Krwawy karnawał, czyli o fenomenie popularności „Jokera”

Krwawy karnawał, czyli o fenomenie popularności „Jokera”

Minął już ponad miesiąc od premiery „Jokera”, a emocje wokół filmu Todda Phillipsa nie słabną. Takiej pozaekranowej żywotności nie doczekało się chyba żadne kinowe dzieło od czasu „Trzech billboardów za Ebbing, Missouri”, których tytułowy motyw wykorzystywano w różnorakich społecznych akcjach i protestach. Skalę wyjątkowości recepcji „Jokera” unaocznia też porównanie z innym, skądinąd podobnym filmem. „Parasite” miał premierę ledwie dwa tygodnie wcześniej i choć było o nim bardzo głośno dzięki nagrodzie w Cannes i kreatywnej kampanii promocyjnej Gutek Film, po miesiącu mało kto jeszcze o dziele Bonga rozmawia (co nie ujmuje mu jakości). Tymczasem tzw. schody Jokera na Bronksie przeżywają oblężenie, a w różnych miejscach na świecie fani znajdują podobne lokacje. Niedawne Halloween stało się dla wielu, w tym także celebrytów, okazją do wyrażenia uwielbienia dla klauna-terrorysty poprzez przebranie. Długotrwała okazała się też żywotność mema o „życiu w społeczeństwie”, a wzmianki o „Jokerze” można zasłyszeć nawet na uniwersyteckich salach wykładowych podczas zajęć zupełnie niezwiązanych z kinem. Różne aspekty filmu bez ustanku dyskutuje się w mediach – od moralności w nim zawartej po obraz choroby psychicznej bohatera. Słowem, w różnych sferach życia publicznego (w dużej mierze w Internecie, choć nie tylko) od dzieła Phillipsa nie można się opędzić. Warto więc zadać sobie pytanie: Co właściwie jest przyczyną fenomenu „Jokera”?

„Joker” ma wszelki potencjał, aby spodobać się bardzo różnorodnym odbiorcom. Zawieszenie pomiędzy kinem komiksowym a arthouse’owym powoduje, że – choć niewątpliwie niektórzy koneserzy każdej z tych konwencji poczują się zdystansowani – obraz Phillipsa przyciąga zarówno widzów kierujących się nagrodami festiwalowymi, jak i tych z entuzjazmem śledzących rozwój superbohaterskiego uniwersum. Z ducha to film artystyczny: wyraźnie stawia psychologiczne studium ponad widowiskiem i realizuje schemat skupionego dramatu. Jednocześnie jednak pozostaje wierny wymogom uniwersum, wpisując w historię Jokera znane motywy i postaci, takie jak zabójstwo państwa Wayne’ów – z fabularnego punktu widzenia całkowicie zbędne. Owo zawieszenie jest głębsze niż z pozoru mogłoby się wydawać: „Joker” swą główną wartość buduje na przejęciu narracji arthouse’owej dla opowieści rodem z kina mainstreamowego; przeciętny dramat psychologiczny zyskuje dodatkowy wymiar dzięki wpisaniu w kontekst mitologii świata superbohaterskiego.

Niewątpliwie część zachwyconych filmem widzów odczytała go przede wszystkim jako wnikliwe studium psychologicznego rozstroju jednostki – jednak trudno podejrzewać, aby taki odbiór mógł stać się przyczynkiem do obserwowanego fenomenu popularności „Jokera”. To raczej połączenie wywrotowej treści z komercyjną otoczką sprawia, że wyraz fascynacji filmem Phillipsa może być bezpiecznym sposobem na uwolnienie narastających we współczesnych społeczeństwach frustracji. Bodaj największą siłą „Jokera” jest bowiem bezkompromisowe podejście do moralności: tytułowy bohater pozostaje medium, przez które widz doświadcza świata nawet wtedy, gdy zaczyna mordować i podważa cały obowiązujący system etyczny. Dowodem dojrzałości twórczej i zaufania do widza jest brak asekuracyjnych wyjaśnień, które dystansowałyby odbiorcę czy reżysera od Jokera. Oto więc duże studia wypuszczają film odwracający dotychczasową optykę właściwą blockbusterom. Superbohaterowie, czyli współczesne wersje mitycznych herosów, zazwyczaj działają w imię dobra, chroniąc społeczeństwo przed chaosem, a więc w istocie są gwarantami trwałości ustalonego porządku moralnego. „Joker” – i tutaj wprowadzenie postaci Thomasa Wayne’a niewątpliwie podnosi wartość filmu – pokazuje ten świat od dołu społecznej hierarchii. Główny bohater ugina się pod psychiczną presją, którą wywiera nań niesprawiedliwe społeczeństwo – system nie pozwala mu wyrwać się z biedy, nie daje środków na leczenie choroby psychicznej, odziera go z godności, o którą Arthur wreszcie postanawia walczyć w jedyny sposób, który okazał się skuteczny – przy użyciu przemocy.

