Dziennik pani służącej – recenzja filmu „Jej praca” – WFF

Dziennik pani służącej – recenzja filmu „Jej praca” – WFF

Władze Unii Europejskiej od dłuższego czasu bacznie i z obawą przyglądają się sytuacji ekonomicznej w Grecji, gdzie od 2010 roku trwa kryzys zadłużeniowy, który w mniemaniu wielu ekspertów może doprowadzić nawet do rozpadu zjednoczonej Europy. Kraj będący niegdyś kolebką cywilizacji zachodniej boryka się z tego powodu z wieloma wewnętrznymi problemami takimi jak bezrobocie, unaoczniając zarazem absurdy skostniałego patriarchalnego społeczeństwa.

W pełnometrażowym debiucie Nikos Labôt czyni główną bohaterką Panayiotę (Marissa Triandafyllidou), 37-letnią gospodynię domową z Aten mieszkającą z mężem Kostasem (Dimitris Imellos) i dwójką dzieci w wieku szkolnym. Rodzina przeżywa właśnie trudne chwile, gdyż głowa rodziny od dłuższego czasu nie może znaleźć nowej pracy i powoli kończą się zaskórniaki. Córka niespodziewanie prosi o nowe spodnie, gdyż koleżanki z klasy wyśmiewają jej zużyte ubrania, a syn ma coraz większe problemy w nauce nie mogąc sobie poradzić z sytuacją w domu. Panayiota dwoi się i troi, by wszyscy byli szczęśliwi. Szykuje młodych do szkoły, zajmuje się całym domem i dogadza mężowi we wszystkim, sama nie otrzymując za to nawet miłego słowa. Kostas zamiast do pośredniaka woli jednak pójść do lichwiarza, a następnie do bukmachera. Najlepiej w końcu zawierzyć los swojej rodziny łutowi szczęścia.

Panayiota dowiaduje się jednak od sąsiadki o naborze na stanowisko sprzątaczki w nowo wybudowanym centrum handlowym. Mimo ewidentnych problemów z czytaniem i pisaniem, a także niemal całkowitego braku doświadczenia, kobieta dostaje tę posadę. Mąż i dzieci nie bez oporów godzą się na nową sytuację. Nikt jednak nie wyobraża sobie, aby nowa praca miała przeszkodzić bohaterce w dotychczasowych obowiązkach domowych. Kostas spędzając większość czasu w domu nadal domaga się obiadu, a nastolatka – wyprasowanych ubrań na zawołanie.

Labôt pokazuje stereotypową grecką rodzinę opartą na głęboko zakorzenionym patriarchacie, gdzie kobieta powinna przedkładać dobro męża i rodziny nad samorealizację zawodową i osobistą. Obrazek z mężczyzną pijącym kawę, czytającym gazetę i łaskawie podnoszącym nogi, gdy jego żona na kolanach odkurza pod stołem, jest tu jak najbardziej na miejscu. W tym świecie Panayiota napotka tylko męskich kierowników w pracy i mimo że jej nowego szefa stać czasem na miłe słowo dla jego pracownic, możemy mieć pewność, że nie mrugnie nawet okiem, jeśli będzie musiał zredukować kadrę.

W patriarchalnym społeczeństwie greckim, gdzie wiele kobiet rezygnuje z kariery zawodowej na rzecz utrzymania domu, stopa bezrobocia osiąga zawrotne rozmiary. Gdy jednak kryzys zadłużeniowy w 2012 roku da się mocno we znaki mieszkańcom, sięgnie ona nawet ponad 25%. Reżyser nie omieszka poinformować nas o tym w komunikatach radiowych i odbiorniku telewizyjnym. Zupełnym przypadkiem, gdy bohaterka wchodzi do domu jej uszu dochodzi zawsze smutna informacja o aktualnej sytuacji w Grecji. Nic dziwnego, że praca w charakterze sprzątaczki jawi się jako marzenie każdego Greka i będzie się jej trzymał niczym tonący brzytwy.

Labôt często przedstawia sytuację w czarno-białych barwach. Niewiele trzeba, by traktująca bohaterkę bez szacunku rodzina w jednej chwili odmieniła swój stosunek o 180 stopni, a jedynym azylem w świecie złych mężczyzn wydaje się być kobiece grono znajomych. Reżyser nakręcił film będący mocnym i czytelnym głosem w ważnej sprawie, ale nie uchronił swojego dzieła od nadmiernych uproszczeń i stereotypów. W lekko topornej realizacji brakuje zarówno subtelności, jak i większej odwagi twórczej tak charakterystycznej dla greckiej Nowej Fali.

 

Krystian Prusak

Jej praca

Tytuł oryginalny: „I Doulia tis”

Rok: 2018

Gatunek: dramat

Kraj produkcji: Grecja / Francja / Serbia

Reżyser: Nikos Labôt

Występują: Marisha Triantafyllidou, Dimitris Imellos, Maria Filini i inni

Ocena: 3/5