Na los szczęścia, Gundo! – recenzja filmu „Gunda” – NH/AFF

Na los szczęścia, Gundo! – recenzja filmu „Gunda” – NH/AFF

Wśród ogromnej ilości powstających współcześnie dokumentów mających nakłonić odbiorców do refleksji nad spożyciem mięsa i produktów odzwierzęcych trudno znaleźć pozycje naprawdę oryginalne i nieszablonowe. Prezentowana w debiutanckiej edycji berlińskiego konkursu ‘Encounters’, a na Nowych Horyzontach pokazywana w sekcji Oslo / Reykjavik 3, Gunda Wiktora Kossakowskiego stanowi dla tej tematyki powiew artystycznej świeżości.

Seans Gundy to, mówiąc lekko ironicznie, półtorej godziny patrzenia na świnki (i inne zwierzęta hodowlane, bowiem na ekranie zobaczymy również kury i krowy). Koncept reżysera charakteryzuje się jednak godną uznania szlachetnością: wszelkie stosowane w filmie środki służą absolutnemu skupieniu na zwierzęcych bohaterach, których obraz jest tu bardzo odległy od utrwalonych w kulturze tradycji, takich jak przypisywanie zwierzętom cech alegorycznych (szczególnie reprezentowane w bajce, a co za tym idzie, silnie obecne w zbiorowej świadomości) lub ich antropomorfizacja (w kontekście Gundy przychodzi na myśl zwłaszcza Folwark zwierzęcy Orwella, budujący za pomocą stereotypowych przedstawień zwierząt metaforę sytuacji politycznej w świecie ludzi). Kossakowski wystrzega się takich, skądinąd zazwyczaj uzasadnionych i użytecznych, zagrań, nie przypisując zwierzętom żadnych dodatkowych atrybutów. To jeszcze dalsze odejście od antropocentryzmu niż w słynnym filmie Roberta Bressona Na los szczęścia, Baltazarze!, w którym jednak losy tytułowego osiołka przedstawione były w ramach rozpisanej także na postaci ludzkie kinowej fabuły, ponadto mógł on być postrzegany jako figura Chrystusowa. Gunda i jej potomstwo nie noszą żadnych znaczeń naddanych, są po prostu tymi istotami, którymi są. Tylko i aż.

Z obrazem Bressona łączy Gundę jedna kluczowa cecha: empatia. Nie tylko przepełnia ona spojrzenie Kossakowskiego (który w rozmowie festiwalowej wspominał swoją dziecięcą przyjaźń z prosiakiem i przekonywał, że zwierzęta mają osobowość), ale też sam film stanowi zaproszenie do współodczuwania z oglądanymi zwierzętami. Służy temu prostota formy: estetyka i minimalizm czarno-białych zdjęć, brak dialogów, muzyki i popularnego we współczesnym dokumencie komentarza z offu; w filmie nie pojawiają się też żadne postacie ludzi. Istnienie człowieka przejawia się tu jedynie w ogrodzeniach, do których czasem docierają wędrujące zwierzaki. A jednak nietrudno się domyślić, jaki los je czeka z rąk tych niewidocznych przedstawicieli dominującego gatunku. Nad pozornie beztroskimi bohaterami wisi okrutne, zdepersonalizowane fatum. W ten subtelny sposób, zapraszając do empatycznej obserwacji skazanych od urodzenia na śmierć istot, Kossakowski wykorzystuje nasze uczucia jako argument. Empatia staje się ekwiwalentem naturalistycznych obrazów, brutalnych scen z rzeźni czy ferm, których wiele filmów prowegetariańskich używa w celu zilustrowania swoich racji metodą swoistej terapii szokowej dla widza. Na ich tle na ogromne uznanie zasługuje, jak prostymi środkami twórcy Gundy osiągnęli podobny kaliber emocjonalny.

Film Kossakowskiego to bowiem w równej mierze prozwierzęcy manifest, co Mieszkańcy Ziemi Shauna Monsona i wszystkie inne dzieła, które znajdziemy na listach „najlepszych wegańskich dokumentów”. Choć reżyser nie zdradza swoich intencji prawie do samego końca seansu, wystarczy podstawowa świadomość realiów bytowania zwierząt hodowlanych, żeby odgadnąć, że Gundę i resztę gromadki czeka niewesoły koniec. Nieuzasadnione okazują się też obawy co do finału filmu – Kossakowski oparł się pokusie wyłożenia swojego przekazu kawa na ławę i nawet odkrywając (tylko teoretycznie zakryte) karty, nie pozbawił swojego dzieła subtelności. W Gundzie nie uświadczymy dydaktyzmu ani prostych oskarżeń; to my sami mamy stwierdzić we własnym sumieniu, co sądzimy o losie ekranowych stworzeń. Film Kossakowskiego szanuje swojego widza, choć widać, że twórca ma nadzieję poruszyć w nas pewne struny. W końcu im więcej sympatii w nas wzbudzą ekranowe świnki (a są naprawdę przeurocze!), tym trudniej będzie nam przełknąć kęs kotleta przy kolejnym obiedzie.

Jędrzej Sławnikowski
Jędrzej Sławnikowski

Gunda

Rok: 2020

Gatunek: dokumentalny

Kraj produkcji: Norwegia, USA

Reżyseria: Wiktor Kossakowski

Dystrybucja: Gutek Film

Ocena: 3,5/5