I po La La Landzie – recenzja filmu „Historia małżeńska”

I po La La Landzie – recenzja filmu „Historia małżeńska”

Oscarowy wyścig trwa w najlepsze, kolejne gremia przyznają swoje nagrody i nominacje, a dystrybutorzy wydają miliony na kampanię. Netflix po zeszłorocznej walce o statuetkę dla meksykańskiej Romy w tym roku przygotował aż trzech silnych anglojęzycznych kandydatów. Czy któregoś z nich czeka ostateczna wiktoria? Najprawdopodobniejsza wydaje się ona dla Historii małżeńskiej, obyczajowego dramatu spod ręki drugiego (po Wesie „symetria i ładne kolorki” Andersonie) hipstera Hollywood.

„War, war never changes” głosi legendarny cytat z serii postapokaliptycznych gier Fallout, którego autorstwo przypisuje się prezydentowi Ulyssesowi S. Grantowi. To samo dotyczy wszak miłości i małżeństwa. Już w 1910 roku  w duńskiej Przepaści Urbana Gada sfrustrowana codziennością Magda (Asta Nielsen) porzuciła do tej pory harmonijny związek po to, by robić karierę artystyczną u boku uroczego kochanka. Odrzucony narzeczony nie może zrozumieć decyzji swojej wybranki, tak samo, jak zostawiony dla innej kobiety przez żonę Jill (Meryl Streep) Issac Davis (Woody Allen) w Manhattanie. Nawet najgłębszy kryzys i najbardziej wybuchowe rozstanie można przekuć w coś pozytywnego; udowodnili to ponownie odnajdujący się po rozwodzie bohaterowie Filadelfijskiej opowieści George’a Cukora. Stawka jednak rośnie, gdy w grę wchodzą dzieci. Na pytanie, czy kobieta, która porzuca swojego syna, wciąż może być matką odpowiadała w 1979 roku Sprawa Kramerów Roberta Bentona, a na naszym polskim mizoginistycznym poletku Tato Macieja Ślesickiego z 1995.

Na to, wydawałoby się, solidnie przeorane pole, wjechał swoim indie traktorkiem z logiem Netflixa na klapie silnika Noah Baumbach. Najlepszy i najszczerszy neurotyczny nowojorski Żyd w światowym kinie (od połowy lat 90., kiedy Woody Allen ostatecznie zapomniał jak pisać dobre scenariusze) w Historii małżeńskiej nie po raz pierwszy porusza temat rozpadu rodziny. W Walce żywiołów Bernard i Joan rozstają się po dwóch dekadach raczej nieszczęśliwego związku. Szybko wchodzą w romanse, próbują zredefiniować swoją tożsamość, wreszcie walczą o opiekę nad dwójką nastoletnich synów. Chociaż oba, odległe od siebie o półtorej dekady, projekty łączy bardzo wiele, to nie sposób pomyśleć, że Historia małżeńska jest tylko ulepszaniem tego, co było. Walka żywiołów stanowiła swoiste rozliczenie reżysera z rozwodem rodziców, który miał miejsce w tym samym roku, co akcja nominowanego do Oscara filmu. Rolę „młodego Baumbacha” pełnił tam próbujący się wyzwolić spod wpływu ojca Walt (Jesse Eisenberg z czasów, kiedy jeszcze miał szansę zostać dobrym aktorem). Tymczasem Historia małżeńska jest… opowieścią o rozwodzie samego reżysera z aktorką Jennifer Jason Leigh.

Paralel między Walką żywiołów i Historią małżeńską jest więcej, choćby tak prozaiczne, jak pojawiające się w obu produkcjach treningi tenisa czy wspominanie o osobistej niechęci Charliego (Adam Driver) do swojego ojca. Początkowo o sytuacji między państwem Barber wiemy niewiele. Ich dziesięcioletni związek dobiega końca z jej woli, chociaż oboje myślą o sobie raczej pozytywnie, czemu dają wyraz w przygotowanych na terapię małżeńską listach (znamy je z materiałów promocyjnych filmu). Czemu dawna miłość wygasła? Z jakich własnych grzeszków, zaniechań i wad charakteru nie zdają sobie sprawy już-niedługo-byli małżonkowie? Tego wszystkiego i wiele więcej dowiadujemy się podczas seansu.

Co znaczące, jest to film o rozpadzie związku i powstaniu nowego życia, swoistym wybuchu supernowej , a nie o konkretnym bohaterze. Nicole (Scarlett Johansson) w otwarciu dostaje więcej czasu, po to, by widz mógł zrozumieć jej decyzję, Charlie za to dominuje w drugiej połowie, kiedy to on musi zrozumieć konieczność zmian w samym sobie. Wbrew obawom, wszak Baumbach portretując samego siebie, niewątpliwie odczuwał potrzebę wybielenia swojego alter-ego, żadna ze stron nie jest tu faworyzowana. Interesująco prezentują się wyniki licznych facebookowych ankiet pod tytułem „Po której stronie byłeś/aś podczas seansu?” widać w nich, że granica przebiega… zgodnie z płcią głosującego. W znakomitej większości kobiety rozumiały Nicole, a mężczyźni Charliego. Legendarna solidarność jajników i plemników w całej okazałości.

