Strach zżera duszę po cichu – recenzja „W czterech ścianach życia”

Strach zżera duszę po cichu – recenzja „W czterech ścianach życia”

Dokument "Ostatni w Aleppo" ukazał przejmujące świadectwo grupy cywilnych aktywistów ratujących ofiary z gruzów ich mieszkań. W horrorze "W cieniu śmierci" (2016) konflikt zbrojny sprzyjał podtrzymaniu atmosfery przerażenia emanującej z nawiedzonego lokum. "W czterech ścianach życia" jest najbardziej dopracowanym z całej trójki obrazem wojny wykorzystującym motyw uwięzienia we własnej ojczyźnie.

Philippe Van Leeuw dał się poznać jako twórca udanego psychologicznego dramatu „Dzień, w którym Bóg odszedł” (2009) krążącego wokół tematu ludobójstwa w Rwandzie. W swoim najnowszym obrazie reżyser rezygnuje z angażowania się w politykę na rzecz przekazania uniwersalnego doświadczenia sponiewieranej jednostki. Stawia przy tym na realizm, czemu sprzyja obsada złożona w dużej mierze z syryjskich aktorów.

Bohaterowie przypuszczalnie są liberałami. Nie przejawiają szczególnej religijności. Na strukturę rodzinną składają się kobiety, dzieci i starzec. Silni, młodzi mężczyźni są nieobecni. W lokum panuje matriarchat, na czele którego stoi najstarsza z niewieściego kręgu. Oum Yazan (świetna kreacja palestyńskiej aktorki Hiam Abbass znanej z „Monachium” i „Paradise Now” bez sentymentów aranżuje domową rutynę i podtrzymuje poczucie normalności, pozwalające reszcie pozostać przy zdrowych zmysłach nawet w kryzysowej sytuacji. Silna osobowość kobieca utrzymuje wszystko pod kontrolą, mimo że w gruncie rzeczy jest wrażliwą kobietą, jednostką podatną na zniszczenie. W centrum dramatu znajduje się młoda matka Halima (Diamand Bou Abboud) lękająca się o swe niemowlę i to echo jej traumatycznych przejść pozostanie z widzem na długo po seansie.

Wojna toczy się tuż za ścianami bloku, wewnątrz którego uwięziona jest niewielka społeczność złożona z dwóch sąsiadujących ze sobą rodzin. Film niemal całkowicie rozgrywa się w odizolowanej od świata zewnętrznego barykadami i zasłonami przestrzeni złożonej z ocalałych pomieszczeń mieszkania. W warunkach niedostatku wody i żywności, walka toczy się o zapewnienie podstawowych środków do życia i o zaspokojenie fundamentalnych potrzeb.

Tak jak bohaterowie tkwią stale na posterunku, wypatrując niebezpieczeństwa z ukrycia, tak widz trwa w oczekiwaniu na momenty wytchnienia, którymi są ciche i spokojne krótkie okresy goszczące w rodzinnym ognisku. Na niewielkim obszarze reżyser śledzi reakcje poszczególnych postaci, które okazują sobie wzajemne wsparcie. Starzec wymienia uśmiech z dzieckiem, dzieci malują kolorowankę, ale już zaraz zagrożenie niewzruszenie dobija się do drzwi. Stopniowo do łagodnych momentów dokłada trwożące. Od pierwszych minut widz jest związany z protagonistami złowieszczą tajemnicą.

Mieszkanie jest jedynym schronieniem, które równie dobrze może stać się pułapką. Niejednokrotnie słychać jedynie echa eksplozji, ale oblężenie przypomina o sobie na każdym kroku i z różnym natężeniem. Akcja “W czterech ścianach życia” dzieje się podczas jednej doby na małym terenie, co potęguje klaustrofobiczne odczucia. Stale z zewnątrz dobiegają odgłosy strzałów a zagrożenie ze strony snajperów i szabrowników jest namacalne. Wszystko składa się na ludzkie doświadczenie, gdzie każda postać ma swoją chwilę, by przeżywać strach, lęk o życie i przyszłość.

Muzyka jest nieobecna w scenach nasyconych dramatycznym napięciem, kiedy subtelna praca kamery skupia się głównie na sugestywnych zbliżeniach i uchwyceniu niepokoju wymalowanego na twarzach niewolników własnego przeznaczenia. Pomaga to uzyskać efekt zdystansowania wobec przejmującej sytuacji bez wyjścia. Niekorzystny obrót wydarzeń sprzyja ujawnieniu się niepochlebnych postaw. Nieme przyzwolenie na przemoc jest z miejsca niedopuszczalne z punktu widzenia postronnego obserwatora. Trudno jest znaleźć się w skórze osób, dla których los okazał się wyjątkowo niełaskawy, dlatego w miejsce osądu pojawia się współczucie.

Gdy epicentrum wojennego konfliktu niebezpiecznie zbliży się do czterech ścian dobytku w głowie oglądającego zaczną kłębić się pytania. Co powinno dojść do głosu w pierwszej kolejności w wypadku ryzyka naruszenia strefy domowego ogniska: instynkt samozachowawczy, czy uczucia wyższe stojące po stronie heroicznych czynów? Czym jest odwaga w tak trudnych warunkach? Jak daleko sięga poświęcenie, gdy w grę wchodzi ochrona życia i zdrowia bliskich? Zdobywca nagrody publiczności na Berlinale stawia widza w niewygodnej pozycji i przepełnia lękiem przed niepewnością jutra. Uczucie wewnętrznego rozbicia wzmaga obecność dzieci, które trzeba strzec w pierwszej kolejności. Wyrównanie rachunku poświęcenia nie odbuduje łatwo nadwyrężonego zaufania. Wybaczenie podawane jest oszczędnie. Na pocieszenie pozostaje fakt, że postaci nie poddają się, a w ich sercach tli się iskra nadziei.

Anna Strupiechowska
Anna Strupiechowska
w czterech ścianach życia

W czterech ścianach życia


Rok: 2017

Gatunek: dramat wojenny

Reżyser: Philippe Van Leeuw

Występują: Hiam Abbass, Diamand Bou Abboud i inni

Ocena: 4/5