Sny wędrownych pszczół – recenzja filmu „Kraina miodu”

Sny wędrownych pszczół – recenzja filmu „Kraina miodu”

W 2006 roku po raz pierwszy opisano zjawisko masowego ginięcia pszczół. Od tego czasu zaniepokojeni twórcy podchodzą regularnie do naświetlenia problemu spadku liczby owadów zapylających wspomagających naturę w reprodukcji. Czemu właściwie pszczoły znikają?

Z wyjaśnieniem pośpieszyłby wykładowca fizyki, Elliot Moore ze „Zdarzenia” M. Nighta Shyamalana. Jest to „działanie natury, którego nigdy do końca nie zrozumiemy”. Więcej do powiedzenia miałaby w tej kwestii Hatidze, jedna z ostatnich pszczelarek w Macedonii wykorzystujących tradycyjne metody hodowli. Porządek ustalony od wieków zakłóca pojawienie się w sąsiedztwie tureckiej rodziny wędrownej, która zaczyna panoszyć się jak zaraza czerwi w ulu. Przewinienia tej hałastry postawią wszystko na głowie. Ignorancja względem niezaspokojonych potrzeb, niewygód przenosi się na zaniedbania, gdy dochodzi do zagłodzenia bydła, ale i pszczół.

“Wystarczy kilkudniowa przerwa w dopływie nektaru, by atmosfera rozwoju uległa załamaniu. Wtedy szybko rozwinie się nastrój rojowy.” Pasiecznictwo nastawione na biznes doprowadza do zbiorowej rzezi owadów, rywalizujących między sobą o zapasy. Spokój łagodnej Halidze zostaje zmącony. Obserwując udrękę córki, jej matka zaczyna z bezradności złorzeczyć: „Niech Bóg spali ich wątroby”. O tym, jak łatwo zachwiać łagodną równowagę kruchego ekosystemu, była już mowa w „Więcej niż miód” Markusa Imhoofa. Homeostazę zapewniają ścisłe proporcje ilości do jakości, określone złotą zasadą „pół na pół”. W skrócie, wraz z zebraniem połowy plastrów miodu, resztę zostawia się do czasu, aż natura zrobi swoje.

Kiedy na zewnątrz nomadzkiej wspólnoty wali się znany wcześniej tubylcom świat, rodząc nieporządek, we wnętrzu chaty jest miejsce na intymność. Światło świecy oddala mroki niepewnych czasów podczas długich wieczorów, gdy wybrzmiewa piękno bliskiej relacji rodzica z troskliwym opiekunem, jej córką. Na starość zwraca się matce troska okazywana wcześniej swoim podopiecznym. Na wierzch wynurza się wtedy zaangażowanie w utrzymanie kojącej aury bliskości w rodzinie. Wszystko to postępuje z mocą pragnienia poznania jeszcze lepiej swojej rodzicielki, zanim zniknie na zawsze. Czasem szydzi sobie ona przy córce: „Jeszcze nie umieram. Jedynie napełniam twoje życie nieszczęściem”.

Kiedy starowinka w “Krainie miodu” nieustannie chowa się w mrokach pomieszczenia, widz obserwuje odbicie lustrzane bliskiej relacji znanej z obrazu Rubensa „Staruszka i chłopiec ze świecą”. Codzienne wieczorne spotkania przy świecy są zaproszeniem do środka tej zamkniętej społeczności. Pytania zadawane z dziecięcą ciekawością pomagają zmniejszyć lęk, jaki wybudza w potomku świadomość nieuchronnej starości. Chiaroscuro rysujące się na licach postaci zachęca, aby przyjrzeć się sponiewieranym twarzom z bliska i wyczytać z nich jak najwięcej. W innym festiwalowym filmie, „Zniknięciu mojej matki” Beniamino Barrese, wścibiając się z obiektywem kamery do prywatnego świata wiecznej indywidualistki, usiłuje zrozumieć, czemu zrywa ona z dotychczasowym życiem. Przygotowuje się w ten sposób do ostatecznego pożegnania z ukochaną kobietą.

