Ach, śpij kochanie – recenzja filmu “Kołysanka”

Ach, śpij kochanie – recenzja filmu “Kołysanka”

Pogodzenie roli rodzica i kariery zawodowej dającej osobistą satysfakcję wydaje się być jednym z kluczowych problemów współczesnych rodzin nuklearnych w krajach rozwiniętych. Nie przypadkiem politycy wielu państw prześcigają się w propozycjach, jak pomóc młodym rodzicom, by wymienić choćby program Rodzina 500+ czy darmowe przedszkola i żłobki. Jednym z rozwiązań, na jakie decydują się rodziny, choć drogim i ciągle mało popularnym w Polsce, jest zatrudnienie pełnoetatowej niani. Taki pomysł przyszedł na myśl bohaterom francuskiego filmu Kołysanka w reżyserii Lucie Borleteau.

Myriam (zdobywczyni Cezara za Wszystko co się świeci Leïla Bekhti) i Paul (znany ze 120 uderzeń serca Antoine Reinartz) są młodym małżeństwem z dwójką pociech. Dla dobra dzieci kobieta zdecydowała się kilka lat temu na zawieszenie kariery zawodowej i poświęcenie się opiece nad nimi. Rzeczywistość po drugim porodzie przerosła jednak Myriam, a brak innych tematów do rozmów z mężem poza pieluchami oddalił małżeństwo od siebie. Patrząc na rozwijającą się karierę Paula w branży muzycznej, zatęskniła za samorozwojem i spełnieniem zawodowych aspiracji. Z niemałym trudem przekonała męża, że jej powrót do pracy prawnika i zatrudnienie niani będzie dla nich najlepszą opcją. Nawet jeśli będzie musiała wydać całą pensję na ten cel. Gdy po kilku rozmowach z kandydatkami nasi bohaterowie zdają się być już lekko zrezygnowani, do ich domu przychodzi Louise (nominowana do Cezara za tę rolę Karin Viard), kobieta miła, stateczna i z dużym doświadczeniem w swojej profesji. Już w trakcie rozmowy zdobywa nie tylko zaufanie małżeństwa, ale i sympatię ich córki Mili. Zmiana układu w domu przychodzi wszystkim z zaskakującą łatwością. Mila i jej braciszek Adam zdają się uwielbiać nianię. Myriam wreszcie kładzie się spać szczęśliwa, a jej relacja z Paulem wręcz kwitnie. Mają znowu czas dla siebie, a z czasem pozwalają sobie i na imprezy z przyjaciółmi. Louise nie przeszkadza zostawanie po godzinach, a w wolnej chwili nawet zetrze kurze z komody. Film Lucie Borleteau jest ekranizacją bestsellerowej francuskiej powieści Leïli Slimani (wznowionej niedawno w Polsce przez Wydawnictwo Sonia Draga). Reżyserka powoli i z pieczołowitością rozstawia pionki na filmowej planszy. Kiedy widz zdąży już nasycić się idyllą nowej sytuacji, twórczyni stopniowo wtrąca elementy, które mogą naruszyć posągowy ideał Louise. Wychodzi na jaw, że kobieta ma radykalny pogląd na marnowanie żywności, przez co podaje Mili przeterminowany jogurt. W innym miejscu zdarza się jej stracić równowagę i krzyknąć na dziecko. W pewnym momencie małżeństwo tak bardzo uzależnia się od pomocy kobiety, że wydaje się, iż bez niej nie są już w stanie funkcjonować. Cała druga część filmu bazuje na niepewności widza co do faktycznych motywów niani. Czy drobne zdarzenia są naturalnymi elementami złożonej ludzkiej psychiki każdego z nas, a może to po prostu niegroźne cechy samotnej kobiety w średnim wieku, nie do końca rozumiejącej prawidła współczesnego świata? Czy może wreszcie, postępujące pęknięcia w wizerunku Louise (sugerowane już na plakacie filmu) to zapowiedź tragedii, jaka czeka bohaterów i elementy znane choćby z kina spod znaku home invasion? Lucie Borleteau podejmuje trudne i palące problemy współczesnego świata. Tym bardziej szkoda, gdy całość traci impet w końcowych partiach filmu, a złożona obietnica spotyka się w finale z nie do końca satysfakcjonującym rozwiązaniem. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że seans pozostaje na dłużej w pamięci. Głównie z powodu złożonej kreacji Karin Viard.
Krystian Prusak
Krystian Prusak

Kołysanka

Tytuł oryginalny: „Chanson Douce”

Rok: 2019
 

Gatunek: dramat, thriller

Kraj produkcji: Francja

Reżyseria: Lucie Borleteau

Występują: Karin Viard, Leïla Bekhti, Antoine Reinartz i inni

Dystrybucja: Best Film

Ocena: 3/5