Świat Bobbiego – recenzja filmu „Krwawa wyprawa” – Pięć Smaków

Świat Bobbiego – recenzja filmu „Krwawa wyprawa” – Pięć Smaków

Są takie chwile na festiwalach filmowych, kiedy id wygrywa z ego i człowiek przesycony kinem artystycznym pragnie dać odpocząć szarym komórkom na niezobowiązującym nocnym seansie. Wtedy niespodziewanie z mocą bomby atomowej atakują takie obrazy jak “Krwawa wyprawa”, będąca skondensowaną pigułką tego, co podłe, plugawe i obrzydliwe, dla niepoznaki opakowaną w kolorowe obrazki. To brutalny splatter w formie dziecięcej wycinanki.

Japoński artysta tworzący pod pseudonimem Ujicha upodobał sobie technikę, którą określa jako gekimation. Jest to pochodna poklatkowej animacji ręcznie wykonanych obiektów znanych choćby z “South Parku”, jednak jego dzieła właściwie trudno określić filmami animowanymi w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Składają się na nie wycięte z papieru obiekty poruszające się przed kamerą, co sprawia wrażenie oglądania na ekranie ilustrowanej książeczki dla dzieci. Każda zmiana pozycji ciała lub mimiki postaci wymaga kolejnego rysunku stworzonego od podstaw. Reżyser lubi je przy okazji polewać rozmaitymi płynami imitującymi krew i różnego rodzaju wydzieliny. Tworzy to razem wyjątkowo groteskowy efekt. Taki styl wbrew pozorom nie jest jednak żadnym novum. W 1976 roku w Japonii powstała serialowa adaptacja popularnej mangi “Nekome Kozō (ang. “Cat Eyed Boy”), wykonana tą samą techniką, będąca produkcją typu shōnen utrzymaną w konwencji kina grozy.

Ujicha debiutował animacją “Moeru butsuzou ningen” (ang. “The Burning Buddha Man”), łączącą kino zemsty z absurdalnym body horrorem. Widać, że szczególnie upodobał sobie motyw transformacji ciała, gdyż w “Krwawej wyprawie” powraca on ze zdwojoną siłą.

Zaczyna się zaś całkiem niewinnie. Główny bohater, Bobby – dwunastoletni Amerykanin o blond włosach i cherubinowej twarzyczce – wybiera się wraz ze swoim przyjacielem Akkunem na wycieczkę w celu odwiedzin ich mieszkającego po drugiej stronie gór kolegi. Chłopcy, chcąc skrócić dystans wędrówki, żeby wrócić do domu przed zmrokiem, wybierają nieuczęszczany skrót, który, jak już na samym początku informuje narrator, okaże się drogą przez piekło. Jego przedsionkiem będzie opuszczony park rozrywki Violence Voyager kierowany przez szalonego naukowca, skrywającego mroczne tajemnice. Kolejne wydarzenia to już wypadkowa przetworzonych klisz horroru i science fiction oraz chorej wyobraźni twórcy. Dość powiedzieć, że poznamy m.in. staruszka o pedofilskich skłonnościach, perwersyjnego nietoperza, walecznego kota, odrażające hybrydy człowieka z maszyną oraz bliżej nieokreślony twór zwany “matką”, czerpiący życiodajną energię z martwych dzieci.

“Krwawa wyprawa” bez ograniczeń czerpie ze wszelkich dobrodziejstw szeroko pojętego kina gatunkowego, jednak przez formę z miejsca trudno traktować tu cokolwiek na poważnie. Już samo patrzenie na twarze kartonowych bohaterów i ich bogatą mimikę zmieniającą się przy każdym kolejnym ujęciu wywoływało w kinie salwy śmiechu. Musiało minąć trochę czasu, zanim publiczność oswoiła się z niecodzienną formą. Punkt wyjścia może kojarzyć się z amerykańskim kinem przygodowym w typie “Goonies” czy “Stand by Me”, w którym grupka dzieciaków styka się z tajemnicą, pakuje plecaki i wyrusza we wspólną podróż. Ujicha początkowo bardzo oszczędnie wprowadza tu elementy grozy i przez pewien czas zastanawiałem się, czy obietnice nie skończą się na straszydłach rodem ze “Scooby-Doo”. Kiedy wreszcie bohaterowie konfrontują się z rzeczywistym zagrożeniem, twórcy puszczają wszelkie hamulce i już do samego końca obserwujemy eskalujący festiwal obrzydliwości. Kreatywności elementów body horroru pozazdrościłby artyście sam David Cronenberg, a z cyberpunkowo transhumanistycznymi kreaturami mogliby zmierzyć się bohaterowie “Tetsuo – Człowieka z żelaza” Shinyi Tsukamoto. Reżyser bowiem, choć zapatrzony w Amerykę, sercem pozostaje w Japonii. Widać to po sposobie, w jaki traktuje bohaterów uosabiających Stany Zjednoczone – Bobby’ego oraz jego ojca przypominającego skrzyżowanie drwala z Action Manem.

Nie dajcie się zwieść pozorom. “Krwawa wyprawa” to midnight movie w najbardziej hardkorowym wydaniu, którego pod żadnym pozorem nie powinno się pokazywać dzieciom. Z drugiej strony jest filmem ekstremalnym, lecz jego forma pozwala odpowiednio zdystansować się do wywołujących torsje treści. Mimo wszystko czujcie się ostrzeżeni!

Grzegorz Narożny
Grzegorz Narożny
krwawa wyprawa plakat

Krwawa wyprawa

Tytuł oryginalny: „Violence Voyager”

Rok: 2018

Gatunek: animacja, horror, gore

Kraj produkcji: Japonia

Reżyser: Ujicha

Występują: Aoi Yuki, Naoki Tanaka, Shigeo Takahashi i inni

Ocena: 3,5/5