Dzikość serca – recenzja filmu „Ema”

Dzikość serca – recenzja filmu „Ema”

Zło. Duch. Wolność. Jedność. Amerykanizacja. Sztuka. Elementarne siły, energie przetaczające się przez nasze życie, przez jaźń jednostek zarówno najsłabszych, jak i najpotężniejszych. One od początku wyznaczały rytm kina Pablo Larraína, jednego z najciekawszych współczesnych reżyserów. Dyktatura zderza się z destrukcyjnymi związkami, depresyjna samotność z patologiczną wręcz wspólnotowością. U Larraína nie ma stanów pośrednich, od początku jego kariery nastrój i tematy są rozdygotane niczym język u wagi, na której ktoś podskakuje. W „Emie”, jego najnowszym projekcie, który do kin właśnie wprowadza Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, wszystkie doświadczenia dotychczasowej kariery Chilijczyka się kumulują, tworząc wybuchową i wysoce niebezpieczną mieszankę, od której jednak, niczym od płonącego napalmu, nie sposób oderwać wzroku.

Twórca do tej pory lawirował wokół tematów politycznych. Gdy wypiszemy leitmotivy jego filmów, otrzymamy wyjątkowo publicystyczną i hollywoodzką mieszankę; były to wszak, w chronologicznej kolejności: reżim Pinocheta, upadek rządu Allende, referendum przeciw Pinochetowi, pedofilia w kościele, zamach na JFK i biografia represjonowanego przez reżim noblisty. Zestaw, z którego moglibyśmy uzyskać z łatwością sałatkę ze sztampy i tabloidowości podlaną ojczyźniano-politycznym sosem, niczym u jakiegoś Roberta Glińskiego czy Dariusza Gajewskiego. Jednak nie w tym wypadku. Larraína zawsze bardziej niż historyczny entourage i rządowe boje interesowali ludzie. Ich słabości, paradoksy i histerie. Ludzie słabi, skupieni na sobie, zjednoczeni w złej sprawie, uciekający od rzeczywistości.

Pablo Neruda miał swoją poezję i sztukę, którymi próbował zagłuszyć prawdę, uwięziona w ekskluzywnych przestrzeniach Jackie Kennedy paląc papierosa za papierosem walczyła z myślami i mediami po śmierci męża, a zgromadzeni w ośrodku odosobnienia emerytowani księża, w filmie El Club, zmową milczenia i wyścigami chartów zagłuszali świadomość swoich win. Emie może być najbliżej do Raúla, pięćdziesięciolatka z filmu Tony Manero, który od życiowych porażek ucieka w taniec i naśladowanie głównego bohatera Gorączki sobotniej nocy, notabene innej postaci, która od swoich porażek uciekała w taniec. Ema jest jednak młoda, pełna energii, piękna, żyje w wolnym kraju, w którym śmigłowce nie kojarzą się ze zniknięciami przyjaciół. Czym jednak jest ta wolność? Czy jest nią toksyczny związek z niestabilnym psychicznie, dwanaście lat starszym i bezpłodnym biseksualnym fotografem? (Granym rewelacyjnie przez Gaela Garcíę Bernala). Bezpłodność jest tu zresztą kluczowa: to ona jest źródłem kompleksów Gastóna, orężem, ale i krzyżem Emy, która ponad wszystko pragnie zostać matką. Pragnienie to pchnęło ich do adopcji kilkuletniej kolumbijskiej sieroty, a niedojrzałość i psychiczne zaburzenia artystów doprowadziły z kolei do tego, że adopcja ta skończyła się fiaskiem, oddaniem dziecka, wzajemnymi pretensjami, psychicznymi załamaniami, kryzysem w związku i obsesją. To dopiero fabularny punkt wyjścia to emocjonalnego i psychologicznego rollercoastera, który zostanie nam zaserwowany.  Rollercoastera, który będzie uwzględniał romanse, miotacze ognia, orgie, intrygi, zdrady i przestępstwa.

Ema zabiera nas do największego chilijskiego portu, miasta które od zawsze fascynowało twórców, położonego na niezliczonych wzgórzach, Valparaíso. To założony w XVI wieku przemysłowy moloch, jeden z najważniejszych punktów handlowych i przemysłowych Ameryki Łacińskiej, wielokrotnie niszczony przez trzęsienia ziemi, wojny i bombardowania, paradoksalnie nazywany „rajską doliną”. Kinu przedstawił go jeden z najbardziej niedocenionych arcymistrzów dokumentu – Joris Ivens w stworzonym z Chrisem Markerem A Valparaíso (1963). To fascynujące swoim położeniem i architekturą, wpisane na listę zabytków UNESCO miasto, od lat możemy uważać za stolicę chilijskiego kina – osadzona tam była m.in. oscarowa Fantastyczna kobieta Sebastiána Lelio, a sam Larraín odwiedził je wspólnie z Nerudą. W Emie miasto to bez dwóch zdań jest jednym z głównych bohaterów. Jego duszny i jedyny w swoim rodzaju rytm powstały z połączenia industrialnych przestrzeni stoczniowych i portowych z ich robotnikami i szmuglerami, hipsterskiej kultury młodych oraz drobnomieszczaństwa klasy średniej, sprawia, że wszystko nagle zaczyna znajdować się na swoim miejscu. Nawet kiedy dynamika akcji, feeria barw i dźwiękowy ostrzał tworzą koktajl godny Climaxu Gaspara Noégo, to dzięki tym przestrzeniom, ciągłej grze nimi i montażowej żonglerce Ema skutecznie unika przekroczenia granicy realności, nie staje się przypowieścią ani metaforą, jak chociażby film Argentyńczyka, jest bliska i prawdziwa.

Larraín konstruując Emę czerpał zarówno ze swoich filmowych doświadczeń, jak i najlepszych wzorców współczesnego kina, dzięki czemu wyszło mu dzieło bezkompromisowe, fascynujące, ale wielu zapewne także odrzucające. To kino młodości, energii i paradoksów. Jednocześnie anarchistyczne i konserwatywne, skupione na formie, ale jednak wciąż wyrzucające na pierwszy plan treść i znaczenia. Jest tu queerowa melodrama młodego Pedro Almodóvara (nie mylić z jego starczym nudzeniem, nawet tak uwodzącym wielu jak w Bólu i blasku), agresywna estetyka późnego Gaspara Noégo (kto lubi Love, pokocha Emę), pijackie pogaduchy jak u Marczaka, ale z dziecięcą energią Skate Kitchen, a nawet sceny niczym z horroru, gdy ludzkie ciała zlewają się wręcz w jeden organizm, by złapać swą ofiarę, trochę jak rodzinka w Parasite, lecz bardziej… organicznie.

Ema to jedyne w swoim rodzaju przeżycie i prawdopodobnie jedyna tegoroczna premiera, którą, mimo wszelkich pandemicznych ograniczeń, musicie zobaczyć w kinie. Najlepiej siedząc jak najbliżej ekranu, by niczym nowofalowcy pozwolić wprawić każdą cząstkę siebie w ten wyjątkowy trans. Nie obiecuję, że się nie odbijecie, może Was zmęczy, może uznacie go za wydumany, nieprzekonujący, paradokumentalny w treści, bo i takie opinie się słyszy. Nie wiem, jak go odbierzecie, ale spróbujcie, bo warto.

Marcin Prymas
Marcin Prymas

Ema

Rok: 2019

Gatunek: melodramat, muzyczny, obyczajowy

Kraj produkcji: Chile

Reżyseria: Pablo Larraín

Występują: Mariana Di Girolamo, Gael García Bernal, Paola Giannini i inni

Dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Ocena: 4,5/5