joker

Podczas wizyty w talk show Murraya Franklina grany przez Joaquina Phoenixa bohater wskazuje na relatywność poczucia humoru (każdego bawi co innego), która łączy się nieuchronnie z problemem uniwersalnej moralności. Motyw śmiechu uruchamia w „Jokerze” jeszcze jeden kontekst kulturowy – myśli Michaiła Bachtina, który analizując rozwój europejskiej cywilizacji, wskazywał na współistnienie w obrębie kultury dawnej (tak starożytnej, jak i późniejszej) dwóch rejestrów: oficjalnego, wysokiego, którego reprezentatywnym gatunkiem jest epos, i niskiego, zmarginalizowanego, z którego zrodziła się później nowoczesna powieść. W pierwszym czas zdarzeń jest mitologiczny, wyraźnie oddzielony od odbiorcy, w drugim – współczesny, pozbawiony dystansu. Zdaniem Bachtina powieść wyrasta bowiem z kultury ludowego śmiechu, co widać na przykład w tak prekursorskim dla najpopularniejszego współcześnie gatunku dziele jak „Gargantua i Pantagruel” François Rabelais’go. Na śmiech nie ma miejsca w poważnej kulturze wysokiej, jest on oddolną siłą, która rozsadza społeczne układy i myślowe schematy; i to właśnie on doprowadził do sukcesu powieści.

„Joker” postrzegany jako część superbohaterskiego uniwersum oznacza podobne przejście od tego, co oderwane od realiów (choć czasem pozornie się do nich zbliżające), do tego, co w nich głęboko zanurzone – to przecież znana wielu widzom rzeczywistość z jej prozaicznymi problemami wywiera na Arthurze Flecku presję, która doprowadza go do punktu zwrotnego i stania się Jokerem. Jednocześnie powodująca niekontrolowane ataki śmiechu choroba bohatera jawi się jako ironiczne, acz trafne wykrzywienie bachtinowskiej idei. Rosyjski badacz pisał: „Śmiech usuwa strach i szacunek wobec przedmiotu, świata, czyni z niego przedmiot poufałego kontaktu, przygotowując w ten sposób jego absolutnie swobodne badanie” 1. W „Jokerze” nie ma mowy o drodze przez śmiech ku naukowemu poznaniu świata; prowadzi on raczej do destrukcji, do takiego rozluźnienia społecznych więzów, że sfrustrowane tłumy gotowe są wynieść na ołtarze anonimowego mordercę z przypadku.

Bachtinowski ludowy śmiech zasadniczo różni się bowiem od śmiechu Jokera – w tym drugim nie ma ani krztyny prawdziwej radości, jest mechaniczny, desperacki. Warto powrócić na chwilę do analogii między opisywanymi przez rosyjskiego literaturoznawcę modelami kultury a obrazami superbohaterskiego świata w „Jokerze” i innych filmach komiksowych. Jeśli bowiem u Bachtina ludowy śmiech pozwalał na przejście od eposu do powieści, na „familiaryzację” rzeczywistości i wejście literatury w sferę bezpośredniego kontaktu z odbiorcą, w „Jokerze” mamy do czynienia z przejściem tyleż podobnym, co jednak odbywającym się już nie w warunkach kultury dawnej, a późnego kapitalizmu. Współczesność dawno zagarnęła już śmiech dla kultury masowej, pozbawiając go niegdysiejszej funkcji znoszenia właściwego eposowi dystansu i hierarchii. W warunkach gospodarki rynkowej, szczególnie tak drapieżnej jak amerykańska, wyśmianie milionera może dać chwilową gorzką satysfakcję, ale nie przyniesie pieniędzy, bez których w świecie „Jokera” nie można nawet dźwignąć się z psychicznej zapaści. To sytuacja nowego zmarginalizowania, już nie stricte społecznego, lecz ekonomicznego, które dalece bardziej niż sztywny podział na klasy czy stany prowadzi do alienacji jednostki.