Niedorzeczność egzystencji wyzbytej jakiejkolwiek technologii sprzyja poczuciu odrealnienia. Ciężko uwierzyć, że ludzie współcześnie wciąż potrafią żyć w tak prymitywnych warunkach. Niczym Nina w „Bez dachu i praw” Agnès Vardy, Hatidze jest również zdana sama na siebie i liczy się cały czas z tym, że będzie musiała poszukać swojego miejsca na ziemi gdzie indziej. Tutaj jednak surowość świata przełamuje rozmarzony nastrój, jaki kreuje promienne oblicze młodej duchem i łagodnej bohaterki. Patrząc na pokąsaną twarz Hatidze można uznać, że barwne kwiaty na chuście wręcz przyciągają zapracowane owady. Ograniczenia bohaterów dodatkowo podbudowuje zamknięta przestrzeń, w której poruszają się postaci. Wewnątrz domów i na podwórku jest mało miejsca, które dodatkowo jest często zagracone. Wyjazd na targ w Skopje, aby sprzedać miód, pozwala zaczerpnąć głębszy oddech. Usypiającą czujność rutynę codzienności pomaga przełamać nadejście wyczekiwanego z niecierpliwością święta wiosny, tak zwanego Hidrellez. Wybierając się na festyn, kobieta chce się ładnie zaprezentować, dlatego pozwala sobie z tej okazji na luksus zakupu kasztanowej farby do włosów.

Twórcy “Krainy miodu” spędzili na farmie trzy lata, dzięki czemu nie czuć obecności kamery i bohaterowie poruszają przed nią swobodnie. Ljubomir Stefanow i Tamara Kotewska nie ingerują twórczo. Życie na macedońskiej wsi samo pisze scenariusz. Standard życia jest bardzo niski, dlatego tym bardziej wzbudzają podziw umiejętności “złotej rączki” przejawiane przez miejscowych. Samodzielnie montują antenę z tego, co mają pod ręką – kija, gwoździa i blaszanej pokrywki, czego nie powstydziłby się zdolny majster z obrazu Georgesa de La Toura “Święty Józef cieśla”. Tam kilkuletni Jezus poznaje fach ojca przyglądając się mu z zainteresowaniem, podobnie jak liczna gromadka dzieci Husseina obserwuje ciekawe zajście na podwórku. Więcej oporu wyzwala w młodym pokoleniu pomaganie w gospodarstwie, kiedy z dużą szansą można oberwać z kopyta przy wypasie trzody czy zostać pokąsanym pomagając przy ulach.

Wraz z postępem technologicznym tracimy z oczu urzekające piękno tradycyjnych wiosek odchodzących powoli w zapomnienie, czy to spoglądając w stronę mniejszości etnicznej Yao w “Znikających górach” Yuxi Cui, czy to oddalając się od jurty na kazachskim stepie w “Tulpanie” Siergieja Dworcewoja. Czy Hatidze poradzi sobie w sytuacji, kiedy będzie zmuszona wyjechać? Hodowla pszczół jest dla protagonistki całym życiem, tak jak dla Asy fach pasterza. Wydaje się, że czeka ją analogiczny los jak marzącego o własnej jurcie potomka koczowników, który musi rozważyć wyjazd z odludnego stepu, aby mieć szansę znalezienia żony, czy też zdobycia wykształcenia i zawodu. Bohaterka przejawia podobne uznanie dla bogactw naturalnego świata jak Tokue z “Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli” Naomi Kawase. Narrator nie zakłóca samotności Hatidze pełnej znoju, która wyzbyta jest dramatyzmu. Może idąc samotnie krętą ścieżką w górach ku innej rzeczywistości, nie postrzega ona tak tragicznie swojej sytuacji, jak strapiony widz.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska

Kraina miodu

Tytuł oryginalny: „Honeyland”

Rok: 2018

Gatunek: dokument

Kraj produkcji: Macedonia

Reżyser: Tamara Kotewska, Ljubomir Stefanow

Ocena: 4/5