Mad Men thinking

Kino, które wywołuje w nas mieszane uczucia. Kino, po którym nie wiemy od razu co myśleć i co czuć. Filmy po których najpierw myślimy coś innego niż "to był dobry film". Musimy najpierw pomyśleć nad tym, co zobaczyliśmy. Kino, którego nawet sama definicja nie jest prosta. Ale spróbujmy.

"Niełatwe" nie musi od razu oznaczać "trudnego" - takim kinem jest choćby "Idź i patrz", albo filmografia Tarkowskiego. Zaznaczę też, że kino które jest łatwe nie musi równać się kinu złemu ani nawet podrzędnemu. W końcu wiele arcydzieł jest proste jak drut - choćby "Szklana pułapka". Od początku do końca działania protagonisty mają jeden, określony charakter (w tym wypadku pozytywny). Oglądając nie zastanawiamy się nad tym, że akcja mogła potoczy się inaczej, a zabijanie było niewłaściwą metodą. 30 lat minęło i nadal cieszymy się, gdy Hans Grubber leci na japę z Nakatomi Plaza. Jednoznaczny, prosty akt, i w tym tkwi jego mistrzostwo.

Są jednak filmy inne, a ja przez przypadek obejrzałem ostatnio trzy z nich pod rząd. Spróbuję je teraz omówić próbując wskrzesić staroszkolną sztukę opowiadania o filmie bez jednoczesnego zdradzania wszystkiego, co ma on do zaoferowania. Chcę w końcu, abyście oglądając już w kinie lub domu odebrali je samodzielnie.

nocturama poster

"Nocturama" (2016)

Film od początku przywołujący na myśl "Rififi" (1955)*. Mamy tu sceny pozbawione dialogów oraz licznych bohaterów którzy w różnych częściach miasta egzekwują sumiennie starannie zaplanowany zamach terrorystyczny. Dlaczego? Powody podane są w niejasny sposób. Z grubsza chodzi o bunt, wyraz sprzeciwu i klimaty anarchii. W zamachach nikt nie zginął, a przynajmniej takie były plany. Mimo to, ich akt jest traktowany jak najcięższe przestępstwo. W efekcie mamy więc odwrócenie sytuacji - jeśli terroryzm opiera się na zasiewaniu strachu, to zamachowcy w filmie nimi nie są. Oni są ofiarami. To oni się boją, i nie mają jak bronić się przed bezimienną agresją która spada jak grom z jasnego nieba. Nie mają bezpiecznego miejsca. Podczas seansu czułem żal do losu bohaterów, nawet było mi szkoda, że nie traktowano ich inaczej. Z drugiej strony - postawili pierwszy krok. Przemycili materiały wybuchowe do budynków, bawili się ogniem; w takiej sytuacji tylko cudem nikt nie cierpi. Kto może wiedzieć, co Ci ludzie mogliby zrobić w przyszłości? Czy naprawdę chcielibyśmy dokonać wyboru w tej sytuacji? 

*francuski film który przeszedł do historii dzięki finałowej scenie napadu trwającej blisko pół godziny w absolutnej ciszy. Jedna z najbardziej trzymających w napięciu sekwencji jakie kinematografia ma do zaoferowania.

"Una" (2016)

Historia kobiety imieniem Una której udało się odszukać pierwszego mężczyznę którego pokochała. Pierwotnie był to dramat teatralny z Jeffem Danielsem oraz Michelle Williams w rolach głównych, i adaptacja na duży ekran zachowuje wciąż prawo trzech jedności (miejsca, czasu i akcji), chociaż dano tutaj więcej przestrzeni. Mamy motyw zakazane miłości która skończyła się tragicznie w skutek działań osób trzecich. Sami zainteresowani byli zadowoleni, i ta historia mogła potoczyć się inaczej. Ale prawo jest inne; postronni czuli się zobligowani aby interweniować. Bo mówimy tu o pedofilii. Drobnej dziewczynce, która w wieku 13 lat miała romans z mężczyzną ponad dwa razy starszym od niej. Spotkali się po latach i wśród wielu słów które między nimi padną możemy wyszperać wyznania uczucia, które wciąż trwa. Pomimo wspólnej przeszłości i tragicznych wydarzeń które wciąż za nimi kroczą. Jeśli, oczywiście, damy im wiarę. Może to wszystko są kłamstwa? Może mężczyzna jedynie próbuje wykaraskać się z niezręcznej sytuacji, może dziewczyna pomimo blisko 30-tki na karku nie jest zrównoważona na tyle aby traktować ją poważnie, jak dorosłą? Może. A może pedofilia to czasami mit, granica wieku to stek bzdur, a społeczeństwo lubi polowanie na czarownice? Może trzynastolatki mogą decydować już o sobie. Una w pewnym momencie mówi, że nie miała wtedy nic co mogłaby ofiarować jako wyznanie miłości, dlatego oddała swoje ciało. Miała w końcu tylko 13 lat, nic innego nie posiadała. Może więc to wina opiekunów, którzy nie nadążyli z wprowadzaniem bohaterki w pełnię życia? Może... Chwila, czy ja właśnie zacząłem się zastanawiać nad zalegalizowaniem pedofilii?! Szybko, co "South Park" mówił na ten temat?!

Una plakat
South Park Nabla

Mr. Eduardo: All these men wanted was love from a young boy. There is nothing wrong with love (...) Our forefathers came to this country because they believed in an idea. An idea called freedom. They wanted to lived in a place where a group couldn't be prosecuted for their beliefs. Where a person can live the way he chooses to live. You see us as being perverted because we're diffrent than you. People are afraid of us because they don't understand. And sometimes it's easier to persecute than to understand.