Historia Małżeńska

Nawet najlepszy, najbardziej niejednoznaczny, najgłębiej przenikający w duszę odbiorców i skłaniający do najdłuższych rozważań scenariusz może zostać położony przez aktorstwo, świadczą o tym m.in. wszystkie nieudane wystawienia Szekspira. Tu obsada nie tylko z łatwością niesie ciężar swoich ról, ale wręcz wnosi film na nowy, galaktyczny poziom. To niewątpliwie najlepiej zagrana produkcja roku (a konkurencja Irlandczyka czy Lighthouse była wszak niezwykle silna), Scarlett Johansson udowadnia tą rolą swoją przynależność do ścisłej hollywoodzkiej ekstraklasy i marzyłbym, by przyniosła jej ona nie tylko pierwszą (!) oscarową nominację (w co nie wątpię), ale również pierwszą statuetkę.

Michał Oleszczyk zwrócił mi w rozmowie uwagę, że zakochujący się w kinie w końcówce lat 80. Baumbach, teraz gdy już jest na szczycie, realizuje swoje nastoletnie fantazje współpracy z aktorami z ukochanych filmów. Taki po części klucz niewątpliwie towarzyszył zaangażowaniu w roli prawników Laury Dern (Blue Velvet, 1986), Raya Liotty (Pole marzeń, 1989) i Alana Aldy (Zbrodnie i wykroczenia, 1989). Stara gwardia jest tu bez zarzutu i pokazuje, że wciąż ma wiele do pokazania. Nie dziwi to w przypadku będącej na fali Dern, która w ostatnich dwóch latach kroczy wszak od triumfu do triumfu: Twin Peaks, Ostatni Jedi, Wielkie kłamstewka, Opowieść, Małe kobietki. Już od pierwszego pojawienia się na scenie przejmuje ona ekran dla siebie, jest magnetyczna, dynamiczna, zabawna, ale i niezwykle silna. Jej występ jest zasadniczo jednym wielkim oscarowym klipem i jestem się w stanie założyć z każdym, że nic jej już nie odbierze lutowego triumfu.

Operator Robbie Ryan dopiero co miał okazję poszaleć obiektywami i barwami, realizując przepiękną Faworytę Jorgosa Lantimosa. W 2019 roku zjechał na ziemię by, zamiast żabim okiem portretować dworskie machlojki, skupić się na szarych ludziach i ich codziennych dylematach. Nie ma nas w domu Kena Loacha nakręcił prawie w stylu zerowym, bez żadnych wizualnych ekstrawagancji. Wspinając się klasowo, z poziomu londyńskiego prekariatu do amerykańskiej artystycznej wyższej klasy średniej uwolnił też trochę swój obiektyw. Ryan manipuluje tu dystansem, przechodząc między dalekimi planami a ekstremalnymi zbliżeniami nadaje całości odpowiedni rytm, tworzy warunki, w których obsada może błyszczeć.

Znaczącym wątkiem filmu Baumbacha jest relacja Nowego Jorku i Los Angeles. Dwie perły Ameryki, położone na dwóch krańcach kontynentu. Dwie gigantyczne metropolie obrosłe legendami zarówno na temat sztuki, jak i przestępczości. Tak bliskie i podobne, a tak dalekie i odrębne, zupełnie jak Charlie i Nicole. Nowy Jork przez wiele lat był rządzony twardą ręką przez Rudiego Giulianiego, podczas gdy Kalifornia to centrum współczesnego liberalizmu. Wielkie Jabłko to stolica teatru i jazzu, Miasto Aniołów – kina i telewizji. Te wszystkie kontrasty są tu wspaniale wygrane i uosabiane w różnicach między bohaterami, a ostatni z wymienionych przeze mnie przywodzi na myśl inne współczesne arcydzieło – La La Land Damiena Chazelle’a.

Musical młodego reżysera ukazywał nam relację między dwójką młodych ludzi w Hollywood. Ona – utalentowana piosenkarka i aktorka, wciąż czekająca na odkrycie, on – muzyk jazzowy u progu kariery. Od poznania do zakochania się czas mija szybko i słodko, ale ich samolubne charaktery (oddawane bezbłędnie w absolutnie skupionej na protagonistach formie filmu) oraz ambicje ostatecznie biorą górę. Para się rozpada, a w pięknej finałowej sekwencji grana przez Emmę Stone Mia fantazjuje „co by było, gdyby zostali razem”. Tym „co by było, gdyby” jest właśnie Historia małżeńska, opowieść o dekadzie z ukochanym człowiekiem, ale też związku zmuszającym do wyrzeczeń i ostatecznie skazanym na niepowodzenie. Nie wiem, czy Noah Baumbach miał w głowie tę opowieść z Los Angeles, gdy tworzył własną. Zapewne nie, ale sposób, w jaki te produkcje się dopełniają, jest zachwycający.

Pozostaje tylko powiedzieć: dziękuję, panie Netflix. Dziękuję za to, że dzięki wieloletniemu kontraktowi twórca Frances Ha może się rozwijać i pracować w komfortowych warunkach nad kolejnymi dziełami, bo nie wątpię, że Historia małżeńska nie jest jego ostatnim słowem. Czy ten film da streamingowemu gigantowi wymarzonego pierwszego Oscara? Pewnie nie, ale i tak trzeba go zobaczyć.

Marcin Prymas
Marcin Prymas
Historia Małżeńska plakat

Historia małżeńska

Tytuł oryginalny: „Marriage Story”

Rok: 2019

Gatunek: dramat obyczajowy

Kraj produkcji: USA

Reżyser: Noah Baumbach

Występują: Adam Driver, Scarlett Johansson, Laura Dern i inni

Dystrybucja: Gutek Film / Netflix

Ocena: 4,5/5

złoty bilet