przemierza naprędce sklecone obozy, w których jak mrówki ściśnięta ciżba ludzka oczekuje na cud. Wdziera się również do domów rdzennych Europejczyków, ukazując życie społeczne trawione dekadencją i korupcją. Jednocześnie przypomina – wśród przyjezdnych naprawdę znajdują się terroryści gotowi skrzywdzić niewinnych ludzi.

I wtedy właśnie zjawia się on – przeczący prawom fizyki muzułmanin, wlewający wiarę w serca niedowiarków. Skojarzenia z końcówką Cesarstwa Rzymskiego są w pełni uzasadnione – tak jak wtedy Imperium było „nadgryzane” przez nieznaną „sektę”, tak i teraz przyjeżdżają na stary kontynent wychowani w zupełnie innej kulturze, silnie związanej z religią. Być może właśnie stamtąd nadejdzie otucha dla sytego społeczeństwa zachodniego, a otoczenie na nowo zostanie zaczarowane i wyrwane ze szponów chłodnego racjonalizmu? A może to tylko bajka dla naiwniaków?

W „Księżycu Jowisza” więcej jest pytań niż odpowiedzi, a każde z nich prowokuje do poważnych dyskusji. By jednak odnaleźć w tym filmie jak największą przyjemność, zarówno dla umysłu jak i dla duszy, warto odrzucić swoje poglądy i dać się ponieść wizji Węgra. Na pewno się nie zawiedziecie!

Marcin Kempisty
Marcin Kempisty