Święty Franciszek – recenzja filmu „Papież Franciszek – człowiek, który dotrzymuje słowa”

Święty Franciszek – recenzja filmu „Papież Franciszek – człowiek, który dotrzymuje słowa”

Wim Wenders przyzwyczaił nas do znakomitych dokumentów o artystach. Czy opowiadał o fotografie („Sól ziemi”), czy o choreografce („Pina”), czy o grupie muzyków („Buena Vista Social Club”), zawsze robił to bardzo sugestywnie. Potrafił zaprezentować wnikliwy portret człowieka, opowiadając przy tym o czymś więcej. W tle jawiły się bowiem zawsze jakieś kwestie społeczne, ekonomiczne, kulturowe, psychologiczne, a nawet filozoficzne.

Coś podobnego chciał zapewne osiągnąć swoim najnowszym filmem o papieżu Franciszku. Buduje go bowiem zarysowując najbardziej palące problemy świata: od kwestii ekologicznych, przez prawa człowieka, kryzys uchodźczy, dialog międzyreligijny, ekspansję islamu, feminizm, akceptację środowisk LGBT, po kluczową dla niego kwestię ubóstwa. Znajdzie się tu też miejsce na handel bronią, fake newsy, a nawet Shoah. Niemal pełne spektrum bolączek trawiących ludzkość. Przypomina to niestety trochę odhaczanie kolejnych pozycji w katalogu. Prawie o każdej z tych kwestii wypowiada się papież Franciszek, patrząc przeszywającym wzrokiem bezpośrednio do kamery, która śledzi najmniejsze poruszenia twarzy oraz jego żywiołową gestykulację. Wytwarza to, o dziwo, dosyć intymną atmosferę, zwłaszcza że ojciec święty – jak to ma w zwyczaju – używa języka prostego, obrazowego, a zdarzy mu się nawet jedno czy dwa osobiste wyznania. Kamera towarzyszy mu również w różnych podróżach i codziennych obowiązkach, pokazując go z bardzo bliskiej perspektywy. Widz może poczuć się, jakby stał za jego plecami, zaglądał mu przez ramię, niemal dotykał jego białej szaty.

Zgodnie z tytułem filmu, który przetłumaczono jako „Człowiek, który dotrzymuje słowa”, reżyser jakby próbował weryfikować czy to, co papież głosi, jest rzeczywiście esencją jego życia. Z jednej strony słyszymy na przykład, jak Franciszek mówi o czułości i bliskości, a z drugiej obserwujemy, z jaką atencją podchodzi do spotkanych osób, z jaką delikatnością dotyka chorych, więźniów, uchodźców, dzieci, osoby starsze. Gdy mówi o potrzebie dialogu, o tym, że dla Boga tak samo ważny jest chrześcijanin, jak muzułmanin czy niewierzący, widzimy jak spotyka się z przedstawicielami różnych religii lub rozmaitymi politykami.

Ten projekt Wendersa, chociaż pełen rozmachu i ambitnych zamierzeń, nie wytrzymuje jednak porównania z innymi jego dokumentami. Przede wszystkim dlatego, że przeradza się poniekąd w “święty obrazek”, laurkę dla postaci, o której opowiada. Zabrakło tu jakiejś próby skomplikowania i zniuansowania narracji. Zbyt mało pytań, za wiele odpowiedzi.

Na szczęście są to przynajmniej odpowiedzi inspirujące, przeniknięte prawdziwie ewangeliczną mądrością. Ojciec święty jawi się tu jako autentyczny świadek Chrystusa oraz kontynuator działalności św. Franciszka. Postać biedaczyny z Asyżu pojawia się bowiem w filmie od początku do końca. Niemiecki reżyser buduje wyraźną analogię między dwoma Franciszkami, którzy próbują ratować Kościół Boży – każdy na swój sposób. Stosuje przy tym zgrabny zabieg wizualny, pokazując sceny z życia świętego w konwencji starego, czarno-białego filmu niemego, nawiązującego w dodatku do fresków Giotta z Asyżu. Stylizacja ta jest na tyle przekonująca, że zastanawiałem się nawet początkowo, co to za zagubiony film Wenders odnalazł w przepastnych archiwach Watykanu.

I szkoda tylko, że “Papież Franciszek…” będzie pokazywany w polskich kinach wyłącznie na pojedynczych seansach, w ramach dorocznego Festiwalu Filmów Chrześcijańskich „Arka”. Dystrybutor nie pokusił się nawet o przygotowanie polskiej wersji filmu – ścieżka dialogowa czytana jest na żywo przez lektora obecnego w kinie (sic!). A wydawałoby się, że tytuł ten ma jakiś potencjał komercyjny. Widocznie nawet w naszym katolickim kraju za mała jest publiczność na dokument o głowie Kościoła rzymskiego (zwłaszcza, że to nie Jan Paweł II), nawet jeśli został on nakręcony przez głośnego twórcę. Na pociechę mamy małą wisienkę na torcie: na napisach końcowych możemy wysłuchać piosenki Patti Smith „These Are the Words”, napisanej specjalnie na tę okazję.

Paweł Tesznar (Snoopy)
Paweł Tesznar

Papież Franciszek – człowiek, który dotrzymuje słowa

Tytuł oryginalny: „Pope Francis: A Man of His Word”

Rok: 2018

Gatunek: dokumentalny

Kraj produkcji: USA

Reżyser: Wim Wenders

Ocena: 3,5/5