Kyle: Dude, you have sex with children.

Mr. Eduardo: We are human. Most of us didn't even CHOOSE to be attracted to young boy's, we were born that way. We can't help the way we are, and if all you can't understand that, well, then I guess you'll just have to put us away.

South Park Nabla

Kyle: Dude, you have *sex* with *children*.

Stan: Yeah, you know, we believe in equality for everybody, and tolerance, and all that gay stuff, but dude, fuck you.

"Cartman joins NAMBLA" (South Park, 4x06)
Do obejrzenia za darmo na oficjalnej stronie serialu: KLIKNIJ

A już na poważnie - "Una" rodzi tyle pytań i możliwości interpretacji, że sami twórcy za tym nie nadążają i zawodzą oglądającego który pragnie więcej wiedzieć o tych bohaterach. Podobnie jest z "Nocturamą" - ta pomimo wciągającej pierwszej połowy, w drugiej zwalnia tak bardzo, że wskazane jest uciąć sobie drzemkę aby lepiej wczuć się w położenie bohaterów. Boli również brak konkretów. Mówimy więc o niewykorzystany potencjale, i z tego powodu oba tytuły zapisałem w pamięci jako ciekawostkę. Trzeci tytuł jednak prezentuje klasę wyżej. 

"Wszechstronna dziewczyna"
(The Girl with All the Gift, 2016)

Pigułka w pigułce, przebrana za jeszcze inną pigułkę. Mała dziewczynka imieniem Melanie przebywa w tajnym obiekcie wojskowym, gdzie przeprowadzane są dla niej... lekcje? Jak w szkole podstawowej. Z tą różnicą, że wszyscy wychowankowie są zakuci. O co tu chodzi? Otóż tak naprawdę mamy do czynienia z opowieścią o zombie. Nieumarlaki przejęły kontrolę nad światem, i bez wgłębiania się w szczegóły, główna bohaterka oraz jej podobni są jedyną nadzieją na wynalezienie szczepionki i uratowanie ludzkości. Trik polega na tym, że Melanie znajduje się po środku obu światów. Nie jest zombie, ale człowiekiem też nie. Zachowuje się jak człowiek dopóki nie poczuje ludzkiej woni. Do tego momentu kontroluje siebie, jest samoświadoma - nie wypada po prostu jej trzymać jak szczura w klatce, prawda? A to dopiero początek, bo twórcy mieli sporo pomysłów pod ręką i cały czas wiedzieli, dokąd ich historia zmierza. Postawienie widza wobec istoty potencjalnie zagrażającej jego przetrwaniu jest pierwszym krokiem na drodze do... cóż, zakończenia. Tak niełatwego jak to tylko możliwe. Nagle stawiamy czoła jednemu z najgłębszych strachów jakie jako gatunek przeżywamy w nieświadomości, które jedynie produkcje na poziomie "Twilight Zone"* miały jaja podjąć. Uświadamiamy sobie, że cały czas zadawaliśmy niewłaściwe pytania. Główna bohaterka finalnie staje przed wyborem tak ciężkim, że większość oglądających będzie w głębi ducha wdzięczna za to, że nigdy w życiu nie będzie musiała stawić mu czoła... By po chwili uświadomić sobie, że to tylko pobożne życzenie, by mieć wtedy coś do powiedzenia. I to odrzucenie widza jest tu najgorsze, kiedy to Melanie musi wybrać, i nikt nie może jej pomóc. Ostatnie minuty "Wszechstronnej dziewczyny" zostawiają nas w świecie obcym i nieprzyjemnym, aż nie wiedziałbym nawet od której strony zacząć go opisywać. Trudno nawet mi powiedzieć, czy finał tej historii jest szczęśliwy czy też depresyjny. Zależy, jak na to spojrzeć. A to nie jest łatwe.

Wszechstronna dziewczyna poster
*A konkretnie w "To Serve Man" (3x24) z 1962 roku.

Czym więc jest kino niełatwe? Po przyjrzeniu się wymienionym produkcjom cechuje się ono podjęciem niejednoznacznego, trudnego tematu i postawienie głównej postaci w sytuacji, w której musi się z tym tematem zmierzyć.

Ale to tylko jedna z możliwości. Tych w kinie zawsze będzie sporo, dopóki w twórcach będzie aktywna kreatywność. Teraz ważniejsza jest jednak inna - nazwijmy to - "cecha". Mianowicie: kino niełatwe nie musi równać się kinu dobremu. Nie musi być spełnione, udane i wykonane pod względem rzemieślniczym na wysokim poziomie. Ma to dla was znaczenie? Nie wiem jak dla wy, ale osobiście zawsze wybiorę średnie kino niełatwe, niż kolejny bezpieczny produkt zbierający pozytywne recenzje, bo przyczepić się nie ma do czego, ale jednocześnie po seansie zaraz zapominamy, czemu poświęciliśmy ostatnie dwie godziny, i dlaczego to zrobiliśmy. Żaden z powyżej wymienionych tytułów nie zbiera wśród moich znajomych wysokich ocen, i nie słyszałem, aby gdzieś w świecie zrobiły karierę. Sam nie wystawiam im szczególnie wysokiej noty końcowej, jeśli już mówimy o cyferkach. Ale pamiętam o nich chociaż minął ponad miesiąc o seansu. Chciałbym móc je polecić - ale wiem, że hasło "niełatwe" może odstraszać potencjalnych odbiorców. Dlatego stworzyłem ten tekst i liczę, że odważycie się zabrać za podobne kino w przyszłości. Mam nadzieję, że nie będziecie żałować.

Garret Reza
Garret Reza