Ludowy śmiech nie jest już drogą do pokonywania współcześnie istniejących barier – przynajmniej od czasów rewolucji francuskiej siła tych uprzywilejowanych leży już nie w mentalności, a w sferze materialnej (Marks wskazałby tu na środki produkcji). W konsekwencji umocniła się współczesna forma wyrazu społecznych frustracji, czyli protest uliczny, przeradzający się często w zamieszki. Szczególnie znamienny jest tu tzw. ruch żółtych kamizelek, powstały we Francji w listopadzie 2018 roku na fali rosnącego niezadowolenia niższych klas z wysokich kosztów życia, obciążeń podatkowych i nierówności społecznych. Sceny ulicznej rozróby z filmu Phillipsa nieodzownie przywodzą na myśl obrazy z ulic Paryża; o tym, jak dobrze twórcy „Jokera” wyczuli nastroje zachodnich społeczeństw niech świadczy fakt, że wystąpienie żółtych kamizelek nastąpiło już w trakcie zdjęć do filmu.

Oczywiście manifestacje uliczne, zwłaszcza brutalne, oddolne, niesformalizowane, są ostatecznością. Potrzebny jest do nich dostatecznie wysoki poziom niezadowolenia społecznego i konkretny impuls (w przypadku żółtych kamizelek – podniesienie podatku na paliwa). Pozorny spokój na ulicach innych niż Francja państw Okcydentu nie oznacza jednak, że wśród ich obywateli nie rodzą się podobne frustracje. Film tak anarchistyczny i bezkompromisowy jak „Joker” naturalnie stał się więc okazją do ich uzewnętrznienia. Choć fascynacja dziełem Phillipsa przybiera formy niegroźne: memów, przebieranek czy instagramowych pielgrzymek do filmowych lokacji, trudno nie dostrzec, że masowe i długotrwałe uwielbienie, które od premiery zdążyło przylgnąć do filmu, to coś więcej niż tylko wyraz estetycznego zachwytu, uwolnienie blockbusterowej dawki adrenaliny czy tzw. „bandwagon effect” (choć oczywiście aspekt wspólnotowy jest tu niezmiernie istotny). W stroju Jokera można choć na chwilę poczuć się wolnym od ucisków życia w kapitalistycznym świecie, „podczepić się” niejako w sposób bezpieczny i społecznie akceptowany pod bunt bohatera.

Nie byłoby owego fenomenu „Jokera” bez jego zawieszenia między arthousem a mainstreamem. Problem społecznej niesprawiedliwości podejmuje też przecież np. „Parasite”, który poruszył jednak wyobraźnię kilkakrotnie mniejszej publiczności i, siłą rzeczy, nie obrósł podobnymi przejawami powszechnego uwielbienia. Komiksowe afiliacje „Jokera” przysparzają mu szerokich rzesz fanów, a arthouse’owy zasób filmowych środków pozwala opowiedzieć historię wykraczającą poza ontologię obowiązującą w mainstreamowej mitologii. To kino pełne brudu, choć podane na tacy przez wielkich komercyjnych graczy, których kalkulacje koniec końców okazały się trafne – film odniósł olbrzymi sukces artystyczny i kasowy. Tkwi w tym swoisty paradoks naszych czasów, w których nawet bunt przeciw opresji systemu można z zyskiem sprzedać.

1 M. Bachtin, Epos a powieść (O metodologii badania powieści), przeł. J. Baluch, „Pamiętnik Literacki” LXI, 1970, z. 3, s. 219.

Wojciech Sławnikowski
Wojciech Sławnikowski
joker plakat

Joker

Rok: 2019

Gatunek: dramat, kryminał

Kraj produkcji: USA

Reżyser: Todd Phillips

Występują: Joaquin Phoenix, Zazie Beetz, Robert De Niro i inni

Dystrybucja: Warner Bros

złoty bilet